KęKę: „Rap był moją czwartą miłością muzyczną”


2019.10.28

opublikował:

KęKę: „Rap był moją czwartą miłością muzyczną”

fot. P. Tarasewicz

Złoto w preorderze, platyna dwa dni po premierze krążka w Empikach. Wiele wskazuje na to, że „Mr KęKę” będzie największym sukcesem w dotychczasowej karierze radomianina. W nowym odcinku Flintesencji raper mówi nie tylko o płycie, ale opowiada też o walce z uzależnieniem, o swoich muzycznych idolach i o tym, na jakie zachowania nie pozwoliłby sobie względem swoich idoli.

Zapraszamy do obejrzenia godzinnej rozmowy Flinta z KęKę, a tym, którzy nie mają w pracy warunków do oglądania materiałów na YouTube, polecamy poniższy zapis rozmowy.

Marcin Flint: Najbardziej znany raper z Radomia. Nie tylko z Radomia. Jeden z najbardziej znanych raperów w Polsce. Trochę po premierze, której to już płyty?

KęKę: Piątej solowej.

Piątej solowej. Coś czuję, że nie będzie łatwo, bo to jest wymagający rozmówca, ale…

Kiedy my rozmawialiśmy? Parę lat temu chyba, nie?

Rozmawialiśmy i powiem ci, że to były fajne materiały, ale walczyłeś o każdy spójnik, każdy przecinek. No, generalnie byłeś bardzo czepialski.

Wiesz co, bo mieliśmy chyba rozmowy, które ty potem spisywałeś. Nie ukrywam, że bardzo często mam problem z tym, jak moje słowa są spisywane, bo wydaje mi się, że nie oddają sposobu mojej wypowiedzi. Natomiast przy rozmowie wideo chyba jeszcze nie mieliśmy okazji. Nie będzie takiego problemu. Powiem ci więcej. Na chwilę obecną jest wręcz tak, że jak mam rozmowę, która potem ma być spisana, to wolę żeby dostać pytania na maila i wywiad napisać sam.

Absolutnie to rozumiem. Ja też tak mam. W ogóle gratuluję wszystkim tym artystom, którzy są w stanie na tyle składnie się wypowiedzieć, gadając, że potem nie chcą wszystkiego wywrócić do góry nogami. Absolutnie wolę odpisać, bo też mam pełnię kontroli nad tym.

Trochę tak jest.

I chyba też tak jest z tobą, że ty lubisz mieć pełnię kontroli nad wszystkim?

Nie nad wszystkim, ale tak jest. Jeszcze tylko wracając, nawet nie chodzi o składność wypowiadania się, ale bardziej o to, że ja po prostu często mam coś na myśli, to się uśmiecham, co na wideo widać, kiedy są śmieszki heheszki, a niektórzy spisują i po prostu nie ma. A dzisiaj już jest tak trochę, że jak odpowiesz coś normalnie i nie dasz tej emotki na końcu, to brzmi to niegrzecznie. Wiem, że miałem intencje powiedzieć pół żartem, pół serio, a jak tylko spiszesz i nie opatrzysz tego w nawiasie „śmiech”, to nie oddaje w pełni sensu wypowiedzi. Dlatego tak mam.

Nawet jak dodasz emotikonki to i tak trudno czasem określić, co jest ironiczne, a co nie.

Piąte koło zatacza.

Tak. To są czasy, kiedy raperzy przyznają się do wielu rzeczy. Robią coming outy, a ty nigdy nie wiesz, czy to jest na poważnie, czy nie. To jest trudna sprawa. Ale współpracownicy, to są chyba ludzie, którym dajesz przy tych swoich płytach popalić?

Hmmm… Nie. Może popalić nie, ale przede wszystkim ja mam zewnętrzne firmy, którym zlecam jakieś rzeczy. Współpracownicy to chłopaki, którzy grają z mną koncert, czy Marta, która też jest zewnętrzną firmą, ale pomaga mi przy koncertach. Na pewno jestem – a propos tej kontroli i takiego wymagania od samego siebie – jestem dosyć dokładnym gościem, jeśli chodzi o pracę. Bardzo lubię mieć wszystko dopatrzone, wszystko wcześniej zrobione, co widać po ostatnim preorderze, który był puszczony bardzo wcześnie. Wynika to w głównej mierze z jakiejś mojej lękowej natury, która obawia się: „Boże, jak się spóźnię, to będzie wielka tragedia, jak nie dotrzymam jakiegoś terminu, to będzie wielka tragedia”. W domu tak miałem, że jak mama dostała rachunki na kwartał, że tu jest: styczeń, luty, marzec, to ona wszystko od razu płaciła, żeby mieć z głowy, żeby broń Boże czegoś nie pominąć. Ja mam to samo. Strasznie się obawiam, żeby coś było nie tak. Jak już się podejmuję czegoś, to raczej faktycznie jestem skrupulatny w pracy. Bo jestem bałaganiarzem w życiu prywatnym, ale w pracy jestem po prostu „od linijki”.

Tak. To jest ciekawe, że z jednej strony jest akuratność i dbanie o wiele detali, można powiedzieć, że trochę perfekcjonizm.

Przesadny.

A nawijka taka dzika, charyzmatyczna, dla niektórych być może nieco kanciasta. Naturszczykowska – było kiedyś takie słowo.

To przy pierwszej płycie było. Dalej się trzyma, tak? (śmiech)

Tak trzyma się. I to jest trochę tak, że słychać że ty się rozwinąłeś jako raper, ale gdzieś tam wciąż nadal tak potrafisz rozłożyć akcenty, żeby to brzmiało jak ten „chłopak z sąsiedztwa”.

Bo czym innym jest sztuka, tak nazywając górnolotnie, a czym innym jest praca. Jak piszę kawałki, to nie działam tak jak przy preorderze. To są zupełnie dwie inne natury, które jak gdyby w innym momencie się odzywają. Wiesz o co chodzi? To, że ja zawsze jestem na czas, tutaj nagrania, to te same moje cechy przewodzą mną, kiedy piszę teksty. To jest zupełnie co innego. Tu jest twórczość, a tu jest praca taka wiesz, nie chcę powiedzieć biurowa, ale trochę tak jest. To nie jest tak, że jak mam porządek w papierach, to zaraz musi być porządek w tekście, od linijki. Coś takiego.

Gdzieś może trzeba odreagować?

Może tak. W pisaniu to zazwyczaj szybciutko idzie. Ja się tym jakoś nigdy… Miałem taki okres, jak byłem bardzo młody i dużo stymulantów ćpałem (śmiech), to wtedy jest mania, żeby wszystko się zgadzało. Ty, tu jest sylaba z dużo, tu sylaba za mało. I po prostu liczenie tego z linijką. Ale to po prostu szybko przeszło.

Tak, był taki trend, że wszyscy od linijki, że rzeczywiście podwójne, potrójne, poczwórne rymy i okazała się to trochę droga donikąd.

