tło klikalne

Maciek Kancerek, 26.02.2014 / foto: P. Tarasewicz

TAGI: numer raz, depeche mode, dave gahan, martin gore, Natalia Kukulska, Artur Rojek, TVP, hirek wrona, Artur Rawicz, Teraz Rock, Piotr Tarasewicz, felieton, Gazeta Wyborcza

Powtórka z rozrywki: Depeche Mode a sprawa polska

Wspominamy wcześniejsze występy zespołu w naszym kraju.

Pewnym urokiem Depeche Mode jest to, że nie wdają się w niepotrzebne mizianie się publicznością, nie silą się na przemowy w obcym sobie języku. W ojczystym zresztą też nie. Wystarcza zwykłe "thank you". Oni doskonale wiedzą, że muzyka i emocje podkreślane przez całą oprawę wizualną koncertu, to jest klucz do serc fanów. Wizualizacje, fragmenty klipów, światła, telebimy realizacją tv w czerni i bieli... niby dużo tych elementów, ale żaden nie został przedawkowany, żaden nie dominował nad treścią występu – w ten sposób Artur Rawicz podsumowywał ubiegłoroczny koncert Depeche Mode w Polsce. Grupa wystąpiła 25 lipca na Stadionie Narodowym w Warszawie, grając dla kompletu publiczności (pod tym linkiem  znajdziecie relację i zdjęcia). Przypomnijmy także wcześniejsze wizyty grupy w naszym kraju.

Łódzki koncert Depeche Mode będzie siódmym, jaki zespół da na terenie Polski. Będzie też drugim występem przy okazji promocji wydanej w marcu 2013 płyty "Delta Machine". Wszystko zaczęło się blisko 30 lat temu – 30 lipca 1985 roku w Warszawie. Polska była jednym z 18 krajów odwiedzonych przez zespół w ramach trasy promującej album "Some Great Reward", a warszawski koncert jednym z 95 występów danych w okresie od września 1984 do grudnia 1985 pod szyldem "Some Great Reward Tour".

Początek koncertu wypadł bardzo chaotycznie, ale już pierwszy większy przebój "New Life", brzmiący zresztą ciekawiej niż na singlu i pojawienie się długo oczekiwanych świateł (rampy, paszcze krokodyla), których walory mogli ocenić głównie widzowie pozostający w głębi hali, zatarły pierwsze niekorzystne wrażenie - pisał wówczas dziennikarz magazynu "Non Stop", najbardziej wpływowego pisma muzycznego w Polsce w tamtym okresie. Po koncercie muzycy odwiedzili warszawski klub Park, czym wprawili w osłupienie grupkę fanów, która również bawiła się tego wieczora w Parku.

{reklama-ebilet}

Na kolejna wizytę Depechów polscy fani musieli czekać aż do września 2001 roku. Zespół ponownie wystąpił w Warszawie. Dużo się zmieniło – przede wszystkim w Polsce. DM przyjeżdżali do kraju, który miał za sobą przemiany polityczne i społeczne, będącego bliżej Europy, z której pochodzili muzycy. W 1985 roku nie ukrywali, że Polska trochę ich szokuje, tym razem czuli się już normalnie. Zmieniło się także Depeche Mode – w grupie nie było już Alana Wildera, zespół miał za sobą ciężki okres (m.in. uzależnienie narkotykowe i próba samobójcza Dave’a Gahana), a właściwie wciąż był w kryzysie. W trakcie promocji albumu "Exciter" (premiera odbyła się w maju 2001) muzycy robili dobrą minę do złej gry, ale już kilka lat później Gahan wspominał "Exciter" jako zły czas dla zespołu. Gdy pracowaliśmy nad płytą "Exciter", zastanawiałem się, dlaczego Martin nie nagra po prostu płyty solowej. Nie miałem właściwie żadnego wkładu w ten album - mówił w 2009 roku miesięcznikowi "Teraz Rock".

Depeche Mode wystąpili 2 września 2001 roku na warszawskim Służewcu. Po latach część fanów niezbyt dobrze wspomina ten koncert – lał potworny deszcz, do tego organizacja kulała, ludzie mdleli w ścisku. W odbiorze występu nie pomógł też fakt, że płyta "Exciter" nie plasuje się najwyżej w zestawieniach najbardziej lubianych albumów Depeche Mode. Codzienna Gazeta Muzyczna była na koncercie z kamerą, co zaowocowało nagraniem poniższych materiałów wideo zawierających intro oraz następujący po nim utwór "Dead Of Night", jeden z najjaśniejszych momentów "Exciter".







Na następną wizytę zespołu polska publiczność musiała poczekać pięć lat. Niby dużo, ale to przecież i tak nic w porównaniu z odległością między pierwszym a drugim koncertem. Inna sprawa, że nieobecność grupy w naszym kraju wynikała z prostej przyczyny – zespół nie koncertował. Po zakończeniu w listopadzie 2001 roku "Exciter Tour" muzycy zrobili sobie przerwę. Martin L. Gore dał kilka solowych koncertów promujących wydawnictwo "Counterfeit 2", Dave Gahan odbył solową trasę promującą krążek "Paper Monsters". 7 listopada 2003 roku Gahan wystąpił w katowickim Spodku.

