Wielkie beefy amerykańskiego rapu #8: Śmierć znów zagląda hip-hopowi w oczy

50 Cent i Ja Rule to bohaterowie kolejnego odcinka naszej serii.

2016.09.28

opublikował:


Beefy mają to do siebie, że nie zawsze wiadomo, gdzie leży ich początek. Nie inaczej było w przypadku konfliktu, który – co do tego nie ma raczej wątpliwości – datuje się na początek 2000 roku. Kim był wtedy 50 Cent? Na pewno nie gwiazdą. To za dużo powiedziane. Miał już wprawdzie kontrakt z Columbia Records (został on później zresztą zerwany), ale nadal był bez legalnej płyty. Sporo szumu na ulicach zrobił za to jego singiel wydany rok wcześniej, „How To Rob”, czyli fantazja o tym, jak fajnie byłoby skroić kilku prominentnych graczy w hip-hopowej branży. A Ja Rule? Choć o rok młodszy od Fifty’ego (rocznik ‘76), zdążył już wydać debiutanckie dzieło, wypromować w mainstreamie swój kolektyw Murder Inc., a do tego przygotować materiał na kolejną płytę (ostatecznie ukazała się w październiku 2000).

50 twierdzi, że wszystko zaczęło się od kradzieży. „Mój kolega okradł Ja Rule’a”, pisał w biografii „From Pieces To Weight”. „Takie są początki beefu. Ten chłopak, o nazwisku Brown, wprawdzie zwrócił później skradziony łańcuch, ale Ja, gdy zobaczył mnie z nim w klubie, zaczął robić jakieś problemy. Tak jakbym to ja go skroił”.

Nieco inna jest wersja wydarzeń Rule’a. Jego zdaniem Fifty nie mógł znieść tego, że reprezentant Murder Inc. cieszy się taką popularnością na osiedlach. 50 miał być też zirytowany stylizacją Ja na nowego 2Paca. Bandany, szorstki, ochrypły głos gangstera oraz czułość amanta – to wszystko miało się składać na kopię wizerunku Shakura.

Nim konflikt między raperami przeniósł się do studia, najpierw zdążył spowodować wiele uszczerbków na zdrowiu. Dotyczy to szczególnie Fifty’ego. Raper został najpierw kilkukrotnie raniony nożem przez Black Childa, wykonawcę związanego z Murder Inc. Miesiąc później, pod koniec kwietnia 2000 roku, doszło do niesławnej strzelaniny, podczas której 50 Centa dziewięciokrotnie postrzelono i raper cudem uszedł z życiem. Wprawdzie w tym wypadku trudno stwierdzić bezpośredni związek między tą próbą zabójstwa a konfliktem z Ja Rule’em, ale 50 sugerował, że obie historie może coś łączyć.

Tym samym rozpoczął się jeden z tych konfliktów, które generowały realne zagrożenie wśród zaangażowanych osób. Można wręcz powiedzieć – nie przesadzając – że ryzyko, iż dojdzie do przelewu krwi, było w tym wypadku tak samo duże, jak jeszcze kilka lat wcześniej, gdy 2Pac i Notorious BIG toczyli walkę na śmierć i życie.

Tu było podobnie. I to z kilku powodów. Po pierwsze – w spór włączały się kolejne osoby. Ja Rule od samego początku miał wsparcie swojego Murder Inc. Członkowie tego kolektywu – Cadillac Tah, Black Child i inni – regularnie dissowali Fifty’ego. Z kolei za 50 stanęło G-Unit, a później – gdy raper dołączył już do Aftermath i zaczął trzymać się z Eminemem oraz Dr. Dre – także wielu innych MCs. W swoich nagraniach z Ja Rule’a nabijali się m.in. Obie Trice, D12, DMX i Busta Rhymes. Prawda, że zacny skład? A jednak Rule podjął wyzwanie i rzucił się na tę gwiazdorską ekipę. Ot, choćby Eminema nazwał „Feminemem” (co nie było znowu tak oryginalne, bo wcześniej robili to inni przeciwnicy Shady’ego), a Doktorowi Dre próbował wmówić biseksualizm.

By oddać atmosferę tamtych chwil, warto się na chwilę zatrzymać i powiązać tę historię z inną, o której przed kilkoma tygodniami pisaliśmy. Początek XXI wieku był bowiem czasem, gdy Eminem walczył na kilku polach: nie tylko wspierał Fifty’ego w beefie z Ja Rule’em, ale też sam toczył swój pojedynek z Benzinem, szefem ważnego amerykańskiego czasopisma „The Source”. Benzino z kolei, który nie był jakoś wybitnie utalentowanym raperem, mógł liczyć na pomoc Murder Inc., kolektywu, który intensywnie promował na łamach swojego magazynu. Tym samym towarzyskie koło się domykało, a obawy rosły. Jay Z w swojej książce „Decoded” zamieścił bardzo znaczące wspomnienie spotkania z Eminemem. Gdy w geście powitania uścisnął Shady’ego, poczuł, że ten ma na sobie kamizelkę kuloodporną. Em, znany dotychczas ciętych dowcipów z gwiazd popkultury w rodzaju Britney Spears czy Limp Bizkit, tym razem musiał stawić czoła dużo groźniejszym rywalom.

Podobieństwo do beefu 2Paca z Notoriousem polega na jeszcze czymś innym: i tu, i tu bardziej ekscytujące były wydarzenia pozamuzyczne, aniżeli to, co się działo w studiu. W tym miejscu trzeba jednak podkreślić jedną ważną różnicę. Spór między Shakurem a Biggie’m Smallsem był ciekawszy poza nagraniami, ponieważ dissów najzwyczajniej w świecie nie było zbyt wiele – zwracaliśmy na to uwagę, pisząc w innym odcinku naszej serii. Tymczasem jeśli chodzi o Fifty’ego i Rule’a, owszem, powstało sporo utworów, ale do żadnego z nich nie chce się dziś wracać. No, może do „New York” Ja Rule’a jeszcze tak, ale beef czy cięte linijki nie mają nic do tego – to raczej potężny podkład Cool & Dre oraz gościnne występy Jadakissa i Fat Joe robią tu całą robotę.

W 2010 roku 50 Cent przekonywał, że beef zniszczył karierę Ja Rule’owi. Nawet jeśli to nie jedyna przyczyna, dla której kariera Rule’a się załamała, nie da się ukryć, że Fifty’ego w odpowiednim momencie wsparły bardziej poważane postaci, a on sam miał chyba więcej argumentów (i talentu), by pozostać na rynku dłużej niż jego przeciwnik. Rok po tej buńczucznej deklaracji obaj raperzy potwierdzili, że konflikt dobiegł końca. Nie znaczy to, że między Fiftym i Ja zapanowała przyjaźń. „Nie lubimy się, ale się tolerujemy. Potrafimy się znieść”, przekonywał w 2011 roku Rule. Dowodem tego miał być ponoć międzykontynentalny lot, który raperzy spędzili, siedząc obok siebie przez całą podróż.

To jednak nie koniec. Spór powrócił w dość nieoczekiwanej formie w ubiegłym roku, gdy Meek Mill pojedynkował się z Drakiem. „Jeśli chcecie porównywać ten beef do Ja Rule vs 50 Cent, ktoś tu musi zostać dźgnięty albo postrzelony”, żartował Ja na Twitterze. Później jednak prostował: „Oczywiście nie chcę, by ktokolwiek został ranny w tym konflikcie. Lubię i Drake’a, i Milla. Po prostu przestańcie porównywać te beefy ze sobą”. 50 Cent jednak nie dzielił swoich sympatii tak równo. On od samego początku był po stronie Drake’a, a Millowi radził, by „wziął się w garść albo spadał”. Ciekawe, jakie jest jego zdanie teraz, w momencie, gdy Meeka zaczął dissować The Game – były przeciwnik Fifty’ego

 

Polecane