Trochę tak. To znaczy w moim odczuciu. Ja tak nie nagrywam, nie lubię tego.

Ale jesteś takim gościem, który kolekcjonuje te swoje najlepsze linijki? Wstaje w nocy, żeby je zapisać? Nagle staje gdzieś na poboczu, jadąc na koncert, bo wena przyszła? Czy raczej rzemieślniczo?

Mam gdzieś… W telefonie teraz mam notatnik, to zapisuję jakieś pomysły, pojedyncze wersy, czy coś takiego. Natomiast jak już siadam do kawałka, to muszę odpalić komputer. Sprawdzić, co mam tam z ciekawych bitów i jak jakiś bit mnie dopiero urzeknie, to dopiero wtedy zaczynam tę właściwą pracę, nazwijmy to pisarską. Bo nie piszę tekstów wcześniej, a dopiero później szukam muzyki do tego. Tak się nie zdarza. Nie. Mogę mieć jakiś pomysł jednozdaniowy na kawałek albo na to, co chcę powiedzieć, ale zawsze piszę do muzyki.

Bit jest częścią twojej inspiracji?

Tak, ma bardzo duże znaczenie. Ukierunkowuje, w którą stronę pójdzie dany kawałek. O czym będzie w ogóle. Jak już siedzę i piszę, to tego jest naprawdę dużo. Zazwyczaj jest tak, że mam ulubionych producentów, do których się odzywam. Mówię: „Siemano chłopaki, macie coś świeżego”? Szukam. I po prostu z tych paczek już wybieram. Bo też bardzo dużo wysyła do mnie – czy to przez Messengera, czy maile – tego jest tak dużo, że raczej opieram się na tym, co ja sam się odezwę do ludzi.

Płytę zaczynasz dość przekornie od kawałka, który jest jak gdyby taką dokumentacją pewnego zwątpienia, pewnej niepewności siebie. To jest KęKę, który się waha. Dlaczego tak?

Kawałek z Pawłem Domagałą „Powiedz mi czemu” jest… Jego pierwsze wersy są zaprzeczeniem tamtej płyty i ich pierwszych wersów. Na „To tu” miałem „Rutynę”, która się zaczynała i było: „Czy lato, czy zima o szóstej na nogach, rychtuję synów do szkoły i żłobka”. A tutaj mam: „Wstaję z trudem, spora zmiana od ostatniej płyty. Wszystko ciężej, ale chyba to po zdjęciach widzisz”. To znaczy, że przytyłem też. Gdzie te moje wahania wagowe zawsze są następstwem zmian w moim zdrowiu psychiczno-emocjonalnym. Jak gdyby to się u mnie tak dzieje zawsze, że jak się czuję, taką mam kontrolę nad swoimi zachciankami jedzeniowymi. I to jest jak gdyby odpowiedź i nawiązanie do tej rutyny. Do płyty „To tu”, kiedy wszystko było dobrze, jeszcze leki działały chyba (śmiech) i świat wydawał mi się kolorowy. Natomiast podczas powstawania tego albumu miałem bardzo ciężki okres – przynajmniej na początku, bo później w miarę tego jak już pisałem, moje życie się troszeczkę prostowało – inaczej te akcenty są. Tak było. Taki był stan faktyczny mojego zdrowia i samopoczucia i taki numer powstał. Pełen wątpliwości, bo one nachodzą mnie bardzo często. Z zewnątrz rozumiem, że to może wyglądać, że po postu idzie to całkiem nieźle: piąta płyta, szósty rok. Wszystko się zgadza. Natomiast jak gdyby na zapleczu tego dzieją się jakieś mocne sinusoidalne stany u mnie.

Tak. Ludziom się wydaje, że jak się już raz udało pewne substancje odstawić, to potem jest z górki,  a tu każdy rok jest walką.

Tak, może nie walką, ale są trudniejsze bądź łatwiejsze momenty. I ta płyta, początek jej powstawania, był zarejestrowany na taki trudniejszy okres w moim życiu. Zresztą to widać po niektórych moich kawałkach. Później jak się trochę poprawiło, nagle się radośniej zaczęło. Myślę, że sporą podpowiedzią jest tu wygląd okładki, do tej wersji preorderowej, gdzie ten taki nieradosny KęKi zamieniał się w tego Mr KęKę. To jest tak dwoistość moich stanów emocjonalnych, bo nie chcę powiedzieć natury, bo to jest w obrębie mnie samego jednego, natomiast jest to dwoistość moich stanów emocjonalnych w okresie powstawania albumu.

To ty dobrze sobie tę płytę przemyślałeś. Widzę, że to nie jest tak, że coś bierze się z powietrza, tylko określone rzeczy wystają z tego, co się wcześniej działo i cała ta twórczość pozostaje w pewnym takim dialogu ze sobą. 

Jeżeli chodzi  o to, że niektóre kawałki są jak gdyby dalszym ciągiem kawałków, które już kiedyś, kiedyś napisałem, czy jakieś poszczególne zdania, tak jak tutaj mówiłem, no trochę są. Tak myślę też, że gdyby z boku spojrzeć, to „Drogi tato” jest jakimś takim rozwinięciem historii, która była w „Smutku”. Od jakiegoś żalu i pogubienia, które miałem w początkach terapii, do chyba dojścia do ładu z samym sobą i z rodzicem, który jest teraz. Ale to nie jest też tak, że ja wymyślam sobie klamrę, według której przypasowuję później kawałki. O, to dobra, teraz coś wesołego, bo za dużo jest smutnego. Po prostu opisuję moje stany emocjonalne i później to tak wychodzi i o tym mówię. To jest dosyć ciekawe, że często spotykam się z tym że zmieniłem sposób w jaki piszę. Efekt finalny jest inny, niż to co robiłem na innych płytach, ale modus operandi przy powstawaniu płyty jest cały czas to samo. Ja mam jedną zasadę: opisywać to, co się dzieje we mnie i wokoło nic więcej. Tam nie ma żadnej filozofii głębszej.

Zadrżał głos przy wykonywaniu „Drogi tato”? 

Nie, przy pisaniu. Ja nie… No, przy pisaniu…

A wychodzenie z tym utworem na koncertach nie jest za każdym razem takim „dźgnięciem emocjonalnym” ?

Nie, nie. Jest w porządku. Wiesz co, to jest pozytywny utwór. Wybaczanie i dochodzenie do ładu ze sobą jest w porządku. Na pewno jest spoko. Gasimy światełka, zapalamy latareczki. Sebastian gdzieś z tyłu gra puszczony. Jest fajnie. Natomiast nie rozdziera mi to serca na dwie części.

Dla Sebastiana też to musi być szczególny numer, bo jego więź z ojcem …

To już musisz z Sebastianem rozmawiać o jego odczuciach na temat tego utworu…

Co nieco widziałeś…

Nie no wiesz, zgodził się wziąć udział w tym numerze, więc musiał mu się podobać. Musiało mu jakoś odpowiadać zarówno muzycznie jak i w warstwie tekstowej, więc chyba tak.