Wreszcie, w marcu 2006 roku Gahan zawitał do Spodka wspólnie z kolegami (choć może to nie do końca dobre określenie, ponieważ relacje wewnątrz Depeche Mode nie są do końca koleżeńskie). W październiku roku poprzedzającego występ do sklepów trafiła 11 płyta grupy zatytułowana "Playing The Angel". To zespół kultowy w Polsce i wczoraj widać było, że niesamowicie oddziałuje na swoich fanów - mówił nam po koncercie Artur Rojek. Filigranowy artysta powiedział też, że oglądał występ z płyty stojącej i przy swoim wzroście musiał się sporo nagimnastykować, żeby cokolwiek zobaczyć. Numer Raz narzekał na publiczność: Stałem blisko sceny i myślałem, że będzie tam szał, wszyscy będą wrzeszczeli, że będzie wielki ścisk, że ciężko będzie tam wystać, a tu okazało się, że jedyną wrzeszczącą osobą byłem ja. Dla Numera było to pierwsze spotkanie z DM, artysta nie doświadczył ścisku w 2001 roku w Warszawie. Inny pogląd w relacji dla CGM.pl przedstawił Piotr Tarasewicz: Przyznam szczerze, że w życiu widziałem już kilka koncertów. Kilka nawet naprawdę dobrych. Na żadnym z nich jednak nie zauważyłem tego, co wczoraj na pierwszy rzut oka było oczywiste w Spodku. Depeche Mode nie mają fanów... oni mają fanatyków wyznających religię, która nazywa się Depeche Mode. Może właśnie dlatego wczorajszy koncert Anglików był tak wyjątkowy (...) Gahan czy Gore byli chwilami zupełnie zbędni, bo ich fanatycy i tak śpiewali za nich większość numerów.

14 marca w Katowicach, a już 9 czerwca w Warszawie, na stadionie Legii – tym razem zespół nie kazał czekać na siebie długo. Liczni polscy fani tej grupy wybrali ich muzykę, a nie oglądanie transmisji telewizyjnej z odbywającego się w tym samym czasie meczu naszych piłkarzy z Ekwadorem na tegorocznym Mundialu - czytamy w tekście zatytułowanym "Wybrali muzykę Depeche Mode zamiast meczu" na stronach internetowych TVP. Słusznie, piłkarze po słabym meczu wtopili z Ekwadorczykami 0:2, więc można było poświęcić mecz dla sztuki. Zwłaszcza, że sam koncert był zacny, o czym przekonywał Łukasz Kamiński z "Gazety Wyborczej" określając występ Depechów jako "bezsprzecznie jedno z największych artystycznych wydarzeń roku". Niestety, na skutek złośliwości rzeczy martwych, nasza fotorelacja z tego występu przepadła. Uchowało się kilka zdjęć, które można zobaczyć na stronie depechemode.pl .



Podwójne spotkanie w 2006, podwójne także w 2010. Większość doskonale to wie, ale na wszelki wypadek - to nie będzie pierwszy koncert Depeche Mode w Łodzi. Ba, to nie będzie pierwszy występ grupy w Atlas Arenie. 10 i 11 lutego 2010 zespół dał w tym obiekcie dwa koncerty promując płytę "Sounds Of The Universe". Granie muzyki elektronicznej na żywo, kiedy są żywe bębny, jest to zupełnie inna jakość - mówiła wówczas przed naszą kamerą trzęsąca się z zimna Natalia Kukulska. Artystka zwracała uwagę na stosunkowo niedużą ilość piosenek z promowanego wówczas albumu. Faktycznie, na 20 zagranych 10 lutego (pod tym linkiem  znajdziecie galerię) w Łodzi utworów, zaledwie cztery ("In Chains", "Wrong", "Hole To Feed" i "Miles Away/The Truth Is") pochodziły z "Sounds Of The Universe". Na repertuar nie narzekał Hirek Wrona: Dostałem hity, były utwory z nowej płyty, wszystko to, za co lubię Depeche Mode, było na tym koncercie (kliknij, żeby zobaczyć wideo ).

Wróćmy jeszcze na moment do ubiegłorocznego koncertu w Warszawie. Sam koncert? Świetny. Dave Gahan, Martin Gore i Andy Fletcher w wybornej formie (lepiej niż ostatnio w Łodzi!). I choć zespół promował głównie ostatni album "Delta Machine" (gdzieś tak 1/3 materiału zagranego na koncercie), to nie mogło zabraknąć depeszowym klasyków. "Black Celebration", "Walking In My Shoes", "I Feel You", "Enjoy The Silence" czy "Personal Jesus" to już ponadpokoleniowe hymny. Tym lepiej, że w wersjach koncertowych przearanżowane, podrasowane, wzbogacone, ale bez strat dla pierwotnych wersji. Wręcz przeciwnie - Arturowi Rawiczowi podobało się wówczas nad wyraz. Miejmy nadzieję, że tym razem będzie podobnie.