tło klikalne

Karol Stefańczyk, 13.08.2014 / foto: P. Tarasewicz

TAGI: tede, Pezet, Onar, Płomień 81, felieton, Oko za oko, rym za ząb

Oko za oko, rym za ząb #7: Warszawska korona – część 1

Siódma część serii artykułów o konfliktach w polskim hip-hopie.

"- Słuchaj, wróciłem z pracy, wziąłem płytę Jeden Osiem... ee, Płomień 81. Słucham sobie, jem śniadanie, bo po nocy jestem...
- Dobra, do rzeczy, do rzeczy, chłopie.
- Stoisz?
- Stoję.
- To lepiej, kurwa, usiądź.
- No co jest, kurwa?
- W jedenastym kawałku Onar...
- Nie, nie!
- I z Nowatorem, stary... dissuje Ciebie.
- Haha, no z Nowaturem, hahaha! Oj, niewiarygodne, chłopie, kurwa!"




Tak rozpoczął się beef, który przez kilka – i tych cieplejszych, i chłodniejszych – miesięcy 2006 roku rozpalał publiczność w całej Polsce, a szczególnie w południowej Warszawie. Oto naprzeciw siebie stanęli reprezentanci Mokotowa i Ursynowa – Tede i Płomień 81. Czy było o co walczyć? Zdaniem tego pierwszego – tak – ale Pezet i Onar mieli odmienne zdanie. Poszło o wersy w "Co jest", kawałku nagranym wspólnie z Nowatorem i wydanym w październiku 2005 roku na albumie "Historie z sąsiedztwa". Onar rapuje tam: "Mam tak samo jak ty - swój rejon / Swój blok i ziomów, którzy z ciebie się śmieją / Bo bananowy dzieciak chce żyć jak na ulicy / Życie to największy skurwiel, który może cię przeliczyć / Więc się nie bujaj jak starej babie cycki / Tylko weź MPC, kartkę i żyj tym".


 

Czy wygląda to na diss na kogokolwiek? Raczej brzmi jak typowy antyhejterski utwór – i takiej wersji bronił zresztą później sam Onar. Jednocześnie wersy te w jakimś stopniu Tedego dotykają, tyle że – jak słusznie przyznał jeden z internautów – TDF to na tyle szeroka tarcza, że właściwie z każdej pozycji można w nią strzelać i trafić jeśli nie w środek, to chociaż w obwód. Tedzik najwyraźniej przeczuł (#domysły_i_spekulacje), że na ulicach w niektórych kręgach może mieć opinię żałosnego bananowego dzieciaka, które buja się "jak starej babie cycki", i kilka miesięcy później, pod koniec czerwca 2006 roku, opublikował "Zamknij pysk!". Przeczuł, jak sądzę, jeszcze inną rzecz – że na tym konflikcie może zarobić. Dlatego utwór nie trafił do sieci, ale na płytę "Esende Mylffon". Ot, taki mainstreamowy zabieg, bardzo amerykański. W "Zamknij pysk!" ksywka Onara nie padła, ale nawiązania do jego wersów były czytelne. Tede odwrócił tamte zarzuty, ale sam ataku nie wyprowadził. No, nie licząc czepienia się chrypki Onara i mocnego, szokującego wręcz wyznania: "Nigdy cię nie lubiłem i nie lubię".


 