Wspólnie na koncercie nie mieliście okazji zagrać tego kawałka?

Nie, teraz w Katowicach. Nie wiem, kiedy ten wywiad wyjdzie, 20 października zaprosiłem Sebastiana, pojawi się. Będzie niepowtarzalna okazja, żeby zobaczyć to w MCK-u.

Wiem, że jara cię ta sytuacja, kiedy możesz mieć np. Grizzleego, który co nieco ci dośpiewa. Zwłaszcza, że to jest typ, który na żywo wypadnie równie dobrze jak w studio i masz tego pewność.

Tak. Grizzlee jest mega profesjonalnym gościem. Lubię go, jest takim pogodnym chochlikiem. Zawsze fajną atmosferę wprowadza, więc dogadujemy się bez żadnych skaz póki co.

Fajnie jest mieć pogodnych ludzi wokół siebie, bo są takimi akumulatorami zewnętrznymi.

Grizzlee jest jedną z takich osób.

Na chwilę wróćmy do Pawła Domagały, bo widziałem taką małą dyskusję, gdzie któryś z fanów się ucieszył, że wreszcie będziesz miał singiel do radia. Ty powiedziałeś: „Nieeee, to nie jest taki numer, który radia będą chciały jakoś szczególnie grać”. I właśnie – to nie jest żniwiarz lajków, który razem z artystą takiego kalibru, tak rozpoznawalnym, mógłby powstać.

Paweł przede wszystkim jest moim kolegą serdecznym i stąd wynikła nasza współpraca. Znamy się od dawna, myśleliśmy o tym, żeby zrobić razem jakiś numer, ale nie robiliśmy na siłę, dopóki nie będzie czegoś, co pasuje. Myślę, że to że on jest akurat w takim numerze jest dość przewrotne i ciekawe. Główny rdzeń twórczości Pawła, bądź to jak ludzie sobie wyobrażają, w jakim utworze Paweł mógłby wziąć udział, to jest w ogóle nic w porównaniu z tym numerem, który powstał. Nie to, że nic, że tamto jest gorsze. Tylko, że to nie jest taki rodzaj muzyki, który ludzie mogliby się spodziewać, że jak jest numer z Pawłem, to będzie pewnie jakaś spokojna ballada, a tu się okazuje że pod względem dynamiki chyba najdynamiczniejszy numer na całej płycie. Z mocnym bitem, mocnymi uderzeniami. Elektronika pełna. Myślę, że to ludzi zaskoczyło. Jeśli chodzi o granie w radiu, to nie mam z tym najmniejszego problemu, jeżeli ludzie chcą moje numery brać i puszczać – świetnie. Kurczę, nawet mogę iść, porozmawiać, powiedzieć: „Hej, tu jest KęKę”. Nie mam z tym żadnego problemu. Natomiast nie umiem, czy nigdy nie myślałem, ale chyba też nie umiałbym napisać tak, że wiesz, to na pewno usiądzie. Poza tym nigdy nie masz takiej pewności. Jak ja nagrywam numery i po nagraniu mówię: „A ten to się spodoba”. I okazuje się, że się nie podoba. Albo mówię: „A puszczę go, ale to lepiej, żeby z boku tak przeszedł”. I się okazuje… No na przykład na ostatniej płycie miałem numer „Zrobiłeś to chłopak”, o którym ja mówię: „Boże. jak to jest kanciasto nawinięte”. Tam bit mi się podobał, ale akcentowanie jest takie nienaturalne tam. Jak ja tego posłuchałem to mówię: „Bożeee”. A tu się okazuje, że to jeden z lepszych numerów z tamtej płyty, który się ludziom najbardziej podoba. Tego nigdy nie przewidzisz. Tak jak tutaj nie ma co się nastawiać, że „o ten to pójdzie szeroko”. Nie robimy badań wśród znajomych, ani wśród osób decyzyjnych w radiu, czy gdziekolwiek. „Ej, słuchajcie mam takie numery, zobaczcie”. Po prostu nagrywam numery, które potem puszczam. Mało co tam odchodzi na bok mi – tak to wygląda finalnie.

Nie zasięgasz języka u znajomych?

Marta czasem słyszy, ale gdybym się jej słuchał, to bym nic nie wypuścił (śmiech).

Na dwoje babka wróżyła. No, z jednej strony…

Moja w szczególności (śmiech)

Bardzo fajna opcją jest to, że masz osobę, która gdzieś tam jest zaangażowana też w twoją karierę. A z drugiej strony zastanawiam się czy wy umiecie zepchnąć pracę na dalszy plan, choćby na chwilę? Bo to kusi. Zwłaszcza typa, który lubi mieć wszytko pod kontrolą, żeby podrążyć, zapytać. Słuchaj jak z tymi bookingami? Jak to schodzi?

Tak. Marta głównie zajmuje się koncertami moimi. Bookingiem, ale też pomaga mi w mailingu itd. W paru innych rzeczach. Natomiast przy procesie twórczym ona nie uczestniczy, ani przy nagrywaniu. Rzeczy wytwórniane to są moje rzeczy i tu jakby się nie stykamy. Oczywiście słyszy niektóre numery, chociaż nie wszystkie. Nie wszystkie numery słyszała przed premierą płyty. To nie jest tak, że znała ją całą.

„Na pewno” chyba słyszała.

„Na pewno” słyszała, tak. Ale nie słyszała wszystkich numerów. „Na pewno” to tytuł, a nie że na pewno wszystko. Nie słyszała wszystkich numerów i wiesz, po tylu latach to ci jakoś powszednieje. Po prostu, że a ten stary coś sobie dłubie w garażu po prostu, a nagrywa sobie nową płytę. Gdzieś tam się potem wszystko odbija. A co do tego, żeby sprawdzać, to tak. Przynajmniej na początku kiedy płyta wychodzi, to sprawdzam czy wszytko dobrze. Czy ludzie dostawali. Piszę piąty raz ten sam post: „Uważajcie, poczta działa tak i tak”. Wiesz, o co chodzi? Staram się to kontrolować. Z bookingami też sprawdzam jak tam, czy wszystko dobrze. Ale teraz minął miesiąc już od płyty i już jest tak… To jest paliwo, adrenalina, która tak trzyma 2, 3, 4 tygodnie, a później… Teraz już jestem taki… o! Tu przyjść, do ciebie, porozmawiać, coś fajnego się dzieje. Całe okołopremierowe rzeczy już powszednieją.

Zwłaszcza, że jesteś osobą, która tej adrenaliny musi sobie dostarczać. Jak masz jej za mało, to na bungie skaczesz.

Zdarzyło się, tak. Jak mam za dużo zajęć, to zawsze sobie obiecuję, że teraz to już się wyciszę i będę w spokoju. A potem przychodzi co do czego i pierdolca dostaję ja i moje otoczenie. Mam z tym problem. Muszę się tego nauczyć. Taki mam plan, żeby się nauczyć.

