Manic Street Preachers – „Resistance Is Futile”

Walijczycy jak wino.

2018.04.20

opublikował:


Manic Street Preachers – „Resistance Is Futile”

foto: mat. pras.

Nie da się ukryć, że w zalewie nowych muzycznych trendów i spektakularnych debiutów w świecie popu, hip-hopu czy trapu granie Manic Street Preachers straciło na znaczeniu. Jakby wróciło do garażu czy piwnicy. A szkoda, bo to rockowe trio nie tylko nie poddaje się modom, ale również upływowi czasu. Czego efekty – w postaci przebojowych i wciąż poruszających piosenek – możemy znaleźć na ich świetnym, trzynastym (!) krążku.

Lubię myśleć, że MSP grają tylko dla mnie. I dobrze mi z tym. No i chyba nie mijam się za bardzo z prawdą. Bo choć Walijczycy lubiani są jeszcze przez paru innych, podobnych do mnie (psycho)fanów ich autorskiej wizji gitarowego rocka, to raczej nie cieszą się zbyt wielką popularnością w naszym kraju. O czym świadczy (nie)obecność ich muzyki w naszych mediach. Również tych socialowych. Mówi się trudno i… słucha się dalej.

Dźwięki i słowa, które pisze James Dean Bradfield mają stałe miejsce w moim sercu. Bo lubię od czasu poczuć się wyjątkowy. Tak też jest muzyka (obecnie) trio, a kiedyś kwartetu (do czasu zaginięcia Richeya Jamesa Edwardsa), który zawiązał się w 1986 roku w miasteczku Blackwood, niedaleko Cardiff. Ich styl? Mocno osadzony na post-punkowych fundamentach, ale też czerpiący garściami z kultury brytolskiego, gitarowego i bardzo melodyjnego grania. Co prawda tymi zaangażowanymi piosenkami (mimo upływu lat) MSP nie odkrywają Ameryki, ale jest w nich tyle szczerości i pasji, że autentycznie wierzę w te małe, rockowe manifesty Jamesa. Bo w tych dźwiękach chodzi o coś więcej, niż tylko o zarobienie kasy czy napisanie kolejnego hitu. Ale kiedy już taki przebój uda się 40-letnim muzykom, to dostajemy „petardę” o skali rażenia singla „International Blue”.

Ten chwytliwy jak diabli singiel, zapowiadający najnowszy album „Resistance Is Futile”, doskonale wpisuje się w zestaw największych szlagierów Obłąkanych Ulicznych Kaznodziejów. Takich hitów, jak: „Motorcycle Emptiness”, „If You Tolerate This Your Children Will Be Next”, „La Tristesse Durera (Scream to a Sigh)”, „Your Love Alone Is Not Enough” czy „A Design For Life” – znakomitych, porywających numerów, które znakomicie sprawdzają się zarówno w radiu, jak i na koncertach.

Skłamałbym jednak, gdybym napisał, że „trzynastka” MSP wypełniona jest takimi sztosami po brzegi. To raczej doskonale równy, cały czas trzymający wysoki poziom materiał bez mielizn. Z jednym, wspomnianym już przebojem – niczym z mokrego snu debiutujących pop-rockowych kapel. I to nie tylko rodem z Wysp. Bo wiele zespołów, dla których wzorcem są np. późni Beatlesi, ale też kapele pokroju Oasis czy The Verve, oddałoby wiele za tak doskonały „stadionowiec”.

Tę lekkość w poruszaniu się w tych muzycznych „widełkach” brit-popowej tradycji Bradfield oraz Nicky Wire i Sean Moore opanowali do perfekcji – o czym świadczą takie numery, jak „Vivian” czy finałowy „The Left Behind”. Ale wcześniej też jest ciekawie. Zwłaszcza, kiedy zaangażowanym tekstom towarzyszą równie zbuntowane melodie, by wspomnieć post-punkowy „Sequels Of Forgotten Wars” czy równie zadziorny, ale jednocześnie taneczny „Broken Algorithms”. Ciekawie robi się również wtedy, kiedy trio sięga – w „Liverpool Revisited” – po cockneyowo-celtyckie klimaty. Ale najważniejsze, że w tym swoim rewolucyjnym „kombatanctwie” Bradfield i jego przyjaciele nadal są szczery, autentyczni. Po prostu wiarygodni.

Co tu dużo mówić – mam słabość do tej kapeli, a jej nowa płyta bardzo mi się podoba. Ale jeśli znajdziecie na niej coś fajnego również dla siebie, to będzie mi bardzo miło. Manicsom tym bardziej.

Artur Szklarczyk

Ocena: 3,5/5

Tracklista:

1. People Give In
2. International Blue
3. Distant Colours
4. Vivian
5. Dylan & Caitlin
6. Liverpool Revisited
7. Sequels Of Forgotten Wars
8. Hold Me Like A Heaven
9. In Eternity
10. Broken Algorithms
11. A Song for The Sadness
12. The Left Behind

  • Michał Szafarz

    “Dźwięki i słowa, które pisze James Dean Bradfield mają stałe miejsce w moim sercu”

    to ciekawe, ale jakby Pan naprawdę wiedział co nieco o MSP i był w jakiś sposób związany z ich muzyką, wiedziałby Pan, że James Dean Bradfield nie pisze tekstów w tym zespole. Od zaginięcia Richey’a Edwards’a robi to basista zespołu Nicky Wire. Biorąc pod uwagę fakt, że CGM.PL nie jest jakimś tam małym portalem muzycznym, niestety Pański tekst jest kolejnym dowodem, że z polskim dziennikarstwem muzycznym nie dzieje się dobrze.

    Serdecznie pozdrawiam,
    Michał Szafarz

Polecane