Bonson: „Lubię sobie coś wyrzucić z siebie, wypluć, wyrzygać”


2019.12.02

opublikował:

Bonson: „Lubię sobie coś wyrzucić z siebie, wypluć, wyrzygać”

Foto: W. Ekonomiuk / CGM.PL

Marcin Flint: Flintesencja, kolejny odcinek, kolejni goście, na których czaję się od jakiegoś czasu. Miał być trochę wcześniej, jest teraz ale z to są we dwóch, w komplecie. BonSoul, czyli Soulopete,

Bonson. Płyta która nazywa się?

Soulpete: ReStart

M.F: Właśnie tak się nazywa. Znowu cieszę się, że nie muszę tego mówić, że udał mi się tego unikając. Panowie, chyba zaczniemy od tego, że płyta w labelu z historią. Jak wam tam jest w tym Asfalcie? Czujecie się zaopiekowani? Szczęśliwi? Czujecie, że to coś zmieniło w waszym artystycznym…

S: Tak, czujemy się szczęśliwi.

B: Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

M.F: Widzę, że uśmiechnięci.

B: Wiesz co? Troszeczkę się zmieniło. Troszeczkę jakby takiego prestiżu dodało.

S: Tak, z podziemia wyszliśmy nagle (śmiech).

B: Ludzie troszeczkę na to inaczej patrzą. Warsztatowo to się nic nie zmieniło. Płyta jest jak zawsze dobra, ale troszeczkę inne podejście do tej płyty jest ze strony samych słuchaczy, odbiorców. Troszeczkę więcej ich się pojawiło co widać na koncertach. No i spoko.

M.F: A jakaś taka ekscytacja, że to jest ten label, który 72 lata temu wydał debiut Fisza, debiut Ostrego , debiut Łony, czy po tych wszystkich płytach, które macie w dorobku – zresztą nie wszystkie były wydane niezależnie, to nie jest tak, że to wasza pierwsza rzecz na legalu – czy w ogóle już takiego odczucia przy waszym stażu nie ma? Jak to było?

S: Chyba normalnie jakoś to wyszło. Naturalnie. Ja na przykład nie czuję jakiejś wielkiej nobilitacji, że wydaliśmy w Asfalcie, ale wiesz zapewnili nam wszytko co chcieliśmy. Mieliśmy studio, jakieś tam klipy, rzecz promocyjne więc.

B: Piotrek nie musiał z kartonami latać na pocztę.

S: Tak, nie musiałem wysyłać przesyłek.

B: Pani z poczty dzwoni: panie Piotrku, jak pan te płyty wysyła?

S: Dokładnie, pani z poczty dzwoniła: dlaczego pan nie przychodzi do nas? (Śmiech) No i panie z poczty już nie lubią Asfaltu.

M.F: Panie z poczty nikogo nie lubią. Taka ich rola. A było tak, że to jest w końcu wytwórnia, z szefem który jest dość wyrazistą postacią, byliście zmuszeni do jakichś kompromisów, na przykład przy wyborze singla? Przy klipie? Czy pełna wolność?

S i B: Nie, nie.

S: Sami robiliśmy co chcieliśmy.

B: Od początku się dogadaliśmy, że my robimy swoje, wiemy jak to robić. Nie jest to nasza pierwsza płyta czy druga. Tylko, że robimy to już jakiś czas. Robimy to dobrze i raczej jeżeli by nam się ktoś wtrącał w to nie wiem, czy by to w ogóle zadziałało. Całkowicie nasza: w doborze gości, singli. W wypadku okładki daliśmy wytwórni wolną rękę i dostaliśmy ładny obrazek do tego.

M.F: No zmęczeni jesteście panowie na tej okładce. Oczy podkrążone, cera ziemista.

B: Jak dzisiaj.

S:Lekko zmęczeni.

M.F: Dziś jesteś różowiutki. A na okładce szary.

B: Ciśnienie mi skacze.

M.F: Tak działam na artystów. (Śmiech). Ale jak rozumiem tak chcieliście wyglądać?

S: Tak, tak wyglądamy na co dzień tak naprawdę.

