Frosti Rege: „Drugą płytę robiłem bardziej świadomie”


2019.11.04

opublikował:

Frosti Rege: „Drugą płytę robiłem bardziej świadomie”

fot. P. Tarasewicz

15 listopada do sklepów trafi „Midas”, nowy solowy krążek Frostiego Rege. Wydawnictwo będzie trzecim w katalogu polskiego oddziału Def Jamu. Były zawodnik Prosto opowiedział Marcinowi Flintowi o nowej płycie, o tym, dlaczego odciął „Young” z debiutu w tytule, a także o polskiej scenie, jej kondycji i zachowaniach raperów. Frosti nie boi się trudnych tematów, nie gryzie się w język i z pełnym przekonaniem wygłasza swoje niejednokrotnie niepopularne wśród słuchaczy poglądy.

Jeśli dotychczas wątpiliście w to, że artysta jest jedną z najbardziej nietuzinkowych postaci w rap grze, jego godzinna rozmowa z Marcinem Flintem zmieni Wasze zdanie o nim.

Marcin Flint: Siemanko! Witam wszystkich. Flintesenencja. Moim gościem jest…?

Frosti Rege: Frosti Rege!

Tak jest! Wolałem tego nie wymawiać ze względów wiadomych (śmiech). Sprytny unik taktyczny. Przedstawiając cię chyba trzeba zwrócić uwagę przede wszystkim na to, że jesteś gościem młodym ale takim, który sobie ciężko na tę pozycję zapracował. Nic samo nie przyszło, wszystko w pocie czoła.

Nie odczuwam, żebym jakąkolwiek pozycję miał wypracowaną. Cały czas mam wrażenie, że ciągle jakoś fizycznie jakby nie osiągnąłem za bardzo, ale w pocie czoła działam cały czas. Tak.

Na legalu – byłeś, w Młodych wilkach Popkillera – byłeś. Trochę się działo. To fałszywa skromność chyba.

Jakiś czas temu zrobiłam sobie taki rachunek zysków i strat. To jeszcze do zysków, to myślę że długa droga. W sensie daleko, ale może być krótka, prawda. Zależy. W dzisiejszych czasach to może być tak (pstryk) i już jest. Same zyski.

Tak uważasz, że jeszcze długa droga do zysków? To tyle zainwestowałeś w to?

Cały czas inwestuję. Ja też takie mam podejście życiowo-biznesowe, że zdaję sobie sprawę z tego, że jeżeli się nie włoży, to się nie wyjmie. Jak się nie ma świadomości tego, że trzeba cały czas wkładać, to się nie będzie wyjmowało. Chociaż też pewnie jest dużo kontrargumentów, przykładów takich różnych, że są ludzie, co nic nie włożyli i wyjęli w chuj. To moje podejście jest takie, że trzeba cały czas składać (śmiech).

Tak, nie zniechęcać się. Ten motyw poruszali u nas Małach z Rufuzem, że to jest frustrujące, że niektórym spada z nieba, a niektórzy muszą sobie urobić ręce.

Myślę, że już odbiłem od tego, że mnie frustruje. Cieszę się, jak ludziom wychodzi, od jakiegoś czasu. Wychodzę też z takiego założenia, że im każdy więcej zarabia, tym ja mam większą szansę, żeby jeszcze więcej zarabiać. Jak widzę, że ktoś zarobił 1 000 000, to myślę sobie, że zajebiście, też zarobię 1 000 000 albo ja zarobię dwa, bardziej. A nie tak: kurwa, zarobił 1 000 000 a ja mam 0,50 zł w kiermanie.

Myślisz, że ta koniunktura będzie się dalej rozwijać, że nie przyjdzie gdzieś kres tych milionów wyświetleń, które nam rapy robią w Polsce?

Nie wiem. Myślę, że to jest pytanie do…

Macieja?

No, albo do jakichś ludzi, którzy się zajmują statystyką i przewidywaniem przyszłości na podstawie jakichś konkretnych rzeczy. Nie wiem, jest coraz więcej ludzi, coraz większe możliwości. Ta muzyka nie jest skomplikowaną muzyką, ani nie jest założenia muzyką, która ma trafiać do jakiejś konkretnej grupy ludzi. W dzisiejszych czasach, to jest muzyka, która – kurczę – może trafić do każdego. Nie mówię już o swojej muzyce, tylko o rapie, czy tam trapie. Sformułowanie trap to już w ogóle, według mnie to nie jest muzyka. Więc myślę, że to się cały czas będzie rozwijało ogólnie. Wątpię, że ludzie nagle przestaną słuchać muzyki. Tego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Może będzie jakiś inny gatunek muzyki, który nagle przejmie rynek i ludzi. Tylko nie wiem jaki w sumie. Myślę, że to będzie cały czas postępowało. Wiadomo, że zbliża się kryzys gospodarczy na świecie, wszystkie znaki na niebie wskazują na to, że zaraz coś tam się rozpierdoli za granicą i pewnie wszędzie na świecie też. Mam nadzieję, że to nie będzie ten kryzys, który spowoduje jakieś grubsze działania militarno-inne na świecie, ale myślę, że muzyki będą ludzie słuchać nadal i że nadal będzie to dochodowy biznes.

Pytanie jak uważnie i jak ważna będzie w ich życiu? Bo, oczywiście ludzie słuchają muzyki…

To nie ma znaczenia. Muzyka jakby… Jest życie z perspektywy słuchacza muzyki, takiego klasycznego słuchacza muzyki, który jej nie tworzy. Mam wrażenie, że to jest tak, że jest życie, a ta muzyka jest jakby nieodłącznym fragmentem tego życia. Taki zwykły Kowalski się nie za bardzo skupia na tym, czego słucha, po prostu słucha tego, co mu się podoba. Ma wyjebane, czy to jest jakaś ksywa A czy ksywa B, tylko po prostu słucha muzyki. Ludzie żyją z muzyką, cały czas słuchają muzyki. Ludzie nie lubią ciszy. W radiu mają muzykę, w samochodzie mają muzykę, w domu mają muzykę, wszędzie mają muzykę.

Jest też rzecz, której doświadczam często jako pasażer, że kierowca owszem włącza muzykę, ale ona leci zawsze gdzieś w tle, przewijają się niskie tony. Coś tam sobie bzyczy. I to jest ważne nie tyle, żeby słuchać muzyki, tylko żeby nie było ciszy. Ja rozumiem, że można tak sobie słuchać.

Ludzie się boją ciszy. Zauważyłeś, że jak jest, kurczę, w towarzystwie nagle chwila ciszy, to ludzie często np. wyskoczą z czymś, coś z dupy powiedzą nagle, głupiego? Bo ludzie myślą, że jak jest cisza, to jest chujowo. A to tak nie zawsze jest, że jak jest cisza, to jest chujowo. Cisza też jest produktywna bardzo. Ludzie w dzisiejszych czasach żyją w wielkim hałasie i mam wrażenie, że ogólnie boją się ciszy. Jak jest cisza i zaczynają być sami, to zaczynają wtedy jakby za dużo myśleć i uciekają od tej ciszy.

Myślę, że też po tym można poznać prawdziwego ziomeczka, dobrą partnerkę, że można w ich towarzystwie milczeć. Nie trzeba kłapać japą.

Noooo. Tak jest.

Nie wydajesz mi się osobą, która specjalnie dużo by milczała?

Ja to raczej… Mi to się ryj nie zamyka. Gadam, gadam, gadam.

Miałeś takie poczucie, że parę razy mogłeś się ugryźć w język?

