Mouga - "The God & Devil’s Schnapps"

Zbigniew Zegler, 12.02.2010 / foto: materiały prasowe

nasza ocena:  

TAGI: Mouga

Nadzieja polskiego rocka

Po zespole, który tworzą Konyu (wokalista, gitarzysta rytmiczny), Stepol (bębny), Dywan (basista) i Bażant (gitarzysta)* raczej nie spodziewałem się wyrafinowania i finezji. W sumie niczego się nie spodziewałem.

Szczęśliwie ksywki chłopaków z Mougi nie nastawiły mnie też do nich wrogo (wystarczyłoby, żeby któryś był Siwy, Łysy albo Gruby;), choć szczęśliwie raczej dla mnie, bo ich muzyka tak, czy inaczej, zadziałałaby bez zmian.

Pierwsze wrażenie – czy oni aby na pewno są z Polski? Wokalista ma rewelacyjny angielski. Drugie, czy Fall Out Boy w przerwie, jaką sobie zafundował, nie nagrał jakiejś utajniaczonej płyty pod inną nazwą? A w ogóle jaki Fall Out Boy, jak Papa Roach! Zaraz, nie… Subways. Nie, wróć! Gallows! A może… Może po prostu Mouga!?

Chłopaki pochodzą z Tarnowskich Gór, czyli ze Śląska. Brzmią jak z Los Angeles. Mają ogromny luz i charyzmę poparte niemałymi umiejętnościami. Nagrali już EP-kę ("Mescaline") w 2008 roku, a pod koniec ubiegłego, całą, dużą płytę. Jak sami o sobie mówią, łączą w swojej stylistyce alternatywny metal i melodyjny nowoczesny hardcore/ emocore, oraz różnego rodzaju inne brzmienia od akustycznych nawet po jazzowe. Prawda. Poza tym podoba mi się ich podejście do muzyki. Są fanami The Dillinger Escape Plan, latem startowali w eliminacjach do bardzo dobrze rokującego, krakowskiego Knock Out Festivalu, gdzie doszli aż do finału. Obiecują, że druga płyta, nad którą już pracują, będzie "jeszcze bardziej popieprzona i ciężka", do tego zapewniają, że ich nagrania studyjne należy traktować jak zaproszenie na koncert. A tych zagrali już ponad sto, w kraju naszym ojczystym i za jego granicami.

Wszyscy muzycy ostro pracują na próbach i w różnych projektach pobocznych. Na przykład perkusista, choć za priorytetowe uważa granie w Mouga, udziela się też w grupach God's Gotta Boyfriend (razem z wokalistą, Konyem), Aceliz i jazzowym The Sin Company. W wolnych chwilach zaś gra sety DJ’skie. I, prawdę mówiąc, ten rozstrzał stylistyczny słychać na "The God & Devil’s Schnapps". I bardzo dobrze. Najlepiej natomiast dla Mougi, że jej członkowie nie obawiają się niemal hardcore’owo przyrżnąć i zagrać nastrojowo, jak zrobili to w gorzkiej i refleksyjnej balladzie "I Can Hold".

Jeżeli nie zrobią kariery, to będzie wielka niesprawiedliwość dziejowa, bo mają i umiejętności i zapał i możliwości. Niniejszym sugeruję czym prędzej rozbić świnki skarbonki i bujnąć się do sklepu po "The God & Devil’s Schnapps".

Tracklista:
01. Placebo Silence
02. Spider.Clock.Motel.
03. Don't Look Down
04. Who Killed The Phoenix
05. I Can Hold
06. Mescaline
07. Ten Miles Away
08. Veins
09. The Animal
10. Shackles & Feathers.

* - chłopaki z Mouga naprawdę nazywają się: Mateusz Konieczny (śpiew, gitara), Sebastian Brzuszczak (bębny), Marcin Misdzioł (bas) i Adam Kurda (gitary)