Finał konkursu AC/DC


2010.05.25

opublikował:

Finał konkursu AC/DC

Najwyższy czas na szybkie, rock’n’rollowe rozstrzygnięcie wielkiego konkursu z biletami na AC/DC. Do finałowego starcia spośród recenzji nadesłanych przez Czytelników CGM.pl wybraliśmy trzy – naszym zadaniem – najciekawsze.

Która z nich jest najlepsza, najciekawsza, najoryginalniejsza… sami zdecydujcie. Jej autor otrzyma od nas bilety na czwartkowy koncert AC/DC na warszawskim Bemowie. Bilety rozlosujemy także wśród osób, które wezmą udział w głosowaniu – pod jednym warunkiem, że zagłosują na tą recenzję, która wygra!



Na wasze głosy czekamy tylko dziś (wtorek) do północy. Głosować można tylko drogą elektroniczną wysyłając na adres redakcja@cgm.pl maila z temat „A”, „B” lub „C” (w zależności na którą recenzję chcecie głosować). W treści maila prosimy koniecznie podać imię i nazwisko oraz numer telefonu. Głosować można tylko raz – głosy oddane wielokrotnie nie będą w ogóle brane pod uwagę. Wyniki poznamy w nocy z wtorku na środę. Zapraszamy do lektury!

A: „Black Ice” – Michał Kępski

Mój wybór może nie będzie typowy, ale jest przemyślany – „Black Ice”! Czemu nietypowy? Bo jak tu dziś odnieść najnowszy album grupy do takich kamieni milowych jak „High Voltage”, czy „Back in Black”… Kto z nas tego nie słyszał – że to już nie to samo, że to niby emeryci, że dziadki. Dlaczego więc „Black Ice”? Między innymi dlatego, że AC/DC wszystkim malkontentom daje tym albumem prztyczka w nos (a raczej mocny cios między oczy) i udowadnia, że nie emerytura im w teraz w głowie, oraz że jest chyba jedyną kapelą na którą możesz postawić i nic nie stracisz. Na której się nie zawiedziesz, bo nie nagra za rok albumu z hitami POP, a na zimę składanki z kolędami. Nie wystąpi na koncercie u boku Rihanny, ani nie zaprosi na następną płytę Justina Timberlake`a.

Nie oznacza to że muzycy bezmyślnie się zjadają i odcinają kupony. Wyjątkowa świeżość kompozycji i brzmienia to kolejny powód dla którego wybieram „Black Ice”. To oczywiście głównie zasługa duetu braci Young, ale z pewnością róznież nowego producenta – Brendana O`Briena.

Być może ze względu na swój wiek (mój rocznik to 85) nie mam aż tak wielkiego sentymentu do starych dobrych przebojów jak wielu fanów grupy, ale czuję że właśnie moje pokolenie powinno być wyjątkowo wdzięczne i czuć się wyjątkowo usatysfakcjonowane, że wciąż może słuchać nowych utworów, wciąż może cieszyć się tą muzyką na żywo i doświadczać tej legendarnej koncertowej atmosfery którą zna tylko z opowiadań.

Co do samych utworów na płycie – jest w czym wybierać. Wiadomo, basista nie gra wirtuozerskich solówek, a zestaw perkusyjny nie powiększył się chyba od momentu założenia kapeli w 1973, ale przecież nie o to tutaj chodzi. Chłopaki trzymają poziom, każdy utwór wrze od potężnej dawki energii, czasem rozpędzeni jak tytułowy pociąg („Rock `n Roll Train”, „Wheels”), czasem wolniej w pulsującym tempie („War Machine”, „Decibel”). Jest też wyjątkowy, balladowy wręcz „Rock `n Roll Dream” – bajeczny w swym klimacie.

Całość jest jak mocna kawa (taka black ice coffee) – słuchanie z rana daje energię i kopa na resztę dnia, gdy odpalisz wieczorem emocje nie dadzą ci szybko zasnąć. Takie już jest AC/DC – nie ma wieku i zawsze ponad podziałami.

Ponadto dla mnie ten album to także ważny symbol tego, że mimo wielu przeciwności i zniechęcenia wciąż warto robić swoje. Dziadki? A kto nie chciałby mieć takiego dziadka jak Angus Young czy Brian Johnson?

***

B: „Back In Black” – Andrzej Karycki

W latach 80-tych była potrzeba odrodzenia się na nowo muzyki rockowej, która wpadła w marazm i stagnację. Swoje najlepsze lata miały wtedy amerykańskie grupy takie jak Foreigner, Reo Speedwagon, Styx, Kansas i wiele innych. Między innymi na rynku odcisnęła swoją obecność australijska grupa AC/DC. Nagrywając swój najsłynniejszy album „Highway To Hell” w 1979 roku. Niestety właśnie wtedy gdy byli u szczytu popularności zmarł Bon Scott. Zadławił się swoimi wymiocinami po ostrym piciu.

