Maciek Kancerek, 28.01.2017 / foto: cgm.pl

TAGI: Piotr Rubik, Mrozu, Forin

"Eksperymentowaliśmy i nie baliśmy się odważnych ruchów" - rozmawiamy z Mrozem o płycie "Zew"

W czwartek premiera singla "Sierść".

Temat rozwoju jest jednym z najchętniej poruszanych przez artystów. Przy okazji prawie zawsze pojawiają się deklaracje, że "poszliśmy do przodu" i "nasza nowa płyta zaskoczy", ale w praktyce bywa z tym różnie. Po zapoznaniu się z wstępnymi wersjami kilku utworów z nadchodzącej płyty Mroza "Zew", możemy z całą stanowczością stwierdzić, że materiał różni się od wcześniejszych dokonań artysty, choć nie tak diametralnie, jak sugerowałaby to przygotowana przez Forina okładka, nawiązująca do stoner rocka i sludge'u.

- Wydaje mi się, że w kontekście nowej płyty możemy mówić bardziej o ewolucji niż rewolucji – śmieje się Mrozu. - Nie poszedłem w stronę zupełnie innej estetyki. Raczej dopracowałem ten styl, w którym ostatnio można było mnie zobaczyć i usłyszeć. Mimo wszystko myślę, że ta płyta będzie dużym zaskoczeniem, mam nadzieję, że pozytywnym. Jest tutaj dużo takiej influencji lat 70., muzyki gitarowej, psychodelii. Będzie można to usłyszeć już w pierwszym singlu "Sierść", który wraz z klipem pojawi się w czwartek.

Piosenka "Sierść" przynosi puls "ska", kojarzące się z The Doors klawisze, na których zagrał Tomasz Świerk, ale przede wszystkim drapieżną gitarę Marcina Borsa, którą trudno nazwać przyjazną stacjom radiowym. Kiedy zapytaliśmy artystę, czy nie obawia się, że rozgłośnie nie wesprą jego nowego materiału tak chętnie jak było to przy okazji krążka "Rollercoaster" z 2013 roku, Mrozu odpowiedział: - Nie powinienem się tym przejmować. Opinia stacji radiowych nie była dla nas kluczowa albo determinująca naszą pracę. W "Sierści" pojawi się trochę szorstkich brzmień, na płycie będzie ich więcej. To w jaki sposób nasze nowe piosenki zostaną przyjęte, nie zależy od nas. My swoje już zrobiliśmy – wykonaliśmy najlepszą robotę, na jaką było nas stać, włożyliśmy w ten materiał wszystkie swoje umiejętności, zapał i pasję. Jestem pozytywnie nastawiony. Daliśmy te piosenki od odsłuchu ludziom, którym ufam, którzy też siedzą w muzyce i podoba mi się to, co robią. Po ich opiniach mogę stwierdzić, że będzie dobrze.



Duży wpływ na ostateczny kształt albumu miał fakt, że muzycy mogli pracować nad nim według własnych założeń, nie goniły ich terminy, nikt nie wtrącał się w ich kreatywne działania. - Przy pracy nad płytą raczej nie musiałem się zastanawiać ani myśleć o żadnych ramach czy szufladzie. Daliśmy sobie wolność i płyta powstała raczej w atmosferze chęci zrobienia czegoś dobrego. Mieliśmy ku temu odpowiednie warunki i czas. To nie była praca, podczas której musieliśmy myśleć o jakichś schematach i regułach, tylko chcieliśmy zrobić coś dobrego – przyznaje Mrozu.

- Piosenki powstawały u mnie w studio już pod koniec 2014 roku. W kwietniu 2016 przyjechałem do Marcina z materiałem i całym moim studiem. Intensywna praca trwała do końca roku, czyli naprawdę długo. Na tle moich wcześniejszych płyt to była najdłuższa, najbardziej żmudna i wymagająca robota. Nagraliśmy masę żywych instrumentów, w tym takich, które nie pojawiały się wcześniej u mnie, jak choćby klawinet czy wibrafon. Mamy tam masę przeszkadzajek, jakichś zupełnie nowatorskich rozwiązań. Eksperymentowaliśmy i nie baliśmy się odważnych ruchów – wyjaśnia.




Na nagraniem albumu "Zew" czuwał Marcin Bors, jeden z najbardziej cenionych polskich producentów muzycznych. - Tym razem podeszliśmy z do współpracy tandemowo. W większości Marcin dodawał tę swoją magiczną wartość, służył dobrą radą. Spoglądał całościowo na piosenkę i mówił, co można zrobić, żeby była lepsza – mówi nam Mrozu i dodaje: - W paru piosenkach wrzucił swoją harmonię, ale przede wszystkim wniósł ten swój niepowtarzalny sznyt, brzmienie gitar. Kompozycje wychodziły ode mnie, ale w trakcie pracy mogły delikatnie się zmieniać. Trzon zostawał, ale to co Marcin dodał... wiem, że nikt w tym kraju by czegoś takiego nie zrobił.

W gronie osób zaangażowanych w prace nad nową płytą znaleźli się wokalistka Patrycja Gola, która zaśpiewała w chórkach oraz Piotr Rubik, gitarzysta grup LemON i Bulbwires. - To moja pierwsza płyta, na której nie będzie takiego typowego featuringu. Nie będzie utworów takich jak "Jak nie my to kto" z Tomsonem czy "Nic do stracenia" z Sound'n'Grace. Paradoksalnie wydaje mi się, że to będzie kolejny atut tej płyty. To taka autorska muza i historie, które na niej opowiadam, wychodzą ode mnie. Patrycja śpiewa w chórkach, a Piotrek jest współkompozytorem piosenki, które weszła na album rzutem na taśmę i myślę, że jest jednym z jego najmocniejszych punktów. Poza tym pojawiają się liczni muzycy – pianiści, bębniarze, sekcja dęta – wylicza muzyk.




"Zew" trafi do sprzedaży 24 lutego. Wkrótce po premierze płyty CD i wersji elektronicznej, pojawi się także winyl. - Ze względu na czas produkcji płyty winylowej nie udało nam się zgrać tego w terminie i wypuścić równolegle, ale ogromnie ekscytuję się tym, że ta płyta doczeka się takiej wersji, bo to organiczna muzyka, która idealnie pasuje do analogowego nośnika. Winyl to w ogóle piękna sprawa, od tego zaczynałem swoją przygodę z muzyką w domu rodziców. Dziś całą ich kolekcję przewiozłem do siebie, cały czas ją zresztą powiększam. Cieszę się, że wkrótce będę mógł dołożyć do niej także swoją płytę– mówi nam Mrozu.