Krzy Krzysztof: Mamy z Quebo „ludzkie” podejście do fanów


2018.06.17

opublikował:

Krzy Krzysztof: Mamy z Quebo „ludzkie” podejście do fanów

foto: P. Tarasewicz

Na fanpage’u Hype’u pojawił się wywiad z Krzy Krzysztofem, który opowiada o tym, jak czuje się jako hypeman Quebonafide, o przygodach Wesołej Ekipy oraz o relacjach z fanami. Raper wspomina m.in. wspólne mecze ze słuchaczami na orlikach, mówi także o tym, jak dużym wyzwaniem jest zaspokojenie oczekiwań fanów przy stałym wzroście popularności. – Odkąd pamiętam to razem z Quebo mieliśmy podobne, „ludzkie” podejście do fanów. Za czasów, gdy graliśmy mniejsze koncerty i Quebo nie był jeszcze polskim Justinem Bieberem, zawsze zostawaliśmy po wszystkim i robiliśmy sobie ze wszystkimi zdjęcia. Mega długo trwał też okres, gdy umawialiśmy się przez Snapchata albo Instagrama na piłkę z fanami przed koncertem i wtedy też można sobie było zrobić fotkę, pogadać czy podpisać płytę. Mega fajne czasy – wspomina Krzy Krzysztof.

Jak jest teraz? – Teraz jest to już trochę niemożliwe ze względu na ciągle wzrastającą popularność Que. Gdyby Quebo teraz wyszedł na takiego orlika, to pewnie by go rozszarpali. A wtedy to były kameralne gierki, na które wpadało kilkadziesiąt osób. Dalej mamy takie podejście chociaż jest mega ciężko. Nie pamiętam sytuacji, kiedy Quebo odmówił komuś zdjęcia. Może raz, jak ktoś podszedł, gdy akurat jedliśmy i powiedział, że zrobi, tylko po jedzeniu. Ale i tak po kilku sekundach zrobił tę fotkę, bo gościu stanął 0,5 metra obok i dokładnie analizował każdy ruch żuchwy Quebo, podczas gdy ten jadł burgera. Bałem się, że w pewnym momencie zapyta, czy może wziąć gryza – śmieje się raper.

Mimo całej sympatii do fanów Krzy Krzysztof przyznaje, że zdarzają się też nieprzyjemne sytuacje związane z nachalnymi słuchaczami. – Ludzie w tej branży często uznają cię za ich własność. Oni uważają, że to zdjęcie czy podpis im się należy. Oczywiście nie wszyscy. To już zależy od charakteru i od tego jak ktoś został wychowany. No i oczywiście od tego czy jest najebany czy nie. Większość fanów to bardzo fajni ludzie, z którymi można się chwile pośmiać i normalnie pogadać. Ale zdarzają się tacy, którzy są po prostu nie mili i zwracają się do ciebie bez szacunku. Coś w stylu „Zawołaj mi tu Quebo, bo chce z wami zdjęcie. A i weź po drodze marker to mi się podpiszesz, no i filmik mi jeszcze nagrasz z życzeniami dla mojej dziewczyny”. To tylko jeden z tysiąca przykładów. Niestety taka osoba sprawia, że odechciewa ci się kontaktu z tymi normalnymi fanami. A wyobraź sobie, że jednego dnia trafia się takich kilku. Zdarzają się też sytuacje, że robimy zdjęcia ponad godzinę czasu i najzwyczajniej w świecie już nie mamy siły, a przed nami kolejka na 300 osób, co zajęłoby drugie tyle czasu. Pozostaje nam tylko przeprosić i podziękować, że tyle czekali i schować się na backstage, czego ludzie tez do końca czasami nie rozumieją. Niestety czasami nie da się uszczęśliwić wszystkich, a ludzie zapominają, że taki Quebo czy inny artysta też jest człowiekiem, a nie maszyną i nie da rady stać kilka godzin i robić miliarda zdjęć – komentuje.

Całą rozmowę z Krzy Krzysztofem znajdziecie tutaj.

Polecane