Mikołaj Kuchowicz / kuchomik.eu, 31.01.2010
THE AUSTRALIAN PINK FLOYD SHOW - Spodek - Katowice - 30/01/10 (foto: Mikołaj Kuchowicz / kuchomik.eu)
   


Wczoraj w katowickim Spodku odbył się czwarty i ostatni koncert w ramach polskiej trasy The Australian Pink Floyd Show. Występ w Katowicach był zarazem ostatnim przystankiem w naszej "pogoni za TAPFS".

Mikołaj Kuchowicz śledził ich koncerty we Wrocławiu, Bydgoszczy, Warszawie i w Katowicach, gdzie spotkała go miła niespodzianka. Zapraszamy na ostatni odcinek naszego "serialu", tym razem nieco inny, podsumowujący i ze zdjęciami z prób, podróży i zza kulis...



ostatni przystanek w mojej pogoni za the australian pink floyd show - katowice. dzień wyjątkowy, bo ostatni... ale przede wszystkim dlatego, że miałem dzisiaj okazję być świadkiem próby zespołu przed koncertem. wszystko dzięki uprzejmości organizatora i tour managera zespołu.

do spodka dotarłem grubo przed godziną 17. ekipa techniczna była w końcowym etapie montażu ekwipunku na scenie. każdy w tej ekipie jest osobnym trybikiem z zegarka szwajcarskiego - razem tworzą idealnie zgrany mechanizm, mimo że ich praca wygląda tak, jakby każdy robił coś w zupełnie inną stronę... kilka minut po 17 na scenie pojawił się zespół - w czapkach, kurtkach. faktycznie, w spodku nie było zbyt ciepło. byłem wniebowzięty - zrealizowało się moje marzenie. praktycznie sam jeden byłem świadkiem najmniejszego koncertu świata. zespół zagrał (mi) "learning to fly", "us & them", "high hopes" oraz "breathe". magiczne uczucie!

wypełniony po brzegi spodek usłyszał dokładnie taki sam zestaw, jak poprzednie miasta, czyli bez niespodzianki. publiczność w katowicach musiała się pogodzić z brakiem pełnego oświetlenia oraz podwieszanej pod sufitem dmuchanej świni... jak się okazuje, konstrukcja dachu spodka nie pozwala na podwieszanie czegokolwiek. a co dopiero mówić o ważącym ponad tonę rusztowaniu z oświetleniem, wielkiej dysko-kuli, czy też pneumatycznej świni.

zespół udowodnił dzisiaj, że to nie o efekty wizualne są najważniejsze - muzyka obroniła się sama. śmiało mogę uznać to show za najlepsze na całej trasie. piorunujące wykonanie utworów pochodzących z animals. niesamowicie brzmiący "careful with that axe, eugene", a na sam koniec absolutnie powalające wydanie "comfortably numb". owacji na stojąco na tej trasie jeszcze nie było - do czasu koncertu w katowicach. na pewno kluczem było rewelacyjne nagłośnienie, które zapewniało każdemu niezapomniane doznania dźwiękowe. myślę, że największy malkontent ze spodka wyszedł ze szczęką na poziomie gleby. ja dzisiaj nie byłem w stanie kontrolować już kierunków rozchodzenia się po moim ciele ciarek - były wszędzie.

moim skromnym zdaniem, poza tym wszystkim - kwestia "the great gig in the sky" wykonywana przez naszą rodaczkę, olę bieńkowską. każdego dnia jej wokaliza przeszywała mnie coraz bardziej i coraz głębiej. i już wiem, że śmiało (jako wielki fan oryginalnego pink floyd), że "the great gig in the sky" z głosem oli zostawia daleko w tyle oryginał. coś nie-sa-mo-wi-te-go!

podsumowując - warto było zobaczyć te 4 koncerty. każdy z nich tak naprawdę był inny - wrocław zachwycił od strony wizualnej i pokazał naprawdę wysoką jakość nagłośnienia, bydgoszcz - pod każdym względem była poprawna, w warszawie zawiodło nagłośnienie - cóż, torwar. katowice - powaliły, zgwałciły i rozłożyły na łopatki nagłośnieniem i ogniem ze sceny - brak pełnego oświetlenie nie miał żadnego znaczenia.

mój "zaprzyjaźniony" członek ekipy tapfs po koncercie odetchnął z ulgą, kiedy dowiedział się, że w opavie mnie nie spotka. jak to stwierdził - zaczął się o mnie martwić.

i jeszcze raz, na koniec, powtórzę - oni naprawdę grają pink floyd w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu!


PS. żeby nie było, że skandali nie było - dzisiaj z terenu spodka wydostałem się skacząc przez płot. pan ochroniarz od tylnej bramy wsiąkł!
(13)