Pozostali członkowie zespołu nie bardzo wiedzieli co mają dalej robić. Byli bliscy rozwiązania grupy. Jednak dzięki namowom matki Scotta postanowili nadal nagrywać i koncertować. Na miejsce Scotta wybrano wokalistę zespołu Geordie Briana Johnsona.

Wtedy to po licznych i intensywnych próbach powstał album „Back In Black”. Producentem płyty został Robert John Lange, który współpracował przy poprzednim albumie grupy. Premiera płyty to 25 lipca 1980 roku. Okładka płyty jest jednolita w kolorze czarnym. Symbolizuje ona żałobę grupy po zmarłym przyjacielu. Muzyka jest również hołdem oddanym temu genialnemu wokaliście.

Pierwszy utwór, który otwiera album jest zatytułowany „Hells Bells”. Najpierw słychać złowieszcze bicie dzwonu. Z każdą kolejną sekundą dźwięk tego dzwonu potęguje nastrój przygnębienia i smutku. /Ciekawostką jest fakt, że na potrzeby nagrania zamówiono specjalny dzwon u ludwisarzy w Anglii. Miłośnicy zespołu AC/DC wiedzą, że dzwon był nierozłącznym rekwizytem każdego koncertu zespołu, wisząc dostojnie nad sceną. /Każda kolejna sekunda i minuta rozwija tempo nagrania. Najbardziej smakowity kąsek podczas słuchania czeka słuchacza w 3:40 podczas obłędnego sola na gitarze.

Drugie nagranie to „Shoot to Thrill”. Z punktu widzenia techniki grania na gitarze jest bardzo ważne, ponieważ na kolejnych albumach Angus używa tej zagrywki, którą wymyślił na potrzeby tego nagrania. Jest to tak zwana technika trzypalcowa. Warto również dodać, że wokal jest nagrywany dwa razy a następnie nakładany jeden na drugi żeby brzmiał bardziej donośnie.

„What Do You Do for Money Honey” to trzeci numr na płycie. Tekst opowiada relacje członków zespołu z prostytutkami. Tekst nie owija tematu najstarszego zawodu na świecie w ładne słowa tylko „wali prosto z mostu”. Każdy słuchacz muzyki AC/DC wie, że konstrukcja ich nagrań to tylko cztery akordy. Mimo, że w muzyce zespołu nie ma nic skomplikowanego to muzycy potrafią uzyskać potężne brzmienie, które rzuca słuchacza na kolana.

„Givin the Dog a Bone” to kolejna świetna piosenka. Brian Johnson opowiada w niej o groupies czyli o fankach rockowego zespołu. O dziewczynach gotowych na wszystko a przede wszystkim na oddawaniu się swojemu idolowi w najbardziej wyuzdany sposób. Wokalista raz po raz wykrzykuje frazę”rzuć psu kość” co w kontekście tekstu jest bardzo wymowne. Ten kawałek ze względu na swój refren idealnie pasuje do wspólnego śpiewania podczas koncertu.

„Let Me Put My Love into You” ma brzmienie bardziej miękkie nadajace się szczególnie do emitowania w radio. Utwór nagrany z myślą o stacjach radiowych w USA. Angus miał możliwość pokazania swojego technicznego kunsztu, znakomitego gitarzysty. Słowa tekstu utworu to forma przekazu Angusa do fanów. Wyjaśnia w nim a nawet może usprawiedliwia, że to nie jego wina, że umarł Bon. Mimo tak ciężkiej sytuacji dla członków zespołu i rodziny zespół musi nadal istnieć i grać dalej.

Pierwsze płyty zespołu były nagrywane na płytach analogowych, które miały pewne normy ramowe. Można było nagrywać piosenki od 25 do 30 minut na każdej stronie płyty. Filozofia nagrywania płyt zespołu AC/DC była taka, że pierwszy i ostatni numer był ostry a pozostałe trzy wymieniały się ze soba w różny sposób niezależnie od formy i stylu nagrania.

Stronę drugą albumu otwiera numer szósty czyli „Back In Black”. „Powrót do czerni” to utwór hołd dla Bona Scotta. Piosenka ta z założenia miała być potrzebą odcięcia się od tego tragicznego wydarzenia. Odgrywała rolę żałoby. Swoim modułem i konstrukcją przypomina utwór bluesowy. Niby piosenka jest bardzo prosta jednak jak mówią gitarzyści bardzo trudna do zagrania bo łatwo zgubić nuty. Dużą zaletą nagrania są znakomite riffy. Prawdziwy majstersztyk techniczny muzyków.

Ważną rolę w utworach pełnią pauzy w których wokalista wykrzykuje tekst piosenki. To jedna z najlepszych i najważniejszych piosenek AC/DC, to historia Bona Scotta.

„You Shook Me All Night Long” to jedna z najbardziej rozpoznawalnych piosenek AC/DC. Malcolm Young używa grubych strun do gry akordowej żeby uzyskać specjalny efekt brzmienia swojego instrumentu. Natomiast standardowy zestaw strun do solówek używa Angus Young. Różne komplety strun i dzięki temu uzyskano odmienne brzmienia. Ten utwór to jeden z najlepszych singli w historii rocka.

