Taconafide – „Soma 0,5 mg”

O co ten szum?

2018.04.17

opublikował:


Taconafide – „Soma 0,5 mg”

foto: mat. pras.

O „Somie” jest zgodnie z przewidywaniami głośno. Problem w tym, że nie wszystko przebiega tu po myśli autorów. Oskarżenia o plagiat rzuciły cień na cały album i zdominowały dyskusję nad polskim „Watch The Throne”, jak często się o płycie Quebonafide i Taco Hemingwaya mówi. Podstawowe pytanie brzmi więc: gdy umilkną już echa rozmów o podobieństwie „Kryptowalut” do „Litty”, czy coś po omawianym tu krążku pozostanie?

Zdaniem wielu Taconafide, choć jest fenomenem, to jest fenomenem przede wszystkim marketingowym. W takiej narracji geniuszem biznesu musiał być ten, kto poznał ze sobą obu autorów i namówił ich na wspólny krążek. Nie ma co bowiem ukrywać, Taco i Quebo to obecnie dwie najgorętsze ksywki w polskim hip-hopie. I tu, na marginesie, pierwsza różnica względem „Watch The Throne”: na „Somie” żaden z MC nie występuje w roli starszego brata, nikt tu nie spłaca też nikomu żadnych długów. „Taco na fejmie Quebo, Que na renomie Taco”, jak słyszymy w pierwszym utworze. Współpraca na równych zasadach.

Czy jednak tylko o chłodną kalkulację chodzi? Że skoro jeden generuje dużo pieniędzy i drugi też, to razem wygenerują jeszcze więcej? Może. Co jednak cieszy z punktu widzenia słuchacza, w nagraniach słychać chemię między artystami. Słychać, że obaj walczą z tymi samymi demonami, mierzą się z tym samym ciężarem sławy i przemawiają z podobnego pułapu. Słychać w wielu momentach, że utwory są konsekwencją wielu długich rozmów. Tę chemię słychać na jeszcze bardziej podstawowym poziomie: gdy raperzy wchodzą sobie w słowo, tworzą symetryczne konstrukcje w zwrotkach, nawiązują do siebie nawzajem. Tych rozwiązań nie ma na „Somie” może jakoś szczególnie dużo, ale za każdym razem cieszą i trochę ocieplają wizerunek marketingowego produktu, jakim dla wielu jest Taconafide.

Początek albumu jest obiecujący. Klimatyczne intro Rumaka i Steeza z cytatami z Huxleya oraz mnóstwo wersów-deklaracji: „Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń”, „Ja bym chciał przekazać coś dzieciakom / Ta odpowiedzialność mnie zabija”. Później już wprost mowa o „movemencie”, a nie tylko muzyce. Niestety, w ogólnym rozrachunku ciężar treści, anonsowany na początku albumu, z czasem gdzieś się rozmywa. Niby obaj raperzy próbują przemycać jakiś przekaz, niby wiele razy sygnalizują, że to w żadnym razie płyta o samozadowoleniu czy wygraniu życia, ale albo grzęzną w sloganach, które świadczą raczej o oderwaniu od rzeczywistości niż trzymaniu ręki na pulsie (Taco i jego wersy o bezrobociu w „Art-B”), albo rzucają wersy tyleż intrygujące, co mętne („Myślę dziś o Bogu częściej niż o domu / Myślę, ile zła zrodziłem, no i komu” Quebo), albo mielą temat toksycznych miłości, nieudanych związków i samotności.

Co więc pozostaje? Pojedyncze, błyskotliwe wersy z wieloma nazwami własnymi. Kilka całkiem śmiesznych gier słów. Masa nawiązań do świata piłki nożnej, co dla wielu może brzmieć hermetycznie, ale jednak nadaje płycie uroku i charakteru – słychać, że pisali ją fani futbolu dla ludzi, którzy wiedzą, jak wygląda Tony Pullis. To jednak trochę za mało na najpopularniejszych wykonawców najważniejszego gatunku muzycznego w Polsce. Taco zarzekał się przed dwoma laty, że nie chce być nowym Tupakiem, ale nową Nosowską. Niestety, od tamtego czasu niewiele zrobił w tym kierunku. Umówmy się, wersy pokroju: „Ona mnie pyta o moje klimaty, mówię jej prawdę – Gombrowicz i trapy”, sprawiają wrażenie elokwentnych, ale wielkiej historii za nimi nie ma. Taco pod względem warsztatowym z każdym kolejnym krążkiem wypada coraz lepiej, po raz kolejny potwierdza, że proroczym niegdyś wersem: „Jestem głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia”, wyznacza smutną trajektorię własnej kariery. Na „Somie” jego partnerem jest Quebo, histeryczny i rozedrgany w stopniu wręcz karykaturalnym, targany kosmosem skojarzeń i emocji, których za nic nie potrafi uporządkować. Autorzy „Somy 0,5 mg” nie ciągną siebie jednak w górę, a raczej cementują własną twórczość na dotychczasowym poziomie. Szkoda.

Karol Stefańczyk

Ocena: 3/5

Tracklista:

1. Intro
2. Metallica 808
3. Art-B
4. Ekodiesel
5. Wiem
6. Kryptowaluty
7. PIN
8. 8 kobiet
9. Tamagotchi
10. Nóż
11. Visa
12. Mleko & miód
13. Giro d’Italia
14. Sectumsempra
15. Soma

ZapiszZapisz

  • Alex Wielechowski

    Śmieszni panowie z cgmu

    • Michał Wicher

      Dlaczego? Średnia płyta nadymana wydmuszka dla mnie i tak zawyżona ocena o 1 punkt 🙂

  • Damian Dami

    19:19

  • Liber47 martinez

    Robią niezłe show na koncertach. Byłem wczoraj w Łodzi. Wszystko fruwało.

  • Mariusz Wróbel

Polecane