Kings Of Leon – "Come Around Sundown"

Bartek Kot, 06.10.2010 / foto: materiały prasowe

nasza ocena:  

Okłamali nas

"Na naszej piątej płycie będzie mało popu" – deklarowali na długo przed wydaniem "Come Around Sundown" muzycy Kings Of Leon. Okłamali nas. Nowy album autorów "Use Somebody" to kontynuacja ich poprzedniego przebojowego krążka "Only By The Night", choć i nie brak na nim chwil zadumy.

Ponad sześć milionów – tyle egzemplarzy wydanego w 2008 roku albumu "Only By The Night" sprzedali do tej pory Kings Of Leon. Nic więc dziwnego, że zdecydowali się na nagranie płyty, która w dużej mierze stanowi stylistyczną kontynuację ich poprzedniego dzieła. Zarzynać kurę, która zniosła im tyle złotych jaj? Niby po co? Jak zauważył Eddie Vedder, Kings Of Leon są na fali wznoszącej i na dobre wynieśli się już z alternatywnego podwórka. Przed nimi coraz większe stadiony.

"Come Around Sundown" może nie zawiera takich hitów jak "Use Somebody" czy "Sex On Fire", ale ma wystarczająco dużo dobrych i przebojowych momentów, by porwać tłumy ludzi. Jak singlowy, z każdym kolejnym przesłuchaniem coraz lepszy "Radioactive", miłosna "Mary", albo "The Immortals" z refrenem idealnym pod zabawy z wielotysięczną publicznością. Na płycie znajdą dla siebie też wiele dobrego ci słuchacze, którym bliżej do kameralnych imprez i przeżywania muzyki w pojedynkę. Co było już słychać na "Only By The Night", Kings Of Leon choć piszą bardzo melodyjne i nośne kawałki, duży nacisk kładą również na atmosferę nagrań i ich głębię.

Nie inaczej jest i tym razem – na nowym albumie nie zabrakło kompozycji, podkreślających coraz dojrzalsze podejście Amerykanów do muzyki. Kompozycji naładowanych emocjami i opartych na życiowych przemyśleniach. Jak w otwierającym krążek utworze "The End" albo kawałku "Pyro" – w którym Caleb smutno śpiewa, że wszystko co tak sobie cenił, powoli umiera. Osobiście najchętniej wracam właśnie do tych momentów – przestrzennych, refleksyjnych piosenek, które nadają nowej płycie Kings Of Leon niepowtarzalnego smaku. Może to ta pora roku, tęsknota za ciepłymi zachodami słońca? A może to oni coraz lepiej łączą popowość swoich nagrań z dojrzalszą treścią? Po dłuższym namyśle, zostaję przy tym drugim.