cgm.pl, 21.05.2017 / foto: mat. pras.

TAGI: Chris Cornell, Soundgarden

Żona Chrisa Cornella przedstawia nowe fakty w sprawie śmierci muzyka

Lider Soundgarden zmarł w środę niedługo po zakończeniu koncertu.

W czwartkowe popołudnie patolog sądowy po wstępnej sekcji zwłok poinformował, że Chris Cornell popełnił samobójstwo. Według relacji przekazanych przez policjantów z Detroit, ciało muzyka znaleziono w hotelowej łazience. Na szyi Cornella policjanci znaleźli sznur, na którym powiesił się artysta. Patolog zastrzegł, że na dokładną autopsję musimy jeszcze poczekać.

W samobójstwo nie wierzy żona artysty Vicky Karayiannis, która przyznała w rozmowie z TMZ, że rozmawiała z Chrisem przez telefon po próbie dźwięku poprzedzającej koncert Soundgarden w Detroit i nie wyczuła u niego depresyjnego stanu i skłonności samobójczych. - Przed koncertem rozmawialiśmy o wakacjach, które planowaliśmy po Memorial Day (amerykańskie Dzień Pamięci to święto państwowe ku czci zmarłych żołnierzy, które obchodzi się w ostatni poniedziałek maja - przyp. red.). Mieliśmy plany - powiedziała Vicky. - Gdy rozmawialiśmy po koncercie, zauważyłem, że był jakiś inny, bełkotał. Przyznał, że mógł wziąć o jedną lub dwie tabletki Ativanu (Lorazepamu, leku przeciwlękowego i uspokajającego, działającego także jako środek nasenny - przyp. red.). Zadzwoniłam więc do ochrony i poprosiłam, by sprawdzili, czy wszystko u niego w porządku - dodała.



Żona artysty wierzy, że autopsja pozwoli ustalić dokładną przyczynę śmierci artysty. W momencie przedawkowania Avitanu, który Cornell zażywał za zgodą lekarza, artysta mógł nie kontrolować swoich zachowań. - Wiem, że kochał swoje dziecko i nigdy by go nie skrzywdził odbierając sobie życie - zakończyła Vicky Karayiannis.