Hatifnats przed Myslovitz i Hey


2009.10.28

opublikował:

Hatifnats przed Myslovitz i Hey

Już 8 listopada rozpocznie się trasa koncertowa jednego z najważniejszych młodych zespołów na polskiej scenie – formacji Hatifnats. Będzie to tournee promujące debiutancki, doskonale przyjęty przez dziennikarzy i publiczność album „Before It Is Too Late”. Zespół zagra kilka koncertów samodzielnie, będzie także gościem specjalnym podczas występów grup Hey oraz Myslovitz.

Oto jak przedstawia się pełna rozpiska trasy:

8 listopada Białystok – Radio

14 listopada Zabrze – Wiatrak – wspólnie z formacją Hey

15 listopada Łódź – Dekompresja – wspólnie z formacją Hey

21 listopada Poznań – Eskulap – wspólnie z formacją Hey

27 listopada Kraków – Rotunda – wspólnie z grupą Myslovitz

05 grudnia Gdynia – Ucho – wspólnie z formacją Hey

06 grudnia Bydgoszcz – Estrada – wspólnie z formacją Hey

12 grudnia Wrocław – WFF – wspólnie z formacją Hey

13 grudnia Rybnik – Kulturalny Klub

15 grudnia Warszawa – Stodoła – wspólnie z grupą Myslovitz

17 grudnia Katowice – Mega Club – wspólnie z formacją Hey

18 grudnia Kraków – Studio – wspólnie z formacją Hey

19 grudnia Kraków – Studio – wspólnie z formacją Hey

Info o zespole:

Choć warszawiaków przed dwoma laty uznano, za kolejną nadzieję rodzimego indie-popu. Hatifnats to nie kolejne sezonowe objawienie, lecz dojrzały zespół z własną, całkowicie osobną, artystyczną wizją. Szczęśliwie, ich debiut niewiele łączy z aktualnymi trendami, „Before It Is Too Late” ma za to sporo wspólnego z romantycznym ideałem muzyki przeżywanej „niemodnie”: w skupieniu i na serio. Piękny, delikatny i smutny wokal zamiast disco-punkowego pastiszu? Niemal religijny żar w miejsce zblazowanej „rock’n roll pose”? Gitary na pogłosach i nowofalowy bas zamiast glamour chórków i syntezatorowych riffów? I jeszcze to „Hallelujah” w „World 2”? Hatifnats mają dość dumy i wiary w siebie, by nie poddawać się powszechnemu terrorowi dystansującej ironii. W tym rozumieniu to zespół świadomie nie-współczesny – muzyka to dla nich coś więcej niż towarzyski, środowiskowy kod. Chcą by przeżywano ją z mocą pierwszych nastoletnich, życiowych i estetycznych, objawień.

„Gdy ma się <naście> lat , jest to najbardziej intensywny okres życia, i wtedy także muzykę przeżywa sie, czuje dwa razy mocniej.“ – mówi Michał Pydo , wokalista i gitarzysta formacji. „Przyznaję, że jako dziecko byłem nieśmiałym licealistą, który lubił uciekać w swój własny świat. Słuchałem wówczas the Cure, czy Cocteau Twins i innych twórców z 4AD i to ukształtowało moją wrażliwość muzyczną. Trudno, żeby nie było tego słuchać w Hatifnats. Gdy pochłania się muzykę całym sobą, to po prostu wchodzi ona w krew. Nie można z tym walczyć.”