No oczywiście, że tak. Ja też wychodzę z takiego założenia, że raczej niczego nie żałuję. Wszystkie małe elemenciki w życiu nas jakoś prowadzą i czasami wiadomo… Zrobi się coś głupiego, ale trzeba z tego jakoś wybrnąć. I jakoś dalej iść, nie myśleć o tym po prostu za dużo. Jak będziesz za dużo myślał o tym, że coś zrobiłeś chujowo, to po prostu zapadniesz się, zapętlisz się w tych myślach swoich i to nie ma nic wnoszącego w życie. „Psy szczekają, karawana jedzie dalej” i trzeba po prostu uczyć się na swoich, kogoś błędach, wyciągać wnioski jakieś w życiu.

Od pizdy do króla.

(śmiech)

Oczywiście to są twoje słowa, nie że moja ocena.

Też, kurwa, ja nie uważam żebym był pizdą kiedykolwiek. To, że jakoś byłem odbierany przez ludzi, w jakiś taki kurwa sposób, to te wersy „od pizdy do króla”, to chodzi o postrzeganie ludzi i o to jakimi ludzie potrafią być kurwiskami niesamowitymi. Coś co ich w ogóle nie dotyczy, potrafi zmienić ich światopogląd na temat osoby, która w gruncie rzeczy też ich nie dotyczy. Potrafią zmienić z lewa do prawa. Nagle ktoś mówi o tobie: O ty jesteś, kurwa, pizda, menda, lamus, a potem nagle: mordeczko. Wiesz, o co chodzi?

Brzmi jak piąty element hip-hopu w Polsce.

Hipokryzja?

Tak, oczywiście.

Ale to w życiu, wszędzie, ludzie… Polski hip-hop to jest… Nie chce mi się cytować Oyche Doniza z ostatniego filmiku, ale pięknie to ujął, że nie ma chyba takiego miejsca na świecie, takiego środowiska gdzie jest takie stężenie korporacyjnych ludzi, donosicieli i ogólnie chujów szeroko rozumianych, niż polski hip-hop. Trochę tak jest, no ale życie. Ludzie tacy są ogólnie straszni.

Tak, też mi się wydaje, że polski hip-hop jest taki, bo taka jest Polska. To jest gdzieś odbicie czegoś, co jest masowe.

Ale wszędzie ludzie to są kurwy. Nie ma co się oszukiwać. To nie jest tak, że Polska jest jakaś super zacofana. I tak mam wrażenie, że komunikacja między ludźmi jest na wyższym poziomie niż gdzie indziej. Polacy rozmawiają ze sobą. Rozmawiają i mówią.

Pytanie czy rozmawiają ze sobą, czy wrzeszczą na siebie, albo wygłaszają monologi i są tak zaparci w swoich racjach, że nic nie pomoże, żeby ich przekabacić?

Ale to jest piękne z drugiej strony. Ja np. bardzo szanuję ortodoksów różnych, z różnych dziedzin życia. Jeżeli ktoś jest ortodoksem i nie zmienia tego, nie zapierdala od prawa do lewa, i nie zmienia cały czas, tylko że ma tak mocno ugruntowane to swoje myślenie, że w to wierzy. Hipokryzji po prostu nie lubię bardzo.

Z drugiej strony tylko krowa nie zmienia poglądów, zresztą zawsze znajdzie się jakieś idiotyczne powiedzonko. Rozmowa za pomocą przysłów, czy cytatów zawsze jest prowadzi w tym wszystkim donikąd.

(rozmawia przez telefon) Sie masz byku, właśnie wywiad nam (śmiech) Oddzwonię do ciebie. Poczekaj tylko napiszę, bo to ważny telefon (Frosti Rege pisze smsa)

Spoko, spoko.

Dobra jestem, Przepraszam bardzo. Jestem ufny, ale staram się… Też mam wrażenie, że umiem całkiem czytać ludzi. Aczkolwiek każdy wyjątek potwierdza regułę. Zdarzyło się, że nie wyczytałem. Albo miałem czyjś obraz w głowie sam narysowany i nawet jak dostawałam wiele głosów, że: mordo może jednak, kurwa, nie do końca jest tak jak myślisz, to ja: nieee, to jest dobra morda. Potem się okazało, że chuj do szczania i miałem sytuację, no ale chuj. Młody jestem więc popełniam błędy, żeby ich więcej nie popełnić. Lepiej wcześniej, niż później.

Tak, no ważne żeby się na nich uczyć, zresztą u ciebie to zawsze szło dwoma torami. Z jednej strony na swoim oficjalnym debiucie mnóstwo gości, których wielu innych byłoby ci w stanie pozazdrościć. Takich z nagłówków rapowych portali. A z drugiej strony w konfliktach też już masz swój staż. Czyli?

Ja, jak mi się coś nie podoba to ja to powiem. Gorzej jak mi się coś podoba to też powiem. Nie mówię tylko tego co mi się nie podoba. Nienawidzę takich ludzi. Ale też nienawidzę ludzi, którzy mówią tylko coś co im się podoba. Jasne, ja staram się – jak coś mi się podoba – powiedzieć że mi się podoba, a jak mi się nie podoba – jak uważam, że ktoś kurwa jest chujowy z tego owego, czy jakiegoś innego powodu, jestem raperem, więc robię to w kawałkach i przez telefon, jak z kimś rozmawiam, żeby no… (śmiech).

OK.

Jeśli chodzi o konflikty to tak. Robię muzę, żyję muzyką, od zawsze. Może nie od zawsze. Moment, kiedy zacząłem żyć muzyką, to nie przestałem nią żyć. Dla mnie to jest numer jeden. I każdy mój bliski wie po prostu, że ja zawsze… Najważniejsza dla mnie jest muzyka. Ja żyję tym. Myślę o tym, tak naprawdę.

Było trochę kalkulacji w tym, że w swoich, nawet nie pamiętam ilu, w tym mnóstwie wersów, które wyplułeś z siebie w Newonce zahaczyłeś Teabe, żeby było przy okazji premiery płyty trochę szumu?

Wiesz, ja na gościa rzygam i pluję od czterech lat, kurwa. Byliśmy na jego koncercie, skończył po trzech kawałkach, kurwa, koncert. Uciekał bocznym wejściem, kurwa, gdzie jego koledzy stali i czekali, żeby on wyszedł ze mną. Uciekł. Mijaliśmy się mnie gdzieś, też zawsze jakiś pocisk dostawał. Byłem w Krakowie u swoich kolegów -pozdrawiam serdecznie – to akurat się okazało, że on grał koncert, byliśmy w klubie „Prozak” to też został opluty. I miał wyjść, nie wyszedł, zniknął nagle z tego klubu. Wiedziałem, że to trochę pyknie bardziej i sobie pisałem to. Ja to dłuższy czas pisałem, jakiś czas minął jak ja to, te wersy, ogólnie pisałem. No bo to wiesz, kurwa, żeby to napisać tak, to nawinąć na raz, to inaczej piszę kawałki, które nagrywam na raz – tak jak freestyle- a inaczej się pisze normalne kawałki. Ja nie ukrywam, ja mam kawałki na płycie, które są po dwa wersy nagrywane, kurwa. Czy wiesz, słowo dogrywałem jakieś jak mi się nie podobało. To jest praca studyjna i w ogóle się tego nie wstydzę. Tak sobie robię. Ma mi się podobać i ma być dobrze. Lubię też przekombinować, dużo rzeczy powpierdalać, więc nie dałbym rady porobić tego na raz. A tam widziałem ten element budujący – bicie, gdzie to napięcie rosło, to sobie tak pomyślałem: ale to będzie tam pięknie pasowało (śmiech).

Pasuje, pasuje.

