Mrozu – "Zew"

Maciek Kancerek, 31.03.2017 / foto: mat. pras.

nasza ocena:  

TAGI: Mrozu

Rozwijanie skrzydeł.

Niemal w każdej informacji dotyczącej nowej płyty Mroza pojawia się bijące po oczach ostrzeżenie: sorry, ale fani "Milionów monet" nie mają tutaj czego szukać. Zupełnie jakby na przestrzeni ostatnich ośmiu lat wrocławianin nie zdążył się rozwinąć, jakby przed trzema laty nie wydał platynowego "Rollercoastera", od którego w świetnym stylu odbija się na krążku "Zew".

Opublikowany na miesiąc przed premierą płyty utwór "Sierść" zapowiadał drastyczne zmiany względem wcześniejszych wydawnictw. Chropowata gitara, klawiszowe naleciałości The Doors – takiego Mroza jeszcze nie znaliśmy. Poczucie nadchodzącej rewolucji potęgowała przygotowana przez Forina okładka, którą z przyjemnością widzieliby u siebie muzycy stonerowej kapeli ze Stanów. Niejako wbrew tym sygnałom w rozmowie z nami Mrozu uspokajał i zapewniał, że w nowym krążku należy upatrywać raczej naturalnej ewolucji, a nie drastycznych zmian.



"Zew" otwiera klimatyczny "Duch", do którego tekst Mrozu napisał wspólnie z Tym Typem Mesem. Niepokojący klimat idealnie współgra z tajemniczą historią opowiadaną w piosence, atmosferę niepokoju podkręcają przytłumione okrzyki rodem z horroru, precyzyjne kostkowanie oraz wyczuwalny, ale o dobiegający jakby z oddali puls basu. Podobnie jak "Sierść" tak i "Duch" ma w sobie hippisowskiego, nieco psychodelicznego ducha, który niejednokrotnie wróci jeszcze na czwartej płycie wrocławianina. Mrozu pozostaje w estetyce retro dobrze przyswojoną już na poprzednim krążku, do którego chętnie zresztą nawiązuje sięgając zarówno po jego zalety (bluesowy "Przelot" ze kapitalnym gospelowym chórkiem Patrycji Goli, tradycyjne R'n'B w "Rewolucjach"), ale czasem również wady (wymęczona, trochę przesadnie manieryczna "Mgła").




Świadectwem muzycznej ewolucji wrocławianina jest odważne wplatanie jednoznacznie rockowych fragmentów. Echa twórczości The Black Keys słyszalne najwyraźniej w "Planie B" i "Houston" w połączeniu lubującym się w "czarnej" muzyce Mrozem nasuwają skojarzenia z projektem BlakRoc. Wspominając o wpływach z zewnątrz – siłą napędową piosenki "Szerokich wód" jest gitara Piotra Rubika (LemON, Bulbwires), w brzmieniu której można usłyszeć Breakout Tadeusza Nalepy. Wieńcząca "Zew" piosenka w niczym nie ustępuje jej imponującemu otwarciu. Poza wymienionymi wcześniej utworami warto wymienić jeszcze "Jak ty", gdzie Mrozu wspaniale buduje dramaturgię operując sinusoidą delikatniej-mocniej, na na koniec serwując iście filmową partię smyczków.

Niejednokrotnie zarzucano Mrozowi, że mimo ogromnego potencjału, nie potrafi nagrać porządnego albumu. "Zew" ideałem oczywiście nie jest, niemniej to bezsprzecznie najlepszy krążek w jego dotychczasowej karierze. Pozostaje jedynie trzymać kciuki, by fani zaakceptowali ewolucję Mroza i pozwolili mu jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła.