Sarius – „Antihype”

Może i anty, ale większy hajp by się tutaj przydał...

2017.12.05

opublikował:


foto: mat. pras.

Na sam początek małe pytanie: kto jest najbardziej „progresywnym” polskim raperem? Typów będzie zapewne wiele, ale w odpowiedziach nie można pominąć osoby Sariusa, który to z każdy albumem zawiesza sobie coraz to wyżej poprzeczkę.

„Antihype” to już nie przynudzający i usypiający, aczkolwiek bardzo sympatyczny, raper znany z dwóch pierwszych produkcji. Albumy wyprodukowane przez DJ-a Eproma i O.S.T.R.-a były tylko prologiem do fantastycznego, ubiegłorocznego „I żyli krótko i szczęśliwie”, który totalnie odmienił Sariusa. Albumu, który wprowadził go do ekstraklasy.

Nowe dzieło to rozwinięcie formy i progres, jakim niewielu na naszej scenie może się pochwalić. Najlepszym dowodem jest bezpośrednia konfrontacja gospodarza z Mesem w „Japach”. Technika, flow, refreny, poruszanie się po beacie, celne wersy – tak, to już jest praktycznie ten sam poziom.

Eventim

Zmiana stylu każe też postrzegać Sariusa w zupełnie innych kategoriach. Teraz to raper kompletny, potrafiący zrobić na beacie wszystko, co mu się podoba. Gdzieś pomiędzy pełnymi szczerości i wylewającego się bólu („Jedynak”) i odosobnienia („Najlepszy przyjaciel”) wersach i doskonale poskładanych technicznie zwrotkach, pojawiają się niezbyt często tykane schematy, które jeszcze bardziej pozwalają rozwinąć raperowi skrzydła. Takich smaczków jest sporo, a najbardziej może podobać się zabieg w „NajsHajs” (w dodatku z jakże trafnymi linijkami – „od najmłodszych lat grałem se w GTA II, nie Miami Vice / Na filmach widziałem ten z Miami hajs / Tonami tu pchali na szuflady grass / Od najmłodszych lat nikt z ludzi mi znanych nie patrzył na hajs”), gdzie powinna zaimponować konstrukcja numeru z nagłą zmianą beatu Gibbsa w techno produkcję… Rogala DDL. Ten w dodatku pojawia się z gościnną zwrotką w doskonale znanym stylu, przy okazji udowadniając, że prostactwo i prostota w rymach potrafią być wielkie.

Absolutnie nie można przyczepić się do rapu na „Antihype”, chyba że do karykaturalnych wersów Kartky’ego w „Jak nikt” i bonusowego „Coś” z tradycyjnie zaniżającym poziom Kacprem HTA, ale wyjątkowości dodaje Sariusowi także osoba Gibbsa, który jest odpowiedzialny za podkłady. O ile wcześniej o „dobre samopoczucie gospodarza zadbał” duet Voskovy, to tutaj mamy do czynienia z tłem, które dodatkowo wznosi go na wyżyny. Idealnie dobrana para muzyków, która wydobywa z siebie być może maksimum możliwości na beatach, usytuowanych gdzieś pomiędzy brudną klasyką, południem sprzed kilkunastu lat (znakomite „Zużywamy głowy”), a napędzanymi mocnymi syntezatorami trapami, gdzie punktem kulminacyjnym jest łączący te wszystkie cechy „Powrócisz Tu” z samplem z piosenki Ireny Santor. Klasa.

Świetny i piekielnie mocny materiał, ale rodzący kolejne ważne pytanie: komu potrzebny jest ten album? Być może tylko samemu raperowi, bo raczej nie przyniesie mu nowych fanów, ale jeśli już to się stanie, to zapewne za kilka lat. Wtedy, kiedy ci będą już trochę mądrzejsi i będą mówili o „Antihype” w kontekście niedocenionej i przespanej w swoim czasie płycie.

Dawid Bartkowski
Ocena: 4/5

Tracklista:

1. To co chcesz
2. NajsHajs feat. Rogal DDL
3. Teraz wszyscy
4. Wiosna
5. Japy feat. Ten Typ Mes
6. Jedynak
7. Najlepszy przyjaciel
8. Hometown
9. Jak nikt feat. Kartky
10. Powrócisz tu
11. Zużywamy głowy
12. Obiad
13. Zima feat. KPSN
14. Outro

Bonusy:
15. Coś feat. Kacper HTA
16. Mariusz śpiewany
17. Keith Ledger

Polecane