Artur Rawicz, 27.03.2017 / foto: Ewelina Eris Wójcik / mfk.com.pl

TAGI: John Porter, Nergal, Artur Rawicz, z bliska, Me And That Man

Z Bliska: Me And That Man

Kto jest kim? Kto kogo zmienił? Kto i czym ryzykował? Kto i co wygrał? Szczera rozmowa z Nergalem i Johnem Porterem o Me And That Man.

GENESISS, MALEŃCZUK, GIENEK LOSKA, ALEISTER CROWLEY



Me And That Man
"Songs of Love and Death"
Wydawca: Agora / Cooking Vinyl
Premiera: 24 marca

A - Jaka jest geneza Me And That Man?

NERGAL - Genesis of Aggression...

A - Nie ten zespół, pytałem o genezę...

PORTER - Genesis okropne, straszny zespół (śmiech).

A - Tam na wyspach to nie lubią Genesis, to jest straszny obciach...

NERGAL - Oni lubią Sex Pistols, my też na szczęście.

PORTER - No, ale później Gabriel bardzo ładnie się spisał, jego trzecia płyta solowa jest wybitna!

A - Tam jest masa fajnych rzeczy, to prawda... Ale wy się spotkaliście u Maćka Maleńczuka, z pięć lat temu, co to było?

PORTER - Nasze cienie się spotkały, ponieważ nagrywaliśmy osobno, ja nawet nie wiedziałem, że on tam śpiewa. Maciej mówi - słuchaj, dograsz się gościnnie? Czemu nie, pomyślałem, jestem otwarty gość... i wtedy on mi powiedział, że tam jest Nergal.

A - I jeszcze Gienek Loska był. Brakuje wam Gienka Loski w zespole?

PORTER - Tak, a kto to jest?

NERGAL - Ten który jak Niemen zapierdalał, prawda?

A - No tak (śmiech).

PORTER - Maleńczuk bardzo żałował, że Nergal nie chciał śpiewać tak jak w Behemocie...

NERGAL - Jak to?

PORTER - ...i mówił że, próbował cię przekonać, żebyś (John naśladuje growl Nergala)

A - Growlem pocisnął?

NERGAL - Kto tak mówił?

PORTER - Maleńczuk, hallo?




A - Stop. To było tytułem żartu. Ten Maleńczuk i chyba 2012 rok, to było "Psychocountry", wtedy kiedy się znaleźliście na jednym tracku. A co z MATM?


NERGAL - To mój pomysł… Wymyśliłem sobie czterech tenorów country w Polsce. Tylko my z country to chuja wspólnego mamy (śmiech).

A - No dobra, coś tam jest z tego country, nie gadaj...

NERGAL - Maciek zaproponował mi zrobienie piosenki, coveru jakiegoś. Ja pamiętam, że wtedy jogging robiłem, no i wymyśliłem to podczas joggingu, że śpiewam ja, John, Maleńczuk i Loska. On wtedy wygrał X-factora, był na tapecie. Pomyślałem, czemu nie. Jest bluesmanem, może to razem zagra? I tak zrobiliśmy ten numer. Dostałem numer telefonu Johna i wysłałem SMS-a: "I'm so proud, it’s cool that you are part of it. And stuff like that..., but he never texted me back". I co dalej? I tyle. Piosenka sobie żyła swoim życiem.

A - Całkiem niezłym życiem.

NERGAL - Całkiem. Daliśmy radę.

PORTER - Ja nigdy tego nie słuchałem.

A - Nie słuchałeś tego??? To znajdziemy...


NERGAL - I jak John wylądował w Mystic, to dla mnie to było "bang" w głowę. To jest ten moment, żeby w końcu wykonać telefon.

PORTER - Każdy inny by mu odmówił (śmiech).

A (do Portera) - To jest mniej więcej ten sam moment w którym wydajesz "Back In Town"?

PORTER - Tak, tak, tak, tak! I pamiętam, że wtedy zacząłem... akurat "Back in Town" wydała Agora. Szykowałem się do "Honey Trap" i wtedy kręciłem się w Mysticu trochę. I właśnie tam Michał (Wardzała, szef Mystic Production - przypis A.R.) mówi: wiesz, ten Nergal słuchał demo i mu się podoba i tak dalej (śmiech).