B: Tak jest po prostu. Ja bym chciał lepiej wyglądać. Jest jak jest. Nic nie zrobię już. Ale nie fajnie. Te obrazki dodają do wszystkiego. Wypełniają całą tą płytę.

S: Nam się podoba. A wam się nie podoba?

M.F: Bardzo podobają mi się te zajebiste, zębate rękawice bokserskie. Mógłbym mieć same te rękawice wyjęte w formule plakatu na ścianie. Podoba mi się. Zawsze wolę jak jest rysownik, niż jak mam patrzeć na fotografię. Zwłaszcza jak ta fotografia jest „taka se”. Okładki na patencie rysowane zawsze na propsie. Tytuł płyty sugeruje nowy początek, ale równie dobrze mogłaby nazywać się „Best of” albo „Największe hity”. Tak mi się przynajmniej wydaje. Jak to jest? Odbieracie to jako jakiś punkt zwrotny? Macie wrażenie, że tam się wydarzyło coś co nie wydarzyło się w wypadku BonSoulu wcześniej?

S: Nie no zupełnie inny start, restart znaczy się (śmiech)

B: Masło maślane.

S: Nie, no wiesz pierwszy raz pracowaliśmy w studiu razem. Siedliśmy sobie i przez tydzień zrobiliśmy płytę.

B: Zupełnie inaczej podeszliśmy do pracy.

S: A nie, że było tylko drogą mailową albo gadu-gadu, na MySpace.

B: W dwa dni.

S: Tak nie było. W siedem dni było tym razem. Jeśli chodzi o tytuł to on sugeruje, że jest coś nowego i w sumie to jest prawda. Bo nigdy, ale to nigdy w życiu wcześniej nie pracowaliśmy razem, bezpośrednio jakoś. Teraz byliśmy zamknięci po kilka godzin dziennie w studiu. Robiliśmy sobie to co chcieliśmy.

M.F: Nie mieliście siebie dość? Takiego poczucia, że zaraz skoczycie…

B: Nie! Laikike1 mieliśmy dość bo Laikike1 też był. (Śmiech).Pozdrawiamy.

M.F: Dlaczego go nie ma na płycie?

S: Bo go nie chcieliśmy. (Śmiech)

B: Bo mieliśmy go dość. (Śmiech)

S: Uważaliśmy, że nie ma sensu, żebyśmy się zapętlali w te same schematy.

M.F: Rzeczywiście jest to zrozumiałe.

B: Tak jak ostatnio Piotrek się zdenerwował, że nie zapraszam go na solówkę moją. Ale po co mam cię zapraszać, skoro zaraz będą z tobą nową płytę robił.

S: Przykro mi się zrobiło no.

B: Ale ty też mnie nie zaprosiłeś na swoją płytę.

S: Którą?

M: Tą co teraz puściłeś. I co tego nie wypominam.

M.F: Bywa tak, że jesteście zazdrośni, że on coś robi z innym producentem albo że…

S i B: Nieeeeee.

S: Tyle mamy płyt ze sobą, że nie, nie, nie. Ja się nawet cieszę, że mi daje spokój, nie?

M. F: Jestem w stanie to zrozumieć. A od początku była ta artystyczna chemia, czy musieliście nad tym pracować? Kino, kwiaty, wiecie?

B: Nie, no od pierwszego BonSoul.

S:”Lepiej się witać”

B: „Lepiej się witać”, jak poznaliśmy się na MySpace. Pierwszy BonSoul to będzie z dziewięć, dziesięć lat temu. Dycha będzie.

S: Tak, pyknęła już.

M.F: Dekada minęła i wciąż sprzedajecie ludziom to samo. Brawo! (Śmiech)

B: Można? Można! (Śmiech)

S: Ale nowe opakowanie.

B: Nowe opakowanie jest i otoczka. „ReStart”, nowy początek. A ciągle to samo. (Śmiech). O tym samym. Z tym samym flow. I te same beaty.

S: Tak.

B: Wiesz, od początku jakoś nam się dobrze współpracowało. Zrobiliśmy tą płytę pierwszą. (Pstryka palcami) Tak o! Dogadaliśmy się na My Space, chciałem jakiś remiks, jakiegoś numeru.

S: Tak.

B: A wyszło z tego nowe coś.

