Asking Alexandria – „Asking Alexandria”

Jakby jutro miał być koniec świata…

2017.12.22

opublikował:


Asking Alexandria – „Asking Alexandria”

foto: mat. pras.

Podobno grają screamo. Albo inny emo- czy post-core. Ale nie wygłupiajmy się w te etykiety, szufladki i definicje. Bo muzyka to nie mierzenie cukru w cukrze. To często krew, pot i zły. A najwięcej pasji. A tej muzykom z Asking Alexandria na pewno nie brakuje. Zresztą posłuchajcie ich najnowszego krążka! Bo choć można narzekać, że w ich graniu jest coś oczywistego, by nie rzecz przewidywalnego, to daj Panie Boże (lub – jak wolicie – Szatanie, Odynie czy inny Perunie) tyle energii, ile mają Ci Anglicy, co potrafią nie tylko w tatuaże, brody i fryzury, ale przede wszystkim w muzykę.

Post-core i wszystkie mutacje tego gatunku to zjawisko zarówno muzyczne, jak i socjologiczne. Stylistycznie takie granie to oczywiście „odnoga” hard-core’a i – w jakimś stopniu również – punk rocka w jego bardziej komercyjnej, piosenkowej odmianie. A gdy dodamy do tego często metalowy wręcz sposób śpiewu (czy raczej krzyku) – oczywiście w postaci gardłowego growlingu – to mamy absolutny muzyczny misz masz. Dźwiękową hybrydę o ogromnym ładunku emocjonalnym i wręcz popowej przebojowości. A jednak takie granie wciąż egzystuje (przynajmniej u nas) w niszy – wąskiego, ale jednak wiernego grona (psycho)fanów. Bo 5 milionów fanów Asking Alexandrii na Facebooku, to chyba jednak nie może się mylić, prawda?

Eventim

A u nas to nisza. Szkoda. Bo talentu i wspomnianej już pasji zarówno muzykom AA, jak i innych podobnych zespołów – by wymienić choćby Bring Me the Horizon, Black Veil Brides, Pierce the Veil czy Sleeping With Sirens – naprawdę nie brakuje. I tu rodzi się pytanie: czy lepiej mieć miliony biernych „lajkowiczów” w wirtualnym świecie słuchaczy, czy raczej kilkuset wiernych fanów, którzy zapełnią po brzegi średniej wielkości klub? Sądząc bowiem po frekwencji na koncertach (post)core’owych kapel w Warszawie – czy innych większych miastach w kraju – jestem bardzo spokojny o to, że ich występ w czerwcu przyszłego roku we Wrocławiu wysprzeda się do ostatniego biletu. W czym zapewne pomoże nie tylko sława samej kapeli, ale również zawartość jej nowego (i udanego) krążka – zatytułowanego po prostu „Asking Alexandria”.

Swój szósty studyjny materiał chłopaki z Yorku nagrali z byłym (i ponownym) wokalistą Dannym Worsnopem. Na poprzednim albumie, wydanym w ubiegłym roku „The Black”, zaśpiewał bowiem pochodzący z Ukrainy Denis Stoff. Nie wypadł źle, ale… co oryginał to oryginał. Wiedzą to choćby fani Bad Brains, którzy musieli się pogodzić z udanym, ale jednak „substytutem” w postaci Israela Josepha I na wokalu – zamiast charyzmatycznego H.R.’a. Ale wróćmy do meritum…

Danny, to jeden z pomysłodawców, założycieli AA. Facet, którego energia napędza, a – jak twierdzą niektórzy „szalikowcy” kapeli – czasami więc przerasta zespół. Słychać to wyraźnie na nowej płycie, na którą natchniony wokalista przygotował aż 13 tekstów poruszających temat słabej kondycji świata i ludzi oraz (tego na pewno nie zgadniecie!) o… własnych rozterkach. Czyli klasyk. Ale dość ironii, bo te – wydawać by się mogło komunały, Worsnop śpiewa z taką pasją, jakby… jutro miał być koniec świata. Czasem, co nie uważam za wadę, stylizuje się jednak na Chestera Benningtona („Hopelessly Hopeful”). Albo growlinguje („Eve”). Ot, taki zdolny typ z tych, którzy zaśpiewają (prawie) wszystko.

Muzycznie też jest bez zaskoczeń. Ale jak tego się słucha! Bo to wciąż pędzący przed siebie, na złamanie karku, komercyjny core pełen chwytliwych, wręcz radiowych refrenów, nisko strojonych gitar i częstych zmian tempa. Czyli to, co screamo-tygrysy lubią najbardziej. No ale basta! Wiadomo, że najbardziej podobają nam się piosenki, które już raz (i nie tylko) słuchaliśmy. Dlatego Danny i kumple kombinują ile wlezie, by ten swój jednowymiarowy (przynajmniej dla laików), muzyczny czad urozmaicić. Stąd w „Rise Up” rap-core’owa rytmika, a w „Under Denver” wręcz popowa melodia. Z kolei w „Brinx” pojawiają się gościnne rymy niejakiego Brixa. A to wszystko gęsto podlane – niczym sosem – dźwiękami klawiszy, syntezatorów, czasem także (niestety, ale na szczęście rzadko) „romantycznym” pianinkiem. Jak w „Vultures” – rzewnej, niemal progresywnej (a fuj!) balladzie.

No właśnie – z takim „pitu-pitu” to może idzie chłopaki do piekła, co? Reszta jak najbardziej do „konsumpcji”. Na ostro. I na głośno. Czyli tak jak lubimy!

To co? Widzimy się w czerwcu we Wrocławiu?

Artur Szklarczyk
Ocena: 3,5/5

Tracklista:

1. Alone In a Room
2. Into the Fire
3. Hopelessly Hopeful
4. Where Did It Go?
5. Rise Up
6. When the Lights Come On
7. Under Denver
8. Vultures
9. Eve
10. I Am One
11. Empire” (featuring Bingx)
12. Room 138
13. Into the Fire (Radio Edit)/Explicit (hidden track)[7]”

Polecane