Podobno dzięki tej piosence po premierze w radio zespół sprzedał 14 milionów płyt”Back In Black”. Właśnie temu nagraniu przypisuje się fakt pozyskania fanów muzyki pop dla muzyki rockowej AC/DC. Tekst piosenki znowu nawiązuje do uprawiania seksu. Mówi o stosunku płciowym ale historia jest wyrażona w słowach bardzo delikatnie bez wulgaryzmów. Teksty po śmierci Scotta dotyczące seksu różnią się zasadniczo od tych z następnych płyt formą wypowiedzi.

„Have a Drink on Me” był kwestionowany jako niesmaczny w obliczu śmierci kolegi. Tekst który napisał Brian opowiada o jego ulubionej rozrywce czyli o spędzaniu w pubie wolnego czasu i sączenie drinków rozmawiając z kolegami. Niestety fani odebrali ten kawałek jako atak na zmarłego. Bardzo emocjonalna piosenka oparta na rockowym graniu i bezkompromisowym riffie… Na każdym innym albumie ten kawałek miałby status przeboju. Jednak na tej płycie pada na niego cień o którym wspomniałem.

„Shake a Leg” to jeden z najlepiej technicznie zaśpiewanych utworów przez nowego wokalistę. Należy powiedzieć, że wokal Briana jest znakomity, ponieważ wkłada w wykonanie ogromny wysiłek co przynosi wymierny efekt. Utwór zbudowany na riffach i znakomitym, brutalnym, mocnym wokalu. Riffy grane są tutaj tylko na strunie”E” Wysokie tony sprawiły wiele trudności wokaliście z interpretacją tekstu utworu.

„Rock and Roll Ain`t Noise Pollution” jest utworem, który powstał w ciągu kilku godzin. Napisał go Angus jak reszta „towarzystwa” była na kolacji. Struktura prawdziwego rock`n`rolla oparta na 12 taktowym bluesie. Geneza powstania tekstu tego nagrania nawiązuje do skarg ludności na zbyt duży hałas muzyki AC/DC. Początek jest bardzo dziwny. W jego swobodnej formie Angus coś mamrocze pod nosem na tle rozwijającej się muzyki. Najpierw producent chciał to wykasować i powtórzyć nagranie jednak potem to zostawiono.

Album został sprzedany w 42 milionach egzemplarzy. To drugi album najlepiej sprzedający się w historii muzyki po albumie „Thriller”

Michaela Jacksona. Niech ten fakt będzie puentą tej recenzji.

***

C: „Back In Black” – Jerzy Wolski

Bicie dzwonów… czego nauczyła nas historia rocka? Tymi dźwiękami rozpoczynają się Wielkie Płyty (1970 – Black Sabbath). „I`m gonna take you to hell…” śpiewa nowy wokalista AC/DC – porwani jesteśmy na 42 minuty do krainy Rogatego po której prowadzi nas szalony Angus wraz z załogą.

Czy nowy wokalista Brian Johnson udźwignął legendę Bona Scotta? Odpowie sobie każdy sam. Mnie kupił. Miliony ludzi na świecie też. Nie ważne – ważne jest to że dostajemy kawał solidnego rock n`rolla, przed którym padam na kolana.

Ta płyta ma wszystko czego można wymagać od wspaniałej płyty rockowej – jest przebojowa, ma jaja i ogień, jest zwarta, ma świetne numery, świetne bicie perkusji, świetne riffy od których naukę gry zaczyna każdy początkujący gitarzysta i coś jeszcze: ma niepowtarzalną atmosferę, która wyróżnia tylko wielkie płyty. To jest ten moment i ten czas – ta płyta musiała powstać właśnie w tamtym roku i przy takich okolicznościach. I „Back In Black” to właśnie uchwycenie tej atmosfery.

Najtrudniej jest wymyślić prostą rzecz – to system działania AC/DC i trudno nie przyznac im racji – choć grają prosto to w taki sposób, ze nikt jeszcze nie zrobił tego lepiej niż oni. No bo czy numer tytułowy czy Hells Bells to trudne kompozycje? Nie, ale wpasc na takie dźwięki to już mistrzostwo świata.

49 milionów sprzedanych egzemplarzy – sam wynik powinien wystarczyć za recenzję

Tak, AC/DC porwali mnie mnie do Piekła i tylko powtarzam za Johsonem „they`re takin` you down” i nie chce wracać na powierzchnie:)

Dla fanów AC/DC i CGM.pl mamy też miłą niespodziankę. Komentując informację o konkursie na naszym profilu w serwisie Facebook (http://www.facebook.com/home.php?#!/pages/cgm/177402151707) można również zdobyć bilety na koncert AC/DC. Wystarczy w najciekawszy sposób skomentować jedną z powyższych recenzji. Na komentarze czekamy przez cały wtorek.

 

cgm on
Facebook

Tagi


Polecane

Share This