Nick Cave & The Bad Seeds - "Lovely Creatures"

Maciek Kancerek, 27.05.2017 / foto: mat. pras.

nasza ocena:  

The Bad Seeds w pigułce.

Mimo iż dyskografię "The Bad Seeds" zamyka ubiegłoroczny krążek "Skeleton Tree", kompilacja "Lovely Creatures" zatrzymuje się na poprzedniej płycie. Nick Cave tłumaczy ten zabieg kilkuletnią obsuwą. Pierwotnie składanka miała ukazać się wkrótce po wydanej w 2014 roku "Push The Sky Away". Wówczas na drodze stanęła tragiczna śmierć nastoletniego syna artysty.

W kontekście "Lovely Creatures" niezwykle ważną osobą dla The Bad Seeds jest gitarzysta Mick Harvey, który opuścił szeregi zespołu w 2009 roku. Harvey nie tylko pomógł Cave'owi wyselekcjonować materiał, ale poniekąd stał się katalizatorem całego pomysłu. Wraz z jego odejściem The Bad Seeds ograniczyli rolę gitar skłaniając się ku brzmieniom syntezatorów pełniących dominującą rolę na dwóch ostatnich płytach. To właśnie zmiana środków wyrazu zastosowana na "Push The Sky Away" wzbudziła w Nicku potrzebę podsumowania dotychczasowej kariery. Mimo iż Harvey nie gra na przedostatniej płycie, układając tracklistę zadbał o jej należytą ekspozycję.

"Lovely Creatures" doczekało się kilku wersji. Edycję podstawową, rozbitą na dwie płyty CD lub trzy winyle, potraktowano po macoszemu i szczerze mówiąc polecam ją sobie odpuścić. Nie dość, że nie zawiera nawet połowy materiału dostępnego w poszerzonym wydaniu, to jeszcze kolejność utworów razi przypadkowością. Tych 21 utworów z wydania 2CD trudno uznać za wprowadzenie do świata Cave'a and The Bad Seeds, to bardziej luźno spisane, pozbawione głębszego sensu notatki. O realnym streszczeniu możemy mówić dopiero w momencie, gdy pojawia się trzecia płyta, a całość rozrasta się do 45 utworów. Nie bez znaczenia jest też fakt, że przy potrójnej wersji wreszcie pokuszono się o chronologiczne ułożenie utworów.



Jeśli już "przerabiać" dyskografię The Bad Seeds na skróty, to najlepiej w taki sposób, jaki oferuje "Lovely Creatures". Do ideału trochę brakuje – rozbicie trzech dekad na trzy krążki i zamknięcie każdego dziesięciolecia w 15 utworach wymusza kompromisy, stąd początkowy okres potraktowano trochę po łebkach. Trudno kwestionować jednak wybór Cave'a i Harveya, bowiem wczesne płyty faktycznie mają najsilniejszą możliwą reprezentację. Z debiutu otrzymujemy więc utwór tytułowy i "In the Ghetto" z repertuaru Elvisa Presleya, z "dwójki" rozpędzone "Tupelo", a z "Kicking Against the Pricks" wybijający się na tle całości cover "I'm Gonna Kill That Woman" Johna Lee Hokera". Drobne zastrzeżenia można mieć do zawartości kolejnych dysków – na "Lovely Creatures" znalazło się miejsce na zaledwie dwie piosenki z "Murder Ballads". Można zrozumieć, że "Nocturama" z 2003 roku ma zaledwie jednego przedstawiciela, ponieważ sam Cave nie lubi tej płyty, a i recenzenci nigdy nie piali z zachwytu. Skoro jednak mamy już ten jeden kawałek, to zamiast "He Wants You" mogłoby to być coś z dwójki "Wonderful Life"/"Bring It On". Warto docenić fakt, iż kompletując tracklistę Cave i Harvey niekoniecznie opierali się na singlach, sięgając czasem po mniej popularne, ale znakomite utwory, a także wykraczając poza regularne płyty.

Do trzypłytowego wydania dodano także dysk DVD, na którym znalazły się dwie godziny archiwalnych nagrań wideo. Z racji na jakość części z nich trudno mówić tutaj o suplemencie płyt CD, a raczej o ciekawostce mającej zachęcić do kupna fanów znających twórczość The Bad Seeds na wylot. Na płycie DVD znajdziemy koncertowe nagrania poprzetykane krótkimi wypowiedziami z udzielonych na przestrzeni trzech dekad wywiadów. Przyglądając się tej płycie, trudno odgadnąć, według jakiego klucza dobierano materiał i czy w ogóle istniało coś takiego jak klucz. Obok znakomitych, profesjonalnie zarejestrowanych wersji "Jubilee Street" czy "Push The Sky Away" (z dziecięcym chórem) z Los Angeles z 2013 roku, telewizyjnej rejestracji "The Weeping Song" czy "Do You Love Me?" znalazły się amatorskie nagrania kręcone przez widzów w trakcie koncertów. Te nowsze – jak choćby "Live Of Lotus Eaters" z Marsylii sprzed dziewięciu lat wyglądają i brzmią po prostu kiepsko. Starsze – sięgające nawet lat osiemdziesiątych – skierowano do najwytrwalszych, bowiem nie widać na nich i nie słychać kompletnie nic. W odbiorze całości nie pomaga również brak chronologii.

Osobną wartość stanowi dołączona do wydania Super Deluxe, licząca 256 stron książka zawierająca niezliczoną ilość zdjęć (często prywatnych) oraz eseje poświęcone m.in. muzyce filmowej pisanej przez Cave'a i Warrena Ellisa, czarnemu humorowi lidera czy pracom nad albumem "Push The Sky Away". Spomiędzy kart wypadają dodatki – rysunki, reprodukcje wejściówek za kulisy i biletów na koncerty czy naznaczony plamami po kawie maszynopis utworu "Deanna" z dołączonym zdjęciem podmiotu lirycznego. Trudno o piękniej wydany album, dlatego jeśli nie jesteście zdecydowani na zakup tej najdroższej wersji, lepiej nie brać jej do rąk, ponieważ uzależnia od pierwszego kontaktu.