Władcy YouTube’a – 10 najpopularniejszych klipów w sieci

"Gangnam Style" wypadło poza podium.

2018.04.22

opublikował:


Władcy YouTube’a – 10 najpopularniejszych klipów w sieci

foto: kadr z wideo

W tym rankingu nie ma specjalnej filozofii. Choć pomysł na niego zrodził się po włamie hakerów, którzy usunęli z YouTube’a (nie)słynny hit/kit (niepotrzebne skreślić) „Despacito”. Przeszukaliśmy więc starannie ten serwis, by stworzyć dla was zestawienie najczęściej odpalanych teledysków. Dla przypomnienia – i porównania – na Ziemi mieszka 7,5 miliardów ludzi.

1. Luis Fonsi featuring Daddy Yankee – „Despacito” (5,06 miliardów wyświetleń)

– Trzeba przyznać, że ten numer to – jak mawiają Anglosasi – prawdziwy earworm. Po jednym przesłuchaniu wchodzi w głowę i za nic nie chce jej opuścić. Tak powinien brzmieć idealny przebój na lato – pisał rok temu, zanim „despacitomania” rozkręciła się na dobre, nieodżałowany Robert Sankowski o hicie, o którym powiedziano już chyba wszystko. I oczywiście można mieć alergię na piosenkę anonimowego do niedawna Portorykańczyka, ale zignorować światowego fenomenu Fonsiego i jego killera nie sposób. Co nie zmienia faktu, że na 99 procent zostanie on zawsze tzw. „artystą jednego przeboju”. Jak to było choćby w przypadku Michela Teló i jego „Ai Se Eu Te Pego” z 2011 roku.

2. Wiz Khalifa featuring Charlie Puth – „See You Again” (3,51 mld)

Słuchając tego utworu do „Szybkich i wściekłych 7” (i odpalając do niego klip na YT) aż chciałoby się powiedzieć – niezbadane są nie tylko wyroki boskie, ale również gust użytkowników internetu. No bo jakim cudem ten łzawy utwór oparty na dwóch filarach muzycznej komerchy (biały śpiewa, a czarny rapuje; popowa melodia plus hiphopowe bity) aż tak zażarł? Może odpowiedzią jest pożegnalny (i tylko we fragmentach) udział w tym filmie tragicznie zmarłego Paula Walkera?

3. Ed Sheeran – „Shape of You” (3,45 mld)

– Diabelnie utalentowany rudy gnom z Anglii wrócił i sieje zniszczenie. Po pierwsze – w sercach fanów. Głównie tych płci żeńskiej. Po drugie – na listach przebojów. A to wszystko za sprawą killera „Shape Of You”, który promuje jego trzecią płytę – pisałem niewiele ponad rok temu w recenzji dla Noisey.com. Ludzie lubią jednak utwory, które już gdzieś słyszeli (w tym przypadku „Somebody That I Used To Know” Gotye). I lajkują jak szaleni. A my krytycy i znający się na „dobrej” muzyce słuchacze możemy tylko sobie ponarzekać.

4. Psy – „Gangnam Style” (3,14 mld)

Dawno nie byłem na weselu, za to czasami (niestety) muszę brać udział w kinderbalach. O ile więc nie wiem, czy ten południowokoreański koszmar nadal skutecznie wyciąga z siłą magnesu podchmielonych weselników na taneczny parkiet (z wujkiem Kazkiem i ciocią Bożenką już po trzech daniach ciepłych, zimnej płycie i flaszce czystej na głowę), to na dziecięcych urodzinach nadal nie ma zmiłuj. Bo utwór, niczym z najczarniejszego snu więźniów z Guantanamo, straszy niezmiennie. To co, jedziemy na tym koniku?

5. Mark Ronson featuring Bruno Mars – „Uptown Funk” (3,02 mld)

Bez żartów. Funkowy numer w pierwszej piątce? I to w czasach, kiedy (nie)świętej pamięci James Brown wciąga chmurę za chmurą (i nie tylko) właśnie w chmurach? No chyba, kiedy tę podszytą piekielnym ogniem muzykę wysmaży w swoim studiu mistrz Ronson (ojciec chrzestny sukcesy Amy Winehouse), a wart 3 miliardów klików hicior zaśpiewa Bruno Mars – bardzo pozytywny przecież koleżka, który czuje takie granie jak mało kto. Dlatego (po raz pierwszy w tym zestawie) my również dajemy lajka!