S: Zrobiłem mu remiks, a on mówi nie to musi być na płytę. No to zrobiliśmy płytę.

B: Zaczęliśmy lecieć. Mieliśmy przerwy chwilę. Wróciliśmy z „Lepiej nie pytać” i od tamtej pory co roku leci jak z bata.

M.F: Czujecie, że od tamtej pory jesteście w zupełnie innym miejscu jeśli chodzi o umiejętności, odpowiednio na mikrofonie i za konsoletą?

S: Wiadomo, że lepiej jest niż było dziesięć lat temu.

B: Jakby tak nie było to bym już nie rapował. Jakbym nie czuł, że jest coraz lepiej.

S: Trochę głos mu się zmienił.

M.F: To przez ten death metalowy zespół na boku, który zasila personalnie.

B: Na pewno się zmieniło. Wiesz co, zobacz jak to wszystko ewakuowało.

S: Kiedyś nikt nie chciał nas oglądać.

B: Flow, kwestie techniki. Teksty się nie zmieniły, tematyka też (śmiech). Ja staram się z każdym numerem, żeby to było coraz lepsze. Nie lubię robić czegoś ze świadomością, że to jest gorsze albo porównywalne do płyty sprzed roku. Ja wolę cały czas progresować i bardzo się cieszę, jeżeli czuję, że to jest lepsze, coś innego – przynajmniej z mojego punktu widzenia. I tak… Miałem coś powiedzieć ale zapomniałem.

M.F: Nigdy nie ukrywałeś, że ambicjonalnie podchodzisz do rapu.

B: Bardzo. I świetnie się bawię przy tym. Wyznaczam sobie cele i staram się je realizować. I doszedłem do etapu, że jestem najlepszy (śmiech). Aktualnie.

S: Najlepszy w Polsce.

B: Top trzy. (Śmiech)

M.F: Jaki był w takim razie ten cel założony przy tej płycie?

B: Cel przy tej płycie? Nagrać ją. (Śmiech)

S: Udało się! No i koniec! Dzięki za wywiad.

B: Udało się! Nie, wiesz, trochę w bólach. Jak już Piotrek przyjechał do Szczecina to wszytko poszło gładko.

S: Ostatni dzień był chyba najgorszy.

B: Ale do tego czasu to ja w ogóle nie napisałem nawet pół wersu na tę płytę. Nie mogłem tego zrobić. Jakieś beaty sobie przesyłaliśmy ale nic nie siadało.

S: Nie, w ogóle.

B: Ja nic. Ani wersu. Nawet pomysłu nie miałem na jakiś numer. Piotrek się zlitował. Mówi dobra, weź studio zarezerwuj. Ja przyjadę do Szczecina, zamkniemy się w studiu i razem popracujemy. Laikike1 wsiadł…

S: Czyli w sumie dzięki niemu.

B: Laikike Wsiadł w samolot, też przyleciał. Żeśmy siedzieli w tym studio i czuć było ducha pracy i że fajnie się przy tym bawiliśmy. Stąd wyszła taka płyta. Czuć, że to jest… Czuć tą chemię jeszcze bardziej według mnie na tej płycie, niż na poprzednich płytach.

S: Jest dużo lepiej.

B: Tam też czuć chemię między nami, oczywiście. Ale tu czuć, że ta praca inaczej wyglądała, że się dobrze bawiliśmy.

M. F: To nie brzmi jak płyta, która powstała w chwilę.

S: W siedem dni.

M.F: Tylko płyta, która była długo planowana. Dopieszczana. Jeżeli tak nie było to tym większe gratulacje panowie.

S: Ja robiłem w sumie tylko pętle przez tych siedem dni. Później dopiero aranżowałem sobie w domu, ale tak coś około miesiąca zajęło mi żeby tak dopieścić to w stu procentach.

M.F: To i tak bardzo dobry wynik jest.

S: Tak? A myślałem, że i tak długo, bo już miałem dosyć tego.

M.F: Wiesz, może łatwo ci mówić dlatego, że zawsze twoją bronią był ten instynkt, nie?

S: Dokładnie.

