Robbie Williams - "Reality Killed The Video Star"

glassini, 22.01.2010 / foto: materiały prasowe

nasza ocena:  

Były wokalista Take That wraca do formy po wpadce, jaką był album "Rudebox".

"Tego albumu nie da się słuchać" - pisali brytyjscy krytycy po wydaniu wspomnianego "Rudebox". Podobnego zdania był chyba również sam Robbie, który wziął sobie trzyletni urlop od muzyki. I jak się okazuje po przesłuchaniu jego siódmego, studyjnego krążka była to mądra decyzja. Nie dość bowiem, że premierowych piosenek Anglika znakomicie się słucha, to przynajmniej kilka z nich ma szansę stać się mocnymi punktami w jego koncertowym repertuarze, a z czasem trafić na kolejny album z cyklu "Greatest Hits".

Mowa tu przede wszystkim o dwóch pierwszych singlach z "Reality Killed The Video Star", czyli "Bodies" oraz "You Now Me". Oba nagrania są tak dalece różne, że śmiało mogłyby wyjść spod ręki zupełnie innych artystów. A zarazem doskonale opisują stylistyczną elastyczność Robbiego, który niczym kameleon potrafi odnaleźć się w różnych gatunkach, a więc elektro-popowym, wybijającym się na tle innych premierowych piosenek "Bodies", jak i uroczo staroświeckiej balladzie "You Now Me". Słuchając tej drugiej, jak i zresztą całej płyty ma się jednak wrażenie, że wokalista nie tyle spoważniał, co odnalazł się w stylistyce klasycznego, eleganckiego popu.

Przekonują o tym takie kompozycje, jak otwierający album "Morning Sun", w którym Robbie brzmi jak Elton John. Albo bardzo beatlesowski w klimacie "Won't Do That". Czy wreszcie "Do You Mind", który z kolei sprawia wrażenie jakiegoś zapomnianego nagrania The Rolling Stones. Ja jednak chyba najbardziej lubię, gdy ten wokalny kameleon puszcza do nas oko rozkosznie kiczowatym, ale zarazem błyskawicznie wpadającym w ucho, tanecznym "Starstuck", a w "Last Days Of Disco" bawi się stylistyką new romantic.