Kali wyjaśnia, dlaczego zajął się kradzieżami i jak wyglądały jego początki w złodziejskim fachu


2020.12.05

opublikował:

Kali wyjaśnia, dlaczego zajął się kradzieżami i jak wyglądały jego początki w złodziejskim fachu

fot. P. Tarasewicz

Kali nie ukrywa w wywiadach tego, w jaki sposób zarabiał, zanim został gwiazdą rapu. Goszcząc w ubiegłym roku w podcaście Flintesencja Marcina Flinta, raper wyznał wprost: – Mogę przyznać, że pierwszy milion ukradłem. Teraz w wywiadzie udzielonym Bartkowi Strowskiemu i Jackowi Balińskiemu na potrzeby książki „To nie jest hip-hop. Rozmowy III” artysta wyjaśnia, dlaczego zdecydował się zająć kradzieżami.

Pracując jako nastolatek przez tydzień w hurtowni cukru kolegi mojego ojca, zrozumiałem, że legalnie w tamtym okresie się nie dorobię. Nawet gdybym zdobył wykształcenie – a wyrzucili mnie w trzeciej klasie z liceum za ogromną liczbę nieusprawiedliwionych godzin – nie miałbym gwarancji, że będę godnie zarabiał. Przy cukrze spotkałem gościa, który skończył studia i nadal robił za pięć złotych za godzinę. Stwierdziłem, że nie to nie interesuje. Interesował mnie szybki i dobry zarobek – zwłaszcza że wiedziałem jak i ile zarabia mój ojciec – wspomina Kali.

Raper zdradził także, że pierwsze kroki w złodziejskim fachu stawiał jeszcze przed osiemnastymi urodzinami.

Sprawdź też: Kali zdradza, co zamierza robić po rozstaniu z rapem

Z trzema kolegami zacząłem oszustwa na narkotyki, które były najłatwiejsze. Braliśmy kasę, mówiliśmy do gościa, żeby poczekał chwilę na swój towar i już nie wracaliśmy. Sprzedawaliśmy też majeranek czy podbiał jako haszysz, komiks „Kaczor Donald” pocięty na kwasy LSD… Gdyby policja mnie złapała, nie miałbym przypału, bo przecież nie miałem przy sobie nic nielegalnego, a ładnych parę stów dziennie można było w ten sposób zarobić – zauważa artysta.

Kali jest jednym z 15 rozmówców zaproszonych do trzeciej części książki „To nie jest hip-hop. Rozmowy”. Pozycja wydana nakładem No Dayz Off jest już w sprzedaży.

Polecane

Share This