Łukasz Dolata, 06.07.2009 / Foto: Artur Rawicz / mfk.com.pl

TAGI: Heineken Opener Festival, Madness

Jesteśmy najlepszą publicznością!

Sprawozdanie z trzeciego dnia Open'er Festival 2009

Line up trzeciego dnia od początku mnie nie zachwycał. Do tego dołączył deszcz, jeszcze liczniejsza publiczność i zmęczenie. Siłą rzeczy wziąłem całość lekko na przeczekanie.

Madness

Myślałem, że przez moje spóźnienie będę zmuszony odpuścić Madness. Bardzo szybko okazało się jednak, że koncert dopiero się rozpoczynał - wszystko przez opóźnienie lotów, a ponieważ na Głównej Scenie rozstawiał się już Faith No More - Madness wylądowali na World Stage. Scenę otaczał multum ludzi, głównie starszych - bo i starsi panowie grają. Było rock&rollowo, orkiestrowo, bez jakiś szczególnych atrakcji - ale solidnie. Jednym słowem nigdy fanem tego zespołu nie byłem i pewnie już nie zostanę. - W Angli mamy tylko pogodę. Nie ma seksu, nie ma jedzenia, nie ma zabawy, jest pogoda. - powiedział jeden z wokalistów i w tym samym momencie poczułem kroplę deszczu na swoim czole...

Emiliana Torrini

Po drodze na Dużą Scenę zahaczyłem jeszcze o Scenę Namiotową na której występowała Emiliana. Występ całkiem jak z płyty - liryczny, spokojny, kobiecy - niestety lekko przynudzający. Czas ruszać dalej.

Faith No More

Kropla, która nawilżyła moją skórę przyprowadziła kolegów. Na początku zaczęło kropić, a gdy stałem już pod sceną - padało. W końcu na scenę udekorowaną czerwoną płachtą wkroczyło oczekiwane przez bardzo wielu Faith No More. Na początku popowo, spokojnie… Po chwili jednak Mike Patton, w czerwonym garniturze, z laseczką w dłoni, pokazał swoje prawdziwe, diaboliczne oblicze. Rozpoczęło się siarczyste, rockowe show, dobrze zagrane i świetnie wyśpiewane/wykrzyczane przez wokalistę. Po chwili okazało się także, że jesteśmy najlepszą publicznością, jaką ten zespół miał do tej pory! Ci, którzy czekali na ten koncert, pomimo deszczu się na pewno nie zawiedli. Ja po kilkudziesięciu minutach, postanowiłem wybrać młodszych, a także zdrowie i powróciłem pod namiot.

White Lies

Okazało się, że nie tylko ja podjąłem taką decyzję. Pewnie najważniejszym powodem, który skłonił innych do podobnego manewru był padający deszcz, lecz gdy koncert już się rozpoczął, okazało się, że nie zabrakło także prawdziwych fanów White Lies. Kapela w repertuarze ma tylko jedną płytę, jednak jest ona na tyle popularna, że wokalista nie był jedynym śpiewającym na tym koncercie. W gruncie rzeczy są to nieśmiali chłopcy, którzy z przejęciem śpiewają o mrocznych sprawach. Wykonanie świetne - idealne odegranie płyty. Brakowało jakiegoś zaskoczenia - czegoś, czego nie uświadczyłem przesłuchując ich debiutancki krążek. Gdy wychodziłem po 40 minutach, Faith No More dopiero kończyło swój występ. Przestał także padać deszcz.