CGM PREZENTUJE: Kanye West – od A do Z


2013.06.20

opublikował:

CGM PREZENTUJE: Kanye West – od A do Z

A jak Alicia Keys.

O tym, że Kanye długo i ciężko pracował na swoją pozycję przed wydaniem oficjalnego debiutu, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. W latach 2000-2003 budował swoją markę głównie jako producent, przygotowując muzykę dla zaprzyjaźnionych artystów. Jedną z pierwszych wokalistek, które nawiązały z nim współpracę i odniosły tym samym sukces, była Alicia Keys. Utwór „You Don`t Know My Name”, napisany i wyprodukowany m.in. przez Westa, ukazał się w listopadzie 2003 roku jako główny singiel promujący drugą płytę piosenkarki, „The Diary Of Alicia Keys”. Płytę, która po dziś dzień uchodzi za najlepszą w jej dyskografii.

B jak ” The Blueprint”.

Albo „beef”. Latem 2001 roku słowa te krążyły po mediach w parze. Konflikt z Nasem napędzał sprzedaż albumu Jaya-Z, zaś o „The Blueprint” pamięta się dziś nie tylko ze względu na wysoki poziom artystyczny krążka, ale też diss „Takeover”. I „Izzo (H.O.V.A.)”. I „Never Change”. Tak się złożyło, że w każdym z tych nagrań maczał palce West, prezentując charakterystyczne, miękkie, soulowe brzmienie, którym w kolejnych latach podbije rynek.

C jak „Classic”.

Kanye West to gość, który wytycza ścieżki, ale gdy trzeba, potrafi też zrobić ukłon w stronę klasyków rapu. „Classic (Better Than I`ve Ever Been)” to piękny bit DJ Premiera i Ricka Rubina oraz zwrotki trzech weteranów (Rakima, KRS One`a i Nasa) oraz Yeezy`ego właśnie. Z innych fantastycznych momentów, gdy West nawiązuje do złotych lat rapu, moim ulubionym jest ten, gdy razem z Q-Tipem wykonuje na żywo „Award Tour” A Tribe Called Quest:



D jak determinacja.

W ostatnim wywiadzie dla „The New York Times” West opowiada, jak każde starcie z recenzentami, słuchaczami czy osobami przyznającymi nagrody przypomina mu młodzieńczą walkę o szacunek u trenera: „Tu chodzi o walkę o sprawiedliwość. Sprawiedliwością może być przecieranie dróg dla osób, które snują odpowiednie marzenia. Jeśli Michael Jordan potrafił krzyknąć na trenera, ja, Kanye West, Michael Jordan muzyki, może powiedzieć, że to i to jest złe”.



E jak ego.

I nie, nie chodzi tu o remiks piosenki „Ego” Beyonce, w którym `Ye występuje. Wysokie mniemanie rapera jest czymś powszechnie znanym. Nieprzypadkowo amerykańskie media okrzyknęły go niedawno gościem, który szczyci się największym ego na świecie. Jako przykład podają wspomniany już tutaj wywiad dla „New York Times”, gdzie West przyznaje m.in.: „Fakt, że nie potrafię śpiewać, czyni tylko album >> 808s & Heartbreak” tak wyjątkowym. Kocham w sobie to, że nie potrafię śpiewać”.

F jak „Fade To Black”.

W filmie, opowiadającym o pracach nad (jak wówczas sądzono) ostatnim albumie Jaya-Z „The Black Album”, pojawia się kilka scen, w których widzimy Westa. Przyjemnie się dziś ogląda fragmenty, w których młody `Ye przekonuje Jaya do swoich beatów (wśród nich m.in. „Lucifer”, „Last Call” i nieznany beat na tym samym samplu co „Dope Man” NWA), opowiada o filmowym koncepcie płyty, a Jay zachwyca się, że `Ye tworzy własną markę i… nawet zaczyna dawać autografy!



G jak Grammy.

`Ye mówi, że nikt w jego wieku nie ma ich tak dużo jak on. To prawda – 36 lat na karku i 21 nagród Akademii Muzycznej w dorobku. Czy to znaczy, że szczęście mu sprzyja? West twierdzi, że nie, bo w najważniejszej kategorii – Album Roku – był dotychczas pomijany. Co więcej, jego dwa ostatnie, bardzo dobrze przyjęte krążki – „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” i „Watch The Throne” – nawet się nie otarły o nominacje. W czym więc problem? Zdaniem Kanye to spisek przeciwko jego osobie. Inna sprawa, że on sam wielokrotnie niezbyt pochlebnie wypowiadał się o akademii. Ostatnio zbojkotował imprezę, wyjechał do Brazylii, a organizatorom Grammy powiedział, by „ssali mu fiuta”.