M.F: Inny musi siedzieć rok, a i tak będzie kanciasto. To jest fajna rzecz i pewnego rodzaju przywilej. A jak jest z Bonsonem jeśli chodzi o te kwestie producenckie. On w ogóle coś orientuje się.

S: Nie. (Śmiech)

M.F: Czy jest to dla niego czarna magia?

S: Dlatego z nim współpracuję. (Śmiech)

S: Jak nagrywaliśmy poprzednie chyba płyty to było tak, że wysyłałem mu dziesięć beatów i dziesięć numerów powstawało. Powiedziałem, że więcej nie wyślę.

B: Ale nie można było powiedzieć zmień mi ten beat. Dostajesz i robisz. Na tym i tyle. Nic więcej nie wyrzeźbisz z tego. Masz to. Nie podoba się? To nie nagrywaj i cześć! Nie ma płyty! (Śmiech) Masz to i nagrywaj na tym. Tu było podobnie. Siedzimy w tym studio. Robi beat, no tak trochę mi nie pasi. No to co ci nie pasi? Pisz do tego! Mi się podoba! Masz robić! (Śmiech)

S: Były zmiany, bo jakieś tam sample, była selekcja wstępna. Więc trochę inaczej to wyglądało. Tym razem uległem.

B: Nawet trochę taki trapowy kawałek żeśmy zrobili.

S: No, trapowy.

M.F: „Światłowstręt”?

B: Tak. Jak Piotrek ten sampel zaczął ogrywać ja siedzę w studiu z tym Laikikiem1 i wyobraź sobie. Ja z Laikikiem piszemy do tego trapu. (Śmiech) Wiesz, siedzę mucz,ę a obok siedzi Laikike jeszcze. I tam kurcze, co tu…(śmiech). Także wyglądało to śmiesznie ale finalnie wyszło całkiem ładny numer.

S: Ładnie na koncertach odpala.

B: Na koncertach to jest złoto.

M.F: Czułeś wyzwanie, że to trochę inne metrum. Nie, ty miałeś chyba już oswojone te wszystkie rzeczy. Bez przesady!

B: Nie, ja to wszystko w małym palcu mam. Ale tematycznie jak podejść do tego, z takim tempem, z takim klimatem, takim beatem. Żeby nie wyszło dziadostwo jakieś i banał. Nie będziemy tak „skrt, skrt…” I tak dalej. To po prostu byłoby głupie.

M.F: Raczej źle przyjęte.

B: Ale fajnie dołożyliśmy. Jak pojechałem dogrywać Romę do „Trucizny”, to ona słuchała „Światłowstręt” i wpadłem na pomysł żeby ją jeszcze dograć przy tym refrenie. To w ogóle już wypełniło całkowicie.

S: Ale „Trucizny” początkowo nie chciał nagrywać. Chciał to wyrzucić w ogóle.

B: A „Trucizna” została nagrana w ogóle po. Nagrałem ale nie podobała mi się, chciałem to wyrzucić. I jak siedziałem, osłuchiwalem się, to tak mówię: spróbuję jeszcze raz to nagrać. Jak już Piotrek pojechał wróciłem do studia jeszcze raz i jeszcze raz to nagrałem. Zupełnie inaczej. Próbowałem z innym flow, tu nagrałem na takim flow. I oczywiście wziąłem Romę, bo bardzo się lubimy. I bardzo lubię z nią pracować. Ludzie lubią nasze numery. Także siedzi to.

M.F: To jest zaskakująco fajne, jak dobrze dogadujecie się z wokalistkami, bo często te współprace: raper- producent – wokalistka…

S: Ta, on się tak dogadał że źle wpisał nazwisko na okładce. (Śmiech)

M.F: Uuuuuu

B: Przepraszam.

M.F: Lepiej źle wpisać nazwisko niż w ogóle nie wpisać.

B: Mądrego miło posłuchać.