Perspektywa kolejnego koncertu kiedy trzeba wyjechać z domu – napawa cię radością czy trudno jest ci się pożegnać z rodziną? Raczej wylot od obowiązków, od prozy życia? Czy praca, dla której trzeba zostawić bliskich?

Różnie jest. Teraz, na początku trasy, to wszytko jest ekscytujące, jest spoko. Bardzo się jaram. Trasa jest fajnie przyjmowana. Większość koncertów póki co się wyprzedaje. To jest dla mnie spoko. Szósty, siódmy rok koncertowania i cały czas udaje mi się utrzymywać na scenie. To jest miłe. Natomiast, no zależy. Czasem Jasiek przyjdzie, złapie za nogę i mówi: „Tato nie idź na koncert, niech ktoś inny tam zaśpiewa za ciebie”. To wiadomo, że się serce tam rozdziera, ale to są sytuacje, które podejrzewam że gdybym na poczcie robił, czy gdziekolwiek indziej coś innego, to też by były. Po prostu dorośli ludzie wychodzą rano do pracy i tyle. Ja po prostu wychodzę w weekendy plus w tygodniu czasem jak mam w biurze robotę i trzeba sobie z tym radzić. Myślę, że to każdego dotyczy, szczególnie przy małych dzieciach. Ale lubię swoją robotę. Lubię koncerty. To jest dla mnie mega frajda. Ludzie się bawią. Cieszą się. Teraz, kiedy jeszcze udało mi się takie kwestie w relacjach ja-odbiorcy uporządkować z niektórymi numerami na płycie to już jest w ogóle bez zgrzytów żadnych. Każdy wie, czego oczekiwać i się fajnie bawią i bardzo mi się to podoba.

Przeskoczymy sobie, skoro zostawiłeś mi tu furtkę do relacji z fanami.

Ze słuchaczami (śmiech)

Wiem, że ta różnica jest dla ciebie ważna. Podkreślasz to na albumie. Ze słuchaczami. No właśnie, czy ta proporcja słuchacza do fana cię zadowala? Czujesz, że ludzie słuchają cię uważnie? Wyciągają wnioski z tego, co masz im do przekazania?

Może to nie chodzi, żeby na moim przykładzie się czegoś uczyli. Ja nie jestem jakimś nauczycielem tylko, żeby… Jest we mnie jakaś potrzeba bycia zrozumianym. Taka ludzka, zwykła. Nie tak jak u artysty tylko ludzka. Pamiętam, zanim nagrałem pierwszy album – nawet to było trochę przed- mieszkałem u rodziców, pogrążony w nałogu, w pokoju najaranym szlugami i po prostu jak miałem jakiś pieniądz, to przepijałem. Obawiając się o to, co będzie jutro i skąd wziąć pieniądze jakiekolwiek na cokolwiek. I pamiętam, że kiedy moja muzyka zaczęła docierać poza moich znajomych, na jakimś forum o rapie albo później do znajomych z innego miasta i ludzie do mnie pisali. To najbardziej w tym cieszyło mnie to, że to co ja mówię w tych kawałkach, ludzie to słuchają i mówią: „Ty, spoko to jest. Rozumiem go. Ciekawe spojrzenie”. Rozumiesz, o co chodzi? Tego mi brakuje po prostu. To we mnie siedzi. Ale myślę, że potrzeba zrozumienia jest w każdym człowieku. Nawet takiego zrozumienia, czy to w domu przez kobietę, czy narzeczoną, czy tam żonę, czy przez znajomych. Ta potrzeba gdzieś we mnie jest. Mi jest się ciężko czasem pogodzić z takim niezrozumieniem. Brakuje mi tego czasem. To jest fakt. Do tego dążę. Ten stan, który pamiętam. Mnie nie cieszyła perspektywa tego, że ja się wyrwę z czterech kątów u mnie i że ja zacznę wieść życie spokojne i dostanie, bo ja nie miałem pojęcia, że można takie życie wieść. Nie liczyłem na to. Nie marzyłem o tym. Natomiast sam fakt tego, że ludzie cię rozumieją, to było coś pięknego. Bo ja się czułem mega niezrozumiany, sfrustrowany, cały świat był zły. I to że nagle masz ludzi, którzy mówią: Spoko mówisz – to było piękne. To mnie w tym pociągało tak naprawdę. I teraz mi trochę tego brakuje. Mam pełną świadomość, że moje obecne życie w dużym stopniu odbiega od średniej. Zawód, który wykonuję… wiesz, wiele rzeczy mnie różni, ale gdzieś tego poczucia zrozumienia… Czasem mi za nim tęskno…

A to poczucie, że byłeś z fanami za blisko i teraz w związku z tym chcą żyć twoim życiem, wejść ci na głowę, czepiać się każdego słówka w każdym wyznaniu?

Wiesz co, to nie tak jest. Kurczę, to jest wszystko… zależy od konkretnej sytuacji. Jak na koncertach miałeś 20 osób, to zdążyłeś z każdym pogadać, bo było ich 20. Poza tym z każdym poszedłeś do baru, wypiłeś, to jest wiesz… spoko. No ale nie jak jest na koncertach 1500 osób i tych koncertów grasz 100 w roku. To nie jesteś w stanie tego zrobić. Dwa, że moja perspektywa na wiele rzeczy się zmieniła. Nie używam całkowicie żadnych substancji już teraz, które pomagały mi tłumić moje lęki. Nawet jeszcze przy „To tu” byłem na lekach, które też mi wiele rzeczy łagodziły. Teraz bardzo często marzy mi się, żeby się zaszyć, siedzieć, a jak mam jakieś interakcje to na własnych warunkach. Czy to znad telefonu, czy w bezpiecznym dla mnie miejscu. Bezpiecznym nie w sensie fizycznym, tylko takim, z którego ja mam pewność, że mogę zaraz wyjść na własnych warunkach. Rozumiesz? Tak jak się z drugim człowiekiem rozmawia. Ta taka mega emocjonalność. Ja jej nie rozumiem. Bo nie jestem taki w stosunku do innych i u mnie takie rzucanie się na szyję, to jest ciężkie dla mnie emocjonalnie, po prostu. I tyle. Każdy człowiek jest inny i każdy ma jakąś inną potrzebę granic bezpieczeństwa. Jeśli ktoś mówi: „Granica jest tu”, to szacunkiem jest uszanować to. Jeśli ktoś mówi, że tu, to szacunkiem jest to. Nie jest tak, że raz jest tak, a potem nie może być tak. Może być. Ludzie się zmieniają. Zmieniają się twoje doświadczenia, otoczenie. Zmienne się zmieniają – jak sama nazwa wskazuje. I potrzeby. Sztuką jest, żeby uszanować drugiego człowieka w tym.

Miałeś takich artystów, których fanem śmiało mógłbyś się nazwać?

2Pac.

