Popek, czyli Jędker zaakceptowany (felieton)

Mechanizmy, na których opiera się Gang Albanii, nie różnią się niczym od Monopolu

2015.05.09

opublikował:


Popek, czyli Jędker zaakceptowany (felieton)

Pih nawet nie musiał interweniować. Członkowie Gangu Albanii sami stwierdzili, że ich „Królowie życia” nie są hip-hopem. – To nie jest kurwa rap. Gang Albanii to jest hardkordisko! Płyta w tydzień zrobiona na pełnej piździe, płyta do tańca i zabawy w hardkorowym stylu pisał w lutym  na swoim fanpage`u Borixon.

Były członek WYP3 ma doświadczenie w robieniu chamskiej, jadącej po bandzie muzyki dla dyskotek. Zwracałem na to uwagę w artykule o tzw. polskim baunsie , nurcie, który przeżywał swój okres świetności w latach 2001–2004. Tyle że wtedy inspiracje były czytelne. Szło o to, by przeszczepić na nadwiślański grunt kilka patentów, które za Oceanem były znośne: w tekstach hedonizm, w podkładach cykający plastik, w teledyskach łańcuchy i niunie. Jeśli ten transfer wydawał się w jakiś sposób komiczny (np. w przypadku Hardkorowej Komercji albo Elemera), wynikało to przede wszystkim z przepaści dzielącej Stany i Polskę oraz pewnej nieporadności w pisaniu wersów o tej tematyce.

Rzecz w tym, że wtedy ktoś musiał przetrzeć szlaki, wyrwać polski hip-hop z kleszczy ulicy i trueschoolu, zaproponować trzecią drogę. Można się z polskiego baunsu śmiać, ale niektóre krążki po latach okazały się pionierskie (np. pierwsze dwie solówki TDF-a, „Mam pięć gram” BRX-a), zaś kilka numerów do dziś się broni. Czy Gang Albanii ma podobne szanse, by stworzyć pewien nurt na polskiej scenie? Oby nie.

Kontekst towarzyszący „Królom życia” jest zresztą inny. Album ten odbieram jako krzyżówkę trzech osobowości, które w ostatnim czasie nadały swojej twórczości nowy kierunek. Popek, przez lata związany z krakowską sceną uliczną, po wydaniu płyty „Monster” zabrał się za przerabianie klasyków (Pantery, Nirvany, Michaela Jacksona, Adama Mickiewicza). Borixon, o którym była już mowa, zachwycił się na ostatnich dwóch solówkach muzycznymi trendami z Wysp i Stanów. Rozbójnik Alibaba, nagrywający muzykę dyskotekową pod ksywką Robert M, w ubiegłym roku zaprosił Jana Borysewicza, szereg raperów i wspólnie z nimi wykręcił dwupłytowe wydawnictwo hip-hopowe.

To oficjalna wersja wydarzeń. Mniej promowany jest inny kontekst. Popularność Gangu Albanii związana jest – jak sądzę – z równoległym renesansem disco polo. „Królowie życia” wychodzą naprzeciw oczekiwaniom części słuchaczy, którzy skrycie tęsknią za prostackimi, wygrywanymi na kolanie melodyjkami, ale w obawie przed kompromitacją i zażenowaniem ze strony znajomych boją się z tym ujawnić. Gangu Albanii natomiast nie trzeba się wstydzić. To przecież raperzy z krwi i kości, wulgarni i bezpardonowi. A cały ten discopolowy klimat, utrwalanie dziwacznych stereotypów (ile „Albański raj” ma wspólnego z Albanią, sami wiecie) i muzyczny prymitywizm to przecież jedno wielkie jajo, co nie?

No właśnie, jajo. Albo inaczej: beka. „Królowie życia” są produktem ery internetu. Ery wyświetleń na YouTubie, koncertów przez Skype`a, memów i Facebookowej cenzury. Gang Albanii dobrze wyczuł nastroje części słuchaczy. Skoro po każdym przypałowym remiksie Popka spływały komentarze w stylu: „POPEK KRULU” czy „POPUŚ <3”, należało tylko docisnąć pewne chwyty, by podobne żargonowe określenia mogły jeszcze wyraźniej wybrzmieć.

Jeszcze do niedawna, kilkanaście tygodni temu Gangowi Albanii przyklaskiwali nawet ci, których można by podejrzewać o jakiś gust muzyczny. Sami pewnie obserwowaliście zdziwieni swoją tablicę na Facebooku, gdy całkiem kumaci znajomi wrzucali któryś z klipów. O tym, że mamy do czynienia ze świadomym siebie krążkiem – krążkiem, którego autorzy ironicznie stwierdzają: „naturalnym środowiskiem hip-hopu jest disco polo” – zaświadczało też w pewien sposób Step Records, wytwórnia co prawda mało wyrazista, pozbawiona charakteru i często odpadkowa, ale duża i (dotychczas) poważnie traktująca swoich słuchaczy. Całość legitymizowały (albo usprawiedliwiały, jak kto woli) także wypowiedzi w rodzaju tej  Borixona: – Ja biorę udział w różnych eksperymentach muzycznych.

Cóż, daliście się nabrać. Ulegliście weselnym refrenom Popka. Łyknęliście betonową nawijkę Borixona. Zaakceptowaliście upośledzone produkcje Rozbójnika. Pozwoliliście się wygodnie rozsiąść „Królom życia” na scenie (i na OLiSie) i sprawiliście, że nikt nie traktuje tego projektu serio, wszyscy zaś kupują i słuchają.

Zdumiewające, że w składzie Gangu Albanii znalazł się gość, który już kilka lat temu próbował przeforsować podobny pomysł. Wtedy też nawiązał współpracę z ulicznym raperem, wydał dyskotekowy singiel pod przykrywką jednorazowego żartu, koniec końców poszedł za ciosem i skończyło się na trzech płytach. Chodzi rzecz jasna o Roberta M i zespół Monopol. – Wszystko by było spoko, gdyby to była jedna płyta Monopolu, jajca, też już mało śmieszne, bo po „W Aucie” powtórzenie 10 razy tego samego było dla mnie mało śmieszne, ale spoko, wszyscy mieli jeszcze do tego dystans, Jędker bywał jeszcze u nas w domu wtedy, był luz. I nagle kurwa coś się popierdoliło z tą drugą płytą, pójście w ultra komercyjną sytuację – mówił Sokół w rozmowie  z Arturem Rawiczem.

Jędker został wyklęty już po pierwszym krążku, dziś pomysły Popka i Borixona się przynajmniej toleruje. A drugi album jeszcze przed wakacjami.

 

 

Polecane