Spodziewałem się, że on jakoś w ogóle ustosunkuję się do tego, wiedziałem że to będzie sytuacja, w której – kurwa- nie będzie mógł udawać, że ma sikane na czoło a to jest deszcz. Tylko że to na pewno pójdzie szerzej i że będzie musiał się do tego ustosunkować. Ja czekałem na to, żeby go zniszczyć, kurde, cztery lata. Swoimi dissami odpowiedział że jest pizdą, no skillem i że się nie nadaje do rapowania w ogóle. To chciałem osiągnąć tym, żeby wyjaśnić go, nakreślić co to jest za postać i idealnie to wleciało. Poza tym bragga, lecone dobre wersy, zajebiście. Też jestem raper, że strzały w powietrze jakieś rzucam, tylko że ja jak mi się konkretnie jakiś raper, to ja wymienię jego ksywę. Wiesz. Więc może trochę rzeczywiście wykalkulowane było, ale pod kątem takim, że wiedziałem że coś się może zacząć dziać po prostu.

No dzielicie trochę Warszawę panowie.

Jaką Warszawę?! Gdzie on kurwa Warszawę, kurwa? Pokaż mi tę jego Warszawę?

OK, może nie wchodzimy w te detale. Mam oczywiście w głowie wyłonionego zwycięzcę ale zachowajmy pozory obiektywności. Ale jestem ciekaw, czy to jest tak że jeśli ktoś podaje Teabe rękę, czy robi numer to od razu nie może być twoim ziomkiem i masz do niego pretensje?

Mój system wartości jest tak zbudowany – i życiowy i rapowy – że jak ktoś jemu podaje rękę, no to dla mnie nie ma kręgosłupa moralnego. Już nie mówię o tam jakiś jego ziomkach, gdzie on ma kolegów, bo kurwa pewnie ma kolegów jakichś tam, ale to już bardziej mówię o rapowej opcji. Nie uwierzę żadnemu raperowi, że jest kurwa dobrym chłopakiem z osiedla, jak z nią nagrywa (śmiech).

System wartości to dwa duże słowa. Co kształtowało twój system wartości, żeby tak odbić poważniejszą stronę?

Kolega kiedyś to powiedział – Mes to potem nawinął w kawałku – nie bądź kurwą.

Prosto i dosadnie.

To jest takie coś dla mnie. mama, jak byłem mały, to jak oszukiwałem, to mówiła że najgorsze w tym wszystkim jest kłamanie. Mówienie nieprawdy. Jak byłem mały i kłamałem rodzicom to nie wiedziałem o co chodzi, a teraz jestem starszy i wiem że kłamstwo to jest najgorsza rzecz. Wpajasz jakąś informację i nie zdajesz sobie sprawy, że przyswoiłeś błędną informację, która może jakoś tam źle wpłynąć dalej. Zaburza ci pewien ciąg. Nie być kurwą i być dla tych co są dla mnie dobrzy – być dobrym. Nie skreślać ludzi, umieć też wybaczać. Zwykłe życie, po prostu.

Prawda ponad wszystko? Czy masz jednak świadomość, że jest coś takiego jak białe kłamstwo? Czy, że można kłamać w dobrej intencji?

Wiesz, czasami trzeba kogoś okłamać, nie? Bliskich na pewno nie okłamuję. Nie okłamuję osób, które jakby mnie okłamały, to by mi to coś zrobiło po prostu. Są ludzie, z którymi gram zawsze otwarte karty. I oni też wiem, że grają ze mną zawsze w otwarte karty. Myślę, że to się nazywa przyjaźń-po prostu. I miłość no homo.

Jak teraz słucham cię i też na płytach, to tak się zastanawiam, że jakbym chciał komuś pokazać młodego Warszawiaka, to byłbyś kurczę takim przykładem niemalże encyklopedycznym. Pod tym względem, że jesteś cały taki jakby mama do poduszki czytała ci Grzesiuka, jakbyś pół życia przehandlował pyzami na Różyckiego.

Grzesiuka przeczytałem pierwsze „Boso, ale w ostrogach”, myślę, że jak miałam z 15 lat. Dała mi mama. Ja ogólnie dużo czytałem jak byłem mały, teraz trochę mniej czytam. Byłem na wakacjach dwa tygodnie, to cztery książki przeczytałem. A wcześniej nic przez jakiś dłuższy czas. Lubię. Ja po prostu muszę mieć jakieś warunki dobre do tego, żeby czytać. Z tym Grzesiukiem – zgadzam się. Też mieszkałem w częściach różnych Warszawy: na Grochowie, na Śródmieściu – moja rodzina jest ze Śródmieścia. Na Mokotowie też. wszędzie się tutaj czuję jak u siebie w domu i miło to słyszeć, że taki jestem. Myślę, że jeszcze kilku by się znalazło np. Berson byłby też taką osobą.
Coś w tym jest. Z tymi pyzami może nie trafiłeś (śmiech).

To tylko obrazek, ale taki wiesz pewny siebie cwaniak.

Z tą pewnością siebie to też tak jest wiesz… Siebie samego? Wiesz, jestem pewien. Są sytuacje, w których jest zwątpienie, czy wiesz zastanawianie się – co jak będzie itd. Jestem stąd… no wiesz trochę zmienia się mój pogląd na Warszawę im jestem starszy to trochę bardziej rozumiem ludzi, którzy wychowali się tutaj i kurwa w wieku 40 lat spierdalają stąd i w ogóle nie chcą mieć nic wspólnego z tym miastem – bo to jest ciężkie miasto. Bardzo ciężkie miasto i klimat. I to, że tutaj jest bardzo dużo przyjezdnych ludzi, którzy kurczę wprowadzają jakieś dziwne rzeczy, dziwne opcje, dziwne zachowania, dziwne podejście. Jak jestem na imprezie to jest 90% szans, że o 02:30 będę gadał przez godzinę z chłopem , który się okazuje że jest z Warszawy od zawsze i z nim rozmawiamy i to wychodzi w trakcie rozmowy i obaj zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy stąd i że mamy multum różnych tematów. Lubię rozmawiać z ludźmi z Warszawy, którzy są ode mnie starsi ale z takimi ludźmi, którzy mniej więcej podobny tryb życia do mnie prowadzą albo prowadzili. Bo oni opowiadają mi o tych samych miejscówach, w których ja śmigam, czy śmiałem, tylko 20 lat wcześniej. Zajebiście to lubię po prostu. Jest to takie rozwijające jestem też w stanie pewne schematy też powyłapywać z tego.

Tak, tak ja też mam, że dla mnie taka Hala Koszyki, to w ogóle nie jest Warszawa, ale np. miejsce gdzie kurde robotnik obok profesora może wypić wódeczkę przy ladzie…

Bar kawowy Piotruś?

Bar kawowy jest dość skrajnym przypadkiem, ale ogólnie rzecz biorąc ten klimat miasta, które się nie nadyma, nie jest pretensjonalne, miasta, które… gdzie nawet jak ktoś przyjedzie i da temu miastu trochę miłości, to zaraz może się poczuć jak u siebie. Mam wrażenie, że Kraków czy Poznań – zamknięte miasta – trochę zadzierają nosa, a Warszawa jest sprawiedliwa.

