Justice – "Woman"

Karol Stefańczyk, 24.11.2016 / foto: mat. pras.

nasza ocena:  

Progresywne disco.

Po nu-ravie nie ma już śladu. Ani w twórczości francuskiego Justice, ani w muzyce w ogóle. Gatunek ten, wyparty przez EDM, jest dziś wspomnieniem, brzmieniem retro, do którego za chwilę będą się pewnie odwoływać kolejne pokolenia młodych producentów. Taka logika rynku. Jednak póki co sentyment słuchaczy oraz artystów sięga głębiej: do disco i funku lat 70. Popularność tej stylistyki – zapoczątkowana przez Daft Punk wraz z przebojem "Get Lucky" – trwa nieprzerwanie od kilku lat, a końca nie widać. Justice najwyraźniej nie widzą powodu, by kłaść kres modzie. Płytą "Woman" tylko dokładają cegiełkę do fascynacji muzyką sprzed czterech dekad.

Punktem odniesienia dla tego duetu są ostatnie dokonania ich rodaków, wspomnianych Daft Punk. Justice czytają lata 70. w podobnym duchu. Kładą więc nacisk na funkowe riffy w stylu Chic, kosmiczne syntezatory, których nie powstydziłby się Giorgio Moroder, oraz wyrazistą sekcję rytmiczną. W efekcie otrzymaliśmy eleganckie, selektywne brzmienie, w którym każdy element jest odpowiednio wyeksponowany. Godnym podkreślenia przykładem jest motoryczne "Alakazam!" z muskularnym, rzeźbionym basem.



Równocześnie słychać, że prace nad "Woman" toczyły się przy dźwiękach Tame Impali. To kolejny współczesny zespół, który na własną modłę czyta lata 70., a który najwyraźniej bardzo zainspirował członków Justice. O ile jednak Daft Punk byli zadłużeni w disco, o tyle grupa Kevina Parkera sięga do tradycji psychodelicznego rocka, osadzając rozmyte, wysokie wokale wśród onirycznych syntezatorów i głębinowych basów. Coś podobnego dzieje się na "Woman" w takich utworach jak "Randy" czy "Heavy Metal".

Nowy album Justice jest więc zawieszony między dyskotekowym tempem a progresywną strukturą; między klubową przebojowością a aranżacyjnym zaawansowaniem, które najpełniej doceni się w domowym zaciszu. Usłyszycie tu echa i Earth, Wind & Fire, i niemieckiego krautrocka. Przyznajcie, to nie byle jakie połączenie, a dzięki odwołaniu do konkretnej epoki w historii muzyki Justice zdołali zachować spójność. Co więcej, "Woman" jest nie tylko wypadkową Daft Punk i Tame Impali – na co mogłyby wskazywać poprzednie akapity. Czymś, co odróżnia płytę Justice od ostatnich krążków DP oraz TI, jest obecność żywych, zharmonizowanych chórków. Takich, które mogą się miło kojarzyć z ABBA – a więc, jakby nie było, grupą z lat 70. Dzięki tym partiom wokalnym oraz zestrojonym z nim smyczkom (np. singlowe "Safe and Sound") Justice osiągają pewną oryginalność. "Woman" jest produktem mody, ale sprawnie łącząc znane elementy, wnosi do muzyki coś nowego.