Pablopavo & Ludziki - "Telehon"

Glassini, 03.04.2010 / foto: materiały prasowe

nasza ocena:  

TAGI: Pablopavo

Najlepsza rodzima płyta ostatnich miesięcy

Miejski folk zamiast gorącego raggamuffin, oraz elektroniczne eksperymenty i pulsujący funk w miejsce tanecznego dancehallu, z którego słynie Vavamuffin – solowy krążek wokalisty tej stołecznej grupy pozytywnie zaskakuje gatunkową różnorodnością i znakomitymi tekstami. Zaskakuje i zarazem wzbudza zachwyty zarówno fanów, jak i dziennikarzy. W przypadku albumu "Telehon" możemy bowiem mówić o symbiozie muzyki i słowa. A to rzadki przypadek na naszym rynku muzycznym, gdzie nie zawsze komercyjny potencjał idzie w parze z artystycznym poziomem.

Choć muszę się przyznać, że po pierwszym przesłuchaniu solówki Pablo byłem cokolwiek skołowany. Gdyby nie charakterystyczny, trudny do podrobienia głos warszawskiego wokalisty oraz pulsujące reggae’owym rytmem "Intro", a także "Primo Rebel" i "Dym Dym", to można by pomyśleć, że ktoś omyłkowo zapakował do pudełka (skądinąd pięknie wydanego w formie digi-packu) zupełnie inną płytę.

A jednak! Pomyłki nie ma. Paweł Sołtys (bo tak naprawdę nazywa się wokalista), wsparty przez formację Ludziki (w składzie m.in. Emiliano Jones z Vavamuffin oraz DJ ) zachwyca muzyczną erudycją. Bo że świetnie czuje się w jamajskich klimatach już wiedzieliśmy, ale "Telehon" dowodzi, że znakomicie odnajduje się zarówno w snującej się, miejskiej balladzie "Jurek Mech", jak i energetycznym funku ("Się mi to nie", "XXL Yeti Funk"). A nawet odważnym elektro z singlowego utworu tytułowego czy jazzującym hip-hopie "Nomada".

Ale są przecież na "Telehonie" utwory, których sklasyfikowanie jest trudne, wręcz niemożliwe. Bo do jakiego gatunku zaliczyć bujającą i okrutnie przebojowa piosenkę "Do stu". Albo znakomitą, również pod względem tekstowym, "Piosenkę ze śmieci"?

Teksty to zresztą drugi, a kto wie czy nie większy niż muzyka walor Pablopavowej "solówki". Na wskroś przesiąknięte klimatem Warszawy, pełne opowieści o jej lokalnych bohaterach, są tak uniwersalne, że z ich zrozumieniem nie powinni mieć problemu słuchacze spoza stolicy. Zwłaszcza że Pablo genialnie żongluje słowami i bawi się skojarzeniami, tworząc nowe wyrażenia (choćby "heilujący paradowcy", "ślinoplujki parlamenckie" i "grafomanologopiczki" w utworze "Się mi to nie"). Albo sięga po dawno zapomniane słowa ("szaławiła", "łapserdak" i "huncwot" w "Na nowo"). A wreszcie opowiada genialne historie, jak w "Z fartem dziewczynie" o pracownicy pasmanterii, która miała pecha w miłości. Czy Jurku Mechu, który "jadał za trzech, a że lubił do tego wypić, często zamieniał się w głaz".

Oj tak, słuchanie "Telehonu" nie tylko daje sporo frajdy i materiału do refleksji ("Kolejka", "C.S.I Stegny"), ale również dowodzi o wielkiej inteligencji jej autora. Dlatego tak jak jestem spokojny o powodzenie tego krążka wśród słuchaczy mądrej i niebanalnej muzyki, a co za tym idzie tłumy na koncertach Pablopavo i Ludzików, tak jestem niemal pewien, że dla większości słuchaczy (i nie tylko wyśmianego w "Telehonie" radia RMF FM), tak ważna premiera pozostanie niestety niezauważona.