Lady Gaga zmieniła świat popu. Czy znów wywoła rewolucję?

Zastanawiamy się wraz z dziennikarzem magazynu „Billboard”.

2016.10.20

opublikował:


W amerykańskim serwisie, znanym najlepiej z publikowania list najchętniej kupowanych singli i płyt w Stanach, pojawił się właśnie bardzo interesujący artykuł poświęcony roli, jaką Lady Gaga odegrała w popkulturze ostatniej dekady. Teza autora, Andrew Unterbergera, jest bardzo śmiała: gdyby nie Lady Gaga, rewolucja w branży popowej przyszłaby o wiele później. Ba, jak można wywnioskować z tekstu, być może w ogóle nie przybrałaby znanego nam dziś kształtu.

Na czym polega więc przełom w wykonaniu Lady Gagi?

Unterberger kreśli następującą trajektorię twórczości artystki. Pochodząca z Manhattanu Gaga, gdy zaczęła podbijać muzyczny świat w okolicach 2008 roku, uchodziła początkowo za gwiazdę jednego sezonu, dyskotekową sławę, która jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknie. Takie były przynajmniej przewidywania. Kolejne miesiące umocniły jednak pozycję piosenkarki. W 2009 roku artystka zanotowała pamiętny występ na MTV Video Music Awards, przyćmiony jednak przez niesławną interwencję Kanye Westa podczas przemówienia Taylor Swift. Z czasem zaczęły się pojawiać kolejne teledyski. Co nowy, to bardziej wizjonerski. Unterberger twierdzi, że Gaga osiągnęła apogeum, wydając szalony, niespełna 10-minutowy klip do „Telephone” Beyonce, gdzie fascynacja filmami Tarantino i japońską kinematografią zaowocowała kapitalnym, porywającym wideo. Wreszcie rok 2010 i kolejne wręczenie MTV VMA, a na nim Gaga w mięsnej sukni.

Co potem? Stopniowy spadek popularności. Wprawdzie „Born This Way” przyniosło kilka przebojów, z numerem tytułowym na czele, ale jako całość płyta – na co słusznie zwraca uwagę dziennikarz „Billboard” – sprawiała wrażenie zmęczonej własnymi pomysłami, Gaga zaś wydawała się zaskakująco wypalona jak na autorkę dopiero dwóch wydawnictw.

Mimo że nowojorska artystka sama złapała zadyszkę, świat muzyczny podchwycił jej pomysły. Kanye West zaczął tworzyć epickie teledyski, o których można powiedzieć, że były właściwie filmami krótkometrażowymi. Rihanna i Beyonce coraz śmielej zaczęły radzić sobie na gruncie popu. Popularność zyskał EDM, czyli stadionowe disco, na którego rozwój Gaga bez wątpienia miała duży wpływ. Coraz większa liczba wykonawców zaczęła otwarcie walczyć o prawa środowisk LGBT (np. Adele).

W tym miejscu należałoby postawić pytanie, którego wprost nie zadał Unterberger: co nowego ma do zaoferowania Gaga w 2016 roku? Większej odpowiedzi będziemy mogli udzielić już w najbliższy piątek, gdy do sprzedaży trafi nowy album wokalistki, „Joanne”. Dotychczasowe single sygnalizują jednak, że Gaga jest bardziej skłonna wrócić do swoich pierwszych lat kariery, aniżeli wytyczać nowe szlaki.

„Perfect Illusion” to pełen rockowej energii numer, który zdradza inspirację i Bruce’em Springsteenem, i Bon Jovim. Tym samym Gaga potwierdza to, co od zawsze było obecne w jej twórczości – tęsknota za latami 80. i wykonawcami, którzy swoją muzyką porywali tłumy na stadionach.

Przypomnijmy choćby ubiegłoroczną wypowiedź Gagi, bardzo znamienną: „Zawsze mówię ludziom, którzy porównują mnie z Madonną, żeby bardziej jestem następnym Iron Maiden. To według mnie jeden z najważniejszych zespołów rockowych w historii. Wielu ludzi nie docenia tego, jak ważny jest heavy metal. Ci goście wypełniali stadiony i wciąż to robią. To dzięki kulturze tej muzyki i poetyckim tekstom, które jednoczą fanów i pozwalają im znaleźć esencję tego, czym jest Iron Maiden”.

Podobne słowa padły z ust Gagi w 2011 roku: „To było moje pierwsze doświadczenie z Maiden i uświadomiłam sobie, że jest to taki rodzaj artystów, którym sama chciałabym być. (…) Chciałabym, by moi fani byli wtedy zjednoczeni, wznosili pięści w powietrzu i znali wszystkie piosenki”.

Wzór Lady Gagi to jednak bardziej Guns N’ Roses niż Iron Maiden. Nowojorska artystka chce przemawiać do masowej wyobraźni. Chce, by słuchali jej nie tylko fani jednego gatunku, ale także zwykli ludzie nastawiający radiowe odbiorniki. Poza tym w jej dorobku równie ważne co stadionowe hymny są także ballady. Dowodem na to drugi singiel z „Joanne”, „Million Reasons”. Warto zacytować w tym miejscu opinię samej autorki, bo to słowa, które zdradzają jej ambicje, by dotrzeć do każdego muzycznego zakątka: „[To piosenka] w stylu country, ale słychać w niej też funk i rock’n’roll. Ba, powiedziałbym wręcz, że gdzieś na spodzie pulsuje tam hip-hopowy rytm. A przecież to w żadnym stopniu hip-hopowy kawałek. Po prostu czuję, że w moim przypadku muzyczne granice nie mają sensu”.

Wczoraj poznaliśmy kolejny singiel, „A-Yo”. I znów wolta. Cofamy się do czasów rock’n’rolla. Szybkie tempo, clapy, klimat retro i Gaga, która znów szaleje w refrenie. Tym razem bardziej na modłę Pink. To nagranie zaskakujące, ale nie do końca, biorąc pod uwagę fascynacje artystki klimatami retro (patrz np. płyta z jazzowymi standardami z Tonym Bennettem). Brzmi całkiem porywająco, ale czy wyznaczy nowe trendy w muzyce? Czas pokaże.

 

 

Polecane