Frosti Rege – “Young Midas”

Charyzma, bezczelność i brudne podwórka.

2018.04.10

opublikował:


Frosti Rege – “Young Midas”

Zanim przejdę do właściwego tekstu, to na początku chciałbym pogratulować Prosto takiego strzału, a w zasadzie TAKIEGO strzału. Frosti Rege to najlepsze, co im się przytrafiło w ostatnich kilku latach i naprawdę bardzo ciężko to podważyć.

Jeśli tak mają wyglądać zmiany, które idą w warszawskiej wytwórni, to jestem jak najbardziej na tak. Label zaryzykował i w końcu dostarczył uliczny album, na który zasługuje od dawna. Ba, nie tylko sam label, ale również cały polski rap, bo już dawno nie było tak dobrego podwórkowego newcomera. Takiego, który wie o co chodzi w tej grze, nie musi wspierać się bardziej znanymi kolegami o dziwnych ksywkach, jest mega charyzmatyczny i nakazuje śledzić swoje poczynania. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w ogóle nie boi się korzystać z rozwiązań, które dotychczas nie były mile widziane w polskich bramach i śmierdzących klatkach schodowych.

Midas. Bohater, który wszystko, czego dotknął, zamieniał w złoto. Właśnie tak za kilka lat może robić Frosti Rege, o ile trochę poprawi pisanie i w ostatecznie selekcji odpuści sobie tak słabe numery, jak te pokroju “Do Dupy”, “Bólu” i dramatycznego “Vixapolu”. Nawet pomimo tego, “Young Midas” to zdecydowanie najciekawsza rzecz na polskiej ulicznej scenie hip-hopowej i album, który wypełnia małą lukę. Łączy przebojowość, street credit i próbę wyjścia przed szereg. Ze świetnymi beatami, których mogą mu zazdrościć najwięksi w tej branży. Wszystko jest na miejscu, bo nawet autotune, którego Frosti czasami używa w nadmiarze, w ogóle nie przeszkadza. Tutaj jest traktowany jako instrument, a nie konieczność, jak to bywa w większości polskich przypadków. Raper nie dość, że się go nie boi, to w dodatku jedzie wraz z nim aż miło, nawet w pretensjonalnej i zrobionej na oklepanym patencie „Heroinie”.

Ważne, że chłopak ma swój charakterystyczny styl i nie jest kolejną kopią jakiegoś polskiego ulicznika. Takie “Kimś” to już jeden z numerów roku, w swojej bardzo krótkiej formie najlepiej prezentuje wszystkie możliwości młodego rapera. Hook, pewność siebie, doskonały beat. I podobnie można mówić i pisać o wielu innych numerach – “Winna jest bieda”, “Ziomal” czy nagrana z Bersonem, singlowa “Puma”. Z dala od dennych pianinek i notorycznego samplowania fortepianiu podpartego nisko płynącym basem, ekipa producentów dwoi się i troi, żeby nie było nudno. Całe szczęście, bo GeezyBeatz, ka-meal, Eigus, VBS, czy 2K wiedzą, co jest grane. Wiedzą też, jak grać, żeby nie przeszkadzać raperowi, a zwyczajnie mu pomóc, dlatego dla konserwatystów zapatrzonych we francuską scenę przełomu wieków albo najntisowy nowojorski rap, “Young Midas” będzie szokiem. Cóż, nie przyjmowanie do siebie wiadomości o kombinowaniu, poszerzeniu horyzontów, czy nawet próby trafienia do ludzi niezwiązanych z kulturą czterech elementów, to mały błąd. Jest potencjał na wielkie rzeczy.

Dawid Bartkowski
4 / 5

Tracklista:
1. Intro
2. O2
3. Kimś
4. Heroina
5. Do dupy
6. Maryśka
7. Nowe skoki
8. Ból
9. Puma
10. Sram na świat
11. Małolacik
12. ZOO
13. Vixapol
14. Jak zawsze
15. Ziomal
16. Koledzy
17. Winna jest bieda
18. Chmura

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Polecane