Warszawiacy nie ukrywają swych muzycznych fascynacji – do nazw wymienionych przez Michała można by dodać choćby tuzów shoegazing – Slowdive i Ride, Islandczyków z Sigur Rós czy Jeffa Buckleya. A może też nasze nowofalowe Madame. Ich dokonania rezonują na „Before It Is Too Late” wyrazistym echem, jednak Hatifnats szukając własnego języka nigdy nie uciekają się do wyrachowanej stylizacji. Myślą raczej jak wykorzystać inspiracje na potrzeby oryginalnej, niejednoznacznej ekspresji. Są „niedzisiejsi”, bo nie kalkulują. Ich największa siła to nie erudycja, ogranie czy gust ale – co za wyświechtane słowo – emocje. “Before It Is Too Late” to bowiem płyta bezwstydnie romantyczna. Czasem onirycznie delikatna i urokliwa, to znów niepokojąca nowofalową aurą i gitarowym hałasem. Skupiona, nastrojowa i hipnotyczna: – „Wiem, że to może zabrzmieć banalnie, ale to utwory bardzo emocjonalne, prosto z serca. Tych piosenek się nie projektuje, powstają bardzo instynktowne, rodzą się z uczucia.” – przyznaje lider grupy. Hatifnats, choć chwilami brzmią epicko i podniośle, udaje się jednak uniknąć pretensjonalnego nadęcia. Melancholijną nutę i „klimatyczność” równoważy tu często mocna rockowa sekcja i gitarowy „brud”.

„Jesteśmy chyba po właściwej stronie wzniosłości” – śmieje się Michał. „Na koncertach szukamy jakiejś pierwotnej rockowej energii. Zależało nam jednak, żeby album nieco różnił się od naszego koncertowego oblicza. Chcieliśmy też, żeby praca nad płytą była dla nas nie tylko formalnością, lecz fascynującym doświadczeniem. Byliśmy otwarci na różne pomysły. Zanim zaczęliśmy sesje Mariusz Szypura (producent albumu, znany też z Happy Pills i Silver Rocket) pożyczył mi płyty Nicka Drake’a, którego zawsze chciałem usłyszeć. I pewnie także jego piosenki miały niemały wpływ na ostateczny kształt naszych nagrań. Pragnęliśmy też maksymalnie wykorzystać czas w studio z Mariuszem – sprawdzić jak zabrzmią nowe instrumenty, dopracować aranżacje na pianino i gitary akustyczne.” Nie było to jednak ich pierwsze doświadczenie w studio – wcześniej zarejestrowali już utwór „Waking In The Dark”, który trafił na wydanego przez Polskie Radio singla firmowanego wspólnie z Muchami i promującego kompilację „Offsesje”. W 2007 roku w Hatifnats wyróżniono w plebiscycie “Miazgi” miesięcznika Pulp w kategorii “Następna duża rzecz”. Zespół wystąpił na festiwalach Opener, Jarocin, Off (wygrali finał “Mojej Sceny Off”). Pomimo sporego rozgłosu premierę debiutanckiej płyty z różnych powodów odkładano. „Tytuł „Before It’s Too late” nie jest jednak autokomentarzem dotyczącym naszej rynkowej sytuacji, choć faktycznie ta płyta mogła wyjść trochę wcześniej.” – tłumaczy Pydo. „Tak się jednak nie stało – popełniliśmy kilka błędów i może ta nauczka nam się przydała. Dobrze, że wreszcie powstał album, taki jaki sobie wymarzyliśmy. Jego tytuł bardziej odnosi sie do tekstów i do muzyki. Każdy, kto będzie chciał się w nie troszkę uważniej wsłuchać, powinien zrozumieć przekaz jaki z niej płynie, o co chodzi. Mi trudno o tym mówić.”

W Hatifnats ważne jest bowiem to, co niedopowiedziane, ledwie naszkicowane, tajemnicze. To nie jest kolejny „fajny” zespól rozrywkowy. Pastoralne dźwięki instrumentalnego intro, rosnąca dramaturgia przepięknego „World 2”, hałaśliwa psychodelia shoegaze`owych gitar w „The Lost Boys”, obsesyjny melodyczny motyw „Hypoxia”, czyste brzmienia pianina w „Waking In The Dark” czy mroczny chłód „Mathematix” odsyłają słuchacza gdzieś poza codzienność, sugerują istnienie rzeczywistości pozazmysłowej, doświadczanej tylko w chwilach skupienia i medytacyjnego zapomnienia.

„Nie jestem jakoś szczególnie religijny, ale duchowy aspekt tych piosenek jest dla nas ważny. Fisharmonia w „Mathematix” nadaje jej kościelny charakter, stwarza mroczną, można powiedziec nawet gotycką, aurę.” – mówi Michał. Po czym dodaje: „Nie chcemy zbawiać świata, ale nie chcemy też go tylko zabawiać”

Polecane

Share This