U2 – „Songs Of Experience”

Rewolucji nie będzie.

2017.12.01

opublikował:


foto: mat. pras.

„Bono i kumple znów grają od lat wciąż jedną i tę samą piosenkę” – powiedzą krytycy. „Nie jest źle, a w kilku momentach słychać ducha starego, dobrego U2” – odpowiedzą im fani. Gdzie więc leży prawda o nowym, oczywiście jak zawsze wyczekiwanym albumie Irlandczyków? Moim zdaniem niestety gdzieś pośrodku. Bo to nadal kawał dobrego, przebojowego, w dodatku świetnie wyprodukowanego grania. Problem w tym, że ta muzyka – choć może się podobać i po prostu fajnie się jej słucha – wzbudza coraz mniej emocji.

Hej U2-maniacy! Powiedzcie tak naprawdę serio, z ręką na sercu – czy i tym razem (znów) oczekiwaliście na muzyczną rewolucję? Na serio liczyliście, że „Songs Of Experience” będzie niczym wybuch Supernowej? Że Bono, The Edge, Adam Clayton i Larry Mullen Jr. nagrają swój pierwszy wartościowy krążek od… okrągłych 20 lat. Czyli od 1997 roku, kiedy to ukazał się kontrowersyjny, ale „inny” i wyraźny „Pop”? Nie wiem jak wy, ale ja przestałem się łudzić, że U2 kiedykolwiek mnie jeszcze zaskoczą. Natomiast choć chłopaki od wielu lat – i proszę teraz bez oburzenia i fochów – po prostu odcinają kupony od sławy, to robią to na tyle wdzięcznie, że w ogóle mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – jako fan trzech pierwszych płyt kapeli czekam na każdą kolejną z niemałym zainteresowaniem. Natomiast nie mam już wobec nich żadnych oczekiwań.

I może właśnie tak powinniśmy dziś słuchać kwartetu z Dublina – z uwagą, ale bez zbędnego podniecenia. Powinniśmy się nauczyć traktować ich jako zasłużonych, ale wciąż czynnych (i bardzo sprawnych!) weteranów zbuntowanego rocka. Autorów muzyki „o czymś”, zawsze z przesłaniem, a często walczącej, czasem też intrygującej. Zdolnej do przebłysku. Potrafiącej zatrzymać na chwilę nas – w tym naszym ciągłym pędzie. Postawić celne pytania o kondycję naszej planety i gatunku. Ale na pewno nie jest to już grupa tworząca piosenki i albumy, które zmieniają historię muzyki popularnej.

Dlatego wkurzę się mocno, jeśli ktoś powie, że U2 w 2017 roku nie mają nic do powiedzenia. I zagrania. Nic z tych rzeczy – oto krążek będący ukoronowaniem niezwykle udanego roku (pełne stadiony, czyli łącznie ponad 2,5 miliona widzów podczas trasy „The Joshua Tree Tour 2017”) jest naturalną kontynuacją wydanego w 2014 roku „Songs Of Innocence”. Przypomnijmy – inspiracją do powstania obu płyt był zbiór poematów „Songs of Innocence and Experience” osiemnastowiecznego angielskiego poety, malarza i mistyka, Williama Blake’a. I jeśli „Songs of Innocence” opisywała doświadczenia i inspiracje zespołu z lat 70. i 80., to nowy materiał Irlandczyków jest kolekcją piosenek – osobistych listów Bono do miejsc i ludzi – bliskich sercu wokalisty: do rodziny, przyjaciół, fanów. I jego samego.

Płytę promowały – kolejno – single: nieoczywisty, bo zaskakująco hałaśliwy „The Blackout”, efektowny, niemal natchniony „You’re The Best Thing About Me”, a wreszcie wydany niedawno –rozbuchany brzmieniowo i produkcyjnie „Get Out Of Your Own Way”. Te trzy utwory to bardzo miarodajny i reprezentatywny wybór dla 14 studyjnego krążka w karierze kapeli, która działa od… 41 lat! Ale gdybym to ja mógł wybrać nagrania promocyjne, to byłyby to klimatyczny, pełen rozmytych gitar – a przez to nieco podobny do utworów The xx czy The National – „Love Is All We Have Left”. Lub porywający, niemal post-punkowy, ale też absolutnie melodyjny „Red Flag Day”. Rewelacja! Bo czuć tu ducha „starego dobrego” U2. Jest pasja, ale też luz, wynikający z pewności siebie, tego wspomnianego już wieloletniego doświadczenia w nagrywaniu i koncertowaniu…

