Lady GaGa - "The Fame Monster"

glasinni, 01.02.2010 / foto: materiały prasowe

nasza ocena:  

TAGI: Lady Gaga

Gaga wymiata, czyli "zestaw powiększony" królowej autokreacji.

Można jej nie lubić, bo taka pyskata. No i nie ma dla niej tabu – kiedy trzeba (a trzeba często) pokaże pośladki, a nawet – za przeproszeniem – pół cycka. A kiedy się nie rozbiera, to paraduje w jakichś kosmicznych strojach, biżuterii i makijażu. W sumie więc wiocha do kwadratu. A może jednak nie? Bo kiedy bardziej zastanowić się nad fenomenem Lady GaGi to okaże się, że w ostatnich latach nikt nie wywołał takiego zamieszania w świecie muzyki jak właśnie ona. Co więcej, to właśnie ta niedawna debiutantka zdefiniowała na nowo hasło "promocja". Ale najważniejsze, że ta promocja jest tylko dodatkiem do kariery 23-letniej wokalistki, która naprawdę potrafi śpiewać, a w dodatku ucho do przebojów ma. Przekonuje o tym najnowsze wydawnictwo Stefani Germanotty, bo tak naprawdę nazywa się autorka płyty "The Fame Monster".

Gwoli ścisłości jest to - podobnie jak "Relapse: Refill" Eminema - album-combo; do ośmiu premierowych kompozycji GaGa "dołożyła", prawdopodobnie dla nowych fanów (pewnie na wypadek, gdyby kogoś porwali i właśnie oddali kosmici:) swój rewelacyjny debiut sprzed półtora roku, czyli "The Fame". Przypomnijmy, to z niego wokalistka wykroiła sześć singli: "Just Dance", "Love Game", "Paparazzi", "Beautiful, Dirty, Rich", "Eh, Eh (Nothing Else I Can Say)" oraz "Poker Face".

Ale to już przeszłość. Upewniwszy się bowiem, że ludzie ją lubią i chcą słuchać, GaGa umacnia swoją pozycję na rynku muzyki pop nowymi piosenkami. Posłuchajmy więc tych ośmiu propozycji, choć – poza rewelacyjnym singlem "Bad Romance" i duetem z Beyoncé w "Telephone", oraz dedykowaną ojcu balladą "Speechless" pozornie nie ma zaskoczeń. Ale kiedy sobie przypomnę, że tak samo myślałem po kilku przesłuchaniach "The Fame", a później kiwałem nóżką do kolejnych singli gryzę się w język i z niecierpliwością czekam na koncerty, sesje fotograficzne, a przede wszystkim teledyski kontrowersyjnej Amerykanki. Bo znając ją, ta nowa i lepsza wersja Madonny, Rihanny, Gwen Stefani i Pink w jednym zaskoczy nas jeszcze nie raz!