Mikołaj Kuchowicz / kuchomik.eu, 30.01.2010 / foto: Mikołaj Kuchowicz / kuchomik.eu

TAGI: The Australian Pink Floyd Show

THE AUSTRALIAN PINK FLOYD SHOW - Torwar - Warszawa - 29/01/10 (foto: Mikołaj Kuchowicz / kuchomik.eu)

Mikołaj Kuchowicz podąża za The Australian Pink Floyd od początku ich "polskiej" trasy. Robi zdjęcia, poznaje ekipę, podgląda, obserwuje i notuje. Zbiera ciekawe informacje. Przed koncertem w Katowicach ustalił szczegóły alternatywnej do dotychczasowych koncertów setlisty. Pozostaje tylko pytanie - który z zestawów wybierze zespół?

Zapraszamy na trzecią część relacji Mikołaja:


dzień trzeci - kierunek warszawa. droga minęła dzisiaj wyjątkowo szybko i bezproblemowo... no, może poza małymi warszawskimi korkami. pod halę na torwarze dotarłem chwilę przez godziną 18... za późno, żeby dostać się na soundcheck i za wcześnie, żeby wejść do środka. zatem na mrozie swoje wystałem. nasłuchałem się urban legends na temat zespołu, zgadywanek na temat setlisty... no i naród zdecydowanie oczekiwał money i echoes, których niestety zabrakło.

dzisiaj już się nie łudziłem, że usłyszę inne kawałki, niż dnia poprzedniego... no i zgodnie z oczekiwaniami - setlista powtórzyła się. zespół, jak za każdym razem wykazał się swoją precyzją i genialnym opanowaniem materiału. oni nie pozostawiają sobie ani milimetra na improwizację. odtwarzają muzykę floydów tak, jak została ona napisana. i chwała im za to! na dodatek, występują bez zupełnego nadęcia, nie oczekują wyznań miłości od publiczności. w końcu są tylko odtwórcami i moim zdaniem, rewelacyjnie się z tej roli wywiązują.

hala na torwarze pozwoliła na rozwieszenie całego oświetlenia i elementów sceny, zatem wizualizacje i oświetlenie ponownie zachwyciły - podobnie, jak we wrocławiu. niestety, wiele do życzenia dzisiaj pozostawiało nagłośnienie... torwar nie jest cudem architektury, szczególnie w materii akustyki. a szkoda... pierwsza część koncertu to przegłośnione wysokie tony i wokale - partia solowa z pigs utonęła w zwałowisku dźwięków - a szkoda.

po przerwie można było odczuć zdecydowaną zmianę - było dużo ciszej. wokale w końcu znalazły się w odpowiednim miejscu, za to pokutowały instrumenty, które tym razem były zbyt wycofane.

publiczność dopisała. na płycie było luźno i wygodnie, trybuny były pełne. ludzie pragnęli olbrzymiej dawki floydowych dźwięków. i dostali to czego oczekiwali.

po koncercie nie mogłem odmówić sobie wymiany kilku zdań z zaprzyjaźnionym oświetleniowcem z ekipy tapfs. jego zaskoczenie było olbrzymie - dowiedziałem się że jestem mad i addicted... pogadaliśmy o tym i o tamtym, udało mi się od niego wyciągnąć informację o tym, że zespół ma przygotowaną drugą setlistę. różni się pięcioma numerami od setu dotychczas granego w polsce. na pytanie, czy zagrają ten set w katowicach odpowiedział, że nie może mi tego zdradzić...

a drugi zestaw wygląda następująco:
speak to me
breathe
on the run
time
the great gig in the sky
shine on you crazy diamond 1-5
welcome to the machine
pigs on the wing  *
dogs *
----
astronomy domine
learning to fly
high hopes
set the controls *
us & them
keep talking *
get your filthy hands off my desert *
fletcher memorial home *
another brick in the wall 2
wish you were here
one of these days
comfortably numb
----
run like hell

setlistę z koncertów we wrocławiu, bydgoszczy i warszawie znajdziecie już w pierwszej relacji z tapfs.

jutro ostatni koncert i czas podsumowań...