50 Cent - „Before I Self Destruct”
Glassini, 09.02.2010
Lepiej późno niż wcale.

Czekaliśmy się na tę płytę bardzo długo. Tak długo, że wielu nawet straciło nadzieję, że „Before I Self Destruct” kiedykolwiek się ukaże. Aż w końcu premierowy materiał przeciekł do sieci (pojawiły się pogłoski, że za sprawą samego 50 Centa) i raper nie miał innego wyjścia, jak wydać go na płycie kompaktowej.  Czy warto było czekać? Tak, ale... 

Na swoim czwartym studyjnym albumie Curtis Jackson udowadnia, że nie tylko jest już doświadczonym zawodowcem, ale – mimo zdobytej sławy i pieniędzy - muzykiem wciąż kreatywnym, chcącym się rozwijać. I choć może czasem błądzi w tych poszukiwaniach (vide: singlowy „Baby By Mine”, który jest niczym innym, jak tylko mocniejszym, ale wciąż jednak R&B), to wciąż intryguje i zmusza konkurencję do pościgu. Choć, mówiąc szczerze, sam raczej nigdy nie dogoni najlepszego w całej stawce Eminema. Tym niemniej miło słyszeć, jak w nagranym z gościnnym udziałem Slim Shady’ego numerze „Psycho”, wcale nie oddaje pola swojemu białemu koledze. Zwłaszcza, że na „Before I Self Destruct” jest jeszcze przynajmniej kilka równie udanych utworów.

Poziom trzymają zwłaszcza mocne, oparte na tłustych bitach „Death To My Enemies”, „Gangsta’s Delight” czy otwierający całość „The Invitation”, które wyszły spod ręki – odpowiednio – Dr. Dre, Havoca i Ty Fyffe’a. Właśnie takimi „bangerami” Cenciak udowadnia, że wciąż jest ulicznym zawodnikiem, pazernym nie tylko na kasę, ale również godnym szacunku, zarówno fanów, jak i branży. Szkoda więc, że między mocniejszymi momentami na następcy przeciętnego raczej krążka „Curtis” sprzed trzech lat czasami zwyczajnie wieje nudą. Może to efekt złej selekcji materiału. Wszak płyta zawiera aż 15 utworów (nie licząc zupełnie niepotrzebnego „Could’ve Been You” z gościnnym udziałem R. Kelly’ego)? A może po prostu brak na tej płycie „killera”, który zawojowałby listy przebojów i klubowe parkiety?  Na pewno takim hitem nie był wspomiany „Baby By Me” z Ne-Yo na wokalu. Nie staną się nimi również „So Disrespectful” czy „Do You Think About Me”, a nawet „OK., You’re Right”. Szkoda...


(0)
Mary J Blige - „Stronger With Each Tear”
Glassini
09.03.2010
Czary Mary gdzieś wyparowały.
O.S.T.R. - „Tylko dla dorosłych”
Karol Stefańczyk
07.03.2010
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że dłuższa praca nad albumem równa się wyższej jego jakości.
Novika - „Lovefinder”
Glassini
04.03.2010
Polka potrafi.
FEAR FACTORY - "Mechanize"
Robert Bronson / MA Webzine
28.02.2010
Pomiędzy metalem a industrialem.
Corinne Bailey Rae - „The Sea”
Glassini
24.02.2010
Takie smutne, że aż piękne!
Norah Jones - „The Fall”
CGM.PL
19.02.2010
Mroczne gitary zamiast słodkiego pianina.
Shakira - „She Wolf”
Glassini
19.02.2010
Niespełniona muzyczna obietnica Kobiety-Wilkołaka.
Los Pierdols - „1 ½”
Zbigniew Zegler
18.02.2010
Dalej niż Behemoth.
Andrzej Piaseczny & Seweryn Krajewski - „Na przekór nowym czasom - Live”
Glassini
17.02.2010
Takimi płytami podbija się miliony.
Natalie Imbruglia - „Come To Life”
Glassini
17.02.2010
Bezpretensjonalny muzyczny powrót pięknej Natalie…