Prophets of Rage – „Prophets of Rage”

Krok w miejscu.

2017.09.20

opublikował:


grafika: mat. pras.

Prophets of Rage to taka nietypowa supergrupa. A supergrupy zawsze robiły wokół siebie dużo szumu, natomiast nie zawsze stał za tym sukces komercyjny czy artystyczny. Nietypowość Proroków wynika z tego, że na gruzach Rage Against The Machine, tu bez Zacka de la Rochy, ale za to z Morello, Commerfordem i Wilkiem powstał pomnik lat 90. z innymi ówczesnymi gigantami w składzie – liderem Public Enemy Chuckiem D oraz szefem Cypress Hill B-Realem.

Ich głośna EP-ka sprzed roku spotkała się ze zróżnicowanym przyjęciem. Z trasą „Make America Rage Again” było już znacznie lepiej. Tu pierwsze skrzypce grały sentymenty i tęsknoty słuchaczy. No i wszyscy ci, którzy nie mieli okazji zobaczyć na żywo RATM, mogli to w jakiejś części nadrobić. Złośliwi komentowali, że artyści coverują swoje formacje i całość przypomina pokazowe mecze Orłów Górskiego rozgrywane u nas w latach świetności Public Enemy czy Cypress Hill. Przyznam, że sporo w tym racji, jednak sam z nieskrywaną radością obserwowałem Prophets of Rage na scenie Open’era. Usłyszeć na żywo ciężką łapę Morello w kilku klasykach… bezcenne.

Wszystko to spowodowało, że ich pierwsza płyta, za którą ekspresowo zabrali się po zakończeniu trasy po Stanach stała się równie wyczekiwana, co budziła niepokój. Jednak minęło ćwierć wieku od tamtych, złotych czasów. Dodatkowo na żywo, zwłaszcza tam, gdzie B-Real i Chuck D próbowali naśladować Zacka, formacja wypadała nieco groteskowo. By płyta odniosła sukces, potrzebny był jakiś przełom. Zwłaszcza, że konkurencja tej jesieni gigantyczna. Nie do końca się to udało, choć i tak jest lepiej, niż sceptycy wróżyli po pierwszych koncertach.

Co dostaliśmy? 12 utworów, którym jednak najbliżej do dokonań RATM. Napisanych i skomponowanych kolektywnie przez wszystkich Proroków. Błyszczy swym dawnym światłem Tom Morello. Sekcja rytmiczna łoi tak jak dawniej, jakby czas się zatrzymał. Ewidentnie wpływ na to musiała mieć współpraca z wieloletnim producentem Rage’ów Brendanem O’Brienem. O wiele swobodniej na trackach czują się Chuck D. i B-Real. Czuć tu wyraźnie komfort pracy w studio. Świetnym przykładem jest tu miniaturka „The Counteroffensive” czy „Strengh in Numbers”.

Przekaz, czy przesłanie grupy, też nie uległo zmianie. Lewicujące światopoglądy liderów formacji pozostały wciąż wrażliwe na społeczne i polityczne kwestie. Morello na koncertach prezentuje gitarę z napisem „Fuck Trump”, panowie w „Living On The 110” pochylają się nad silnym kontrastem między luksusowymi limuzynami sunącymi stanową sto dziesiątką i obozowiskami bezdomnych wokół niej. Czy jednak bunt ustatkowanych panów w średnim wieku może być jeszcze atrakcyjny dla pokolenia splątanego globalną siecią informatyczną, w którek współczucie i solidarność wyraża się przez danie lajka czy zapalenie wirtualnego znicza? Chyba nie.

Czego zabrakło? Zabrakło skoku do przodu. Rozwoju, świeżości. O ile osadzenie materiału w głębokim kontekście złotej ery RATM samo w sobie złe nie jest, to nadużywanie tej formuły kosztem śmielszych eksperymentów i ignorowania współczesnej sceny, należy zganić. Jednak z czystym sumieniem przyznać muszę, że i tak mam gigantyczną frajdę z obcowania z takimi numerami jak „Fired A Shot”. Może właśnie po to powstała ta płyta. Zaangażowana społecznie pocztówka z przeszłości. Gdyby to byli debiutanci, oceniłbym ich znacznie wyżej.

Ocena: 3/5

 

Tracklista:

1. Radical Eyes
2. Unfuck The World
3. Legalize Me
4. Living On The 110
5. The Counteroffensive
6. Hail To The Chief
7. Take Me Higher
8. Strength In Numbers
9. Fired A Shot
10. Who Owns Who
11. Hands Up
12. Smashit

Polecane