A to zupełnie mam inne wrażenie. Mam wrażenie… We Wrocławiu to byłem przez chwilę tylko – kilka godzin załóżmy – nie mogłem w żaden sposób się napatrzeć na to miasto. W Poznaniu też nie byłem. Ale jak rozmawiam sobie z ludźmi z innych miast – Krakowie dużo razy byłem, czy w Gdańsku – to jednak mam wrażenie że te miasta są takie że tam łatwiej jest się zaaklimatyzować i być… Mało poznałem ludzi w Krakowie, którzy są z Krakowa. Mało poznałem ludzi z Wrocławia, którzy są z Wrocławia. Mało poznałem ludzi z Gdańska, którzy są od zawsze stamtąd. Jednak mam wrażenie, że w tych miastach jest dużo więcej przyjezdnych, ale, że on się jakoś tak od razu aklimatyzują w tych miastach niż tutaj. Tu jest pewnie duża opcja taka, że jak ktoś, że tu nie pozwoli sobie nikt na to że jak przyjedzie ktoś i mieszka 3 lata to powie że jest z Warszawy. Gdzie ludzie z Krakowa, którzy nie są z Krakowa, czy z Wrocławia czy skądś tam to oni mówią. I dopiero potem po dwóch godzinach się okazuje że są stad od 10 lat czy 5. Tutaj raczej nikt tak nie powie.

Z drugiej strony znam ludzi, którzy są tutaj parę lat, a już cisną ze słoików, narzekają na tych napływowych.

Ze słoikami to też jest taka opcja, że – ja to teraz nie powinienem się wypowiadać, bo nie mam meldunku – ale ogólnie ja najbardziej tego nie lubię, że nie wiem, ile Warszawie teraz jest oficjalnie mieszkańców? Milion trzysta? Milion osiemset? Coś takiego.

Bliżej milion osiemset.

Gdzie pewnie ze trzy w tej całej aglomeracji warszawskiej. Jak nie więcej. Zresztą na płycie o tym zarapowałem, bo to jest autentyczna historia. Kolega na Śródmieściu mieszka, przy Żelaznej Bramie, no i normalnie ma taką sytuację, że tam są kawalerki – że masz długie korytarze i zajebane, kurwa, kawalerkami. To normalnie jedną kawalerkę wynajmuje ośmiu hindusów i czterech pracuję 6-18 drugi czterech 18-6 i śpią tam – najpierw ci jedni a potem wychodzą do roboty to tamci już czekają pod drzwiami i się wymieniają. To dewastuje miasto. Ci ludzie nie płacą podatków żadnych, nic tutaj nie zostawiają, tak naprawdę, oprócz smrodu, patologii i jakiś samych złych – w moim mniemaniu – rzeczy. Są tanią siłą roboczą – czyli psują kurwa rynek dla normalnych ludzi, którzy chcą kurwa normalnie pracować, a przez to że przyjdzie taki jeden z drugim wezmą, kurwa 12 zł za godzinę to potem jak przyjdziesz i powiesz, że chcesz 25 – bo inaczej się kurwa nie da wyżyć tutaj- to się okazuje że nie ma. Gdyby ci ludzie rzeczywiście płacili tutaj, inwestowali w to miejsce w którym są, to byłoby dużo lepiej.

OK, tylko z drugiej strony Polacy w Berlinie, Polacy gdzieś na budowach w Holandii…

Oczywiście, ale chyba musisz mieć papier, że jesteś tam. Żeby pracować musisz mieć… W Holandii musisz wyrobić sobie taki numer, w Hiszpanii też, w Niemczech. Wydaje mi się, że wszędzie. Wyrabiasz sobie taki papier, że idziesz najpierw… Pracowałam przez chwilę w Holandii, to pierwszy dzień pracy wyglądał tak, że nas zwieźli do takiego urzędu i tam wyrabiają ci numer i wiadomo że jesteś tam. Masz chwilowe miejsce zamieszkania, hotel pracowniczy, czy coś takiego. Tutaj tego nie ma. Wątpię, żeby kurcze większość Wasilijów jeżdżących na Uberze żeby cokolwiek tutaj zostawiało.

Myślisz, że ktoś wziąłby tę robotę za kółkiem autobusu, za ladą sklepową, gdyby nie Ukraińcy?

Popatrz sobie np. na Francję. Bardziej dlaczego tam jest zajebiście rozwinięta gospodarczo? Francuzi jeżdżą Citroenami, Peugeotami nie wiem co tam jeszcze jest. Więc jeżdżę swoim. Produkty które mają większości made in Francja. Muzyka, która leci w radiu to są amerykańskie, czy hiszpańskie hity przetłumaczone na francuski. Tam zostaje wszystko. To jest kraj, który się sam napędza. Oni są bardzo dużą gospodarką, bo tam wszystko zostaje w domu. Oni kurwa wydają, zarabiają tam. A u nas masz wszytko razem z pracownikami z zagranicy i wszytko leci tam, gdzieś, na rożne krańce świata, w rożne miejsca. Dlatego my jesteśmy trochę do tyłu. Polacy wolą wszystko made in USA. Najlepiej Ameryką łoł! Czy Bangladesz! Wiesz nie chcą kurwa zrobionego czegoś w Polsce bo to będzie 10 złotych drożej. Bo sobie nie zdaje sprawy z tego, że z tych 10, to 5 czy tam ileś będzie z powrotem tutaj i nakręcę to wszystko dalej.

No nie wmówisz mi że chciałbyś jeździć Polonezem i chodzić w Sofixach tylko.

Kurwa, chodzi o to żeby w Polsce zrobić zajebisty samochód i zajebiste buty w Polsce. i gdyby przekształcić gospodarkę, żeby ona…. To przecież mamy zajebistych projektantów, mamy zajebiste mózgi ze wszystkich dziedzin naukowych, którzy kurwa wypierdalają zagranicę i robią różne super rzeczy. Bo tutaj nie ma warunków. A gdyby transformację przeprowadzić tak i zrobić takie trochę perpetuum mobile, które będzie pracować nawet wtedy kiedy umrę (śmiech) to myślę, że to byłoby na pewno tutaj lepiej. Jakby ludzie się tez nie sprzedawali za darmo. Jak tacy pracownicy.

A nie miałeś poczucia, że jak pracowałeś za granicą, że byłeś właśnie odbierany jako ta patologia, która zabiera prawdziwym prace?

Jak jestem na wakacjach, to jestem odbierany tam jak jakaś patologia, więc po mnie specjalnie nie rusza (śmiech)

OK. To też poniekąd na to pracujesz.

Odbierane przez Holendrów… Polak zarabia 10 €, Holender na najniższym stanowisku zarabia 20 € i oni mają te socjale wszystko takie dobre. U nas dymają Polaka i Hindusa, a tam dymają Polaka po to, żeby Holender miał dobrze. Wiesz, o co chodzi? To jest taka sprawa. Tam mają tak to ułożone, że Polak dostanie mniej po to, żeby Holender czy Surinamczyk, czyli nowy Holender dostał więcej. U nas dymają wszystkich, żeby sobie przytulić. Tam na górze gdzieś. Chociaż to są takie „mózgi”, że przytulają 10 razy mniej, niż by mogli.

I rozumiem że jesteś tym typem który jak idzie na zakupy to patrzy, czy pomidory są na pewno z Polski a nie z Hiszpanii a truskawki nie przyjechały z Grecji?

Nie, no nie, myślę że nie patrzę. Ja staram się. Wiem mniej więcej jakie są… Poza tym to wszystko jest… są korporacje wielkie, które i tak trzymają na tym kurwa łapę gdzieś. Ja to jak idę po owoce i warzywa to idę do mniejszego sklepiku. Nieobrandowanego. I tam sobie kupuje ale to na pewno i tak skądś idzie. Gdzie kurwa w Polsce zrobisz truskawki w październiku?! (Śmiech)

Też masz świadomość, że idąc do takiego małego sklepiku, no jednak musisz mieć więcej tego hajsu, żeby więcej go tam zostawić za lepszej jakości produkty, a ludzie chcą razem po prostu najeść się jak najtaniej.

Nie można mieć o to do nich pretensji.

No oczywiście, że nie. Jestem daleki od tego.

