Zbigniew Zegler, 20.05.2010 / foto: Artur Rawicz / mfk.com.pl
TAGI: kim nowak
KIM NOWAK - Powiększenie - Warszawa - 19/05/10 (foto: Artur Rawicz / mfk.com.pl)
Bębniarz ma być wk***y!
Pierwszy koncert Kim Nowak za nami. W szczelnie wypełnionym klubie. Z burzą oklasków. Z improwizacjami, ale bez bisu. Ogólnie – udany.
W przytulnej salce klubu Powiększenie (przytulać może się ok. 170 osób) zgromadził się komplet publiczności. Zachęceni zapewnieniami muzyków o bezwzględnym potencjale koncertowym ich debiutanckiego albumu, właściwie przyszli pewni spędzenia kilkudziesięciu minut na idealnej sztuce. Już sprzęt oczekujący na scenie budził entuzjazm znawców. "Głowy" Orange są dość powszechne, ale piecami do kompletu panowie Bartosz Waglewski i Michał Sobolewski zaimponowali i kompleksowo załatwili sprawę "brudnego brzmienia" uchwyconego na płycie.
Zaczął sam gitarzysta. Z lewej strony sceny, pobawił się bluesrockową improwizacją, którą zwabił do siebie sekcję rytmiczną. Już razem kontynuowali spontaniczne granie, które po kilku chwilach przedzierzgnęło się w "King Konga". Mimo, że był to inicjacyjny występ w składzie Kim Nowak, to warto pamiętać, ze jako Fisz i Emade, oraz z Tworzywem, bracia Waglewscy zagrali już kilkaset razy. Stąd tylko lekkie napięcie na początku. Zresztą przydatne, bo dzięki niemu Piotr, przyczajony nad przeogromnym bębnem centralnym, wyglądał jak wzór perkusisty – łysy, wkurwiony i z całej siły tłukący pałeczkami w naciągi. Zrelaksowany mógłby tak dobrze nie wypaść. Inna sprawa, że jego styl, nawet jeśli ma świadczyć o punkowych inklinacjach zespołu, mógłby jeszcze trochę ewoluować. Może w ewolucji pomoże, bardziej technicznie grający swego czasu, Jarosław Szlagowski, który był widziany na obiekcie:)
Pan Fisz w dowcipny, acz nie wesołkowaty sposób, raczej powściągliwie, zwracał się do publiczności. Najpierw, zgodnie z konwenansami, przedstawił grupę – "Jesteśmy Kim Nowak. Przyjechaliśmy z Ursynowa". Śródmiejska publiczność oklaskami nagrodziła ich ofiarność. Później doprecyzowywał, że na werblu, stopie i haj hecie gra Pan Emade, a na gitarach Pan Michał Sobolewski. Liczba mnoga była uzasadniona, bo w pewnym momencie Michał niemal żonglował trzema instrumentami przygotowanymi na ten show. Najczęściej używał czerwonego Gibsona SG, ale sięgał też po Fendera Stratocastera, a zaczynał na czarnym SG. Zespół wykonał dość sprawnie cały materiał z debiutanckiego albumu, zastępując partie klawiszy bardziej rozbudowanymi solówkami gitarowymi. Bardzo udanym zabiegiem było przetykanie regularnych utworów improwizacjami. Dodawały kliamtu występowi i wydłużały wspólnie spędzany czas w coraz gorętszych wnętrzach Powiększenia. W końcówce, kiedy Fisz odstawił już swój bas Fendera (bardzo ciekawy, stary model, jak stwierdził Ktoś, Kto Zna Się Na Basówkach) i skoncentrował się na śpiewaniu, zaskoczył też freestyle’ową (zakładam, że to nie było wcześniej przygotowane) nawijką na funkującym podkładzie. Powracającym motywem przewodnim przemowy, był wyjątkowo urodziwy z piarowej perspektywy, slogan "Kim Nowak – Numer Jeden" (nie mylić z Numerem Raz:). Zabawna i inteligentna rozrywka, ale nie fetyszyzowałbym zawartości merytorycznej tego spiczu:)
Mam nadzieję, że koncert w Krakowie, który był zapowiadany jako pierwszy, jakimś cudem się odbędzie. Życzę tego wszystkim rodakom na południu kraju, bo Kim Nowak zyskuje na żywo i warto przekonać się o tym na własne oczy i uszy. Z czasem, kiedy bardziej okrzepnie, może stać się sporą koncertową atrakcją. Ale do tego potrzeba kolejnych koncertów, w których mam nadzieję, w niedalekiej przyszłości, uczestniczyć...
Pierwszy koncert Kim Nowak za nami. W szczelnie wypełnionym klubie. Z burzą oklasków. Z improwizacjami, ale bez bisu. Ogólnie – udany.
