Oceniamy album „Modern Rocking” Chylińskiej – część 6

Dziś recenzji brak. Jest artyrecenzja, a raczej list.

2009.11.24

opublikował:


Agnieszka Chylińska – „Modern Rocking”

List do A. (czyli antyrecenzja)

Agnieszko, wybacz, że tak bez pardonu i „po imieniu”, ale znamy się dość długo. Tzn., ja Ciebie znam, a Ty mnie raczej nie. Mówiąc znam, mam na myśli Twoją aktywność muzyczną. Aktywność telewizyjno-celebrycka interesuje mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, choć pewnie jest kluczem do zrozumienia „Modern Rocking”.

Decydując się wydanie na „MR” wiedziałaś doskonale, że wsadzasz kij w szprychy, tak swojemu wizerunkowi artystycznemu jaki i stereotypom utrwalonym w naszej przaśnej branży muzycznej. I jestem pewien, że zrobiłaś to świadomie i z premedytacją. Oto, po kilku latach przerwy wokalista uznawana za jeden z najlepszych rockowych głosów na naszej scenie nagle odcina się od wcześniejszych dokonań… Dla mnie to jest kompletnie nieszczere. Słuchając zatem (z bólem) Twojej najnowszej płyty zastanawiałem się, co się stało?

Zastanawiałem się też, co by się stało, gdybyś kilkanaście lat temu nie odrzuciła propozycji śpiewania w TSA Evolution? Może formacja z wyrazistą wokalistką w składzie odniosłaby sukces? Może. A jeśli tak, to gdzie byłabyś dziś?

Może wtedy Zbyszek Kraszewski nie dałby się skusić Skawie i nie przyłączyłby się do Skawalker’a? I nie rekrutowałby Cię do Skawalker’a, który szybko zmienił się w O.N.A…. może? Wtedy nie znalazłabyś się w towarzystwie gości, którzy dokonali spektakularnej wolty gatunkowo-image’owej przeistaczając się z kolorowych gwiazd Kombi (formacji uznawanej wówczas za obciachową) w „rasowych” rockersów? Musiałaś wtedy obserwować, jak dokonuje się takiej radykalnej zmiany. Pewnie wiesz, jak owi muzycy podchodzili do swojego wizerunku, do jego prawdziwości… i pewnie lepiej niż osoby postronne wiesz, na ile było to szczere, a na ile kalkulowane. Może kiedyś zdradzisz, jeśli wiesz, czy faktycznie Skawiński w czasach świetności O.N.A. próbował wpływać na rozgłośnie radiowe, by nie grały Kombi tylko jego nową, ostrą i bezkompromisową formację, której Ciebie uczynił wizytówką. Czy była to tylko złośliwa plotka? W końcu sama, pod skrzydłami O.N.A. wykonywałaś groteskowe posunięcia obliczone na zdobycie buntujących się, młodocianych fanów kupujących płyty i bilety na koncerty. Czy to była pierwsza lekcja szołbiznesu (temat: wyrazistość image i jego przełożenie na…)? I już wtedy miałem pierwsze wątpliwości co do szczerości Twoich poczynań. Ale myślałem sobie, muzyka obroni się sama.

Po tych „pozdrowieniach dla nauczycieli” byłem już pewny. To była poza. Skandal napędza sprzedaż. Ważne, by mówili, nieważne jak. A dzieciaki to kupowały (któż lubi szkołę będąc w wieku szkolnym?). Ale kawał głosu to jednak miałaś. Wystarczyło czekać i patrzeć jak się rozwijasz. Rozpad O.N.A. wcale mnie tak nie zmartwił. Wolałem TSA, Led Zeppelin czy The Cult. Z nadzieją patrzyłem na Twój solowy projekt. Myślałem – będzie okazja, by odciąć się od różnych nacisków kolegów z zespołu. Myślałem – teraz to ona sama chwyci za ster. I chwyciłaś. Było już mniej skandalu a więcej muzyki. Szło w dobrą stronę. Choć nawet umiarkowanym fanem nie byłem, to doceniałem.

Po co Ci to wszystko przypominam. Otóż próbuję zrozumieć, co się stało. Czytałem (z ciekawością) wywiad jaki Piotr Najsztub zrobił z Tobą dla Przekroju. Oglądałem Cię w telewizji śniadaniowej (szef mi kazał) jak tłumaczyłaś się z tej płyty. Nie przekonałaś mnie. Ty o niebie, ja o chlebie. Ty o tym, że „płyta oddaje to co czuję”, a ja „zaraz, zaraz… tak zasmakowała w celebryckim życiu?”.

Jak to jest? Wtedy mówiłaś, że jesteś szczera i prawdziwa i mówisz co myślisz… a dziś mówisz, że jednak nie byłaś szczera, uwierał Cię „czarny” wizerunek i teraz to dopiero jesteś szczera… Szczere to, Agnieszko? Ja tego nie kupuje. No dobra, od razu dodajesz coś o rozwoju, o tym, że się zmieniłaś, dojrzałaś… serio tak myślisz? Czy tylko tak do kamery mówisz?

Nie ukrywam, że jestem na Ciebie zły. Nie, nie jestem tym pryszczatym nastolatkiem mówiącym o „zdradzie ideałów”. Ten argument jest komiczny. O jakich ideałach mówimy? O ideałach Kombi? Skawy? O.N.A.? Jak formacja muzyczna może mieć ideały?

