Wojtek Mazolewski - "Chaos pełen idei"

Artur Rawicz, 01.11.2016 / foto: mat. pras.

nasza ocena:  

Nici z pięknej katastrofy.

Kiedy Mazolewski pokaże Ci pięści, to zobaczysz na jednej wytatuowane słowo "punk", a na drugiej "jazz". Pośrodku będzie głowa, a w niej chaos. Słowo niezbyt fortunne, użyłbym innego, ale akurat to znajduje się w tytule płyty i bardzo chciałem do tego tytułu nawiązać. Znaczenie innego słowa - "idee" - łatwiej zdemaskować, patrząc choćby na listę gości...

Prawie pełna lista płac wygląda tak: Wojtek Waglewski, John Porter, Janusz Panasewicz, Jan Borysewicz, Natalia Przybysz, Vienio, Marek Pospieszalski, Misia Furtak, Justyna Święs, Ania Rusowicz, Piotr Zioła, Oskar Torok, Joanna Duda i Qba Janicki.

Wracając do chaosu w głowie. Złe słowo. Ten artystyczny rozgardiasz, nabiera sensu i celu, kiedy spojrzy się na wszystko spod samego sufitu. Pozorny bałagan. Ale wszystko to, o dziwo, gra. Idealnie (nomen omen) pasuje. Utalentowane żółtodzioby i posągowe tuzy, rockmani z krwi i kości (tryb życia uniemożliwił przyjęcie się sadła), szorstcy raperzy, kruche głosy nowej polskiej elektroniki. RATM i Major Lazer. Reggae i yass. Nirvana, Lady Pank i Jefferson Airplane! Wszyscy w jazzowym z gruntu projekcie, który nie powinien się nie tylko udać, ale i przydarzyć. W sumie nic na to nie wskazywało. Mazol szczerze przyznał: "Nie myślałem o wydaniu albumu".



"Najpierw spotykaliśmy się dla czystej przyjemności" - wyjaśnia główny sprawca. "Dzwoniłem do przyjaciół, graliśmy i cieszyliśmy się muzyką. Chodziło o fajne spożytkowanie nadmiaru twórczej energii i podzielenie się nią ze słuchaczami przez internet". Na szczęście nie udało się zatrzymać raz pchniętego kamienia i ten toczył się dalej. I mamy płytę.

Płytę, której zazdrośnicy wyczekiwali, bo jej forma, paleta nieprzystających do siebie gości, itd., itp., etc., gwarantować miała wreszcie jakąś piękną, artystyczną katastrofę tego skurczybyka z Trójmiasta, co to wszystko mu się udaje. Płytę, której fani Mazolewskiego i miłośnicy "radosnej muzycznej przewrotności na serio" trochę się bali, bo jej forma... itd., etc., raczej gwarantowała przykre dachowanie. Bo niby dla kogo to miałoby to być? Będzie? Aż wreszcie - jest? Czemu całość tak równo i doskonale zapiernicza?

Singiel z Justyną Święs stał się szybko przebojem. Zupełnie słusznie. Ten sam los powinien spotkać "Angel of the Morning / Bangkok" z Natalią Przybysz, "Gdybym / Get free" z Waglem, czy doskonale znany (czyżby?) fanom Mazolewskiego "Bombtrack" tu z Vieniem na mikrofonie i tytułem "Twoi idole". A jest jeszcze świetny "Polish girl" w kooperacji z Johnem Porterem, który dawno już tak nie czarował swoim głosem, a przecież czaruje non stop, czy absolutnie fenomenalne "Vademecum skauta" zaaranżowane tak, że szczęka opada. Z gościnnym udziałem... Borysewicza i Panasewicza! Niech ktoś wytłumaczy mi, jak to jest możliwe, że "pod batutą" Mazolewskiego ten kawałek zyskał tyle wigoru i mocy? Podobnie z kompozycją Zacka De La Rochy i spółki? Albo skąd tyle lekkości i wariactwa w śpiewanym przez Anię Rusowicz "White Rabbit" z repertuaru Jefferson Airplane? Co?




Mało? Jeśli komuś jeszcze mało, to warto wspomnieć, że i sam Mazolewski chwyta za mikrofon i dołącza do długiej listy wokalistów na "Chaosie pełnym idei". I wychodzi mu to świetnie, podobnie jak instrumentale, które też znajdziemy na tym albumie. No dobra, może wokalista Mazolewski nie ma tyle wolności wyrazu, co instrumentalista Mazolewski, ale serio, obronił się.

Obcowanie z "Chaosem pełnym idei" jest jak poznawanie drugiego człowieka. Z początku mamy dużo "pierwszych wrażeń", które z czasem rozwijają się w zbiory cech, tworząc charakter. I nie od razu dane jest nam poznać wszystko i kompleksowo. Trzeba trochę czasu by, znajomość się rozwinęła, by dostrzec to, co za pierwszym razem nie ma szansy się przebić przez intensywne doznania. Mówiąc o płycie, mam na myśli nie tylko utwory instrumentalne (jak "L.A.S."), ale też jedną z perełek wśród utworów. To "Love at First Sight / Heart Shaped Box" z tekstem śpiewanym przez Misię Furtak. Tu cała przestrzeń została utkana ze strzępków układu nerwowego. Od pierwszych dźwięków wiemy i nie wiemy, czego słuchamy. Znamy i nie znamy. Poznajemy na nowo. Wreszcie przychodzi chwila, by powiedzieć - sprawdzam. Kompozytor - oczywiście Cobain. Ale słowa są zupełnie inne, to już nie lider Nirvany. Czy Furtak napisała sobie sama ten tekst, jak kilka utworów wcześniej Piotr Zioła? Nie. W rubryce "Lyricist" widnieje: Kylie Minogue...

To teraz wróćmy jeszcze do tego nieszczęsnego "chaosu". Ten zastąpiłbym słowem "kameleon", wtedy tytuł opisywałby dokładnie to, co zawiera płyta. A tak... pasuje do niej jak przedostatni na niej utwór. Sami sobie sprawdźcie dlaczego. No, ale mogę się mylić.

Faktem jest, że "Chaos pełen idei" to płyta wolna, w sensie, że bez gatunkowych, pokoleniowych i wszelakich innych granic. Tak jak Mazolewski jest wolny i należy do równoległych światów mainstreamu i alternatywy, jazzu i rocka, poezji i yassu, Pudelka i japońskich festiwali. I kiedy mu się chce i jak chce, przenika z jednego do drugiego. A kiedy tworzy, zawsze jest po właściwiej stronie. Tak już ma.