H jak Hova.

Nie od dziś wiadomo, że Jay-Z jest tym, który wypromował Westa na swoich płytach (patrz literki „B” i „F”). `Ye odwdzięczył mu się m.in. pięknym utworem „Big Brother”, w którym opowiada o współpracy z Carterem. Jakiś czas później zdobył się na czyn jeszcze szlachetniejszy (z punktu widzenia jego egoizmu) – on, Jezus muzyki, przekazał cechy boskie Jayowi, gdy w piosence „Otis” nawiązał do chrześcijańskich nalepek na samochodach i zamiast hasła „Co zrobiłby Jezus na moim miejscu?” zadał pytanie: „Co zrobiłby Hova?”. Ostatnio znów wspomniał o swoim mentorze. I to w dwóch kontekstach. Raz, gdy Jay wypuścił „Open Letter”, kawałek, w którym rozlicza się z wyjazdu na Kubę. Nagranie to nazwał „kawałkiem prawdziwego hip-hopu”. Dwa, gdy do mediów trafił singiel „Suit & Tie” Timberlake`a, gdzie Jay występuje gościnnie. Wówczas z nutą ironii przyznał, że ma szacunek do Jaya, ale nie w tej piosence. Na szczęście między artystami nie zazgrzytało.

I jak ID.

A właściwie: No ID. Jeśli o kimś się mówi, że jest ojcem chrzestnym hip-hopu z Chicago, nie sposób go pominąć w takim zestawieniu. Zasłynął współpracą z Commonem w latach 90., ale na prawdziwą sławę musiał poczekać do 2007 roku, gdy o jego istnieniu przypomniał sobie Jay-Z i wciągnął go do współpracy nad płytą „American Gangster”. No i ruszyło. Od tamtego czasu ksywka No ID pojawia się przy okazji najważniejszych wydawnictw – od Nasa, przez Drake`a i Rihannę, po Rick Rossa, Eminema i… Kanye Westa oczywiście. No ID aktywnie wspierał Yeezy`ego przy jego czterech ostatnich płytach, w tym ostatniej – „Yeezus”.



J jak „Jesus Walks”.

Warto przypomnieć sobie ten utwór szczególnie dziś, gdy West częściej w miejsce Jezusa podstawia siebie. Przekaz tego singla, trzeciego z płyty „The College Dropout”, był jak na 2004 rok całkiem odważny – podczas gdy Terror Squad i 50 Cent siali spustoszenie na listach przebojów, `Ye odważył się mówić o wierze, która dotyka zarówno świętych, jak i grzeszników. W nagraniu padają ostre słowa pod adresem stacji radiowych, które eliminują piosenki z przekazem religijnym. West zna to zresztą z autopsji – kilka wytwórni odrzuciło jego demówki, gdy tylko puszczał im „Jesus Walks” właśnie.

Poniżej jedna z trzech wersji teledysku:



K jak kompromisy.

`Ye nie wierzy w możliwość nagrania materiału, który w 100% oddawał Twoje intencje. Jego zdaniem trzeba zostawić jakiś margines, którym wypełni się oczekiwania publiczności. „Mógłbym godzinami słuchać historii o Stevie Jobsie i być przekonany o jego niezależności, ale w głębi i tak jestem pewien, że musiał iść na kompromisy. Czasami nawet nie wiesz, w którym miejscu musisz ustąpić. Dowiadujesz się o tym po fakcie”.



L jak Lupe Fiasco.

Jak dla ‘Ye współpraca z Jayem-Z była trampoliną do wielkiej kariery, tak dla Lupe gościnny występ w singlu „Touch The Sky” Westa otworzył mu wrota do wielkiej kariery. Wcześniej oczywiście były udane mixtape’y i remiksy (w tym m.in. „Muhammad Walks” i „Conflict Diamonds”), ale to zwrotka na płycie „Late Registration” otworzyła mu wrota do wielkiej kariery. Na swoim debiucie „Food & Liquor” sięgnął zresztą po bity Yeezy’ego, który dodatkowo wciągnął go do swojego i Pharrella Williamsa projektu Child Rebel Soldier. Trio opublikowało jeden numer i na tym najwyraźniej zakończyło działalność. Tym samym dobiegła też końca współpraca między Lupe a Kanye.