Runda 1

"Nie było na ciebie dissów na Płomieniu, ale teraz będą". Pierwszy "oficjalny" kawałek P81 skierowany w stronę Tedego ukazał się w sieci dzień po premierze "Esende Mylffon". Wyprodukowany przez Kociołka numer do dziś może być wzorowym przykładem dissu. Na prostym, ale potężnym bicie Kociołka bryluje szczególnie Onar. Fakt, że dostarczył aż trzy zwrotki, nie powinien dziwić, w końcu był to przede wszystkim jego beef. Udział Pezeta najlepiej scharakteryzował jeden z internautów, który porównał go do dziecka, które na odchodne zasadza kopy Tedemu przede wszystkim za stare, płockie czasy. Ale wróćmy do Onara. Jego pierwsza zwrotka może być wzorem tego, jak rapować z nowojorskim, bezczelnym sznytem w stylu, dajmy na to, chłopaków z The LOX. "Próbujesz mnie zaatakować, ale brak ci argumentów / Punchline'ów, melodii, skurwysyństwa i patentów / Ja mam brudne ławki, możes mieć miękkie skóry / Ręce do góry, bang, bang, po sto rymów, do kabury" - te linijki, bardzo dobrze zarapowane, imponują do dziś i gdy teraz ich słucham, dochodzę do wniosku, że w tamtych latach Onar był rzeczywiście u szczytu formy. Albo ten dwuwers, który w bolesny sposób odnosi się do DJ-a Ostasza: "Używasz słowa lamus, dla mnie lamus to Tede / Bo na hajs wytwórni został wyjebany przez kolegę".

Jednak nie wszystkie linijki trafiają tam, gdzie powinny. Zarzucanie Tedemu utworu z Kukulską jest mało udane nie tylko dlatego, że sam Onar nagrywał z Nowatorem; tego typu atakiem właściwie tylko potwierdził to, o czym TDF rapował w "Kamieniach": "Pojadą nas za ten współudział". Nie do końca udany (ale tylko połowicznie, bo skojarzenia z Tedzikiem jako białym Jayem-Z miało w 2006 roku chyba wielu słuchaczy) był też fragment z czapkami New Era szytymi w Chinach, słusznie odbity później przez Tedego: "Chłopak zobacz teraz tył okładki / New Era daje mi czapki / Oryginał, szyta w Chinach de facto".


 

Na odpowiedź TDF-a nie musieliśmy zresztą długo czekać. Z sentymentem można dziś słuchać  tych sześćdziesięciu ośmiu skondensowanych wersów, które trwają raptem nieco ponad trzy minuty. Krótko, ale treściwie. Szkoda, że już od "Trzech koron" Tede zacznie myśleć o beefach inaczej – jako o sporach, które wymagają długich, rozwlekłych nagraniach, w których więcej szczekania, a mniej kąsania.

No, ale "68" to było jeszcze coś. Tede sprytnie ustawił sobie swoich rywali jako tych, którzy zarzucają mu mainstreamowość i amerykańskość, po czym skrupulatnie z tego obrazu korzysta i pokazuje, jak staje to niektórym w gardle. Wersy w rodzaju: "Kto jest polskim prawdziwym pieskiem? / Weź do mnie zajedź na karcie miejskiej" do dziś wywołują uśmiech na twarzy. Pezet? Płock? Przypominanie o tamtym mieście może być niebezpieczne: "Ty to jak ty, jechałem po Leszku / Ten sam styl pokonywania przeszkód". Nie wszystko w tym dissie było jednak jasne. Zarzut Tedego, że rapuje sam przeciwko kilku MC, byłby może słuszny, gdyby Mylffon rzeczywiście od samego początku mierzył jedynie w Onara. A jednak, cała ta rozmowa telefoniczna ze Staszkiem, pstryczki w stronę Nowatora – to wszystko musiało się odbić na charakterze konfliktu. No, ale to Tede, raper, który kilka lat później złożył się w ofierze dla dobra hip-hopu.

