KęKę: 10 esencjonalnych kawałków

Od "Sentymentala" do "Nie mamy nic".

2016.09.19

opublikował:


foto: cgm.plFoto: CGM.pl

Wybierając poniższą esencję, postanowiliśmy pominąć nagrania, które znalazły się na trzech „Rzeczach”. Opieraliśmy się na luźnych utworach oraz gościnnych występach. Poruszając się więc po marginesie twórczości, postanowiliśmy wychwycić najważniejsze elementy w twórczości radomskiego rapera.

„Sentymental”

„Naprawdę nie wiem kim jest KęKę/ To musiałbyś się spytać tych co nadzorują tę spółdzielnie/ Idź się pytaj, oni widzą mnie dzień w dzień/ Albo ligę sąsiadek z balkonów co trzyma rękę na pulsie”, tymi wersami rozpoczyna się jeden z najpopularniejszych numerów Kę sprzed debiutu w Prosto. To na pierwszy rzut oka numer-definicja, który – podobnie jak wiele innych utworów radomianina – rejestruje to, co się w jego życiu aktualnie dzieje. Tyle że Kę, rozglądając się wokół, tym raczej myśli raczej o przeszłości, kreśląc trajektorię bolesnych, zaskakujących dla wszystkich zmian.

„Od zawsze na zawsze”

W „Sentymentalu” Kę cofał się do czasów dzieciństwa. „Od zawsze na zawsze” to podróż jeszcze głębiej w historię: w pierwszej zwrotce do czasów II wojny światowej, w drugiej do protestów w czerwcu 1976 roku. Na kanwie tamtych wydarzeń buduje własną, fikcyjną narrację o radomskich warchołach. Ten patriotyczny rys od zawsze będzie ważnym komponentem dorobku Kę. Dopiero na „Trzecich rzeczach” zabraknie numeru, który poruszałby tę tematykę.

„Jeszcze wczoraj”

A propos radomskich warchołów – dziś wspominać o niektórych z nich to sprawa kłopotliwa. Ostatnie dyskusje na portalach społecznościowych między Kę a Kotzim mogą być przykre dla tych, którzy śledzili podziemną działalność obu raperów. W końcu przez lata zarejestrowali oni wiele wspólnych kawałków i zagrali razem mnóstwo koncertów. Spośród krążących po sieci nagrań wybraliśmy „Jeszcze wczoraj”: głównie ze względu na świetną, nastrojową trąbkę.

„Spowiedź”

„Spowiedź” tworzy pewną klamrę wraz z wydanym niedawno „Smutkiem”. „Dorosłe życie, nie słodycze jak u Piha/ Matko pobłogosław krzyżem, znowu znikam/ Wir wydarzeń wzywa, okolica wzywa, mamo/ Dusze się, wrócę tylko pooddycham mamo”, rymuje Kę, wyruszając w podróż, która zaprowadzi go do miejsca, w którym jest dziś. To właśnie to nagranie z 2012 roku – a więc wydane jeszcze przed podpisaniem kontraktu w Prosto – uchodziło przez długi czas za najbardziej osobisty numer w dorobku radomianina. Sam raper był tego świadom, rymując: „Prosto od serca, najszczerszy chyba w życiu rap”.

„Woogie Boogie”

„Woogie Boogie” był ostatnim utworem sprzed oficjalnego debiutu, który Kę jeszcze niedawno grał na koncertach. Wszystko jednak wskazuje na to, że i z niego zrezygnował. Co tu dużo mówić, choć podkład i nawijka bujają jak przed czterema laty, tekst jest już mocno nieaktualny, choć to bardzo plastyczna pamiątka po różnych zajęciach, których raper się chwytał na przestrzeni lat: „Kolejny dzień na słońcu, od 12 znów po piciu/ Po fajrancie drobnych zbiórka, idziemy sączyć wilgoć/ Rzut na kumpla, alimenty kończą wszystko/ Brud za paznokciem, na skroniach pot z czuł jest”.

„Dla moich ludzi”

Ten imprezowy, wakacyjny numer pochodzi z płyty producenckiej Zbyla „Operacja Sampling” (2011). Wybieramy go, bo wpisuje się w serię luźnych, słonecznych kawałków, które powracały co jakiś czas w twórczości Kę. Przynajmniej do czasu wydania „Trzecich rzeczy”.

„Prosto z frontu”

Kę ze swoją zwrotką we wspólnym utworze Młodych Wilków momentalnie się wybił. Do tego stopnia, że bodaj jego fragment jako jedyny spośród tamtego naboru doczekał się osobnego klipu na YouTubie. Ba, do dziś się do niego nawiązuje. Aluzję do tych ośmiu wersów można usłyszeć m.in. na ostatniej EP-ce Taco Hemingwaya.

„Co życie da”

Kawałek, który dokumentuje moment przełomu. Podsumowuje to, co działo się chwilę przed dołączeniem do Prosto, i mierzy się z pierwszymi sukcesami na legalu. Ponury, mobbdeepowy podkład jest tu jak najbardziej na miejscu. Choćby ze względu na napięcie i wątpliwości, które kumulują się w końcowych wersach: „Jak nie piję się nie smucę, i bez ekscytacji większych/ Wszystko płaskie, chociaż droga słuszna/ Jednak ciągle kusi strasznie się najebać pod Grzesiuka”.

„Pozostając sobą”

Po premierze „Takich rzeczy” Kę stał się raperem rozpoznawalnym w skali kraju. Dowodem tego gościnne zwrotki na albumach producenckich Pawbeatsa i Czarnego oraz płycie Palucha i Chrisa Carsona. Jednak bodaj najgłośniejszy występ w charakterze gościa Kę zaliczył na piątym „Kodeksie” White House. „Do basenu wpuszczono rekina”, pisał w recenzji na naszych łamach Marcin Flint. „Ze słynną już iskrą, na podwójnych rymach, ze swoim barwnym językiem, dobrze wyczuwając krwisty bit”.

{reklama-eventim}

„Nie mamy nic”

Po podpisaniu kontraktu z Prosto i sprofesjonalizowaniu swojej działalności muzycznej KęKę, co naturalne, nie wrzucał już tak dużo luźnych numerów do sieci. Nie znaczy to jednak, że nie wrzucał ich wcale. Dowodem na to, że niekiedy spontaniczność brała górę nad kalkulacją, jest „Nie mamy nic” wydane tuż po premierze „Nowych rzeczy” (ale też wspomniane „Co życie da”). To także sygnał, że oto raper zwrócił się ku nowocześniejszym, bardziej elektronicznym brzmieniom.

Polecane