M jak moda.

West to nie tylko fantastyczny muzyk, utalentowany raper i facet z wielkim ego, ale też aktywny uczestnik w świecie mody. Choć jego pokazy oceniane były dotychczas różnie, nie można powiedzieć, by nie miał wpływu na gusta słuchaczy – wystarczy przypomnieć furorę, jaką robiły swojego czasu okulary z teledysku do „Stronger”. Do tego dodajmy m.in. własne produkty dla Nike i Louis Vuitton, linię Pastelle Clothing oraz niezliczone nawiązania w tekstach do konkretnych produktów i marek (w tym West jest wręcz specjalistą), a okaże się, że w istocie West jest człowiekiem, który żyje modą.

N jak Nietzsche.



Ponoć ulubiony filozof Westa. Swego czasu jedna z amerykańskich plotek głosiła, że dziewczyna ‘Ye, Kim Kardashian, zaczytywała się w dziełach Niemca, by zaimponować swojemu chłopakowi. Nietzsche pomógł zresztą Westowi wygrać pewną sprawę sądową. Gdy ten został pozwany o plagiat przez niejakiego Vincenta Petersa, wydawało się, że sprawa nie będzie prosta – ponoć Peters zarzucał raperowi plagiat jego piosenki „Stronger”. Sąd jednak orzekł, że podobieństwo między utworami wynika z tego, iż oba korzystają z tej samej maksymy niemieckiego filozofa – „co nas nie zabije, to nas wzmocni”.



O jak Omega.

Jeden z najbardziej utytułowanych węgierskich zespołów. Obecni na rockowej scenie od początku lat 60. Co ich łączy z Kanye Westem? Sampel. Yeezy wykorzystał fragment piosenki Węgrów „Gyöngyhajú Lány” z 1969 roku w swoim najnowszym utworze – „New Slaves” z płyty „Yeezus”. Sampel pojawia się w dość dziwacznym momencie pod koniec utworu, ale taki przeskok w przypadku tego albumu nie powinien dziwić. Dodajmy, że przejściu od elektronicznego bitu do Omegi towarzyszy szczątkowy wokal Franka Oceana. Sampel i oryginał możecie porównać TUTAJ.

P jak Prezydenci.

Martwi Prezydenci. Nie chcemy zaglądać Westowi w kieszeń (zostawiamy to „Forbesowi”), ale współpraca rapera z Dead Prez jest już bardzo interesująca. Kanye wielokrotnie oddawał hołd temu nowojorskiemu duetowi, ostatnio w wywiadzie dla „NY Times”. „[Miotałem się między różnymi stylami] do czasu, gdy spotkałem Dead Prez. Dzięki nim odkryłem jak robić melodyjny rap z przekazem. Za ich sprawą byłem w stanie napisać » All Falls Down « w piętnaście minut. Mogłem nosić się w różowej polówce, ale w głębi serca byłem jednym z nich”.

Oddajmy hołd Dead Prez, przypominając jeden z ich najbardziej znanych utworów:



R jak Ray J.

Były chłopak Kim Kardashian, autor słynnej seks-taśmy, którą w 2003 roku nagrał ze swoją ówczesną dziewczyną. Ostatnio znów zrobiło się o nim głośno, gdy postanowił wykorzystać fakt, że Kim umawia się z Westem. Efekt – diss pt. „I Hit It First”. W utworze Ray deklaruje: „Może spotykać się z raperami i sportowcami / Ale wszyscy wiemy, że to ja pierwszy ją przeleciałem / Ze mną jej głowa odpływała na północ, tyłek schodził na południe / A teraz zdecydowała się pójść na zachód [gra ze słowem „West” – red.] / Bez względu na to, gdzie jest, dobrze wie / Że wciąż należy do mojego łóżka”. Choć piosenka pojawiła się w sieci na początku kwietnia, Kanye nie zareagował. Możliwe, że do spotkania dojdzie 30 czerwca na rozdaniu nagród BET Awards. Będzie bójka?

S jak „Slow Jamz”.

Nie chodzi o to, by opisywać dzieje tej piosenki i jej obecność na dwóch albumach – „The College Dropout” Westa i „Kamikadze” Twisty. W ostatnim wywiadzie West dostarcza interesującego kontekstu dla tej piosenki. Jest w niej pewien dwuwers, przez jednych uważany za idiotyczny, przez innych za zabawny w swojej prostocie: „She got a light skinned friend look like Michael Jackson / Got a dark skinned friend look like Michael Jackson”. „Cieszyłem się ze swojej anonimowości do samego końca. Gdy pisałem te wersy, wiedziałem, że będę wielką gwiazdą. Wówczas mogłem jeszcze wejść do sklepu Virgin, wskoczyć na ruchome schody i powiedzieć sobie: »To ostatnie chwile mojej anonimowości«. Wiedziałem, że wkrótce się to zmieni”.



