tło klikalne

Szymon Chodyniecki - "Przeciwności"

Marcin Zawisławski, 26.10.2016 / foto: mat. pras.

nasza ocena:  

Umiarkowana nadzieja.

„Przeciwności” to niby debiut Chodynieckiego, ale nie do końca. Część słuchaczy pamięta pewnie tego chłopaka, gdy działał jeszcze pod pseudonimem South Blunt System. Tamten projekt przyniósł mu wielu fanów, ale też sporo beki i krytyki. Cóż, takie uroki nastoletniego nagrywania. „Przeciwności” mają szansę, by być traktowane nieco poważniej. Choć nie znaczy to, że mamy do czynienia z idealnym materiałem.

Pokrzepiające jest w pierwszej kolejności to, że Chodyniecki jest jakiś. Wśród wielu wokalistów i wokalistek debiutujących w wielkich majorsach to rzadka rzecz. Tymczasem autor „Przeciwności” przekonuje nas, że potrafi pisać na tematy niebanalne i umie zostawić w piosenkach własny ślad. Szczególnie zaskakujący jest pod tym względem pierwszy odsłuch. „Żyjemy w stałej podzięce/ licząc drobną pensję/ ścigając się w tym, kto doda/ lepsze zdjęcie na fejsie”, słyszymy w jednym utworze. „Tutaj walczyć/ Lub iść z Panem Bogiem po niebie”, to już fragment z innego. Można narzekać na pewną nieporadność warsztatową tych wersów lub ich infantylność, ale przyznajcie, to całkiem intrygująca sprawa: chłopak, który na pierwszy rzut oka wydaje się produktem, ni stąd, ni zowąd prezentuje wrażliwość wybiegającą daleko poza tryby korporacyjnej maszyny.



Żeby nie było, na „Przeciwnościach” wciąż dominują teksty proste, schematycznie ujmujące relacje miłosne. Dorośli raczej nie mają tu czego słuchać. Przeciwnie, wiek samego Chodynieckiego (rocznik 1994) wydaje się absolutnie górną granicą dla odbiorcy tej płyty. Przekonuje nas o tym zresztą brzmienie całości. Produkcja jest sterylna, w kilku momentach rażąco płaska, ale wystarczająco selektywna i przyjazna, by spodobała się masowemu odbiorcy. Chodyniecki zgrabnie przechodzi od balladowych momentów do dynamicznych, stadionowych refrenów (Przeciwności”, „Drogowskaz”), od akustycznych numerów do elektronicznych partii. Tu usłyszymy echa Rudimental, tam Justina Biebera, gdzie indziej jakiś pop rock.

„Przeciwności” składają się z materiału napisanego w ostatnich kilku latach. Być może z tego właśnie powodu krążek jest nierówny. Obok tekstów oczywistych, wyciągniętych jakby z popowego generatora hitów trafiają się numery zdradzające autorski rys samego Chodynieckiego. Obok numerów adresowanych do młodszego odbiorcy trafia się nagle „Wszystko, co mogę”, dżentelmeńska ballada utrzymana w duchu retro, ze smyczkami i chórkami. Co łączy te nagrania, to w pierwszej kolejności przebojowość. I potencjał, który słychać u Chodynieckiego. Doceniajmy to, ale z umiarem. Dla przypomnienia: taki Dawid Podsiadło jest tylko o rok starszy od autora „Przeciwności”.