Co znajduje się riderze koncertowym Quebonafide?


2019.11.21

opublikował:

Co znajduje się riderze koncertowym Quebonafide?

fot. P. Tarasewicz

Wymyślne ridery koncertowe gwiazd to zmora dla organizatorów, ale za to ciekawostka dla fanów. Muzycy Van Halen przyznali po latach, że legendarne już brązowe M&M’sy wprowadzili do riderów tylko po to, by sprawdzić, czy organizatorzy je czytają. Znacznie poważniej do swoich zachcianek podchodzili m.in. Guns N’ Roses, którzy przed jednym z festiwali w 2008 roku zażyczyli sobie porcelanowych toalet czy Britney Spears, która koniecznie musiała mieć w garderobie zdjęcia księżnej Diany. Quebonafide ma na polskiej scenie rapowej taki status, że również spokojnie mógłby sobie pozwolić na ekscentryczne wymagania. Manager artysty przyznaje jednak, że Que i jego ekipa podchodzą do tego tematu skromnie.

Mamy swoje standardy, o które dbamy, ale absolutnie nie są to jakieś rzeczy wymyślne. Nie mamy na liście wpisanego koszyka z płatkami róż, czy miski brązowych M&M’sów. Mamy owoce, napoje bez cukru, wodę mineralną, pistacje, ręczniki, wieszak na ubrania czy lustro. To naprawdę nie są niesamowite rzeczy, a uwierz mi, że trochę już tych riderów koncertowych w życiu widziałem. Nie mamy zamiaru przygotowywać organizatorom wytycznych na sto pięćdziesiąt pozycji, tylko po to, by spełniać jakieś zachcianki i przy okazji utrudniać im pracę. Nie chodzi o to, by ktoś przez trzy dni biegał po wszystkich eko sklepach w mieście, bo ktoś sobie coś ubzdurał. My tak nie działamy i uważam, że w ogóle nie przeginamy w tego typu sprawach – powiedział Marcinowi Misztalskiemu z Red Bulla opiekujący się Quebo DJ Ike.

W wywiadzie, który znajdziecie tutaj Piotr Zawałkiewicz (tak brzmi prawdziwe nazwisko DJ-a Ike’a) opowiada również, jak trafił do QueQuality i nawiązał współpracę z Quebonafide, a także o tym, że niektórzy fani rapera przekraczają granice jego prywatności.

Bardzo przykre jest to, że ludzie czasami nie są w stanie zrozumieć, że ich zachowanie może być dla kogoś obciążeniem. Momentami tak bardzo zależy im na zrobieniu wspólnej foty, że dochodzi do sytuacji absurdalnych. Z jednej strony rozumiem, że to może być dla kogoś jedyna okazja na rozmowę z Kubą, bo na koncercie, gdzie jest kilka tysięcy ludzi, ciężko się do niego dopchać, mimo że zawsze poświęca fanom dużo czasu po zagranym show, ale… jest tylko człowiekiem. Na ulicy nagminnie podchodzą do niego osoby, które traktują go jak jakieś zjawisko. Nagrywają ukradkiem stories, gdy je obiad i kompletnie nie biorą pod uwagę tego, że on też ma prawo normalnie funkcjonować. Pamiętam koncerty, gdzie te granice naprawdę mocno się przesuwały – fani wlewali się przez barierki, dochodziło do jakiś wariackich scen, ludzie krzyczeli, niektórzy wręcz płakali. Musieliśmy się ewakuować z klubu, a fani później biegli nawet za moim samochodem. Oczywiście jest mnóstwo fanów, którzy zachowują się absolutnie normalnie, ale są też osoby, które czasami tracą zdrowy rozsądek – powiedział Ike.

Polecane

Share This