CGM.pl, 03.12.2014 / grafika: screen z youtube.com

TAGI: peja, felieton

Ale kanał, czyli jak Peja zablokował nam YT...

Należy się Wam wyjaśnienie...

To już ponad tydzień, jak oficjalny kanał CGM.pl na YouTube jest zablokowany. Najwyższa pora odpowiedzieć na wszystkie Wasze pytania. Hurtem. Tym bardziej, że sprawca całego zamieszania miał czas, by ochłonąć i pójść po rozum do głowy, na co liczyliśmy. Nie poszedł.
 
Nasz kanał na YT zablokował Peja. Jako właściciel tzw. "kanału premium" zgłosił naruszenie prawa autorskiego. Zgłoszenia są oczywiście fałszywe, ale administracja YT działa tu z automatu. Najpierw blokuje, a potem weryfikuje zgłoszenie. Przed nami upierdliwa papierologia. Co zabawne, to nie Ryszard ma udowodnić rzekome złamanie prawa, a CGM.pl swoją niewinność i absurdalność zgłoszenia.
 
Dlaczego absurdalność? Otóż Peja zgłosił naruszenie prawa autorskiego (!!!) do wywiadów, których sam nam udzielił (!!!). Żeby było zabawniej, to materiały te sam promował na swoich profilach społecznościowych. Chyba nikomu nie trzeba przypominać, że prawo autorskie do wywiadu przysługuje jego twórcom, czyli w tym przypadku serwisowi CGM.pl.

{reklama-ebilet}

Próbowaliśmy wyjaśnić sytuację i kontaktowaliśmy się telefonicznie z Ryszardem. Usłyszeliśmy, że skoro CGM.pl może pisać na jego temat co chce, to on może blokować nam co chce. Zwłaszcza materiały ze swoim udziałem. Chcieliśmy załatwić sprawę po ludzku i po prostu wykasować wszystkie materiały z Peją, ale usłyszeliśmy, że go to nie interesuje i żebyśmy zgłaszali roszczenia do YouTube. Kilka minut po takiej rozmowie dostaliśmy od Rycha SMS-a: "Wkurwieni, co? ;)". Nie, nie wkurwieni. Zażenowani raczej.
 
Postanowiliśmy dać zainteresowanemu kilka dni na ogarnięcie się i w ogóle nie wchodzić w tę dziecinadę. Jednak srogo pomyliliśmy się w ocenie sytuacji i osoby. To żaden dowcip, to zwykły nadąsany foch. Nie pozostało nam nic innego, jak przejście przez skomplikowaną procedurę stosowaną bez żadnych wyjątków w takich sytuacjach przez administrację YouTube. Teraz czekamy na jej wynik. I pewnie trochę poczekamy. Czekają też wszystkie materiały, które normalnie produkujemy. Czekają też artyści, którzy gościli i goszczą przed naszą kamerą. Co z tego, że ktoś przyjechał z drugiego końca Polski, żeby pogadać z Rawiczem i pochwalić się tym, nad czym pracował przez ostatnich kilka miesięcy. Rychu się obraził i wywiadu nie będzie. Przynajmniej przez najbliższych kilka dni. Co zrobić skoro są artyści, którzy zachowują się jak dzieciaki w piaskownicy.
 
Peja przeczytał w CGM.pl teksty i recenzję, która mu się nie spodobała i - jak przystało na zdystansowanego do siebie artystę i dojrzałego mężczyznę - strzelił focha i postanowił dokuczyć wszystkim. To, że świadomie skłamał zgłaszając naruszenia praw autorskich i nie wyraził żadnej chęci do cichego i eleganckiego rozwiązania sprawy nie ma tu już żadnego znaczenia. Pewnie dla niego ważne jest, że dokuczył. Jest powód do zacieszki. Brawo. Pewnie duma go rozpiera. Szkoda, że poza nami (a nam raczej ciężko dokuczyć) dokuczył przede wszystkim Wam, o swoich kolegach i koleżankach po fachu nie wspominając.

Czekając na reakcję YouTube rozważamy też powrót do własnego playera. Skoro jeden właściciel kanału premium wpadł na pomysł umyślnego blokowania legalnie działającego kanału na YT, to nie mamy gwarancji, że zaraz nie zrobi tego ktoś inny. Albo ktoś jeszcze inny jeszcze komuś innemu. Puszka Pandory. Rozczarowuje tylko postawa administracji YT, która pewnie nie wpadła na to, że tzw. partner generujący przyzwoity ruch z odtworzeń i reklam może okazać się sfochowanym nastolatkiem, który nadużywa swoich praw jako partner serwisu.

Jak postępowanie Peji ma się do treści, które wkłada w swoje szesnastki? Chyba sami wiecie, jak to ocenić. My zaś nie zmienimy naszej polityki. Nasi autorzy podpisując się pod tekstem imieniem i nazwiskiem wciąż mogą liczyć na pełną autonomię w wyrażaniu swoich poglądów. Nawet jeśli krytykują płytę, nad którą mieliśmy patronat lub płytę, której wydawca czy dystrybutor wykupił u nas reklamę (jak w przypadku ostatniej pozycji Peji). Bo dopóki krytyka jest konstruktywna i szczera, to ingerować w tekst nie będziemy. Nawet jeśli dystrybutor naciska na nas, byśmy wprowadzili korekty do tekstu. Bo to dla nas jest najzwyczajniej w świecie nie na miejscu. I tyle.
 
Redakcja CGM.pl
Piotr Tarasewicz
Wojciech Ekonomiuk
Artur Rawicz
Maciek Kancerek
Karol Stefańczyk

 Przeczytaj tekst o raperach, którzy powinni odpocząć.

Z kolei tutaj znajdziecie naszą recenzję płyty "Książę aka. Slumilioner"
 .