A - Zaskoczyło cię, że Adam słucha takiej muzyki? Że penetruje takie rejony?

PORTER - Nie, bo lubi dobre rzeczy...

NERGAL - O! (śmiech)

A - Mówisz jak dyplomata.

PORTER - Nie, nie. To jest fajnie. Ja nie słucham na przykład ostrej muzyki.

NERGAL - Nie mówi jak dyplomata, bo heavy metalem gardzi!

PORTER - Absolutnie nie jestem metalowiec, w ogóle. Bliżej mi do hard rocka. Jak już wskakują takie wysokie obroty, to odpadam. Nigdy tego nie lubiłem.




A - A czy ty się nie bałeś wejść we współpracę z takim typem?

PORTER (patrząc na Nergala z uśmiechem) - Z takim typem...? Nie.

NERGAL - Spod czarnej gwiazdy…

A - No wiesz, czarne serce.

PORTER - Nie, myślę, że nie. To właśnie jest bardzo ciekawe. Muszę tu przyznać się do dużej fascynacji czarną magią. Jak miałem około 18 - 19 lat, to zbierałem książki Aleistera Crowleya "The Great Beast" i inne. Były jeszcze jego takie próby fikcji jak "Moonchild" czy coś takiego. Słabe to było, ale się jeszcze czytać dało. Jeszcze był John Faust, The Magus...

A - Tym samymi sprawami się fascynował też Page…

NERGAL - I Geezer Butler!

A - Masę było muzyków, którzy eksplorowali te...

PORTER - Page? (śmiech)

A - Jimmy Page, słyszałeś kiedyś?


PORTER - Coś mi się obiło o uszy. Wracamy na ziemię, to są miłe historie, ale ich wspominanie może mi zająć cały dzień. To byłoby miłe, ale trudno... Wracając do MATM, w końcu ten typ zadzwonił od mnie.

NERGAL - That man.

PORTER - That man, nie wtrącaj się, zaraz będziesz mówił, don't worry! Zadzwonił i zaproponował, żebyśmy się spotkali. "Ciekawie, ciekawe" - pomyślałem i faktycznie spotkaliśmy się. Trochę sztywno było, bo nie znaliśmy się, ale rozmawialiśmy dość swobodnie, i obydwaj stwierdziliśmy - to może coś spróbujemy, może pomyślimy o czymś wspólnym? Później on zniknął, jak nastolatek, odkryć Amerykę, czy inną Afrykę. Ale wrócił. Nie wiem jak długo trwał ten okres, jakieś półtora roku, coś takiego...

NERGAL - Dłuuuugo.

PORTER - I wtedy skontaktowaliśmy się znowu. Spotkaliśmy się u mnie i spróbowaliśmy, czy faktycznie mamy coś wspólnego muzycznie. I okazało się, że tak.

A - Ale tak od samego początku...

PORTER - No, to jest właśnie ten początek. I ten bardzo fajny element w tym wszystkim, że wszystko toczyło się samo i nikt nam nie przeszkadzał.

A - A nie było takiej sytuacji, że Adam musiał cię jednak przekonać? Nie musiałeś nakreślić jakiejś granicy. Powiedzieć: dobra, jest Behemoth, ty jesteś w Behemocie, ale odtąd zaczyna się inna kraina?

PORTER - Nieeee. Przecież jestem dorosły, umiem być z ludźmi. Przekonać? Nie, tak artysta nie rozmawia z artystą.

A - Bo to trochę tak wygląda, jakbyś zagospodarował Adama, zaraz ci powiem, o co chodzi...

NERGAL - Jeżeli tak się stało, bo pewnie dlatego, że to ja tego potrzebowałem.

A - Muszę was prowokować na potrzeby tej rozmowy.

PORTER - Dobrze, dobrze… odpierdol się (śmiech).

NERGAL - Więc poszedłem do niego trochę na zasadzie "hej John, pokaż jak to się robi". To wielkie uproszczenie, ale tak to czułem.

A - Znalazłeś mentora?

NERGAL - Poniekąd tak.

PORTER - Ach, bez przesady!




NERGAL (pokazując na Johna) - Nie, czemu? Nie jest, kurwa, Dalajlamą, daleko mu do jakiegoś guru, ale zjadł zęby na muzyce, która jest mi bliska, którą lubię, i w której zapragnąłem się rozwijać. A przynajmniej sprawdzić.