M.F: Jeszcze do tych śpiewanych numerów. Nie wiem czy są to moje ulubione, skumulowane na końcu płyty. Fajna rzecz, że to są w sumie bardzo osobiste numery. Wokalistki w tym twoim ekshibicjonistycznym świecie nie tylko się odnajdują ale…

B: Dopełniają nie? Nie wchodzą z banałem. Bardzo łatwo jest zrobić banalny numer raper – wokalistka. Ja staram się żeby tak było. Jakiś ten mój zmysł artystyczny i smak nie pozwala mi w banalną stronę pójść. Jakoś udaje mi się na razie trzymać poziom numerów. Tym bardziej z Romą. Z nią mi się idealnie pracuje, bez słów. Ona wie co i jak. Wchodzimy, szybko nagrywamy. Jak Romę dogrywam to nie ma dużo poprawek ona bardzo dobrze wie jak to ma wszytko wyglądać.

M. F: Między numerami z wokalistkami czai się kawałek na długim samplu wokalnym. Ja się nawet zastanawiałem jak to było robione. O „Jeszcze wczoraj” mówię, gdzie jest cały taki patent.

B: A! To, to nie! To biciak był robiony?

S: Ten beat to jest, miał być na „Almost famous” to jest produkcja Jacka White’a chyba z „Dead Weather”, ale wiesz nikt się nie przyczepił do nas, jeszcze.

M.F: Nie masz koszmarów w nocy, że nagle okazuje się, że jest jakaś gigantyczna afera z prawami autorskimi?

S: Nie, w ogóle o tym nie myślałem.

B: Im częściej będziecie o tym gadać, to się na pewno spełni, bo wczoraj też już o tym rozmawialiśmy. Zaraz ktoś nas wiesz… Podkabluje. Ja
bym uważał.

M.F: Posadzą Tytusa (śmiech)

S: Widziałem ostatnio na YouTube ten numer i tam cała płyta jest i było dzięki Solepete. Soulpete dzięki! (Śmiech). Zaraz wygooglują i sprawdzą to.

M.F: Sława ponadlokalna.

S: Ale idealnie pasuje do niego ten wokal. Tej kobiety.

M.F: Tak, to prawda. Pasuje tak dobrze jak byłby nagrany specjalnie na tę okazję.

B: Ja przypadkiem go wygrzebałem. Tam była w jakiejś paczce.

S: Była w paczce, której nie chcieli na początku.

B: Tak sprawdziłem i mówię: kurcze, jakie fajne. Zaraz same wersy weszły – poleciałem i dograłem. To miało iść jako bonus track. Jak to nagrałem, to powiedziałem, że jest za dobre. Inny numer musieliśmy przerzucić jako bonus a ten wziąć na płytę.

M.F: Jeden z tych numerów zwłaszcza, który jest bonus trackiem, bo ten pierwszy jest taki agresywny – „Biją bębny” tak? Potem jest drugi numer, który wszedłby jak marzenie przed taką „Trucizną” mógłby być na tej bazowej wersji płyty i właśnie mnie ciekawiło jak decydowaliście, które te dwa kawałki są wypchnięte poza to, co jest na portalach streamingowych.

B: Ciężko.

S: On wypchnął.

B: Ciężko było, bo ten drugi numer „Nie pasuje” się nazywa, to on był już z myślą, że to będzie bonus track i tam nic nie zmieniałem i nawet nie miałem takiej myśli, żeby dać go na główną płytę. „Trucizny” miało nie być, później miała być bonus trackiem, później ją dołożyliśmy i jeszcze wczoraj miała być bonus trackiem, a „Biją bębny” miały być normalnie.

S: Rozumiesz coś?

M.F: Oczywiście, tak! Słucham go uważnie.

B: A „Biją bębny” miały być na głównej płycie i musiałem zamienić „Biją bębny”. Z ciężki sercem. Tak cały czas było: może ten? A może tamten? Nie chcieliśmy dodawać go do głównej płyty. Za dużo numerów – nie chcieliśmy żeby na niej było. Tak jak jest, jest idealnie.

M.F: Nigdy nie robiliście 79 minutowych płyt.

B: Nie.

S: Nigdy nie mieliśmy piętnastu numerów na płycie. Zawsze się kończyło około dziesiątki.

M.F: Polski odbiorca jest rozpieszczony pod tym względem. Jest przyzwyczajony do płyt, które trwają w nieskończoność. Jak w knajpie – musi być dużo na talerzu nie?

B: Ja lubię jedenaście numerów.