Eventim

Świetnie słucha się również tych utworów, które… już kiedyś słyszeliśmy. Czyli tych, w których cały sekret przebojowości oparty jest na chwytliwej melodii, fajnie „pulsującej” grze sekcji rytmicznej Clayton-Mullen, oraz „rozhuśtanej” i przetworzonej pogłosami gitarze Edge’a. Czyli tak, jak choćby we wspomnianym „Get Out of Your Own Way” czy niemal popowym (ale to nie zarzut) „The Little Things That Give You Away”. Natomiast nigdy nie zrozumiem, dlaczego zespół, potrafiący połączyć ogień z wodą, czyli niemal punkowy gniew z romantycznymi melodiami, nagrywa i katuje nas takim bezdusznym, banalnym rockandrollem, jak „American Soul”. O nudnych balladach, takich niemal akustycznych, nawet nie chce mi się pisać. Sami je szybko odnajdziecie. Aż chciałoby się powiedzieć – niestety…

Może więc wreszcie się pogódźmy z oczekiwaniami. I rozczarowaniem. Bo rewolucji nie będzie. Teraz i już chyba nigdy. Obcując z muzyką U2 nie poczujemy już ciarek na skórze, jak podczas choćby „New Years Day”. Słuchajmy więc Bono i kumpli w drodze do szkoły lub pracy, w domu z przyjaciółmi czy rodziną i na wakacjach. Kochajmy się przy niej, a czasem sprzeczajmy (ale rzadko). A potem się pogódźmy. A wreszcie podejdźmy do „Songs Of Experience” bez napinki, a już na pewno nie na kolanach. Pomyślmy, że muzycy U2 już… niczego nie muszą. Tylko wtedy ich nowa muzyka sprawi nam frajdę…

Artur Szklarczyk
Ocena 3/5

Tracklista:
1. Love Is All We Have Left
2. Lights of Home
3. You’re The Best Thing About Me
4. Get out of Your Own Way
5. American Soul
6. Summer of love
7. Red Flag Day
8. The Showman (Little More Better)
9. The Little Things That Give You Away
10. Landlady
11. The Blackout
12. Love Is Bigger Than Anything in Its Way
13. 13 (There is a Light)
14. Ordinary Love (Extraordinary Mix)
15. Book Of Your Heart
16. Lights in Front of Me (String Arrangement)
17. You’re The Best Thing About Me (U2 vs Kygo)

  • Paweł Mulak

    Rewolucja? Oni dobiegają 60-tki. Ludzie w tym wieku pchają się do władzy, zostają posłami i pasą się, rozgrabiają, korumpują się, ustawiają rodzinki, okłamują i okradają ludzi. A panom U2 chwała za to, że przynajmniej nie robią z nas durniów i efekty swojej pracy w studio nagrywają na płyty wtedy, gdy są faktycznie z nich zadowoleni. Efektem pracy z ostatnich kilku lat jest materiał, z którego uzbierałby się co najmniej dwupłytowy album i nie byłoby się czego wstydzić. No i nie ma. Fakt, na Songs of Experience dwa utwory są tak koszmarne, że faktycznie nie da się ich słuchać. Są to American Soul i The Showman (Little More Better). Lepiej byłoby, by zamiast nich w podstawowym zestawie znalazł się taki choćby Book of Your Heart. Cała reszta jest bez najmniejszego zarzutu i myślę, że na koncertach zostanie to zagrane z wykopem i ciarki po plecach przejdą wtedy. A rewolucję zostawmy 20-latkom z gitarami.

    • Maciej Jeszka

      Naprawdę nie podoba Ci się „American Soul” ?? Oczywiście szanuję Twoją opinię, ale moim zdaniem to super kawałek, bardzo w stylu „Get On Your Boots”, a sam lubię stare U2, tzn Pop (jezu, 20 lat, a byłem na Służewcu 😮 ), Zooropa, Unforgettable Fire czy Boy.

      • Paweł Mulak

        Naprawdę nie podoba mi się „American Soul”. Zalatuje mi Nirvaną i rapcorem. Ani jednego ani drugiego nie trawię. „Get On Your Boots” był kompozycją o wiele bardziej interesującą, aczkolwiek też nie końca w moim typie. Ja ich słucham od pierwszej płyty i moim zdaniem są do dziś w formie. Dowodem na to jest fakt, że o ile studyjne wersje utworów czasami budzą mieszane uczucia, to na koncertach ujawniają swój prawdziwy potencjał, mają ten tzw. „jad”. W latach 80 były wzmacniacze lampowe i podkładało się mikrofony pod membrany bębnów. No i wtedy to żyło. Niestety, dzisiejsze cudeńka techniczne tłamszą samą muzykę i to na Songs of Experience niestety odbiło się. No, ale jak wspomniałem, gdy chłopaki wyjdą na scenę i chwycą za wiosła, to okaże się, że to znakomita płyta. Jestem o tym przekonany

Polecane