Takie jest życie. Szczególnie jak ktoś ma taką opcję pt. żona dwójka dzieci itd. no to rozumiem że ma wypierdolone czy masło ma skądś, czy spod Radomia.

Do Warszawy masz słabość, ale pamiętam – o ile dobrze pamiętam z płyty wers o tym, że Warszawa jest psychiatrykiem.

Trochę tak, tylko że takim psychiatrykiem, do którego trafia zdrowy, a wychodzisz chory.

No to mało wiary widać w polską psychiatrię. Zresztą OK, nie daje specjalnych powodów, żeby mieć jej więcej. Dlaczego ta Warszawa psuje?

Myślę, że to jest taki syndrom – ludzie wyobrażają sobie źle to co chcą osiągnąć i to co chcą zdobyć. I potem idą w jakieś dziwne strony. Ludzie przyjeżdżają tutaj i nagle okazuje się, że po trzech miesiącach – jak już mają najlepszą ekipkę itd.- ja w to nie wierzę po prostu. wyniszczają się sami. Wystawiają swój mózg na jakąś taką próbę, że już wszytko będzie super, po czym nagle…No znam masę osób, które przyjechały tu pełni nadziei i zajarani, nowe możliwości. Ja nie uważam, że tutaj jest jakoś super, zajebiście dużo możliwości.

Chyba i tak więcej niż gdzie indziej w skali kraju.

Pewnie tak. Ale nie uważam że tutaj to jest jakoś. Wszędzie, kurwa, możesz od zera trafić do milionera. Prawda? Wiadomo że wszędzie – tu może jest większy co do innych miast w Polsce – szansa na to ale myślę że ludzie się spodziewają chuj wie czego po tej Warszawie. Szczególnie jesteś gdzieś w innym mieście i: skąd jesteś? Z Warszawy. Oooo Warszawa! No kurwa – o Warszawa! Takie same mamy piętnastopiętrowe bloki jak wy, też szczochami śmierdzi – tylko mniej turystów w porównaniu do innych dużych miast, ale więcej ludzi którzy żyją tutaj.

Wspominasz na płycie, że twoi starzy są po dwóch kierunkach.

Tak.

Wpoili ci… jak widać nie do końca, czy próbowali ci wpoić to, że to edukacja jest kluczem do tego żeby gdzieś dojść? Że trzeba o to zadbać? Czy raczej widziałeś ich frustrację tym że…

Nie, nie widziałem nigdy, żadnej frustracji. Chyba że związaną z wychowywaniem mnie (śmiech). Tak, jestem z takiej rodziny gdzie przykładano wagę – w sensie, że każdy szedł taką drogą, że szkoła, studia, praca. A ja tak sobie spojrzałem na to trochę z dystansu i nie zobaczyłem tej swojej drogi. Nie zauważyłem, żeby im wszystkim to się tak udało. Stwierdziłem, że wolę obrać sobie swoją własną drogę. Próbowałem po namowach. Tylko, że wiesz ja próbowałem na muzykologię. Studiowałem dwa tygodnie na UW muzykologię i ogarnąłem, że ci ludzie co tam studiują – nie umniejszając nikomu- że po tym kierunku to tak naprawdę możesz uczyć, kurwa, muzyki w gimnazjum. Po dwóch tygodniach studiów miałem wrażenie, że to nie ma nic wspólnego z muzyką, jeśli chodzi o moje spojrzenie na muzykę, czyli tworzenie. Fajne było to, że np. słuchało się chorałów gregoriańskich. Po zajęciach słuchania chorałów gregoriańskich nagrałem to intro, które jest teraz w refrenie „Midasa” (śpiewa), no to, to mnie jakoś zainspirowało. Od tego czasu zacząłem w ogóle sam słuchać różnych rzeczy. I z różnych rzeczy czerpać jakieś dziwne inspiracje. Myśleć sobie co w tym mogłoby być fajnego. Znam ludzi, którzy skończyli te studia, napisali pracę i jedyną pracą jaką te studia im umożliwiły… Wiesz, mogą robić różne rzeczy ale jakby spojrzeć na to, co konkretnie te studia im umożliwiły, czyli do jakiej mogą iść pracy, do której by nie mogli iść, gdyby nie te studia to nie są to kurwa jakieś oszałamiające możliwości. Chciałem pójść pójść tak na studia dla zajawki ale nie po to, przez 12 lat edukacji wcześniej marzyłem o tym, żeby skończyć edukację, żeby potem wpierdalać się w następne trzy, czy pięć lat tego. Nie interesuje mnie co ma mi do powiedzenia siedemdziesięcioletni czy pięćdziesięcioletni pan profesor, który kurwa jedyne co umie zrobić to mówić o muzyce, a wiesz… Jak on mnie może nauczyć muzyki, jak on mnie w żaden sposób nie Inspiruje, czy nie czuję tego że może mi coś przekazać, takiego co ja sobie wyciągnę i to jakoś zmieni moje spojrzenie na muzykę.

Może polski system edukacji skorzystałby trochę, gdyby nauczyciele muzyki byli bardziej jak Frosti?

W liceum podstaw przedsiębiorczości uczyła mnie babka, która zarabia czwórkę miesięcznie. Nie umniejszam ludziom, którzy zarabiają czwórkę miesięcznie, ale ona uczy podstaw przedsiębiorczości i kurwa gdzie tu jest przedsiębiorczość w niej, jak ona ma 55 lat, ma samochód chujowy jakiś w leasing kurwa, i nic nie ma. Podstaw przedsiębiorczości powinien uczyć ktoś kto ma 35 lat, zarobił z 10 baniek i on mówi: słuchajcie, o to chodzi że to się robi tak… Wskazać coś. Zainspirować mnie. Co że ona mi powie jak się pisze CV? Jak przedstawiłem na podstawach przedsiębiorczości to że ja będę miał swoje studio kiedyś. Mieliśmy zadanie żeby biznes swój zaplanować a ja chciałem mieć studio. Stwierdziłem, że będę miał je w mieszkaniu, że potrzebny będzie mi pokój do tego ale ze jak będę miał to nagram płytę i ta płyta będzie wydana. Dostałem dwóję za to, bo nie mogła wstawić jedynki. Po czym kurwa 4 lata później nagrałem płytę w domu, która była w sklepach i nawet dwie takie płyty nagrałem. Uważam się bardzo skrzywdzony przez system edukacji miałem zawsze dużo problemów. Najwięcej stresów. Byłem ciężkim dzieckiem plus do tego uważam że system edukacji jakikolwiek jest niedostosowany do ludzi takich jak ja. Trzeba siedzieć cicho, kurwa nie odzywać się. Nikogo tam nie obchodzi twoje zdanie.

Rozumiem twój argument. Ja też miałem poczucie, że mógłbym sobie teraz skończyć np. dziennikarstwo, ale będą mnie uczyć kolesie, którzy mają połowę moich publikacji. Tylko, że nie po to robię te 10 000 000, żeby uczyć takich ancymonów jak ty.