Pierwszy się nasuwa na myśl.

Ale i Kazik, pewnie, że tak.

Była sytuacja, że spotykasz Kazika po koncercie…

Tak, ja go spotkałem wielokrotnie.

I miałeś potrzebę zrobienia sobie zdjęcia? Wzięcia autografu?

Nie, nie. Mam nawet w kawałku: „<<Tatę Kazika>> znam na pamięć”, parę razy już graliśmy razem. Duży szacunek mam, ale nie podbijam. Nie, nie, nie. Grał Kazik z Kultem na rocznicy wydarzeń radomskich i na juwenaliach. Szanuję go. On mnie nie zna, nie wie, kim jestem. Ja mam i interakcje z ludźmi, których znam, z którymi razem pracuję, ze znajomymi itd. Robię sobie zdjęcia i wszytko. Bardziej chodzi o to… Mnie sama prośba zrobienia zdjęcia nie przeszkadzała. Rozumiem potrzebę ludzi, żeby to zrobić. Natomiast ich relacja na odmowę – to jest najbardziej przykre. Ja też się czasem pytam i jak ktoś mi odmówi, to ja go nie wyzywam od gwiazdorów ani go nie obrażam, tylko rozumiem, że ta osoba nie ma ochoty z jej powodów. To tylko o to chodzi. Nie rzucam się na szyję nikomu. Nie klepię po plecach, nie mówię: „Ziomek, Kazik, wchodź teraz ty. Całe życie mi towarzyszyłeś”. Kazik mnie nie zna, on nie wie, kim ja jestem.

A jakaś choćby odrobina wzruszenia w momencie kiedy jesteś w Stanach i odwiedzasz te miejsca, o których kiedyś mogłeś tylko czytać, czy może oglądać je na zdjęciach? Czy to już zupełnie nie ten czas?

Nie no, ja byłem pod studio, gdzie 2Paca postrzelili w 94. Widziałem murale 2Paca i Biggiego. Miło. Ale to nie jest tak, że mi się serce otwiera i białej gorączki dostaję. Nie ekscytuje mnie to już tak. Ostatnio czytałem ciekawy artykuł o tym, że to tak jest troszeczkę, że ludzie – do pewnego wieku w procesie dojrzewania – szukają wzorców i autorytetów w muzykach. To musi być często coś innego niż dom rodzinny, to naturalna kolej. Emocjonalnie do tego podchodzą. Ja też tak podchodziłem do twórczości 2Paca. Dziś, poza tym, że lubię jego muzyki słuchać, cała ta otoczka związana z nim… Nie, na ołtarze go nie wynoszę. Uważam, że dużo głupich rzeczy robił też. Mam ulubione cytaty, które jakoś tam kierują w danych sytuacjach. Nie żyję według tego, nie mam wydziarane na plecach „Tylko Bóg może mnie osądzić” (śmiech) albo „Fuck bitches get money” na brzuchu (śmiech). Natomiast mam ulubione cytaty, które gdzieś mi się otwierają tak jak przysłowia dane przez babcię – ale to tyle. Nie szukam zewnętrznych autorytetów wśród raperów.

To co w rapie jest najważniejsze – taka hierarchia – też jest u ciebie 2packowa, bo on zjednywał sobie ludzi charyzmą, tym, że wjeżdżał na bit zawsze jakby był u siebie. Taki dominator typowy. Nigdy od linijki. Trochę dziko, trochę na spontanie.

Pisał bardzo szybko. Wiesz, nie wiadomo jaki byłby 2Pac, gdyby żył trochę więcej niż 25 lat. Wiesz, o co chodzi? On też miał burzliwe życie. Jak masz 25 lat i przeżywasz tyle co on przez ten okres. Tyle rzeczy się dzieje i cały czas jesteś na świeczniku. Alkohol, narkotyki, kobiety, więzienia, nie wiadomo, kto jest przyjaciel, kto jest wróg. No to mocno oddziałuje na psychikę. Nie masz czasu usiąść i się zastanowić nad własnym życiem. Ja mam 36 lat, dwójkę dzieci, jestem po terapii, przemeblowałem swoje życie i spojrzenie na świat. To zupełnie dwa inne światy. Nie wiadomo, jaki by był, jakby też miał szansę dojrzeć.

Rzeczywiście przemeblowałeś to życie i nie miałeś nigdy wrażenia, że trochę za dużo od siebie wymagasz? Że odstawienie tego wszystkiego co mogło ci przynieść choć trochę ulgi, jest takim aktem może okrucieństwa względem siebie?

Nie, okrucieństwem to byłoby spać zarzyganym tu pod drzwiami albo nie przyjechać, bo właśnie jestem oćpany i śpię u kogoś, gdzieś tam… To by było okrucieństwo względem mnie i najbliższych. Z nałogiem to jest tak, że albo wychodzisz całkiem albo nie całkiem. To, że faktycznie nie mam innych metod wypracowanych zbyt dobrych na dawanie sobie luzu, to jest fakt. Ostatnio nawet rozmawiałem z paroma osobami, że muszę się tego nauczyć. Jak ćwiczyłem było łatwiej. Teraz znów muszę sobie hobby jakieś znaleźć, które pomoże mi odciążyć mózg w chwilach takiego napięcia. Ale jest tak trochę, że wymagam od siebie dużo, ale jestem do tego zmuszony. To jest zero-jedynkowe w wielu kwestiach. Wychodzenie z uzależnienia jest zero-jedynkowe, a to przekłada się na inne aspekty życia. A w świecie nie zero-jedynkowym, świecie ludzi, którzy lubią sobie dać na luz, ciężko jest być takim zero-jedynkowym gościem. Staram się więc gdzieś nad tym panować. I tam gdzie jest to potrzebne, trzymać, a jak nie jest to potrzebne, to nie trzymać. Albo wóz, albo przywóz. Plus jest też taki, że ta zasadniczość moja względem samego siebie przynosi też wymierne rezultaty, jeśli chodzi o sprawy zawodowe, czy poukładanie życia. Na pewno nie byłbym tu, gdzie jestem i nie wydałabym piątej płyty, która jakoś tam się trzyma, w ciągu 6 lat, gdybym jakoś się nie ogarnął w porę. Ale jest to spory koszt emocjonalny i na pewno dla mojego otoczenia to też jest spory koszt.

Ciężko było ci się otworzyć przed terapeutą?

