tło klikalne

Łukasz Kowalczyk, 26.03.2014 / foto: Artur Rawicz / mfk.com.pl

TAGI: wasz.txt

Album muzyczny – czy to już koniec?

Tekst nadesłany przez Czytelnika.

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że sprzedaż płyt w ostatnich latach drastycznie spadła. Wszystko wskazuje na to, że małe lustrzane krążki spotka ten sam los, co taśmy magnetofonowe i płyty winylowe (choć te obecnie przeżywają swój renesans). W dobie iTunesów, Deezerów, YouTube’ów już nikogo to raczej nie dziwi. Nie sprawdziły się poglądy niejakiego Elliota Carpentera, jakoby płyta CD miała przed sobą długą przyszłość w związku z jej namacalnością i "fizycznym posiadaniem" muzyki. Możliwość pobierania (nawet za hajs) pojedynczych kawałków, wydaje się być atrakcyjniejsza dla przeciętnego Kowalskiego, aniżeli bieganie po sklepach i kupowanie zafoliowanych pudełek. Jednak czy razem z upadkiem płyt CD, upadnie koncepcja albumu muzycznego? Nie sądzę.

{reklama-ebilet}

Co prawda można odnieść wrażenie, że muzycy obecnie koncentrują się na wypuszczaniu pojedynczych utworów. W końcu to single i teledyski najczęściej goszczą w mas mediach. Lecz wyznacznikiem ogólnego stylu samego artysty jest właśnie album. Tylko poprzez zbiór piosenek możemy zidentyfikować jego pomysł na twórczość. Najbardziej przełomowe momenty w karierze wokalisty czy zespołu wyznaczają daty premier płyt. To wtedy artysta ma najlepszą okazję do promocji i profitów. Bo choć na samej sprzedaży płyt nie zarabia już nikt (no może poza "top of the top" sceny, i wytwórniami publikującymi składanki), to właśnie wydanie albumu rusza całą medialną machinę – zapowiedzi, recenzje, wywiady etc. Wówczas organizuje się trasy koncertowe, które przecież są głównym źródłem dochodów muzyka. Ów machinę, znacznie trudniej zapuścić singlem, czy teledyskiem. Wytwórnie również nie są zainteresowane wydawaniem pojedynczych utworów. Serwisy, takie jak wspomniany wcześniej iTunes, umożliwiają zakup tylko kilku piosenek z danej płyty, lecz jak pokazują wyniki sprzedaży, chętniej pobierane są pełne wydawnictwa. Album to nie tylko muzyka. To również cała otoczka pod postacią okładki, sesji zdjęciowej, podziękowań, imprezy premierowej etc. Można ją porównać do zapowiedzi filmu - trailery do promomixów, plakaty do okładek. Swoją drogą te ostatnie, projektowane są w taki sposób, by dobrze wyglądały na ekranie iPoda (nie zawierają małych elementów – ostatnia płyta Red Hot Chili Peppers?).



Tak więc koncepcja albumu pozostanie żywa. Pomimo, że w ostatnim czasie można zaobserwować zmianę jego formy. Wydawnictwa coraz częściej są skracane, przypominają bardziej EP-ki aniżeli płyty długogrające (ostatnie płyty Justina Timberlake’a czy Pharrella Williamsa – 10 tracków). Jednak zwarta forma, zbioru utworów to nadal główny produkt pracy artysty. Album jest wpisany w kulturę muzyki i na zawsze w niej pozostanie.