No tak, chociaż myślę że jakbym był jakimś takim mocnym zarobasem, to fajnie przedłużyć taką swoją myśl. Myślę, że szkoły nie miałyby problemu ze znalezieniem, żeby robić warsztaty, żeby przyszedł raz ktoś. I powiedział ci coś, co może ci otworzyć głowę. Ludzie w szkołach mają zamkniętą głowę. Oni wpajają nam to, że ty musisz skończyć szkołę. Nam, kurwa, w gimnazjum mówili że do zawodówek idą idioci. I każdy napierdalał do tego liceum. Jak bym mógł się cofnąć…. to jedna rzecz, że nie poszedłem do zawodówy – nie wiem mechanicznej, jakiekolwiek. Ja bym to tyle samo miał coś liceum tylko po tym miałbym jakąś umiejętność. Mogę sobie śpiewać piosenki, mogę tańczyć z gwiazdami na lodzie, ale jak mi się coś kurwa ten, to ja umiem coś zrobić. Jestem specjalistą w danej dziedzinie. Liceum jest takim etapem przejściowym, po którym nic więcej niż… Ja w liceum się nie uczyłem -mimo że chodziłam do Cervantesa bardzo dobre liceum – przecisnąłem na wiadomościach z gimnazjum. No całe, naprawdę. Nie uczyłem się w ogóle w tej szkole. Wyrzucali mnie z niej za jakieś różne rzeczy, co chwilę miałem… Byłem już nawet skreślony z listy uczniów, to uczniowie zrobili petycję i mnie nie wyrzucili. Pozdrawiam was serdecznie. Strasznie. Szkoła w ogóle moja największa Zmora. I o tym sobie pomyślałem, że ostatnie co bym chciał robić w życiu to chodzić do szkoły i w tym momencie wyszedłem z uczelni i więcej tam moja noga nie powstanie.

I więcej przyjemności miałeś z grania na ulicy muzyki?

Ja grałem na ulicy na gitarze, jak miałem 14 lat, wiesz? To było w gimnazjum, druga klasa. To zaczęło się w ogóle od jakichś rekolekcji. Ja miałem za dużo wolnego czasu, a już wtedy chciałem mieć swój mikrofon i w sumie nie wiedziałam jak ja mogę zarobić na ten mikrofon a widziałam, że ktoś tam grał na gitarze w centrum. Stwierdziłem: o dobra, też sobie zagram. I pamiętam, że były takie dni, że dwie, trzy stówy dało radę zarobić. To jak na czternastolatka… Tylko że, kurwa wszystko w dwójkach i w piątkach (śmiech).

Łatwo wydawać. Ale to wiesz, to jest bardzo fajna karta w CV rapera. Podobną ma Waldek Kasta i podobną ma O.S.T.R., więc… Nie ma się absolutnie czego wstydzić, to by się wielu osobom przydało.

Ja już się kurwa przestałam się zastanawiać nad tym, co fajne by było w CV rapera, wiesz, o co chodzi? Kiedyś myślałam, że spoko, że coś takiego robiłem, a w tym momencie ludzi nie interesuje to. Oni chcą usłyszeć piosenkę, którą będą powtarzali 40 razy w głowie. Jestem takim fanem, że jak się kimś zajaram, to jestem pierwszym stalkerem, ja wiesz, wszystko chcę. Jak jestem zajarany, jak się okaże że ta osoba ma jakieś fajne CV, to ja lubię się wgłębiać. Tylko chyba za każdym razem jak tak mam, to potem coś się takiego okazywało, że wstydzę się że byłam np. kogoś psychofanem. Bardzo łatwo też popadam w psychofanizm. Myślę, że to takie naturalne jest. Ludzie są fanami, słuchają, a potem nagle cię nienawidzę.

Kontakt z idolami leczy z psychofaństwa. Nie tylko na naszym podwórku.

Wszystko to są ludzie. Wszystko to są tacy sami ludzie! Brzuch ich boli, ząb, wkurwiła ich dupa, czy zupa była za słona. I to też z wiekiem myślę, że trafia też że nie ma co patrzeć się na ziomka, który też jest ziomkiem z osiedla, a tez się lubi najebać i zwyzywać wszystkich dookoła. To nie są bogowie. Nie ma bogów. Nie ma żadnego boga.

OK, to oczywiście możemy podyskutować. Też jestem tego zdania. Skok od „Young Midasa” do „Midasa” – wyeliminowanie tego „young” z tytułu, to ma być symbol dojrzewania artystycznego?

Tak, ten „Young Midas” to jest taki zbiór – teraz bym nazwał tą płytę „Zbiór piosenek podnieconego małolata”. Tam się nic kupy nie trzyma. A tą płytę już bardziej robiłem świadomie. Myślę że płyta którą dopiero teraz robię będzie już taką najbardziej świadomą. Ale tak, na pewno jest dużo dojrzalsza, na pewno dużo bardziej zastanawiałem się o czym chcę zarapować, o czym chcę napisać, powiedzieć. Myślę, że jest bardziej nastawiona na treść niż na (Frosti nuci melodię). Jest przeskokiem na pewno. Chciałem i dlatego tak też nazwałem tę płytę, żeby dopełnić. Zamknąć. A wymyśliłam już sobie nowy pseudonim tzn. nie pseudonim, ale jak jest Midas – Young Midas to teraz będzie kolejna postać w mojej karierze i nowa płyta będzie nazywała się kolejną postacią. I śmieszniej będzie.

Ale Rege w ksywce zostało, chociaż nie ma chyba żadnego powodu, żeby tak to wyglądało.

Wcześniej było Frostman przecież, a Frosti Rege się wzięło z tego, że kolega mój – też pozdrawiam- miał mnie tak zapisanego w telefonie Frosti Rege no i to zaczęło się robić takie śmieszne, że stwierdziłem ze sobie zrobię ,kurwa, tą ksywę. Nic totalnie. Ja mam teraz kolejny pomysł tylko to zależy czy schudnę czy nie, to zmienię sobie na Big Frosti. Stwierdziłem, że brakuje w Polsce Big rapera. Sami są mali i młodzi ja chcę być Big.

Prykson Fisk to jest bydlę.

Noooo. Big Prykson. Pozdrawiam. On też mógłby sobie dać Big. Wymyśliłem fajną ksywę dla rapera nowego – Lil King. Spoko, co? Małolat taki mógłby być, najlepiej od jakieś innego dużego rapera. Tak jak jest w Niemczech, kojarzysz Gringo?

Tak.

Ten bez zęba. Kot! Jeden z moich ulubieńców i on promuje teraz takiego chłopaka, ma 8 czy 9 lat Lil Shrimp – Mała Krewetka no i kozak. Nawija jak dorosły raper tam w Niemczech, tylko że według mnie powinien nazywać się Lil King. Zacząć od takiego małego rapera, który jest cały czas w koronie. Zrobić z niego. W dzisiejszych czasach są możliwości, już w Polsce wytwórnie tworzą raperów i wokalistów. Tworzą i kombinują. Myślę, że Lil King by się… Tylko bardziej zagranicą zrobić takiego małego chłopaka z getta, najlepiej gdyby był kogoś bratem.

Wiesz, brzmi jak taka laska, którą byś przy Notoriousie B.I.G. i bardzo lubiła nawijać o tym, co dzieje się w jej łóżku. To nie jest skojarzenie, na którym młodemu raperowi by specjalnie zależało (śmiech)

Młodym raperom chyba na niczym oprócz pieniędzy nie zależy.

Tak myślisz? Ze gdzieś ta pasja poszła w pizdu?

Pewna formuła jest, całkiem łatwo się wybić. Widać, że mało jest takich ludzi, co po prostu sobie to robią, robią. Idzie – robią, nie idzie – dalej robią. Mało widzę chyba zajawkowiczów. Z kimś gadasz i ktoś jest opór zajarany robieniem muzy. Mało jest takich.

Trochę jakby z byciem księdzem. Można robić to z potrzeby serca i duszy ale…

Można tez robić to dla małych dzieci (śmiech).

To jest dobra analogia, dla małych dzieci i dla hajsu – zawód jak każdy inny.