A - Tu bym się kłócił, czy to jest rozwijanie, czy sprawdzanie... Pewnie jedno i drugie. Adam, kiedy ty się zacząłeś interesować takimi gatunkami muzycznymi? Kiedy zaczęło cię to kręcić, bo pamiętam jak przy okazji podsumowania 2015 roku jako jedyni w Polsce, uznaliśmy ostatnią płytę Hugo Race'a za album roku...

PORTER - Która płytę?

A - Hugo Race and True Spirit, ona jest bez tytułu. Świetna płyta.

PORTER - Znam to, znam! Zajebista jest!

NERGAL - Ale już ostatnia jest słaba.

A - Na pewno surowsza.

NERGAL - Kupiłem winyl… i się rozczarowałem.

PORTER - A ja kiedyś kupiłem jakieś DVD kręcone w Polsce!

A - W CDQ rejestrowane. Wieki temu.

PORTER - To DVD też jest słabe. Słabe technicznie.

A - Też to mamy, obraz chyba 720p. No, ale jest!

PORTER - No, jest.


HUGO RACE, FUNERAL BLUES, LOVE, DEATH i TRUE DETECTIVE

A - Wracając do tych podsumowań 2015 roku... Zrozumiałem, że wtedy gdy ty uznawałeś płytę Hugo Racea za płytę roku, to wasza kolaboracja z Johnem już sobie kwitła...

NERGAL - Tak.

A - I zaczęło się dobieranie muzyków kluczem trójmiejskim znowu? Weźmiemy sobie takiego mało znanego basistę...

PORTER - Małego (śmiech).

A - Jest jeszcze jedna historia, którą chciałbym wyjaśnić, zanim takie pytanie zacznie was wkurwiać. Kto jest kim w Me And That Man? Widziałem jak Adam wrzucił na fejsa ten wywiad z Newsweeka, pokazując zdjęcia wskazywał kompletnie odwrotnie. Mówiąc "Me" pokazywał na Johna.

PORTER - Pomyśl o tym.

A - Wciąż myślę. Artystycznie czy twórczo, dla Adama, to jest to skok do zupełnie nowej wody. Jako fan pływa w niej od dawna. Dla ciebie, John, to trochę jak powrót do początków twojej twórczości. Wszystko mi się jakoś splata w MATM.

PORTER - Ale to jest mimo wszystko najcięższe co zrobiłem do tej pory, prawda?




A - Jesteście świadomi tego, że ta płyta, czego w ogóle wam bardzo życzę, jest skazana na sukces pewnie bardziej na zachodzie niż w Polsce?

PORTER - Nie mam zielonego pojęcia. To jest człowiek, co gra na zachodzie, będzie lepiej wiedział o tym.

NERGAL - Ja nie wiem. Natura tej muzyki jest z definicji niszowa. A biznes jest… kurwą, tak jak życie. Nigdy nie wiesz, jak rozegra naszą partię szachów. Wiesz, "hype" jest spory w Polsce póki co. Na świecie też jest jakieś poruszenie… zagramy koncerty, zobaczymy.

PORTER - Poważnie, nie wiadomo. Są pozytywne sygnały z zachodu, ale to nie znaczy, że taka muzyka się sprzeda, prawda?

A - Bo jeszcze niedawno były takie dyskusje czy muzyka gitarowa się kończy, czy nie?

PORTER - A to bzdury! To nigdy się nie skończy, ponieważ to jest najprostszy sposób wyrażania emocji!

Nergal: Ilu było już proroków przepowiadających koniec muzyki gitarowej… a historia zawsze zatacza koło. I nawet kiedy gitara, solówki, na moment przestały być na pierwszym planie i ustąpiły miejsca jakimś beatom czy innym technicznym dziwolągom, to tylko po to, żeby jak fala powrócić z jeszcze większą siłą.

A - Był taki moment, kiedy patrzyliśmy na to, co się dzieje choćby na naszym rynku. Takich płyt, jak twoje dwie ostatnie było niewiele. Dopiero od kilku lat zaczynają ponownie eksplodować takie rzeczy jak Tomek Organek.

PORTER - No widzisz, ze smutkiem odpowiem, że tak.

