10 polskich utworów hip-hopowych na lato


2013.07.04

opublikował:

10 polskich utworów hip-hopowych na lato

Kilkanaście dni temu prezentowaliśmy listę dziesięciu najlepszych zagranicznych albumów hip-hopowych na lato. Dziś pora na polskie zestawienie – postanowiliśmy się jednak ograniczyć do pojedynczych nagrań, tu bowiem wybór był większy i mogliśmy dzięki temu przeprowadzić selekcję dziesięciu naprawdę mocnych kawałków. Uznaliśmy też, że nie ma sensu prezentować Wam klasyki. Jest ona Wam na pewno dobrze znana, a poza tym gdy sięgnąć do polskiego rapu z lat 90., okaże się, że dużej części ciężko się dziś słucha, ze względu na brzmienie własne. „Letniak”, „Letnia Miłość”, „40 Stopni w Cieniu” – to kultowe numery, ale czy warto katować dziś nimi głośniki na imprezach i w samochodach? Stąd ograniczyliśmy swój wybór do numerów z ostatnich lat.

Warszafski Deszcz – „Czuję Się Lepiej”

Na drugim albumie Warszafskiego Deszczu jest kilka utworów, które bez problemu mogłyby trafić do tego zestawienia. Zamiast „Czuję się lepiej” moglibyśmy tu dać np. „Leniwy Dzień” albo „Kolejny Rajd”. Dlaczego więc ten, a nie inny numer? Po pierwsze, beat – świetnie wykorzystujący przyspieszone sample wokalne. Po drugie, tematyka – wprost nawiązuje do letnich wojaży. Po trzecie – krótkie, 4-wersowe, naprzemienne wejścia, które robią wrażenie. Szczególnie bryluje Tede z technicznymi popisami w rodzaju: „Dziewięć-siedem, dobrze pamiętam, / jak nie ta, to następna, zero-dziewięć, ej / zaludniają się miejskie centra / i nikt nie chce w domu siedzieć”.

{reklama-hh}





Ortega Cartel feat. Reno – „Dobre Czasy”


„Lavorama” to jedna z niewielu polskich płyt, które mogłyby się znaleźć w tego typu rankingu w całości. Począwszy od „Miami Vice”, a skończywszy na ostatnich numerach Tedego i Proceente – płyta to w stu procentach wakacyjna, w którą twórcy, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, naprawdę włożyli serce. Patr00 to przykład producenta, który nie potrzebuje jakichś skomplikowanych aranżacji, by przekonać nas o swoim warsztacie. Pozbawione wielu warstw podkłady sprawiają często wrażenie szkiców, ale może właśnie stąd bierze się ich polot i melodyjność. A może to po prostu kwestia talentu? „Dobre czasy” to jeden z tych jonitów, które od pierwszego odsłuchu stają się klasykami. Jeśli istnieje jeszcze dla Reno jakaś szansa na karierę, to właśnie w takich bitach. Wtedy jego rap brzmi tak, jak powinien brzmieć.

KęKę / Zbylu – „Dla Moich Ludzi”

Kękę przed kilkoma dniami wypuścił nowy numer, który ma duże zadatki na to, by na stałe wpisać się w wakacyjne playlisty. „Dla Moich Ludzi”, nagranie, które postanowiliśmy uhonorować miejscem w tym rankingu, z perspektywy czasu nie spotkało się z takim odzewem, na jaki zasługuje. Szkoda. Może to kwestia tego, że pochodzi z płyty, która też jakoś przeszła bez echa? A przecież bit Zbyla, prosty, oparty na funkującej gitarze, to idealne tło dla letnich opowieści radomskiego rapera. Nawet w tak oklepanej tematyce, jaką są wspomnienia z różnego rodzaju domówek czy grillów, Kę zachowuje swój własny styl. Jeśli ktoś ma wątpliwości, skąd ten MC wziął się w Prosto, ten numer przyniesie odpowiedź. Wojtek miał nosa.

Ras & Qciek – „Thomas Edison”

Moglibyśmy tu dać jakiś kawałek z debiutanckiego albumu Rasmentalism, ale uznaliśmy, że najlepszym wyborem będzie luźny numer, który swojego czasu zrobił sporo szumu w Internecie. Ras jest jednym z tych raperów, którzy nie odnajdują się na każdym bicie. Jeżeli jednak już się wstrzelą, efekt jest na ogół mistrzowski. Tutaj raper – od niedawna reprezentujący szeregi Asfalt Records – otrzymał bit na oklepanej pętli, ale na tyle chwytliwy, że można Qćkowi wybaczyć tę oczywistość. No i ten refren. Jeśli ktoś nie wierzy w jego moc, niech wybierze się na jakiś koncert Rasmentalism.