Z kościoła to też jest dziwne. Ale cały absurd wywodzi się z tego, że poprzepisywali na siebie grunty i w pewnym momencie był, kurwa, papież ( już nie pamiętam który ale ogólnie historią się zawsze interesowałam) a potem jego syn i potem jeszcze – nie wiem – jeden i dopiero potem wprowadzili celibat. No to nie wynikało z tego że oni muszą oddawać się Bogu, tylko wynikało z tego że dziedziczyli kościelne grunty. No to sobie kościół nie mógł po prostu pozwolić. Ale to już zboczyliśmy.

Dygresja na boku. Skoczmy sobie na chwilę do zoo.

Witam w MTV Cribs.

Rzecz, która mnie tak nawet rozczuliła to że jadę gdzieś słuchałem jakiegoś numeru Berlina???? i widziałam komentarz typowego napinacza internetowego: eeeee Berson lepszy niż Frosti, a ty pod spodem: ja też tak uważam.

Oczywiście, ja uważam Bersona za najlepszego rapera i totalnego przechuja. Pracujemy teraz nad jego rzeczami i w nim widzę dużo większą szansę czegokolwiek niż w sobie. Ale będziecie mieli nagłówek!

Sama płyta daje postawy do tego nagłówka, bo tam jest zrymowany gang do bang gang.

A to Kazior. No tak wiesz ja nagrywam z ludźmi, którzy mają podobny światopogląd do mnie. Nie nagrywam przypadkowych featuringów Chyba ze za pieniądze bo robię takie rzeczy. Jak ktoś chce mieć gest. Frosti Rege to ja mam jakąś tam stawkę, coraz większą i jak ktoś chce to może. Ktoś może chcieć albo bardzo się jara albo chce mieć ze mną kawałek. Jak się z kimś nie znam, nie kumam, nie jaram się to robię takie rzeczy. Tylko to nie jest 300 ani 500 złotych wiec jak macie mnie męczyć to … To bądźcie przygotowani. Nagrywam z ludźmi, którzy myślą podobnie m, obracam się w towarzystwie ludzi którzy myślą podobnie. Choć tez obracam się w towarzystwie ludzi- już nie mówię o rapie ale życiowo- którzy myślą inaczej niż ja.

To ważne dla higieny psychicznej żeby nie mieć tylko klakierów, poklaskiwaczy.

Ja mam poglądy bardziej prawicowe ale mam ziomków, którzy maja turbo lewicowe poglądy. Mam wyjebane to co on sobie myśli na dany temat – możemy nie rozmawiać o tym albo się raz na jakiś czas pokłócić. Takie jest życie. Jeśli chodzi o rap to nagrywam z ludźmi, którzy mają podobne poglądy do mnie. Im o to samo chodzi co mi, myślę.
Pamiętam taką twoją odezwę, że system dwupartyjny i docelowo to rewolucja.

System dwupartyjny to byłoby najmądrzej rozwiązanie w tym całym pierdolniku tutaj.

PiS i PO.

Nie, ogólnie. Lewica nazywa się lewicą ale to jest chuj nie lewica. Prawica nazywa się prawicą ale to też jest chuj nie prawica. Oni wszyscy latają od partii to partii to jest śmieszne. A ci ludzie zapierdalają za jednym za drugim. Zapominają ze ci się nakradli w Amber Gold zaraz zapomną że ci się nakradli w spółce Srebrna. Będą dalej ludzie dymani przez nich. Uważam ze system dwupartyjny byłby najmądrzejszy bo kurwa musieliby się ustalić. Widziałem ze teraz w Polsce jest tyle samo partii wiec podobne są pewnie nastroje, co jak była Polska Partia Przyjaciół Piwa z Rewińskim na czele. To obrazuje co ludzie myślą na ten temat.

Ty chyba nie możesz pamiętać PPPP?

Nie, nie, nie, ale znam bo to są tematy które mnie kiedyś bardziej teraz wcale interesowały. Bo to już nie ma co. System dwupartyjny wyjaśniłby to wszytko. Mniej możliwości na kłamanie by mieli. Musieliby się dogadywać. W USA to działa. W Anglii też działa – w Anglii są dwie partie chyba też?

Ogólnie na tym polega chyba demokracja, żeby nie było łatwo.

A propos demokracji. Ja mam wrażenie – może wyjdę na narcyza i idiotę – ale uważam, że większość ludzi na świecie to są głupki. Debile. Po prostu. Jest niewiele osób, których bym nie nazwał debilem. On zaraz będzie fragment filmiku: pierdolę to, pierdolę to. (Śmiech) ale ja uważam ze większość ludzi to są idioci i jeżeli tak uważam to demokracja – demos cratos – władza ludu to władza idiotów. I jak komuś rozkładam to na czynniki pierwsze to rozumie to. Jeszcze teraz raperzy kurwa namawiają żeby pójść głosować! Nie ukrywajmy, pewnie ze 30 procent fanów polskiego rapu… to są ludzie, którzy nie powinni mieć żadnego wpływu na nic…

Myślę, że dlatego są tak wkurwieni, bo nie maja żadnego wpływu na nic.

System dwupartyjny na pewno by to wyjaśnił. To byłoby rozsądne zwłaszcza w Polsce.

Tak było przecież latami, że nasz ustrój zmuszał rzekomo ludzi do kompromisu, tylko ten kompromis po prostu nie był możliwy. Dwa obozy były tak zacietrzewione, że nie szło się dogadać.

Ich wszystkich w ogóle powinno się wyeliminować. Jakoś to od nowa. Tylko, że to musiałaby być wojna. Wiadomo, wojna nie jest dobrym jakimś rozwiązaniem. Jakby to jakaś wojna domowa była, to by się zaraz jedni i drudzy zainteresowali, chcieliby pomóc.

Zastanawiam się, czy da się Polaków tak wkurwić, żeby wyszli na ulice?

Ktoś kiedyś powiedział, że jedyna opcja, żeby wojna jakkolwiek Polskę załapała, to jest wojna domowa. Myślę że tak. Tylko, że Polacy nie walczyliby z tymi, z którymi powinni walczyć tylko byśmy Zaczęli miedzy sobą się napierdalać. I byśmy sami się zjedli – po prostu. Niedoinformowani, czytający nagłówki, niemyślący. Ja jestem ciekaw ile, kurwa, ludzi młodych, którzy poszli na wybory, przejrzało wszystkie – kurwa – programy wyborcze. Ciekaw jestem, bo ktoś może myśli tak przez nagłówek i głosuje na jedynkę partii A albo partii B. A to może okazałoby się że oni zupełnie inaczej myślę, tylko że ktoś im powiedział że ci to są źli, a tamci to są dobrzy. Taka jest Polska. Liczę na to, że będziemy zbyt leniwi, żeby kurwa wyjść i się między sobą nakurwiać.

Ta duża szansa, że aż tak źle nie jest. Możemy narzekać, ale głodu w Polsce w jakiejś większej skali jednostkowej nie ma.

Nie wiem, ja też tutaj długo nie żyje, w sensie ogólnym długo nie żyję. Ale nie wiem czy był jakiś lepszy czas w Polsce niż tak jak jest teraz.

Gdzieś tam jeśli chodzi o spełnienie minimum potrzeb, to rzeczywiście chyba nie.

Trzeba wyjątkowo się starać, żeby kurwa przymierać głodem. My nawet z ziomkiem obliczyliśmy, że jak ktoś by odkładał 5 zł miesięcznie, to dwa razy w życiu może pojechać na zajebiste wakacje. A ja znam ludzi, którzy nigdy nie byli na wakacjach. Coś w tym musi być. Praca u podstaw. Da się w Polsce. Chcieć to móc. Na Białorusi pewnie jest gorzej niż tutaj.

Pod względem wolnościowym na pewno.