Nergal: Polska muzyka rockowa ma się coraz lepiej. Kim Nowak, Organek, Waglewscy… dużo dobrego stoner rocka jest. Zbyt dużo artystów, żeby wymieniać. Ale dzieje się!

A - Myślicie, że to jest taki trend, który na zachodzie też jest?

PORTER - Tak.

A - Tylko trochę nie chce mi się wierzyć, że braliście pod uwagę jakieś trendy...

PORTER - Nie, nic nie braliśmy pod uwagę. Ciągle są takie te głupie pytania, czy braliśmy pod uwagę, do kogo jest to adresowane, itd. Po prostu jak się robi coś, to się robi, a nie duma. Później się dopiero zaczynasz zastanawiać, co zrobić z tym towarem (śmiech).

NERGAL - Ja mam wrażenie, że my wielu rzeczy o tej płycie, o zespole i o przyszłości dowiemy się od was... od dziennikarzy, fanów. My wyrzuciliśmy z siebie coś, co było naturalne. Sztuka jest dla mnie formą defekacji, opróżniania systemu z emocji. MATM to twór na wskroś organiczny, anty-korporacyjny. Ja zawsze głęboko wierzę, że prawda się zawsze obroni… a czasem nawet sprzeda.




A - No, jest to możliwe (śmiech).

NERGAL - Wiesz co, nie wiemy, gdzie nas to zaprowadzi. Sama podróż jest szalenie ekscytująca. Nie rozmawialiśmy na zasadzie: "Ej John, spotkajmy się, zróbmy coś, trafmy tutaj i tutaj, sprzedajmy produkt". Nasze działanie było pozbawione kalkulacji, nie było żadnej analizy rynku etc. Dlatego teraz trochę nie wiemy, co nas czeka. Ale się jaramy!

A - Ok.

PORTER - Było "zróbmy cos fajnego".

NERGAL: Podpalmy świat!

A - To jest, John, taka technika pracy, którą ty zawsze stosowałeś: whisky, muzycy, gramy.

PORTER - No.

A - Nawet jak się coś chwieje i nie jest idealnie w punkt, to jeśli jest prawdziwe i szczere, pełne emocji, to bierzemy to na płytę mimo wszystko?

NERGAL - U nas się chwieje dużo, ale to jest piękne. Myślę sobie, że "Songs..." to płyta pełna niedoskonałości… czyli prawdy ludzkiej w czystej formie.

A - Na tym to chyba polega, ale ja jestem tylko słuchaczem. Zgaduję wasze emocje. A próbowaliście definiować to, co wam wyszło? Co to jest za gatunek?

PORTER - Nie mam zielonego pojęcia, serio.

NERGAL - Nekro blues.

A - Nekro blues, funeral blues?

PORTER - Nekro blues? (śmiech) Nie ma ucieczki od jego świata (śmiech)

NERGAL - Funeral blues sounds good, too!

A - Ale to piosenki o miłości i o śmierci?

NERGAL - A to nie to samo?

A - To dwa fundamentalne tematy.

PORTER - Niekoniecznie, bo jak pomyślisz o tym...

A - Nie?

PORTER - Love, death?

A - Śmierć spotka przecież każdego, a miłość...

PORTER - Miłość niekoniecznie.

A - E tam, miłość też spotyka prawie każdego, przynajmniej jest ta matczyna.

PORTER - Od miłości tez można umrzeć!

NERGAL - Dokładnie. Miłość często zabija ludzi. Jak powiedział klasyk. Wystarczy tylko ją znaleźć (śmiech).

PORTER - Oooo, ja to wiem!




A - No, o śmierci mówią, że wyzwala.

NERGAL - Redemption, które też się pojawia, odkupienie, prawda...

A - Aha, to wszystko co wymieniacie, to przecież fundamenty rocka, bluesa...

NERGAL - Ja myślę, że na płycie jest dużo klisz, zarówno sonicznych jak i literackich. I my się nimi bawimy. My sobie tym żonglujemy, przestawiamy dla własnych potrzeb i zabawy. Formujemy je tak, żeby nam dobrze pod paluchami grały.


ON THE ROAD, ZYSK, HIGIENA i NIEBIESKIE JEANSY

A - A co z motywem drogi, który się przeplata ciągle na waszej płycie? To przy okazji wylazło?