W przytulnej salce klubu Powiększenie (przytulać może się ok. 170 osób) zgromadził się komplet publiczności. Zachęceni zapewnieniami muzyków o bezwzględnym potencjale koncertowym ich debiutanckiego albumu, właściwie przyszli pewni spędzenia kilkudziesięciu minut na idealnej sztuce. Już sprzęt oczekujący na scenie budził entuzjazm znawców. "Głowy" Orange są dość powszechne, ale piecami do kompletu panowie Bartosz Waglewski i Michał Sobolewski zaimponowali i kompleksowo załatwili sprawę "brudnego brzmienia" uchwyconego na płycie.
Zaczął sam gitarzysta. Z lewej strony sceny, pobawił się bluesrockową improwizacją, którą zwabił do siebie sekcję rytmiczną. Już razem kontynuowali spontaniczne granie, które po kilku chwilach przedzierzgnęło się w "King Konga". Mimo, że był to inicjacyjny występ w składzie Kim Nowak, to warto pamiętać, ze jako Fisz i Emade, oraz z Tworzywem, bracia Waglewscy zagrali już kilkaset razy. Stąd tylko lekkie napięcie na początku. Zresztą przydatne, bo dzięki niemu Piotr, przyczajony nad przeogromnym bębnem centralnym, wyglądał jak wzór perkusisty – łysy, wkurwiony i z całej siły tłukący pałeczkami w naciągi. Zrelaksowany mógłby tak dobrze nie wypaść. Inna sprawa, że jego styl, nawet jeśli ma świadczyć o punkowych inklinacjach zespołu, mógłby jeszcze trochę ewoluować. Może w ewolucji pomoże, bardziej technicznie grający swego czasu, Jarosław Szlagowski, który był widziany na obiekcie:)
Pan Fisz w dowcipny, acz nie wesołkowaty sposób, raczej powściągliwie, zwracał się do publiczności. Najpierw, zgodnie z konwenansami, przedstawił grupę – "Jesteśmy Kim Nowak. Przyjechaliśmy z Ursynowa". Śródmiejska publiczność oklaskami nagrodziła ich ofiarność. Później doprecyzowywał, że na werblu, stopie i haj hecie gra Pan Emade, a na gitarach Pan Michał Sobolewski. Liczba mnoga była uzasadniona, bo w pewnym momencie Michał niemal żonglował trzema instrumentami przygotowanymi na ten show. Najczęściej używał czerwonego Gibsona SG, ale sięgał też po Fendera Stratocastera, a zaczynał na czarnym SG. Zespół wykonał dość sprawnie cały materiał z debiutanckiego albumu, zastępując partie klawiszy bardziej rozbudowanymi solówkami gitarowymi. Bardzo udanym zabiegiem było przetykanie regularnych utworów improwizacjami. Dodawały kliamtu występowi i wydłużały wspólnie spędzany czas w coraz gorętszych wnętrzach Powiększenia. W końcówce, kiedy Fisz odstawił już swój bas Fendera (bardzo ciekawy, stary model, jak stwierdził Ktoś, Kto Zna Się Na Basówkach) i skoncentrował się na śpiewaniu, zaskoczył też freestyle’ową (zakładam, że to nie było wcześniej przygotowane) nawijką na funkującym podkładzie. Powracającym motywem przewodnim przemowy, był wyjątkowo urodziwy z piarowej perspektywy, slogan "Kim Nowak – Numer Jeden" (nie mylić z Numerem Raz:). Zabawna i inteligentna rozrywka, ale nie fetyszyzowałbym zawartości merytorycznej tego spiczu:)
Mam nadzieję, że koncert w Krakowie, który był zapowiadany jako pierwszy, jakimś cudem się odbędzie. Życzę tego wszystkim rodakom na południu kraju, bo Kim Nowak zyskuje na żywo i warto przekonać się o tym na własne oczy i uszy. Z czasem, kiedy bardziej okrzepnie, może stać się sporą koncertową atrakcją. Ale do tego potrzeba kolejnych koncertów, w których mam nadzieję, w niedalekiej przyszłości, uczestniczyć...
cgm on
Facebook
- DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Foto
- HEINEKEN OPEN'ER FESTIVAL 2011: dzień 3 i 4
- MEGA GALERIA: Najważniejsze koncerty 2010 roku (foto: P. Tarasewicz, A. Rawicz, O. Rożej, J. Talacha, R. Nowakowski, M. Bąkiewicz)
- ORANGE WARSAW FESTIVAL - Kumka Olik / Kim Novak / White Lies / Hole - Warszawa - 28.08.2010 (Foto: P. Tarasewicz & A. Rożej)
- KIM NOWAK - Powiększenie - Warszawa - 19/05/10 (foto: Artur Rawicz / mfk.com.pl)
























