Nie! To w ogóle jest fenomenalne. Ja łatwość w mówieniu o sobie miałem zawsze. Też chyba dlatego, że rapuję. Pamiętam, jak poszedłem to terapeutki. To fenomenalna rzecz, którą do teraz lubię. Jak już zebrałem się – po wielu nieudanych próbach zaszywania się, po jakiś tam nieudanych próbach pojedynczych. Poszedłem do terapeutki i mówię sobie: „Otworzę się teraz, całe życie jej opowiem i tak z głębi siebie. Przecież to, że ja piję to jest spowodowane tyloma rzeczami, które przytrafiły się mnie. Jestem w tym taki wyjątkowy. Ale dobra. Podzielę się z nią”. Siadam. Mówię. Przez godzinę, półtorej. Ona zapisuje na tej kartce. Ja mówię i co? Dziwne nie? A ona mówi jest pan typowym alkoholikiem. I to typowe tak mnie uderzyło, po prostu! Jak to typowe?! Przecież ja piję, bo tu dzieciństwo, nikt mnie nie rozumie! Ja jestem taki wyjątkowy. A ona mówi, że to jest typowe. I to mnie bardzo szybko sprowadziło na ziemię i do dziś o tym pamiętam. W żaden sposób to nie jest wyjątkowe. Jest to typowe. Każdy tak ma. Każdy uzależniony ma podobne mechanizmy. To często mam w stosunku do siebie, ale też w stosunku do innych, którzy wynajdują sobie tysiąc wymówek na to. Jeszcze nie teraz, a to jeszcze nie to, bo oni są w takiej trudnej sytuacji. Ja na to patrzę i widzę siebie z wcześniejszych lat i mówię: „OK. Jesteś wyjątkowy. Cały świat jest typowy, tylko ty jesteś wyjątkowy”.

To dotyczy nie tylko alkoholu i narkotyków. Są ludzie, którym straszne rzeczy dzieją się w związkach, to jest ten sam mechanizm. Wydaje ci się: „Tylko ja tak mam”. A na dobrą sprawę jest ileś schematów, w które wpadamy.

Jest tak samo.

I przełamanie tego przekonania o własnej wyjątkowości, zajebistości w skali świata jest ważną rzeczą, jeśli chodzi o odblokowanie twórcze.

Na pewno. W jakimś tam dochodzeniu do zdrowia psychicznego jest bardzo ważne. Każdy z nas jest wyjątkowy w jakiś sposób. Mechanizmy, które rządzą nami jako gatunkiem ludzkim, się powtarzają. Warto też na to tak spojrzeć. Często przeświadczenie o wyjątkowości jest jedną z takich rzeczy, które blokują nas, żeby faktycznie coś z tym zrobić. Spojrzeć krytycznym okiem na siebie. Skoro jestem wyjątkowy, to nikt mi nie jest w stanie pomóc, nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć. Co mi będzie jakaś baba mówiła, co ona książki czyta, jak ona czyta o innych ludziach, ale nie o mnie! Przecież tylko ja w domu miałem ciężko, tylko mnie nie rozumieją, tylko mnie Kaśka w 2B rzuciła. Rozumiesz? Serce mi krwawi, co wy mi tu gadacie. A to jest wszystko to samo.

Raper ma trudniej, bo prościej mu popłynąć. To że czujesz się królem bitu, może spowodować skutek uboczny, że czujesz się też królem świata. I całe osiedle klepiące cię po łopatkach.

Na terapii u mnie nie było żadnego innego rapera. Było dwóch policjantów. Nie. To. że masz wokół siebie ludzi, którzy zamiast ci pomoc i burzyć twój mit o twojej wyjątkowości, klepią cię po plecach, to jest utrudniające. Ale nie dotyczy to tylko artystów. Często jest tak nawet w domu rodzinnym. Mój synek taki biedny. Świat się na nim uwziął. To się nazywa komfort picia w wypadku ludzi, którzy piją. Czyli jak przychodzisz z pracy któryś raz i leżysz pijany, zarzygany, a rano żona zamiast cię zostawić, to gotuje ci rosołek, pierze ciuchy i potem jeszcze dzwoni do szefa, że mój mąż się źle czuje, to ona daje ci komfort picia. Ona nie daje ci się zderzyć z twardymi konsekwencjami nałogu. Ja rozumiem, że to jest ciężko zostawić. Bo to jest strach – czy go nie zwolnią itd., ale tutaj też tak jest w relacjach międzyludzkich. Jak mówią, a to taki śmieszek, niech sobie pije, a ma taką pracę. To wszytko powoduje, że decyzja o wzięciu się w garść nie nadchodzi lub nadchodzi za późno. Jeśli naprawdę chcemy pomóc ludziom, którzy mają problem, to k***a dajmy im się zderzyć z konsekwencjami.

Mam poczucie, że na „Mr KęKę” jest mniej chęci wpajania innym swojej wizji świata, że mówisz mniej z pozycji nauczyciela. Więcej wątpisz…

Ja nie wiem, gdzie ja mówiłem z pozycji nauczyciela kiedykolwiek?

To jest dyskusja, którą kiedyś prowadziliśmy gdzieś na wallu. To też jest osobista kwestia, co się odbiera jako mentorstwo. Być może jest tak trochę, że na złodzieju czapka gore.

Jak ktoś czuje się poruszony, to tak odbiera. Wiesz, ja wręcz tłumaczę na instastory: „Piotrek co robić”? „Idź do specjalisty. Idź spytaj kogoś. Ja jestem raperem. Nic ci nie powiem. Idź, zapytaj kogoś, kto się na tym zna”. Podkreślam to. To, że niektóre wersy są tak odbierane, to może jest jak mówisz, że masz jakiś niepokój związany z własnym życiem i ktoś ci coś mówi to myślisz sobie, a mentor j***ny będzie mnie tu uczył. Ale ja nie mam takiego zamiaru. Co mnie to obchodzi! Nie obchodzi mnie życie Marcina Flinta (śmiech).

Mnie też czasami nie obchodzi.

O to był jasny sygnał (śmiech).

Numer do terapeuty po wywiadzie (śmiech). Masz taki fajny wers odnośnie tego, że im więcej wiesz, tym bardziej wątpisz, masz w sobie większą – no właśnie i tu pytanie: czy coraz większą potrzebę formułowania mniej kategorycznych sądów?

Też na terapii mnie nauczyli. Nigdy nie dawaj rad. Zawsze mów o własnych doświadczeniach. To pierwsza rzecz, jakiej uczą. Mów: „U mnie się dzieje tak”. Albo ktoś się pyta, to się nie mówi mu: „Rób tak i tak”. Bo to duża odpowiedzialność. Miałem wiele razy sytuacje, w których stan obecny wydawał mi się za pewny, a później okazało się… Wiesz wydaje ci się, że dochodzisz do formy, a potem bark strzela. To uczy pokory. Albo głowa ci siada. Albo myślisz, że masz kontrolę nad życiem, a tu się okazuje, że miałeś, jak brałeś leki, a jak przestałeś, to znów jesteś w dupie i znów musisz od początku. To uczy pokory. To, że moje wersy mogą być tak odbierane… Wiesz, są ludzie, którzy mogą żyć tak decent – bez żadnych szaleństw i jak oni mówią o swoim życiu bez szaleństw, to często jest odbierane, że nauczają. Natomiast ludzie, którzy żyją w zwariowany sposób i mówią o tym, to już nie ma tego. Chociaż pewność w przekazaniu, że „dziś się na***ać”, jest taka sama jak tu, że „dziś się nie na***ać”. Rozumiesz? Co ty będziesz mi mówił. A jak ktoś mówi: „Ale dziś się najebałem”, to nie zarzucasz mu, że on ci każe się najebać.