S: Kanye West lubi siódemki na przykład, nie?

M.F: Ale Kanye West jest Kanye Westem. To branża musi grać na jego regułach.

B: Pan prezydent Kanye West przecież niedługo.

M.F: W jednym z numerów, który mógł zaskoczyć choćby przez dobór gości jest „Animal Planet” i tu mnie tknęło – ale i tak mi się pewnie nie przyznacie – takiej kalkulacji, żeby nową grupę odbiorców zainteresować, dotrzeć do tych, którzy do tej pory BonSoulu raczej nie słuchali. Nie ukrywajmy, że jak myślę sobie o Bonsonie, to nie kojarzę go z Holakiem na przykład, ani tym bardziej nie kojarzę go z Jankiem Rapowanie. To wydają się być jednak inne światy, które tutaj – wbrew moim wszystkim obiekcjom – zagrały i dały spoko numer.

S: Tak, sympatyczny jest. Taki luźny.

B: Na początku się spotkał z dużą krytyką, bo to był pierwszy singiel. Ludzie myśleli, że nie wiadomo co! Nagle zwariowaliśmy. Asfalt nam kazał takich gości dobrać i my zwariowaliśmy i w ogóle odbiło im! Teraz na legalu, to będą świrować jarzębia. Nie! Nagrywaliśmy zwrotkę do tego i od razu przyszedł mi Holak do głowy z refrenem. Od razu. I ten beat i tematyka. Ja tylko dograłem zwrotkę i wysłałem mu to.

S: Holak gitarę dogrywał i pianinko.

B: On mówi, że świetnie! Od razu się dogrywa. I w tym samym czasie tak usiedliśmy, nie wiem dziesięć minut po nagraniu tego i wysłaniu do Holaka. Z Rasem to już dawno chcieliśmy zrobić numer. Tylko jakoś nie mogliśmy się zgrać. W końcu się udało. Pasował tutaj. Idealnie.

M. F: Tytus wam kazał.

B: Tak, kazał nam! Nie, nie – sami na to wpadliśmy. I Janek też się pięknie wkomponował w to. Ja bardzo lubię Janka prywatnie. Jest fajnym gościem.

M.F: I ma dużo szacunku do tych starszych…

B: Ma dużo szacunku. Jest fajny, mądry chłop i ma talent. Także wiesz, fajnie. Cieszę się, że zrobiliśmy taki numer.

S: Tak, nikt nam nic nie kazał w tym numerze.

M.F: No przecież…

B: U Piotrka to jest tak jakbyś na odcisk mu nadepnął.

M.F: Mentalność tego piwniczniaka, który już piętnaście lat w undergroundzie…

S: Dopiero wyszedłem, słońce zobaczyłem nie?

M.F: Teraz jest wyczulony na zarzuty o hipokryzję, że się sprzedał. Lekko nie ma. Pięciokrotnie wygrany plebiscyt Ślizgu na producenta roku, a to już…

S: Pod rząd!

M.F: Z rzędu.

S: Z rzędu, tak.

M.F: A teraz nowe wyzwania. Gdzieś ten „Animal Planet”…

B: „Małpi gaj”

S: Właśnie „Małpi gaj” to się nazywa. To nie jest „Animal Planet”

M.F: Ok

B: Zapamiętaj to sobie (śmiech)

M.F: Przepraszam, przepraszam panowie. Cięcie. Tak mnie tknęło, że to ty chyba powinieneś przyjeżdżać do niego do Lublina, skoro jest producentem płyty.

B: Już byłem.

S: Lepiej nie.

B: Ja już byłem raz i wróciłem z połamaną nogą, także dziękuję.

S: Był raz u mnie i podziękowaliśmy sobie.

M.F: Łamią Szczecinianom nogi w Lublinie.

B: Piotrek łamie.

S: No. Ugościłem go i siebie w domu.

B: I złamał mi nogę o trzeciej w nocy. Na tyle, że ma dziewięć śrub i dwadzieścia pięć centymetrów blachy w nodze. Wszytko w porządku. (Śmiech) Nie, nie będę jeździł nagrywać do Lublina. (Śmiech)

M.F: Lublin to chyba nie ma ani jednego MC, który by się wybił jakoś szerzej. Teraz wiedzę, że SinSen coś kombinuje z Adamem L, w jakimś swoim projekcie, ale tak poza tym to w mieście nie ma jednego rapera, któremu by się jakoś szerzej udało.

