Pearl Jam - "Backspacer"
nasza ocena:
TAGI: Pearl jam
Zapowiedź końca?
Nareszcie dobra płyta Pearl Jam. Dobra, a momentami nawet bardzo. I to, poza czasem trwania materiału (niecałe 37 minut - pamiętacie dłuuugie koncerty, nie?) największe zaskoczenia. Ale nie jedyne. Kolejną niespodzianką jest procentowa zawartość rock’n’rola na tym krążku. Jest go tyle, co alkoholu w dobrej polskiej wódce.
Jeśli ktoś sądził, że Eddie Vedder i jego formacja wypłowiali troszkę i stracili pomysł na samych siebie smutno spoglądając na dawne lata świetności grunge’a, to - tak jak ja - miło się rozczarują.
Dziewiąty w dorobku krążek przynosi 11 nowych kompozycji. Pierwsza część płyty jest zdecydowanie rock’n’roll’owa (później też jest nieźle). Zespół odrzuca tu seatleowski smutek na rzecz świeżego, nowoczesnego rockowego grania. I robi to tak sprawnie, z szacunkiem dla własnego dorobku i fanów, że w każdej sekundzie "Gonna See My Friend", "The Fixer" czy "Johnny Guitar" słychać, że to prawdziwe Pearl Jam. Może jakby młodsze, wypoczęte i z większą radochą z grania muzyki… a takie "Got Some", po kilkukrotnym przesłuchaniu pozwala uwierzyć, że ten dynamiczny, pacyfistyczny kawałek mógłby spokojnie znaleźć się na debiutanckiej płycie. No i nigdzie nie brakuje delikatnej ironii i dystansu do siebie (a czasem go przecież brakowało).
Poza energetycznym graniem okraszonym mocnym wokalem Veddera są też na płycie chwile wytchnienia. To balladowe numery: "Just Breathe" (może minimalnie za słodkie), zmyślnie zbudowany "Unthought Known", który jest jedną z ciekawszych kompozycji tutaj, bardzo przypominającą stary, dobry Pearl Jam i "Speed of Sound".
Jeszcze słowo o "Just Breathe", w którym Vedder powraca znów w roli gościa w swetrze mamroczącego (jak my to lubimy!) piosenkę poświęconą klasycznym rozterkom. Do tego stonowany bas, delikatne gitary, czasem flet i smyczki… Pełna melancholia w skórze dojrzałego mężczyzny.
A na końcu mamy jeszcze "The End". Utwór który mimo woli niepokoi. Spoglądając na tytuł płyty – "Backspacer", tytuł ostatniego utworu – "The End" (o zupełnie innym wydźwięku niż legendarny numer The Doors) i słysząc… "you see, my dear, the end, comes near, I’m here, but not much longer" przez łeb przeleciało mi ponure pytanie – czy dostaniemy jeszcze longplay number ten? Ten dziesiąty? I to jest właśnie drugim dnem tego w sumie bardzo dobrego i jednak za krótkiego albumu.
Spis Pearl Jam - "Backspacer":
1. Gonna See My Friend
2. Got Some
3. The Fixer
4. Johnny Guitar
5. Just Breathe
6. Amongst The Waves
7. Unthought Known
8. Supersonic
9. Speed Of Sound
10. Force Of Nature
11. The End
Jeśli ktoś sądził, że Eddie Vedder i jego formacja wypłowiali troszkę i stracili pomysł na samych siebie smutno spoglądając na dawne lata świetności grunge’a, to - tak jak ja - miło się rozczarują.
Dziewiąty w dorobku krążek przynosi 11 nowych kompozycji. Pierwsza część płyty jest zdecydowanie rock’n’roll’owa (później też jest nieźle). Zespół odrzuca tu seatleowski smutek na rzecz świeżego, nowoczesnego rockowego grania. I robi to tak sprawnie, z szacunkiem dla własnego dorobku i fanów, że w każdej sekundzie "Gonna See My Friend", "The Fixer" czy "Johnny Guitar" słychać, że to prawdziwe Pearl Jam. Może jakby młodsze, wypoczęte i z większą radochą z grania muzyki… a takie "Got Some", po kilkukrotnym przesłuchaniu pozwala uwierzyć, że ten dynamiczny, pacyfistyczny kawałek mógłby spokojnie znaleźć się na debiutanckiej płycie. No i nigdzie nie brakuje delikatnej ironii i dystansu do siebie (a czasem go przecież brakowało).
Poza energetycznym graniem okraszonym mocnym wokalem Veddera są też na płycie chwile wytchnienia. To balladowe numery: "Just Breathe" (może minimalnie za słodkie), zmyślnie zbudowany "Unthought Known", który jest jedną z ciekawszych kompozycji tutaj, bardzo przypominającą stary, dobry Pearl Jam i "Speed of Sound".
Jeszcze słowo o "Just Breathe", w którym Vedder powraca znów w roli gościa w swetrze mamroczącego (jak my to lubimy!) piosenkę poświęconą klasycznym rozterkom. Do tego stonowany bas, delikatne gitary, czasem flet i smyczki… Pełna melancholia w skórze dojrzałego mężczyzny.
A na końcu mamy jeszcze "The End". Utwór który mimo woli niepokoi. Spoglądając na tytuł płyty – "Backspacer", tytuł ostatniego utworu – "The End" (o zupełnie innym wydźwięku niż legendarny numer The Doors) i słysząc… "you see, my dear, the end, comes near, I’m here, but not much longer" przez łeb przeleciało mi ponure pytanie – czy dostaniemy jeszcze longplay number ten? Ten dziesiąty? I to jest właśnie drugim dnem tego w sumie bardzo dobrego i jednak za krótkiego albumu.
Spis Pearl Jam - "Backspacer":
1. Gonna See My Friend
2. Got Some
3. The Fixer
4. Johnny Guitar
5. Just Breathe
6. Amongst The Waves
7. Unthought Known
8. Supersonic
9. Speed Of Sound
10. Force Of Nature
11. The End
- DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
News
- Pearl Jam w trasie
- Wokalista Pearl Jam weźmie ślub
- Pearl Jam triumfuje
- Oszczędni Pearl Jam
- Nowe Pearl Jam
- Pearl Jam U Conana O'Brien'a (Video)
- Dziś premiera nowego singla Pearl Jam
- The Best Of Bonnaroo
- Pearl Jam w Europie w 2012 roku
- Pearl Jam i Foo Fighters zagrali Pink Floyd
- Pearl Jam i Foo Fighters złożą hołd Pink Floyd
- Nowy album Pearl Jam w połowie gotowy
- Pearl Jam: posłuchaj nowej piosenki
- Jest tracklista ścieżki dźwiękowej Pearl Jam
- Zobacz zapowiedź filmu o Pearl Jam
- Śmierć na Roskilde
- Grohl i Springsteen opowiedzą o Pearl Jam
- Posłuchaj płyty Veddera
- Pearl Jam pracują nad nową płytą
- Pearl Jam - 20-lecie legendy epoki grunge



