NERGAL - Myślę, że droga symbolizuje tutaj przede wszystkim poszukiwanie siebie. Z jednej strony słuchając Me And That Man możesz mieć poczucie, co często słyszę, że to powinno być ścieżką dźwiękową do "True Detective", czyli też taki film drogi, a z drugiej strony, to droga jest metaforą poszukiwania siebie i nadawania jakiegoś sensu życiu, bo przecież życie nie ma sensu...

A - Samo w sobie pewnie nie.

NERGAL - Właśnie.

A - Dopiero musisz mu go nadać, to fakt. John, czy ty potrafisz powiedzieć, co który z was zyskał na tej współpracy? Nie w merkantylnym sensie, tylko czy Ty zobaczyłeś coś nowego muzycznie? Czy Adam zmienił sposób, w jaki patrzyłeś na granie, na muzykowanie?

PORTER - Nie, nie. zupełnie nie. Mój zysk przede wszystkim jest taki, że nagrywając z nim docieram do większej publiczności, ale nie raczej nic nowego nie spotkałem. Przede wszystkim jednak zyskałem fajne doświadczenie grając na żywo z tymi muzykami. Nergal bardzo się podniecał, bardzo fajnie było na to patrzeć. I myślę, że Negral zyskał pod pewnym względem. On pod względem artystycznym dużo więcej zyskał, ponieważ udowodnił, że może coś takiego robić. To był radykalny, odważny krok. Podjął się śpiewania tak zwanym normalnym głosem, co na pewno nie było łatwe dla niego.

To chyba było wtedy, kiedy nagrywaliśmy demo "My Church Is Black"... to był jego pierwszy raz. Adam wywalił mnie w ogóle ze studia, bo tak się wstydził śpiewać. To było bardzo śmiesznie! Myślałem "kurwa, co to jest za wspólny projekt, skoro ja mam się wynosić ze studia?". Ale później zrozumiałem o co chodzi.




Myślę, że dla niego bardziej jest taki zysk, a dla mnie jest fajnie, że kolejną rzecz zrobiłem bardzo klimatyczną, męską. Spotkałem i spotykam ciągle bardzo fajnych ludzi dzięki Me And That Man. Czyli dla mnie jest też zysk turystyczny (śmiech).

A - Ok, a to zwrócę ci uwagę na jedną rzecz, której być może nie zauważyłeś przy okazji tego projektu. Jak się słucha całej płyty po raz kolejny, po raz któryś, to zaczyna się słyszeć, że nie jest to tak zwany "projekt" tylko, że jest to grupa przyjaciół. Tego się nie da schować w muzyce, nie ukryjecie tego, że wy się polubiliście, że wy razem chodzicie na koncerty innych wykonawców, obserwujecie jak oni grają.... Zwróciłeś n to uwagę?

PORTER - Nie, bo nie wiem czy jesteśmy przyjaciółmi aż do takiego stopnia. Mamy bardzo fajną relację i od pewnego momentu jesteśmy bardzo blisko siebie, ale przyjaciółmi? Ja nie wiem. Mam swoje lata i potrzebuję dużo czasu, by dojrzeć do takich słów. Czasami, jak to się mówi, podzielimy się wrażeniami na jakimś koncercie, raz na jakiś czas, ale raczej każdy ma swoje życie i prowadzi je po swojemu. Uważam, że to jest najzdrowszy sposób. Zamiast być jakimś gangiem, który chodzi wszędzie razem. Może już nie te lata, ale myślę, że to jest naprawdę zdrowe. Za dużo tego przyjacielstwa może brudzić stosunek muzyczny, wiesz o co chodzi?

A - Może przeszkadzać.

PORTER - Tak, to może przeszkadzać w higienie zespołu, zwłaszcza w kluczowych momentach.

NERGAL - A ja mam nadzieję, że słychać tę naszą relację w muzyce. Myślę, że na pewno słychać to, czym się wymieniamy! Nie musimy być gangiem rozbijającym się ciągle po mieście, po koncertach, ale jest dużo wspólnych płaszczyzn, wymiarów, w których jesteśmy jednak blisko, dajemy coś sobie.

A - Podoba mi się to, że w różny sposób postrzegacie te same sprawy. To bardo atrakcyjne w kontekście muzyki Me And That Man.