Jest coś takiego jak poczucie moralnej wyższości niepijącego.

Ale to jest poczucie u tych, którzy to odbierają. Nie u mnie. Ja nie mam takiego poczucia, że jestem lepszy, bo nie piję. Jestem alkoholikiem, więc to, że ja doszusowałem do ludzi normalnych, nazwijmy to – i to się jeszcze muszę pilnować, żeby tę normalność mieć, to w czym jestem lepszy? To nie ma czegoś takiego. Odbiór może być z boku taki. Bo jak ktoś przychodzi z pozycji: gość nie pije, nie pali – no k***a mnich! Rozumiesz, o co chodzi? To ja sobie zdaję sprawę, że jak na nienormalnego można patrzeć i zawsze jestem taki, że wiesz… Zresztą często jest tak, że jest to związane ze społecznym postrzeganiem funkcji, jakie ludzie pełnią. Ja ci podam przykład. Ja u siebie na osiedlu w nocy byłem ślepy, nic nie widziałem, bo mam okulary i jak na przykład ktoś z daleka szedł i ja nie poznałem, kto to jest i następnym razem jak mnie ten ziomek widział, to mówił: „Ej, ty KęKi albo Siara ślepy c***u, nie widziałeś mnie? Siema mi nie powiedziałeś. A teraz, jak ja już kogoś k***a nie poznam – a jestem tak samo ślepy w nocy- to nie jestem już „Siara ślepy c**j” tylko jestem „dumny c**j” co „siema” nie mówi. Naprawdę! Ale czy moja ślepota się zmieniła? Nie! Postrzeganie przez ludzi tej samej osoby. Teraz już sobie nabijają, że on pewnie mi „siema” nie powiedział – dorabiają historię – pewnie mi „siema nie powiedział, bo jest teraz wielkim panem KęKę. Dlatego na osiedlu, na którym mieszkam, teraz mówię wszystkim „dzień dobry”, k***a. Jak się brama otwiera – nie wiem czy to ktoś przyjeżdża do sąsiadów, bo to jest nowe osiedle – ja tych ludzi nie znam wszystkich, to do wszystkich się uśmiecham i mówię: cześć, cześć! Nie wiem czy to jest gościu, który tam dowozi, czy który pracuje. Patrzą się jak na idiotę, a ja się po prostu uśmiecham, żeby mieć święty spokój. I trochę tak jest, tak samo z niepiciem. Wiesz, o co chodzi? To są po prostu moje słowa z racji tego, że jestem to są inaczej odbierane. Tak mi się wydaje często.

Tak, tak, to jest dobre spostrzeżenie, abstrahując już od tego ponurego tematu, w którym się pogrążyliśmy, że rzeczywiście jeśli uśmiechasz się do ludzi i mówisz im „dzień dobry”, to patrzą tu na ciebie jak na wariata. Małe dzieci jak jedziesz z nimi windą, odruchowo mówią „dzień dobry” każdemu.

Mój mówi „cześć”.

Ja też byłem takim dzieckiem, ale po którymś – nabrałem też lat – i po którymś takim spojrzeniu jakbym w tej windzie bąka puścił – oduczyłem się tego. I to jest smutne w sumie.

W drugą stronę patrz. Jesteś Marcinem Flintem, który na przykład nie mówi „dzień dobry” obcym ludziom w windzie, bo to są obcy ludzie, więc nie mówisz. I to jest normalne. Poza tym masz z dzieciństwa zadrę, która każe ci nie mówić, bo kiedyś byłeś źle potraktowany. Jesteś Marcinem Flintem. I nagle ten sam Marcin Flint, na tym samym osiedlu, nagle wygrywa milion w totolotka, czy osiem milionów. Ludzie o tym wiedzą i on po prostu jedzie w tej samej windzie w garniturze i ludzie wchodzą i ty im nie mówisz „siema”. To już nie traktują cię tak samo, tylko traktują cię jako dumnego c***a z zadartym nosem, który nie mówi „siema”, chociaż ty nigdy nie mówiłeś „siema”. Rozumiesz, o co mi chodzi? Nie mówię, że w mojej sytuacji tak jest, ale często postrzeganie i dorabianie ideologii wynika z ludzkich kompleksów, a nie ze zmian w samej osobie, o której oni myślą, że się zmieniła. I wracając do tematu, o którym wcześniej mówiliśmy, o potrzebie bycia zrozumianym. Bo ja czytam o sobie rzeczy, czy dowiaduję się ich i łapię się za głowę. Naprawdę ktoś tak pomyślał? Ale nie da się całego świata wytłumaczyć.

Da się tego nie czytać.

Da się, da. Zdrowie psychiczne przynajmniej w tym aspekcie zachowuję, ale to częste zjawisko jest niestety.

Bo to jest tak, że jak chłoniesz komplementy wszystkie pozytywne jak gąbka, to krytyka zaczyna inaczej ważyć.

Tak. To tak jest. Jeśli budujesz poczucie własnej wartości na pozytywach, to negatywy będą ci to poczucie własnej wartości zawsze zabierać. Trochę tak jest.

Mówiąc o „Mr KęKę” wspominałeś, że to jest płyta, która ci pomogła.

Tak.

Rozwiń myśl, jeśli możesz.

To o czym mówiliśmy. W momencie, w którym pisałem pierwszy numer „Nie to nie”, który napisałem w czerwcu 2018 roku, czyli jakaś taka frustracja. KęKę c**j, KęKę tamto sramto, później jeszcze numer z Pawłem, a to „Safari”, czyli takie raczej numery, które były nagrywanie w złym stanie moim emocjonalnym i to zresztą po tych numerach widać. Natomiast już pod koniec poprawiło mi się. Jest w miarę w porządku. Jest stabilnie. Nie jest „uuuuu”. Ale jest w porządku. Dwie rzeczy myślę, że do tego się przyczyniły. Raz, że sama terapeutyczność procesu pisania i rapowania, dzielenia się ze światem swoimi odczuciami – to jest jedna rzecz, która pomaga mi po prostu. To ma terapeutyczne znaczenie – pisanie tekstów. A druga rzecz to oddanie się pracy związanej z wydawaniem tego. Ten cały wir i pęd, który też mnie napędza i który wynika z mojej potrzeby adrenaliny, którą – jak słusznie zauważyłeś – mam. To też mi pomogło ustabilizować. Teraz już się znów obawiam, bo minął miesiąc tych już nowych bodźców związanych z obowiązkami nie mam i już trochę mi tam głowa szwankuje. Muszę na siłownię wrócić.