 

Zły jestem na Ciebie (i poniekąd na siebie), że porwałaś mnie tym fantastycznym duetem z Kasią Nosowską. Tym co zrobiłaś w Teatrze Roma podczas koncertu Hey’a w „Angelene” PJ Harvey rzuciłaś mnie na kolana(!), a wszystkie wokalistki – konkurentki do rockowego tronu, odesłałaś do kąta. Zły jestem, że uznałem to za zapowiedź Twojego nowego, solowego projektu. Już wtedy się o tym mówiło. „Kurde, teraz Chylińska!”. Ja dawałem sobie urwać głowę przy samej dupie, że dostanę wreszcie w łapy krajową płytę, która oszołomi. Pod warunkiem, że tekstowo będzie wyżej niż „kiedy powiem sobie dość” i takie tam. No ale przecież Chylińska dorosła, spoważniała. Ja pierdolę! To będzie album! Z taką wokalizą… niech będzie to blues -rock, byle nie coś progresywnego. Może niech powali na kolana jakimś cięższym brzmieniem. Może jakimiś cytatami z klasyki, w końcu Rammstein tak beztrosko rżnie z The Sisters Of Mercy. No i powaliłaś mnie. Tyle, że było to jak cios łopatą w potylicę.

I nie mów mi proszę, że Mike Patton też zmieniał style i w ogóle. Sorry. Umówmy się, Patton nie nagrał jeszcze płyty dyskotekowej. Zresztą, te jego zmiany stylu i eksperymenty pewnie sprawiły mu wiele radości z muzykowania i dały spełnienie jako artyście, ale po stokroć wolę jego dokonania z FNM niż niestrawne dźwięki nagrane z tym Austriakiem, jak mu tam, Fennesz?

Prosty ze mnie człowiek. Trafia do mnie rock i wszystkie jego księstwa przyległe, że tak porcysem pojadę. Ale rock, to dla mnie szczerość. Okej, niech będzie to prostota punk-rockowego przekazu w „Jabol Punk” KSU. Ważne, że szczerze. Niech będzie to teatralne nagromadzenie znaczeń, wielopoziomowości tekstu i ukrycie kilkudziesięciu tajemnic w poligrafii okładek Marillionu z Fishem… też ważne, że szczerze. Ale czy Twój uśmiech był szczery jak lali na Ciebie wodę w tym teledysku i kazali się wyginać? Znów dam sobie urwać głowę przy samej dupie, że nie. Tym razem już nic nie ryzykuję, głowę straciłem wcześniej.

Odsłuchałem „Modern Rocking” wielokrotnie. Po pierwszym razie odmówiłem pisania recenzji. Te płaskie bity, to kręcenie suwakami w studio, te teksty… no nic mi tu, Aga, nie pasuje. Nie moja bajka („..tracę czas kotku, tracę czas, złotko…”). Zresztą i tak Twoja Menedżerka naciskała, bym tylko przypadkiem nic już nie pisał to Twojej płycie. Wiem, że ma olbrzymie pretensje do mnie za te nieprzychylne komentarze. Trudno. Ma do tego prawo. W końcu wsadziła tyle dobrej roboty w marketing i promocję! Czapki z głów. Wielkie medialne szoł wokół prapremier utworów w RFM (dobór mediów z dzisiejszej perspektywy jakże oczywisty, wtedy śmierdziało mi to żartem), Złota Płyta, Platynowa Płyta… Majstersztyk. Zatem ten szczery tekst niczego już Wam nie zepsuje, co nie? Mam jeszcze pytanie: naprawdę jesteś dumna z tej płyty?

A, zapomniałbym – w tym całym cyrku powiedziałaś w jednym z wywiadów, że nie należy się przyzwyczajać do „dzisiejszej Chylińskiej”. Że nie wiesz, jaka będzie kolejna płyta. Może znów będzie zaskoczeniem… Zaskocz mnie, i nie koniecznie na rockowo. Może być jakaś odważna wolta, jak kiedyś „Milena” Nosowskiej czy „Earth Hl i ng” Davida Bowie. Te dwa przykłady podaję nieprzypadkowo. Wcale nie musisz brzydnąć, zakładać czarnego swetra i kazać muzykom napierdalać na gitarach.

W roku, w którym się urodziłaś Black Sabbath nagrało „We Sold Our Souls For Rock `n` Roll”, Led Zeppelin wydało „The Song Remains the Same”, a nawet taka słodka Abba „Arrial” ze słynnym „Dancing Queen”. U nas Anna Jantar nagrała „Za każdy uśmiech”. Dzisiejsi rówieśnicy tych płyt (i naprawdę wiele osób młodszych) ciągle sięgają po te krążki. Czy w 2042 któryś z trzydziestokilkulatków będzie słuchał „Modern Rocking”? Jestem pewny, że nie.

Mam nadzieję, że teraz rozumiesz te krytyczne komentarze z mojej strony. Menedżerka ma rację, recenzje takich płyt powinni pisać specjaliści od dyskotekowych plumkań, a nie jacyś domorośli miłośnicy rocka. I liczę, że tą antyrecenzją udało mi się wykpić od pisania recenzji…

Czekam na jakąś płytę dla mnie.

Trzymaj się.

(teskt: Artur Rawicz)

Polecane