PasiMiTo - "Rumi"
nasza ocena:
TAGI: Pasimito
Nazwa zespołu rozbita na trzy części idąc od lewej, jest dobrą recenzją jego debiutu.
"Rumi" to pierwsza płyta zespołu, ale PasiMiTo nie jest nowym zjawiskiem na polskiej scenie alternatywnej. Większość muzyków gra ze sobą od kilku lat, ale wcześniej wykonywali utwory instrumentalne. Dopiero z myślą o debiucie zatrudnili wokalistę, którym został Adam Celiński, na co dzień realizator dźwięku, współpracujący między innymi z T.Love. To właśnie w jego studiu nagrano 10 piosenek z "Rumi", wykorzystując wyłącznie analogowe formy zapisu, przez co brzmienie jest wyjątkowe, ciepłe, naturalne. Płytę wydała na razie mało znana firma Falami, za którą stoi zadomowiony w polskim światku alternatywnym Marcin Babko, dziennikarz muzyczny "Gazety Wyborczej", autor książek muzycznych i muzyk Muariolanza. Zaczął z dość mocnym przytupem, można rzec.
Tyle tytułem wstępu. A co kryje się na "Rumi"? Dziesięć piosenek do tekstów Rumiego, żyjącego przed wiekami mistyka i poety, zaadaptowanych przez Łukasza Tica z Pogodno. Muzycznie mamy zabawę konwencjami. PasiMiTo zgrabnie jak baletnica przeskakuje ze stylu na styl, swobodnie zmienia rytm, klimat i tempo, zaskakuje, improwizuje. Co mieszają? Przede wszystkim rock alternatywny z zagraniami jazzowymi, zornowsko freejazzowymi, psychodelią, biorącą swój początek w końcówce lat 60., mającą też nieco kosmiczny hawkwindowy wymiar. PasiMiTo sięgają też w sferę ambientowej elektroniki, hip-hopu (skrecze), awangardowego, wyszukanego popu, owijają dźwięki w etniczne, bliskowschodnie barwy. Jest szaleństwo przypominające początki choćby Ścianki czy Pogodno.
PasiMiTo mają doskonałe wyczucie. Umieją znakomicie zaakcentować dęciakami, czy skrzypcami, urokliwie wyciszyć piosenkę, by po chwili rozpocząć przepychankę skrzypiec z saksofonem ("Kochanek"). Z racji konotacji orientalnych nie zabrakło muzyki etnicznej z krajów arabskich - np. śpiew muezina plus sitar w "Bez-Przestrzeń" - kontrastujących z chwilami weselszymi z innych piosenek, jak choćby skocznej "Recytuję poezję". Ten numer powinien zostać wybrany do promocji materiału, obok słusznie polecanego przez wydawcę "Szachownica miasta" z charakterystycznym wokalem, kojarzącym się z Antonym Hegartym, a także miłą dla ucha elektroniką i wtrętami etnicznymi.
Jest na "Rumi" dużo do wnikliwego słuchania. Mamy niemało wywołujących uśmiech i radość wersów, subtelnych, natchnionych fragmentów z pięknymi popisami skrzypiec i saksofonu, zakłócanych przez lekko dysonansową gitarę lub elektroniczne hałasy. Choćby w "Kształty", po którego wygaśnięciu i pauzie wkracza kakofoniczne wariactwo.
"Rumi" nie jest płytą, dostarczającą singli radiowych do słuchania przez każdego. Przeciwnie. Przyjaznych antenie kompozycji jest mało. I całe szczęście. Chłamu user friendly jest u nas aż nadto. Mamy za to dużo muzyki do prezentowania w audycjach autorskich, świetnie wyprodukowanej, ciekawie zaśpiewanej. Szczęśliwie dla muzyków, są w Polsce dziennikarze radiowi, którzy nie boją się grać tego, co niepopularne. Niech więc zaczną przybliżać fanom PasiMiTo, bo pominąć takiego wykonawcy w żadnym wypadku się nie godzi. Mi to bardzo pasi, ceniącym dobre alternatywne granie też powinno.
Tyle tytułem wstępu. A co kryje się na "Rumi"? Dziesięć piosenek do tekstów Rumiego, żyjącego przed wiekami mistyka i poety, zaadaptowanych przez Łukasza Tica z Pogodno. Muzycznie mamy zabawę konwencjami. PasiMiTo zgrabnie jak baletnica przeskakuje ze stylu na styl, swobodnie zmienia rytm, klimat i tempo, zaskakuje, improwizuje. Co mieszają? Przede wszystkim rock alternatywny z zagraniami jazzowymi, zornowsko freejazzowymi, psychodelią, biorącą swój początek w końcówce lat 60., mającą też nieco kosmiczny hawkwindowy wymiar. PasiMiTo sięgają też w sferę ambientowej elektroniki, hip-hopu (skrecze), awangardowego, wyszukanego popu, owijają dźwięki w etniczne, bliskowschodnie barwy. Jest szaleństwo przypominające początki choćby Ścianki czy Pogodno.
PasiMiTo mają doskonałe wyczucie. Umieją znakomicie zaakcentować dęciakami, czy skrzypcami, urokliwie wyciszyć piosenkę, by po chwili rozpocząć przepychankę skrzypiec z saksofonem ("Kochanek"). Z racji konotacji orientalnych nie zabrakło muzyki etnicznej z krajów arabskich - np. śpiew muezina plus sitar w "Bez-Przestrzeń" - kontrastujących z chwilami weselszymi z innych piosenek, jak choćby skocznej "Recytuję poezję". Ten numer powinien zostać wybrany do promocji materiału, obok słusznie polecanego przez wydawcę "Szachownica miasta" z charakterystycznym wokalem, kojarzącym się z Antonym Hegartym, a także miłą dla ucha elektroniką i wtrętami etnicznymi.
Jest na "Rumi" dużo do wnikliwego słuchania. Mamy niemało wywołujących uśmiech i radość wersów, subtelnych, natchnionych fragmentów z pięknymi popisami skrzypiec i saksofonu, zakłócanych przez lekko dysonansową gitarę lub elektroniczne hałasy. Choćby w "Kształty", po którego wygaśnięciu i pauzie wkracza kakofoniczne wariactwo.
"Rumi" nie jest płytą, dostarczającą singli radiowych do słuchania przez każdego. Przeciwnie. Przyjaznych antenie kompozycji jest mało. I całe szczęście. Chłamu user friendly jest u nas aż nadto. Mamy za to dużo muzyki do prezentowania w audycjach autorskich, świetnie wyprodukowanej, ciekawie zaśpiewanej. Szczęśliwie dla muzyków, są w Polsce dziennikarze radiowi, którzy nie boją się grać tego, co niepopularne. Niech więc zaczną przybliżać fanom PasiMiTo, bo pominąć takiego wykonawcy w żadnym wypadku się nie godzi. Mi to bardzo pasi, ceniącym dobre alternatywne granie też powinno.
- DODAJ SWÓJ KOMENTARZ



