S: W tym momencie chyba nie. Bardziej rockowo było u nas kiedyś. Baj, Cugowscy, teraz Bracia ale z rapu, z tego co wiem, to nikogo nie ma. Kiedyś był chyba Dolar freestylowiec ale płyt nie nagrywał chyba studyjnych.

M.F: A nawet jak nagrywał to trudno było freestylowcom się przebić studyjnie. Przylgnęła do nich etykietka, że oni fajnie nawijają, tylko że w klubach kiedy się trzeba poniżać. A jak trzeba krągłe wersy położyć w studio, to już zaczyna się z tym delikatny problem. A jak gra się wam koncerty z tą płytą? Często ma tak, że wsiada do taksówki i każe żeby taksiarz jechał gdzieś przed siebie?

S: Właśnie teraz jechaliśmy (śmiech). Nie, no spoko. Ten materiał siedzi idealnie na koncertach, o dziwo.

B: On jest troszeczkę lżejszy pod względem tekstowym. Jest mniej przekleństw. Jest przyjemniejszy w odbiorze, więc siedzi jak należy. Teraz graliśmy czwarty koncert i… Głos mam zajechany. Wiadomo pokrzyczałem i tak dalej. Ale cały koncert, półtorej godziny chyba gramy, ludzie znają wszystkie teksty, jadą je, bawią się z nimi. Interakcja jest perfekcyjna. Także naprawdę, bardzo dobrze mi się gra. Parę numerów zagrałem na takim koncercie charytatywnym w Świebodzinie, tam na motocrossie jeździli itd. Zbieraliśmy pieniądze dla dziewczynki. Wiadomo, jak na takim festynie. Starsi ludzie, tacy którzy nie kumają. Wyszedłem, pięć numerów miałem zagrać, i o wiele łatwiej mi się grało niż wcześniej numery. Wcześniej wychodziłem i wiesz one były ciężkie, przekleństwa, była jechanka. Ludzie stali, patrzyli na mnie i zastanawiali się o co mi w ogóle chodzi.

S: Rodzice dzieciom uszy zatykali.

B: A ta płyta jest przystępna. Nie jest miękka. Jest ładna i miła, ale na swój sposób.

S: Ciężka też jest.

B: I nie ma wstydu, żeby grać to nawet przy ludziach którzy nie słuchają rapu. I bardzo dobrze się sprawdza.

M.F: Ja teraz sobie Kyne Westa – wiadomo wyszedł, trzeba było. Najpierw ta nowa płyta potem „The college dropout”, potem wjechałem przed wywiadem z nowym BonSoulem i przyjemnie weszło jedno po drugim. Zwłaszcza ta pierwsza część funkowo-soulowa.

B: Ta miła.

M.F: A od początku był pomysł żeby to klimatem tak przejść?

B: Nie. Wyszło w praniu.

S: Ale też, bo nie chcieliśmy żeby to brzmiało jak poprzednie nasze płyty. Założyliśmy sobie na początku, że tych soulowych rzeczy będzie mniej niż zazwyczaj. Więc te cztery numeru funkowo-soulowe na początku są. Później co tam jest?

B: „Czarny PR” i „Światłowstręt”. „Czarny PR” to jak „Almost Famous”, taki ukłon.

S: Nie chcieliśmy robić kolejnej płyty, która brzmiała tak samo. Wspomniałeś o „Kiwce”, że to nasza płyta czwarta. Nie traktujemy jej jako płyty, w sensie naszej pełnosprawnej płyty, bo to był dodatek do „Trylogii”, którą dodaliśmy. Zrobiliśmy taki bonus. Ale nie chcieliśmy, żeby brzmiało cokolwiek z tej płyty jak tem dodatek. Chcieliśmy mroczniejszy zrobić album.