NERGAL - Myślę, że na pewno słychać w moich dźwiękach to, że gram z Johnem, a nie obok niego. Czuć tę inspirację. Jak jest w drugą stronę, nie wiem. Ale pamiętając, jak John przyszedł ubrany na pierwsze spotkanie, wierzę że wpływ mój był taki na niego, że od tamtej pory zaczął się nosić na czarno (śmiech Johna). Bo uwaga! Na spotkanie przyszedł..

PORTER - (zanosząc się śmiechem) Shut up!

NERGAL - W niebieskich jeansach, w jakiejś koszuli, chyba niebieskiej w kratę i miał 20 kilogramów więcej...

PORTER - A tak, byłem dużo grubszy.

NERGAL - I później pamiętam, przyjechał do Sopotu któryś to raz, któryś z kolei, i miał taką koszulę w tym stylu (wskazuje na Johna).

PORTER - Już nie białą?

NERGAL - A ja zażartowałem: "Wyglądasz jak pastor" i on tak się żachnął, mówi "A, co źle?", "Nie, super!", bo uważam że to pasuje do jego entourage.




PORTER - On robi sobie ze mnie jaja, więc chciałbym dodać do tego, że rzeczywiście zaszła we mnie zmiana, może nie stylistyczna, ale kolorystyczna. To fakt, ponieważ byłem po rozstaniu i to był idealny sposób, jak się mówi, to reenvent, wymyślić siebie na nowo, odświeżyć swoje życie, no i tak się stało.

A - Czyli jednak Me And That Man miało na ciebie radykalny wpływ!

PORTER - No właśnie… jak widać (śmiech)


RYZYKO, PRODUKCJA, PRZESTRZEŃ i POSKRAMIANIE

A - Adam, czy ty miałeś poczucie że ryzykujesz artystycznie, budując ten projekt, rozwijając go?

NERGAL - Może jest to rodzaj ryzyka, ale jeżeli jest, to mnie na to ryzyko stać. Mówię od lat, że moim celem jako artysty, jest dojść do momentu, kiedy nie oglądając się na środki, będę mógł robić w życiu dokładnie to, na co mam ochotę. A to zakłada pełną niezależność finansową i nie bycie sługą swoich fanów, nie bycie sługą swojego wizerunku. Bo jakkolwiek mam swój wizerunek sceniczny, to jak zajrzysz do mnie na Instagram albo jak spojrzysz na mnie teraz, to zobaczysz, że nie siedzę w make-upie scenicznym. Pozwalam sobie na bycie sobą w każdym tego słowa znaczeniu. Zawsze.

A - Elementem ryzyka jest też to, że praktycznie zaczynasz od zera. Nie wkurwia cię to, że na plakacie który ostatnio wrzucaliście, będziecie grali na festiwalu bodajże w Danii, zamiast wielkiego loga u góry, musicie zakładać okulary i szukać się wśród kapel zapisanych maciupką czcionką?

PORTER - Ja nawet z okularami nie znalazłem (śmiech)! Ale ja się nie dziwię...

A - Ty to przyzwyczajony jesteś, że szukasz się na dole! Ty wciąż jeszcze zaczynasz od nowa (śmiech).

PORTER - Dziękuję. (Po chwili, z teatralnym nadąsaniem) Świnia.

NERGAL - To było dobre (śmiech). Wrzuciłem ten plakat z komentarzem, że dostałem go od managera, i tak patrzę, kurwa... Satyricon, Emperor, a gdzie jest Behemoth?! Pierwsza reakcja - nie wierze! Oburzam się srogo, no bo rok temu graliśmy tam przed Megadeath! Łapię oddech i jeszcze raz sprawdzam plakat. Aaaaaa jest! Me and That Man małymi literkami na samym dole… uśmiałem się.

A - Dobre. Ale to zapowiada kolejną, nową przygodę, to odbudowanie...

PORTER - Ja boje się trochę, bo tamten line-up wygląda bardzo mocno, tam będą same metaluchy! Co my, kurwa, tam robimy? My, mimo wszystko, nie gramy metalu. Jeszcze zostaniemy zagwizdani, będą w nas rzucać puszkami po piwie (śmiech).




A - Ja ci powiem co będziecie tam robić. Zawsze musi być taki wykonawca, przy którym można się swobodnie napić whisky, piwa, łapiesz? Chwila na refleksję.

PORTER - Ale ja nie piję tylko whisky cały czas, teraz ograniczam się! To co z tą refleksją?