6. Justin Bieber – „Sorry” (2,92 mld)

Tu wszystko jest niczym mokry sen nastolatki – sam autor, jak również muzyka i tekst jego piosenki. No niby zdradził (raz czy dwa), ale jest taki śliczny, że chyba mu wybaczę? Zapalmy więc kadzidełka i oddajmy się muzycznej lekturze:

Choć jestem szczery,  Ty wciąż denerwujesz i złościsz się,
Bez końca próbuję, lecz przeprosiny to nie moja rzecz.
Czas goni mnie, staram się, choć sama wiesz dobrze,
Że jedyna rzecz, której potrzebuję to… przebaczenie.

Wiem, że sama wiesz, że zrobiłem to może ten raz czy dwa,
A przez kilka czy dwa kilka tysięcy na myśli mam.
Więc proszę Cię, proszę, tę jedyną szansę mi daj,
Bo jedna rzecz, której chcę to… odkupienie.

Czy za późno już by przeprosić?
Bo ja nie chcę Cię już na zawsze stracić.
Czy za późno już by przeprosić?
Ja zawiodłem Cię i to dobrze wiem…

7. Maroon 5 – „Sugar” (2,55 mld)

Były czasy, kiedy Maroon 5 grał przyzwoitą, w miarę ambitną i nie obrażającą inteligencji muzykę z pogranicza popu i rocka. Ale to było na długo przed „Sugar” i płytą, z której ten hit pochodzi, czyli „V” z 2014 roku. Czyli dawno temu. I nie prawda. Zresztą w sumie sam nie wiem, co tu jeszcze można napisać? Że ładnym ludziom w życiu (i na YouTube) łatwiej? To chyba oczywiste?

8. Taylor Swift – „Shake It Off” (2,54 mld)

Ósemeczka i dopiero pierwsza wokalistka w zestawieniu? Coś wam to mówi? Nie trzeba być socjologiem społecznym czy znawcą mediów społecznościowych, żeby wiedzieć, że to dziewczyny są bardziej zaangażowanymi fankami – zwłaszcza w sieci. Na męskich artystów głosują „sercem”, a lajkują tylko te przedstawicielki swojej płci (aktorki, blogerki, stylistki, trendsetterki), które podziwiają i szanują. A wracając do największej obecnie gwiazdy popu – „Shake…” był tak naprawdę jej pierwszym wielkim hitem. A potem się zaczęło…

9. Enrique Iglesias featuring Descemer Bueno and Gente De Zona – „Bailando” (2,49 mld)

Czyżby pierwowzór „Despacito”? Podobno Luis Fonsi nie popełnił plagiatu, ale nie trzeba mieć genialnego słuchu, żeby wyczuć, że podobieństwa są olbrzymie. Ale muzyka latynoska to jeden, ten sam utwór, więc zostawmy analizę nut i taktów specjalistom. Znaczący jest fakt, że nasz bohater, czyli Enrique, przez kilkanaście lat próbował, ćwiczył, spinał się i żyłował, by podbić listy przebojów. A wystarczyło, że odpuścił, zawiesił na kilka sezonów mikrofon na kołku i wyszedł mu tzw. strzał życia.

10. Katy Perry – „Roar” (2,47 mld)

Pierwszy singiel amerykańskiej piosenkarki Katy Perry, promujący jej czwarty album, zatytułowany „Prism”. Skąd fenomen popularności tego nagrania? Przecież Katy, niekwestionowana gwiazda popu w USA i nie tylko, ma w swoim dorobku lepsze utwory, by wymienić choćby: „California Gurls”, „Hot n Cold”, „I Kissed a Girl” czy „Dark Horse”. Może to zasługa wystawnego (jak zwykle w przypadku wokalistki) teledysku? Przedstawia on Perry, która przeżyła katastrofę samolotu i próbuje przystosować się do życia w dżungli, wśród dzikich zwierząt. Normalnie, aż strach się bać!

Artur Szklarczyk

  • Jamba Bamba

    Dopiero ósme miejsce kobiety mówi coś jeszcze, ale poprawność polityczna nie pozwala o tym pisać.

Polecane