Zeus - "Zeus, jak mogłeś?"

Dawid Szynol, 13.05.2011 / foto: materiały prasowe

nasza ocena:  

TAGI: zeus

Zmiana warty na Bałutach

Zeus, jak mogłeś... nagrać trzecią, dobrą płytę z rzędu?

Nie wiem, jak łódzkiemu raperowi udaje się to z roku na rok; ciągle podtrzymywać dobrą passę, nie obniżać lotów, rozwijać swoje umiejętności i konsekwentnie iść do przodu, ale jedno jest pewne. Choć O.S.T.R. po "Jazz, Dwa, Trzy" zapowiedział, że robi kilkuletnią przerwę dla syna Janka, to Bałuty mają nowego, równie godnego reprezentanta. Przed Wami kolejny album Zeusa co nie ma sobie równych.

W kwestii muzycznej, pozornie niewiele się zmieniło w stosunku do poprzedniczek. Pozornie. Co prawda, za większość strony producenckiej nadal odpowiada Zeus, ale z tym wyjątkiem, że swoje "3 grosze" dorzucił Marek Dulewicz (właściciel NC Studio, członek ŁDZ Orkiestra). I chociaż można spokojnie powiedzieć, że "Zeus, jak mogłeś?" to album wyprodukowany przez duet producencki, to tym razem ciężko znaleźć tutaj jakiś samplowany podkład, jakimi wyróżniał się Zeus na poprzednich wydawnictwach. Może i dla osoby nie znającej jeszcze trzeciej solowej płyty łódzkiego rapera brzmi to strasznie, ale koniec końców "Zeus, jak mogłeś?" to świetnie wyprodukowany album. Chociaż... osobiście nadal wolę charyzmatycznego Zeusa tnącego sample z tych przeklętych mptrójek.

Ale w zamian za bity oparte na kawałkach Tata Vega, Kellee Patterson, Ann Sexton, albo i Slaughterhouse czy Massive Attack, dostajemy majstersztyk w postaci utworu "Jesteśmy Źli" opartego wyłącznie na perkusji, gitarze i trąbce. Owca cała i wilk syty. Podobnie ma się sprawa z "Move Yo Me". Perkusja, saksofon i skrzypce robią cuda. W niektórych kawałkach wspomniane wcześniej instrumenty tworzą pozory agresji, dynamiki a w innych, np. "99942", uspokajają, poruszają wyobraźnię, koją zmysły. "Zeus, jak mogłeś?" to album różnorodny, dokładnie jak dwie poprzednie produkcje, tym razem jednak zamiast funku znajdziemy więcej rocka.



Tekstowo Zeus, podobnie jak na wcześniejszych nagrywkach, zaangażował się w społeczne problemy. Oprócz piętnowania pedofilii, znajdziemy także krytykę rasizmu, zakłamania, zazdrości i większości negatywnych cech przypisywanych Polakom. Tym razem jednak Zeus popuścił wodze wyobraźni i zabawił się ze słuchaczami. Nigdy do końca nie wiadomo czy raper opowiada o sobie, czy tylko przytacza historię innych osób w pierwszej osobie. W jednym z utworów łódzki producent relacjonuje widok Ziemi z perspektywy asteroidy, która zaraz przekroczy powłokę ozonową. Ale czego innego moglibyśmy spodziewać się po osobie, która w przeciągu tygodnia wypuszcza dwa teledyski, w tym jeden, którego żaden przedstawiciel "kultury" emo by się nie powstydził oraz drugi, wyjęty prosto z klasycznego Nowego Jorku lat 90'tych?

Jestem ciekaw, czy Zeus uznaje jakiekolwiek granice. Promocją albumu opartą na eksponowaniu kontrowersyjnej fryzury pokazał, że ma głęboko gdzieś co koledzy po fachu i słuchacze o nim myślą. Z drugiej strony raper będący dla mnie największym indywidualistą pośród wszystkich polskich raperów, nagle dopuścił do warstwy producenckiej innego muzyka i urozmaicił niektóre utwory damskim wokalem. Kto wie, może w końcu Zeus przełamie się i zaprosi na swój album innego rapera? Rozwój muzycznego "ja" Zeusa jest nie do przewidzenia.