Tutaj możesz mówić rożne rzeczy. Nie ma cenzury kurwa w Polsce. No nie ma. Jak tak to czekam kurwa aż przyjdą do mnie za wersy cypherów Młodych Wilków (śmiech). Nie uważam, że jest Cenzura. Uważam że jest spoko, że jest wolne państwo. Ktoś robi złe rzeczy, to musi sobie sprawę zdawać z tego, że w systemie wartości prawnym, w którym żyjemy to są złe rzeczy – kurwa – za które czeka kara. Niektórzy robią złe rzeczy, to powinni brać pod uwagę, że może ich – ale nie musi – spotkać za to kara. Nie powinni potem jakoś specjalnie narzekać, że ich ta kara spotkała.

Rozfilozofowaliśmy się aż nad to więc może z powrotem do płyty, żebyś miał okazje o rzeczach z nią związanych powiedzieć. Gdzieś tam odpiąłeś tego auto-tune’a dość mocno – tak jak byś rzucał w twarz co poniektórym, że: słuchajcie ja tego nie potrzebuję, jestem raperem.

Są refreny śpiewane.

Są, ale to nie jest już ten procent, który był na „Young Midasie”. Jest tego zdecydowanie mniej.

Też, wiesz całą płytę nagrywałem w jednym studio. Tamtą płytę nagrywałem w domu, wysłałem do miksu, a tak to wszystko było w jednym miejscu. Świadomiej na pewno, dużo bardziej, nagrywałem. Staram się po prostu znaleźć zdrowy balans między tym, że ja lubię rapować i chcę rapować i tym że lubię śpiewać i chcę śpiewać. Podśpiewywać, bo przy niektórych to nie jest śpiew. Myślę, że na tej płycie to mi się udało, że jest zachowana zdrowa, fajna różnica między rapowaniem, a śpiewaniem.

Tak, tylko jak ktoś oczekuje kawałków jak ten, który nagrałeś z Tymkiem, to raczej ich nie znajdzie. Takiego Frostiego jest tam mało. Niż właśnie pijącego.

Jest bardziej tak podśpiewywane, nie?

To, na co zwróciłem też uwagę, to że listę producentów jest dość długa i co więcej oni często pracują w tandemach. Jak wygląda powstawanie takiego kawałka?

Powstaje bit od człowieka i np. w niektórych przypadkach, bo było tak, że ja chciałem jakiś konkretny aranż, a człowiek, który robił bit, jako pierwszy podesłał mi tę pierwszą wersję bitu i powiedział, że nie może przyjechać do mnie do Warszawy, więc znajdowałem sobie człowiek tutaj. Tu mówię konkretnie o kawałkach, które zrobił Moody Scrag z Cries in Spanish, to tak było ze Moody wysyłał jakieś bity, ale nie mógł się złapać, więc zagadałem z Mikołajem i z nim usiadłem i te aranże zrobiliśmy. W „The Roof is on Fire” miałem turbo klasyczny bit, to był normalnie jak taki bit uliczny 2005, perkusja itd. Ale nagrałem to, bo stwierdziłem właśnie, bo to by się nie komponowało z płytą, pomyślałem, że fajnie by było właśnie perkusję zrobić. Bo tam melodia i przejścia są z bitu Samuraja ale stwierdziłem ze perkusję z basem nowoczesnym dogra do tego 2K, więc jemu wysyłałem to. „Brzydkie dziaby i piękne kobiety” to chłopaki między sobą. Dostałem już bit z kolaboracji. Myślę, że w ogóle więcej takich rzeczy będę robił. Znając możliwości tych producentów, też już sam zacząłem robić bity. Te wjazdy w radio są już na moich bitach, które tam potem dopieszczał KPSN z SHDOWem i Simem Costą. Melodie są tam moje w tym. Jak najbardziej chciałbym się rozdrabniać produkcyjnie. Jak mam wizję na kawałek, że chcę taką perkusję to ja wiem do kogo wysłać. Wiem kto mi zrobi zajebisty bas do tego. Fajnie jest robić taką synergię. Nie mówię, że każdy z tych producentów solowo jest słaby, bo to są zajebiści producenci- nie mam słabych producentów na tej płycie. Jak jeszcze w umiejętny sposób połączyć to wszystko. W Ameryce się tak robi. Jeden bit pewnie czasami ze 20 chłopa robi. O to chodzi, żeby każdy robił to, co umie najlepiej robić.

Tak. Czasem dzieją się rzeczy dziwne i ciekawe na tej płycie. Ona nie jest jakoś tam mega zaskakująca, ale „Jaskiniowiec” mnie zaskoczył brzmieniowo. Te gitary, potem skok w bardziej elektroniczne klimaty, dość szalony bit.

Bardzo fajny. Dostałem już praktycznie mocno zaaranżowany ten bit. Fajne na zamknięcie. Ostatni numer, który jest po nim, to jest bonus track, taki follow up do „Young Midasa”.

Ja lubię się czasami złapać takiego kawałka, który jest jakiś taki wyjątkowo nieszablonowy. Skąd wytrzasnęłaś tego Koshe?

Prawdziwy bit od producentów, a chłop z Warszawy w ogóle. Z tego co wiem z Ursynowa. Chyba działa jeszcze z Jacolem z Pewnej Pozycji, jakieś takie klimaty bardziej. Ale fajnie, że zrobiliśmy fajną piosenkę. Tak, jest wykręcona ta nuta. Wiedziałem, jak to się ma zakończyć. Wiedziałem, jak się zaczyna i starałem się, żeby to napięcie cały czas było i żeby nie było to trywialne, naiwne. Chyba się udało.

Co sądzisz o potencjale tej warszawskiej podziemnej sceny? Dzieje się coś? Rozmawiałem ostatnio z Madą z WCK. On trochę narzekał.

Mam wrażenie, że to zawsze było dużo małolatów, którzy sobie rapowali. Ja myślę, że ogólnie środowisko warszawskiego undergroundu to poznałem pewnie kilka, różnych. Teraz jest mocne miejsce – studio F-Light. Sobie chłopaki działają, tam przy nich jest skupiona większość fajnych graczy z Warszawy. Jest Wiktor z WWA, jest Młody West. Taki raper małolacik. I tam wokół nich się dzieje. Dister jest. Mało znane ksywy jeszcze, ale wokół tego F-Lightu się tam kręcą i myślę, że to jest takie najbardziej z potencjałem. Warszawie zawsze było, na każdym osiedlu masz chłopaczka co rapuje. Z Gocławia jest PPS taka uliczna bardziej ekipa. TWM to są chłopaki z Ciemnej Strefy. Dzieje się. Na pewno kurwa powstają cały czas w Warszawie kawałki. Myślę, że część powybucha tak mocniej.

Każda dzielnica jest jak jedno miasto.

Trochę tak. Większość ludzi i tak zawsze było jest skupiona wokół Śródmieścia. Gdzieś tam spotykają się wszyscy.

Ja jako chłopak z Ursynowa nie potwierdzę ci tej wersji. Nie, ja nic nie mam do Śródmieścia, ale to wiadomo jakiś patriotyzm lokalny zawsze będzie grany. Tak już na koniec, żeby się uczepić jakiegoś mocnego cytatu, który stworzy nam tutaj jakąś klamrę. Nawijasz, że dałbyś się zabić za swoją muzykę. Aż tak?

No! Jestem pewny jej. Wierzę w nią. Każde słowo, które jest zamieszczone, zapisane, zarapowane przeze mnie. Każde słowo jest napisane przeze mnie i ja w nie wierzę. Tak. Na pewno dałbym się zabić jeżeli miałbym wybrać, czy jestem w niej czy nie jestem. Więc tak, ja za swoje zdanie i za swoją muzykę dam się zabić.

OK.

Ale się nie dam kurwa zabić! (Śmiech)

Polecane