Runda 2

Wydany kilkanaście dni później "Knebel w pysk" zapowiadany był jako ostatni diss Płomienia w tym beefie. I rzeczywiście, od kolejnych, opublikowanych dopiero jesienią nagrań konflikt kontynuował w pojedynkę Onar. Ale o tym za chwilę. "Knebel w pysk" dostarczył dwie zwrotki autora "Osobiście" i jedną jego kolegi. Onar już nie straszy pistoletami i rysowaniem blachy na parkingu, sili się za to na kilka dowcipnych wersów. Gdy porównuje sygnety TDF'a do Cheeriosów,  brzmi całkiem zabawnie, ale te linijki z Frajerem i Chujkiem wiały, a dziś jeszcze bardziej wieją gimnazjum. Niezamierzenie śmieszny i żenujący jest natomiast spór o "Kryminalnych", przepychanie się o to, kto miał kogo grać i ile wziął – ot, każda ze stron szukała w tym wątku haka, a prawda jest taka, że i Pezet, i Tede ubrudzili sobie tym serialem ręce. Pezet nawet bardziej, bo w konflikcie stawiał się w pozycji prawilnego, nieprzekupnego ulicznika, który koniec końców nie potrafił sam odnieść się do "Kryminalnych" i zasłaniał się Onarem.

Kolejny nudnawy i nie do końca przemyślany wątek: współpraca z wokalistami. Kukulska, Nowator, Sidney Polak. Wszyscy oni przewijają się w zwrotkach tego beefu. I znów, przerzucanie się atakami o komercję nie było do końca na miejscu, bo jeśli już patrzeć na te utwory pod kątem "sprzedania się" (choć ja będę się upierał, że takie "Kamienie" to całkiem niezły utwór i szybka odpowiedź na to, co działo się wówczas w Stanach), to każdy z raperów miał coś na sumieniu. Jedyne, co pozostawało, to obracać to wszystko w żart. Dlatego brawa dla Pezeta za linijki: "Z Sidneyem i ziomami piję wódkę / A to wino, zanim się ogarniesz, wypiję z twoją dziewczyną".




"Ty na zwrotki potrzebujesz tygodni / Ja nie mogę się uwolnić od nich". Te wersy Tede mógłby zarapować równie dobrze teraz, gdy co roku wydaje dwupłytowe albumy, ale jak widać, wena nie opuszczała go też w 2006. Efektem "Trzy korony", błyskawicznie wydane sześć zwrotek, choć wątki, wokół których kręcił się beef, pojawiają się tylko w jednej, w której TDF rozprawia się z "Kryminalnymi" i pracą w stacji muzycznej. Tylko, no właśnie, czy aby na pewno było się z czym rozprawiać? Wtedy, osiem lat temu, pewnie tak, bo smród hip-hopolo czuć było na scenie, a każdy zarzut o komercyjność należało jakoś sparować. Dziś jednak – powtórzę – to przerzucanie gorącego ziemniaka mainstreamu może bawić.




"Trzy korony" to osiem minut i jako diss nagranie jest oczywiście rozwlekłe. Wydaje mi się jednak, że dobrze podsumowuje tę pierwszą część sporu, w której brał udział cały Płomień – to bowiem cholernie chwytliwy kawałek (a właściwie króciutki mixtape), w którym wszystkie bity, zarówno te Alchemistowe, jak i jeden Heatmakerzowy, fantastycznie hulają. I dziś, gdy ponownie przyglądam się temu beefowi, dochodzę do wniosku, że każde z powyższych nagrań przetrwało próbę czasu, tj. obok konkretnych zarzutów znalazły się tam przechwałki, które – na szczęście – z większym oporem poddają się upływowi czasu. ""Kto wygrał beef? Tede, Pezet czy Onar? Wygrał hip-hop, jak mawiał Hirek Wrona".

Trudno w tym konflikcie wyłonić zwycięzcę, bo i sam beef, w przeciwieństwie np. do tego Piha i Dużego Pe, nie miał w sobie pikanterii i atmosfery towarzyskiego skandalu. Przeciwnie, nawet po publikacji kilku utworów słychać było głosy, że Płomień i Tede ustawili konflikt, by podbić sprzedaż własnych krążków. Prawda to czy nie, trudno powiedzieć. Raczej nie, skoro spór ciągnął się jeszcze przez całą jesień (choć zwolennicy teorii spiskowych mogliby podkreślić, że znów zahaczył o oficjalną płytę, "Pod prąd" Onara). O tym – oraz o toczącym się na boku sporze Nowatora z TDF'em – w drugiej części, którą opublikujemy już w środę.