T jak Taylor Swift.

Albo „Through The Wire”. Zarówno niechlubny epizod z wokalistką na rozdaniu MTV VMA, jak i historia z wypadkiem samochodowym są dobrze znane osobom zainteresowanym muzyką. Więc może „T” jak „Twitter”? West zanotował wiele dziwacznych wpisów w tym serwisie. Naszym zdaniem dwa są szczególnie warte przypomnienia. Po pierwsze – szczery do bólu, pozbawiony cienia żenady wpis z ubiegłego roku. „I just fucked Kim so hard”, napisał ‘Ye i choć wkrótce potem usunął tę notkę, zdążyła ona zgarnąć ponad 7 tys. retweetów. Po drugie – dziwaczny wywód na temat słów „bitch” i „nigga”. Żeby nie streszczać, odsyłam do zapisu wypowiedzi TUTAJ.

U jak ulubiony album.

West, zapytany w listopadzie 2010 roku o swój ulubiony album, wskazał debiutancki krążek The Pharcyde „Bizarre Ride II The Pharcyde” (1992). Krążek wielokrotnie trafiał na listy najlepszych dzieł z początku lat 90. i stawia się go właściwie na równi z drugą płytą tria – „Labcabincalifornia” (1995). Za co Yeezy mógł pokochać The Pharcyde? Za soczyste sample z czarnej muzyki? Za pozytywne teksty, które na tle dominującego gangsta rapu na pewno się wyróżniały? Poniżej do odsłuchu „Passin’ Me By”:

W jak „White Dress”.

Piosenka, która trafiła na ścieżkę dźwiękową do filmu RZA „The Man With The Iron Fists”, a zarazem powrót Kanye Westa do soulowych brzmień z początku kariery. Jak jednak przyznał sam zainteresowany, punktem odniesienia nie była jego wcześniejsza twórczość, ale rap Ghostface’a Killah, który ma w zwyczaju rzucanie wersów jednym tchem, bez dzielenia ich na zwrotki. I tak też zrobił Yeezy. Nagranie początkowo miało być samym instrumentalem, przygotowanym pod jedną ze scen, gdy Lucy Liu przechadza się w todze. Gdy West zapoznał się z tymi ujęciami, postanowił nagrać do nich pełną piosenkę. Do rąk RZA trafiła ona na tydzień przed zamknięciem sesji do ścieżki dźwiękowej.

Y jak YouTube.

Kolejny obiekt nienawiści Westa. Nie od dziś wiadomo, że raper jest perfekcjonistą. Czyżby więc szykował dla nas autorski odtwarzacz, odpowiedni dla tworzonej przez siebie sztuki? Jak wynika z jego ostatniej wypowiedzi na listening party albumu „Yeezus”, player YouTube’a może negatywnie wpłynąć na odbiór wideo. – Nienawidzę YouTube`a ze względu na ten brzydki odtwarzacz i okropny sposób odtwarzania. Chcę, by wszystko było prezentowane w odpowiednim dla sztuki środowisku – powiedział na spotkaniu w Szwajcarii. YouTube`a zaatakował też kilka dni wcześniej w Nowym Jorku. – Wiecie pewnie, że YouTube podsuwa z boku różne wideo, które w jakiś sposób są powiązane z Twoim. W moim przypadku czasami padają nawet takie nazwiska, których nie życzyłbym sobie obok swojego! Nie chcę, by YouTube sugerował komuś, w którą stronę odbić od mojej muzyki!



Ż jak żal.

Zamiast literki „Z”. West, jak twierdzi w wywiadzie dla „NY Times”, niczego nie żałuje. Nawet wejścia na scenę podczas MTV VMA 2009. „Doszedłem wówczas do największej niezwykłości i prawdy wszech czasów”, tłumaczy się w swoim stylu. „Piękno, prawda, niezwykłość. Tak to wyglądało”. „Czyli niczego nie żałujesz?” – dopytuje dziennikarz gazety. „Niczego. Jeśli ktoś spodziewa się jakichś przeprosin, może przestać czytać w tym miejscu”.

Polecane

Share This