A - Mówiliśmy tez sobie o tym, że na płycie, poza miłością, jest tez sporo drogi, gdzieś tam porównujemy, to co słyszymy w Me And That Man, z jednej strony do Hugo Race'a, z drugiej do Kinga Dude'a. Z trzeciej strony... pewnie tam są jeszcze głębiej sięgające te korzenie. Zgodzisz się z tym?

PORTER - Tak (śmiech). Przepraszam, teraz ja ciebie prowokuję! Za długie pytanie.

A - Przepraszam. Świnia (śmiech).

PORTER - Rzeczywiście, są. Człowiek jest "drogowy". Nie chodzi tylko o tę płytę, zawsze szukasz samego siebie, a to w literaturze, w samym życiu, w miłości. Może jeszcze w śmierci? Szukanie siebie to normalny stan dla mnie. Znasz moją twórczość, zawsze było u mnie takie szukanie siebie, to jest taki mocny punkt u mnie. Przez nasze doświadczenie i przez to, że pisząc to co piszemy, po prostu staramy się tłumaczyć sobie samego siebie. Stawiamy pytania, dokąd idziemy, jakie są doświadczenia, jaki rodzaj miłości jest w nas? Wiesz, w miłości też jest tak, że człowiek przede wszystkim tak naprawdę nie rozumie, o co w tym chodzi?

A - I dobrze.

PORTER - Ale dlaczego ciągle śpiewamy? Może to jest sedno? To cię zaintrygowało w MATM?

A - Nie tylko to.

NERGAL - A co jeszcze?

A - Poza treścią, produkcja. Zdaje się jest w "On the Road" jest taki fajny zabieg...

PORTER - Co? (śmech).




A - Nie śmiej się ze mnie, ja na poważnie się staram. W tym numerze jest taki moment, kiedy twój wokal odjeżdża bardzo, wtapia się jak w tło, jakbyś się gdzieś oddalał...

NERGAL - A chóry zostają.

PORTER - Tak, tak.

A - ...i za chwilę wracasz z drugiej strony! W ogóle dużo jest takich smaczków, które mogą umknąć za pierwszym razem.

PORTER - Tam jest dużo takich świadomych zabiegów. Ale bez przesady, one nie zasłaniają treści.

NERGAL - Ja bardzo lubię ten bridge, o którym mówicie.

A - Takich smaczków na płycie jest kilka, ale są jakby pochowane. Wymagają od słuchacza: a) uwagi, żeby tego nie przegapić; b) robią kosmiczne wrażenie i to jest chyba taka strona, o której się chyba mało mówi jeszcze. Płyta MATM podawana jest w takim szlachetnym, klasycznym sosie, ale pomimo tego, że jest to muzyka trochę retro, to jest zrobiona bardzo nowocześnie.

NERGAL - Super, że zauważyłeś.

A - Bo to robi wrażenie szalone. Jaram się tym.

NERGAL - Jedną z moich referencji - John, jak nie będziesz mu dokuczał, to powie o swoich - był Jack White, czyli facet, który z jednej strony wraca do tyłu, kradnie stamtąd, a robi rzeczy nowoczesne.

A - Człowiek szpagat.

NERGAL - Tylko że ja nie chcę budować skansenu. Chcę, by to było aktualne bardzo, i jest aktualne. Używamy starych narzędzi, gitara stara, banjo stare...

PORTER - I ja! (śmiech)

NERGAL - Tak, epoka węgla!

PORTER - Jestem już dinozaurem, tak?

NERGAL: Tak… ale żywym! (Śmiech)

A - Słuszna uwaga, bo tu faktycznie chodzi o twoje doświadczenie. Czekaj, ty się pojawiasz w Polsce gdzieś w 76'?

PORTER - Szósty, siódmy, coś takiego.

NERGAL - Mnie jeszcze wtedy nie ma na świecie.

PORTER - O Jezu, ty byłeś wtedy embrionek?

NERGAL - Jak miałem 30 lat, miałem dziewczynę która miała 18. Miałem dziewczynę, która urodziła się wtedy, kiedy ja założyłem zespół i czasem o tym myślałem... Kurwa mać, jest to coś dziwnego.

A - Bo?