2cztery7 – „Slow Motion”

Słusznie zauważył jeden z recenzentów, że na debiutanckiej płycie 2cztery7 „Funk – Dla Smaku” najbardziej g-funkowy był cut z Warrena G. Całe szczęście zmieniło się to przy kolejnym krążku warszawiaków. Album „Spaleni innym słońcem” z dorobku kalifornijskiego hip-hopu czerpał już pełnymi garściami i na te najeżone piszczałami oraz bujającym basem podkłady trafiały się zwrotki osób, które tę muzykę po prostu czują. „Slow Motion” to kawałek dobry na kaca, gdy w słoneczny weekend zwalnia nie tylko tempo miasta.

Molesta Ewenement feat. Jamal, Grizzlee – „Wszystko Wporzo”

Z przyjemnością i podziwem obserwowało się powrót Molesty na scenę. Tak powinny wyglądać reaktywacje weteranów – bogatsi o doświadczenie i życiową mądrość, warszawscy raperzy postanowili nie ścigać się z młodszymi kolegami ze sceny na podwójne rymy. „Nigdy nie mów nigdy” był fantastycznie wyprodukowanym, imponującym tekstowo krążkiem stworzonym na bazie czterech pewnych, wyrobionych stylów. „Molesta Kumple” to kontynuacja drogi obranej na tamtym krążku, a zarazem płyta, którą panowie z Molesty świętują swoją pozycję na scenie. I takie jest też „Wszystko Wporzo” – pozytywne nagranie o celebracji i ustabilizowanym życiu, gdy przestaje się myśleć o świecie jako o wrogu.

Smarki Smark feat. Smagalaz – „Kawałek o Niczym Konkretnym (Dźwięki Stereo)”

„Najebawszy”, jeden z najlepszych krążków w polskim hip-hopie, to poza wieloma rozsianymi po całej EP-ce kryptocytatami także jeden duży tribute – „Kawałek o niczym konkretnym właśnie”. Oryginalnych „Dźwięków stereo” Stereofonii z tzw. „jasnej strony” Volta do dziś słucha się bardzo dobrze (mimo że kawałek liczy sobie już 15 lat), ale pod względem brzmienia góruje jednak mięsista, bujająca produkcja Kixnare’a. Na takim bicie pewnie każdy raper złapałby wiatru w żagle, a cóż dopiero Smarki i panowie Smagalaz, którzy za sprawą wrodzonego luzu wręcz stapiają się z podkładem.

Pyskaty – „Od Zera”

Plan był taki, by do tego rankingu trafiły utwory nie młodsze niż dwa lata. Dla „Od Zera” Pyskatego, nagrania pochodzącego z wydanej w ubiegłym roku „Pasji”, postanowiliśmy jednak zrobić wyjątek. Powód nie jest jakiś szczególny – to po prostu kapitalny, porywający numer z gatunku tych motywujących. Rap Pyskatego może być na dłuższą metę irytujący, ale w przypadku tak słonecznego kawałka (brawo Kuoter!) wszelkie negatywne emocje schodzą na dalszy plan.

VNM – „Mega”

Droga VNM’a do legalnej płyty była wprost proporcjonalna do wzrostu umiejętności raperskich. Jeszcze kilka lat temu, gdy popadł w konflikt z Jimsonem, zdarzało mu się składać czerstwe wersy swoim kwadratowym, topornym flow – dziś natomiast jego umiejętności i rozwoju nikt raczej nie kwestionuje. „Mega” pochodzi z etapu, gdy elbląski raper jeszcze jedną nogą był w podziemiu, ale jego oficjalny debiut wydawał się już kwestią czasu. To jeden z tych numerów, które nagrywa się raz w życiu. Od bitu po rap i tekst – wszystko jest tu idealne.

Dinal & Lilu – “Czuję Się Klawo”

Z jednej strony Dinal – opolski kolektyw, mistrzowie technicznego, nonszalanckiego rapu z Wankzem na czele. Z drugiej Lilu – taka, jaką lubimy, czyli trzymająca się blisko tradycji hip-hopu, z powodzeniem łącząca śpiew i rap. Nagranie nie pochodzi z płyt żadnego z tych wykonawców (jest z winyla Junoudet), ale równie dobrze można je potraktować jako wstęp i odsyłacz zarazem do kultowego w podziemnych kręgach albumu Dinali „W strefie jarania i w strefie rymowania”.

Polecane

Share This