B: I też te numeru mieliśmy nagrane, to nie robiliśmy, że o tu intro, tu pierwszy, drugi tylko zebraliśmy się i nagraliśmy. To ja nie widziałem, żeby „O jak pięknie” i zaraz „Światłowstręt” puścić a potem zaraz „Gniazdka”. Mówię no nie! Sama, naturalnie, ta tracklista się układa, jak jest. Jak mamy te numery, że z tego wesołego klimatu schodzimy w ten mrok mój ulubiony, więc tak jakby samo to się stało w momencie kiedy odsłuchaliśmy płytę. Tak musiało być. Inaczej by to nie grało. Ta płyta, prawdopodobnie mając te same numery, mogłaby być trochę inaczej odebrana, gdybyśmy inaczej tracklistę ułożyli.

M.F: Oczywiście, to ma bardzo duży wpływ.

B: To ma duży wpływ i myślę, że idealnie wszytko ułożyliśmy. Zaczynamy mięciutko, fajnie i powoli wchodzimy w te czeluści, które ja lubię.

M.F: Łapiąc za słówko , to cały czas jest tak, że ten mrok jest tym ulubionym? Strefą komfortu?

B: Oczywiście. Ja się najlepiej w tym czuję. Lubię sobie coś wyrzucić z siebie, wypluć, wyrzygać, także… Wesołe numery też robię jak widać „O jak pięknie” chociaż – on jest taki z przekąsem. Niby jest taki wesoły ale jak się dobrze wsłuchasz, to cały czas jestem ja w tym wszystkim.

M.F: Wydajesz się taką postacią bez środka, to znaczy jak jest źle, to jest kurde naprawdę źle, przez siódme dno się człowiek przekopuje i ten czarny jest naprawdę czarny. A z drugiej strony jak żre to jest pięknie, hulaj dusza na maksa. Takie jest teraz modne słowo: bipolar. Z Solarem o tym rozmawialiśmy i rzeczywiście te nastroje wyjdą się u ciebie skrajne. Trafiłem, czy nie trafiłem?

B: Trochę trafiłeś. Trochę tak jest. Ale to nie mi to oceniać. Jeśli tak to odbierasz… Ja myślałem o tym czasami i jeżeli potwierdzasz to co ja mam powiedzieć. (Śmiech)

M.F: Możesz oprotestować zawsze.

B: Nie, tak nie jest.

M.F: Wiesz, są raperzy którzy organicznie nie są w stanie się zgodzić z kogoś zdaniem na swój temat. Dlatego wolę co do diagnoz się upewnić. Zwłaszcza, że to opinia jedna z wielu. Też nie poczuwam się to tego, że miałaby to być jakaś prawda objawiona i że zawsze koniecznie muszę z tym wszystkim trafiać. A co byście chcieli panowie – skoro już zeszło na opinie – przeczytać o swojej płycie w recenzjach? Na co byście chcieli, żeby uwaga została zwrócona? Może jeszcze będzie jak ktoś posłucha.

S: Świetną recenzję napisałeś 10/10.

B: Same dobre recenzje ta płyta zebrała.

S: Nikt złego słowa nie powiedział o dziwo.

B: Czego chcieć więcej?

M.F: Nie chodzi, żebyście się pucowali ze wszystkich pochwał.

B: A my chcemy!

M.F: Raczej, że ktoś odgadł wasze intencje. Wyłapał smaczki, które chcieliście zawrzeć i myślicie, że to nie jest takie oczywiste dla ludzi.

S: Czytałem recenzje nie powiem jaki to portal.

B: Ja nie czytam recenzji.

S: Ja sprawdziłem. Było drugie, a nawet trzecie dno i ja nie wiedziałem, że lepiej zna teksty Bonsona, niż sam Bonson ten recenzent. W życiu nie pomyślałem, że te numery traktują właśnie o takiej tematyce, ale spoko sobie poczytać takie rzeczy. Nie powiem, który to portal. Prześlę ci.

M.F: Dobrze, to wyczekuje, żeby przy okazji czegoś się na ten temat dowiem. No i cóż. Chyba nie będę was męczyć dłużej. Zwłaszcza, że mamy sobie do pogadania w trochę innej konwencji przez chwilę. Moimi gośćmi byli Soulpete z Bonsonem. To była Flintesencja.

S i B: Dziękujemy bardzo

 

Polecane


Share This