NERGAL - (śmiech) Wtedy, jak ona się rodziła, to ja nagrywałem pierwsze demo. To tak samo, jak to, że John przyjeżdża do Polski, a mnie jeszcze nie ma na świecie. Taka pętla czasowa, to jest ultra ciekawe!




A - W tym kontekście ciekawe jest to czy John, ze względu na swoje doświadczenie, na staż na scenie, musiał cię trochę poskromić, pohamować? Na zasadzie: "stop Adam, jest jak jest, nie brnij, nie przekombinowujmy"?

PORTER - On w ogóle nie kombinował pod tym względem.

A - Był grzeczny, słuchał się?

PORTER - Nie, nie zawsze. Przecież Adam to jest Adam, nie da się go zahamować (śmiech).

NERGAL - Jest jedna rzecz, w której John był takim policjantem i strażnikiem, ponieważ większość solówek na płycie jest moich. Moim zdaniem w tych solówkach słychać, takie stare hardrockowe granie i myślenie: Black Sabbath i Led Zeppelin. Na tym mi bardzo zależało. Te solówki są proste bardzo, dla Johna to było wciąż dwa razy za dużo dźwięków. Ja próbowałem czasem się sam ograniczać, ale mi nie wychodziło. Kurwa, zaczynałem się miotać. Albo mam grać siebie albo nie… więc grałem siebie. Jestem bardzo zadowolony z tych "leadsów". Są brudne, dzikie. Mimo, że są to takie proste formy, ale są fajne i mam nadzieję, że John też je ostatecznie polubił. Ale wciąż pamiętam te jego "nie za dużo dźwięków". W solówkach słychać chyba mój heavy metal, bo one bywają kwadratowe. No, i mamy tutaj przestrzeń, gdzie te światy się…

A - Zazębiają, zderzają, nie pasują, nie przystają?

NERGAL - I tak, i tak. No, tak było.

A - Jeśli mogę, to zrecenzuję trochę MATM... Kolejnym aspektem waszej płyty jest coś czego, u Adama jeszcze nie słyszałem, u Johna to bywa częste. I na płytach i na koncertach. Tym czymś jest przestrzeń. I to jest bardzo fajne.

NERGAL - Bingo!

A - Przestrzeń, taka niezarzucona dźwiękami, niezakopana. Taka nie przykryta nutami, to daje też niesamowitego wyrazu. To jest bardzo atrakcyjne.

PORTER - To jest cała tajemnica prawdopodobnie. Zawsze jest tak, jak mówi stare amerykańskie przysłowie - less is more. Myślę, że rzeczywiście potrzebna jest świadomość przestrzeni, bo cholernie kuszące było zabrudzenie tego, dodanie syfu. Starałem się pilnować tego i tak jest sporo tego nalotu.

NERGAL - Były momenty kiedy miałem takie tendencje. Zrobiłem jakąś ścieżkę wokalu i mówię "nie, nie mam przekonania do tego", nie miałem takiej pewności siebie. Proponowałem, że dołożę gdzieś drugi ślad, jakieś inne zabiegi, i w tedy John albo najczęściej Kuba Mańkowski, mój przyjaciel, który realizował płytę, mówił "NIE, tak jest właśnie fajnie, tutaj słychać ciebie, nie przejmuj się, kurwa, że gdzieś jesteś pod nutą, gdzieś nad. To jesteś ty, to jest koherentne z resztą". Ja to samo mam w Behemoth. Bo wyobrażasz sobie Satrianiego, który gra solówki, albo Jamesa LaBrie śpiewający falsetem? NIE! Dlatego w Me and That Man śpiewa John Porter i Nergal, a nie John Porter i… Szymon Wydra (śmiech).




A - Adam, jako wokalista masz kogoś, kto jest dla ciebie kimś takim jak Elvis dla Morrisona, że się nim absolutnie fascynujesz?

NERGAL - Uwielbiam wiele głosów ale… nie naśladuję. Kilka lat temu kiedy brałem jakieś lekcje emisji głosu, mój trener powiedział: śpiewaj SIEBIE, nie próbuj brzmieć jak ktoś inny. To jest twój głos, doceń to, polub go i wykorzystaj. I tą lekcję zapamiętałem na całe życie.

***

Rozmawiał: Artur Rawicz
Zdjęcia: Ewelina Eris Wójcik / mfk.com.pl
Dziękujemy Olympus Polska za wsparcie techniczne.