Adrenalina to jedno – to na pewno paliwo. Przekora to drugie, bo wydaje mi się, że jeśli ktoś ma wobec ciebie oczekiwania, czy wrzucił cię do jakiejś szufladki, to ty robisz wszystko, żeby wyprowadzić go z równowagi.

Uwielbiam to! Tak, mam tak! A to jest strach przed zaszufladkowaniem troszeczkę.

Tak i gdzieś w czasie gdy ludzie wstydzą się tego, że słucha się reggae.

Ludzie się wstydzą ze słuchają reggae?!

No wiesz, jest to głupie powiedzonko.

No to znam, ale ja nie słucham, ja robię (śmiech).

OK. Tak samo myślę, że wiele szczęk opadło po twoim latynoskim utworze.

Tak.

I to jest właśnie chęć włożenia kija w mrowisko i pójścia pod prąd.

Może trochę chęć, może trochę przekory w tym jest. Ja lubię takie nuty. Rap był moją czwartą miłością muzyczną. Może trzecią, taką wiesz największą, ale jednak którąś tam z kolei. Ja byłem dzieckiem, który się wychował na rocku. Na tej płycie to wszystko widać. I w tym numerze z Grezzlee’em też są opisane te takie etapy. Ja strasznie lubiłem rock jak byłem młody, długie włosy, kasety po starszej siostrze. Żyłem tym. Później słuchałem Scootera namiętnie. Później Kultu, Stare Dobre Małżeństwo itd. Później przyszedł rap, który faktycznie wypełnił całe moje serce – albo przynajmniej większość jego – jeśli chodzi o gusta muzyczne. Ale jest to któryś tam z kolei wśród gatunków, które są na liście. Ja nie słucham tylko rapu. Trochę jest więc w tym przekory, ale też naturalnych preferencji muzycznych. Lubię takie numery, lubię takie bity po prostu.

Ale muzyki latynoskiej chyba za młodu nie słuchałeś?!

Stary, a co jest fenomenalne to to, że KęKę nagle latino robi. Na tamtej płycie „Zrobiłeś to chłopak” jest na podobnym bicie. Jest inny klimat, ale to też jest latino, wchodzi tam takie pianinko latino. Słuchaj, na „Takich rzeczach”! Wtedy to był stary KęKę? Jest taki numer, który nazywa się „Trasa” pod bit Pawbeatsa, to jest chyba jeszcze bardziej latino, dance niż to, co teraz nagrałem. A to jest numer z czasów, kiedy to poniekąd tylko robiłem twardy hip-hop – co jest bzdurą totalną. To się zawsze przewijało. „Nie widziałaś” to co to jest? Też takie numery. To we mnie zawsze było. Nie pojawiło się teraz. Jest w tym trochę przekory, ale też nieprzyjmowania się, jak to będzie odebrane. To jestem ja, nie?

Jesteś ewidentne w kontrze tego salonowego grania. Zastanawiania się, co na siebie włożyć, czy jeszcze Supreme, czy już nie Supreme. Trochę jak Dawid Podsiadło, taki „Małomiasteczkowy” i w opozycji do arbitrów elegancji z wielkich miast.

Nie wiem… w kontrze do tego co teraz popularne też nie jestem, bo moja muzyka też jest jakoś tam popularna. Ciężko powiedzieć. Zależy, jakie środowisko uznasz jako wyznacznik, podejrzewam. Zależy, kto kogo zapyta. Nie wiem, do czego pijesz, jaki nurt uznajesz za główny. Też nie jestem strumykiem (śmiech).

Obserwuję np. po SB Maffiji.

Pozdrawiam serdecznie.

Ja również. Że mierzą w nieco inny target, że są bliżej Newonce, niż byli kiedykolwiek wcześniej.

Pozdrawiam też Newonce.

Jest gdzieś taki cały nurt, żeby dopasować się do bardziej wyrafinowanego odbiorcy.

Sugerujesz, że mój rap nie jest wyrafinowany? (Śmiech ) Muzyczne wybory mogą być czasem takie. I jutro będzie nagłówek: „KęKę w kontrze do SB Maffiji”. To są twoje słowa, ja tak nie uważam. Nie wiem… w sensie, że na festiwalach pozarapowych nie gram? Czy o co chodzi?

Nie. Szukam sposobu żeby możliwie najbardziej obrazowo ubrać to w słowa.

Ja jestem KęKę, robię kękowy rap.

To jest bardziej mielone niż sushi. Kumasz?

Może tak być. Bardziej Kia niż McLaren. Ale ja się nie ustawiam w kontrze. Ja taki jestem z wyborów muzycznych. Moich. I jakichś tam preferencji. Tak jak mówiłem. Z tego co – mówiąc kolokwialnie – mi w duszy gra. Tyle. Jak ty mówisz o targetowaniu, mówisz o jakichś kontrach. To tak jakby SB Maffja siedziała tu i patrzyła na słupki, a ja tu. Nic takiego nie ma miejsca. Nie wiem jak u nich ale u mnie nic takiego nie ma miejsca. Ja robię to co lubię i tyle. I czasem coś żeby kogoś wiesz… nosa utrzeć i tyle.

OK. A miałeś taki moment, gdzie żałowałeś, że teraz cała ta kwestia wydawnicza itd. jest na twoich barkach i zatęskniłeś za tym, kiedy ktoś z Prosto ogarniał zamiast ciebie?

Nie (śmiech).

Czyli jednak control freak (śmiech).

Koniec końców wiem, po co to robię i dlaczego. Wiem, że mój trud się opłaca. Jest to wymagające tak jak mówię. Ale to nie jest tak, że jak ktoś za mnie robił, w szczególności w późniejszym okresie, bo nie mówię o pierwszej płycie, która działa się gdzieś z boku a ja byłem w grubym sztosie i nic nie kontrolowałem. Czy bym to robił teraz sam, czy ktoś by robił, to ja bym tam każdy element musiał wiedzieć. Nie mógłbym tak: o to się tym zajmijcie, a ja jadę na Bahamy. Ja bym tak nie umiał. Skoro i tak mam się przejmować, to wolę się swoim przejmować, niż czyimś. To jest na takiej zasadzie. Ja nawet jak gościnki komuś nagrywam to: jak tam? Wszystko dobrze? Kiedy to wyjdzie? Martwię się za niego. Rozumiesz? Chociaż powinienem nagrać i mieć wy***ane. To jest taka głowa.

Właśnie z tym twoim firmowym „wy***ane”, odmienionym przez wszystkie przypadki, to chyba jak z tym gościem, który mówi o swoich podbojach seksualnych, a tak naprawdę…

Ale to ja już w CGM mówiłem jak płyta tamta wychodziła w 2015 roku, że to jeden numer taki był i tam było „Wy***ane” na konkretne tematy wtedy, które tam były. A jak gdyby cała płyta, już nowe rzeczy to było mocne spięcie. Tam nie było wy***ania.

W „Gorzkiej wodzie” to wy***ane.

Ale w innym kontekście.

Ale właśnie podporządkowanie ciebie pod to słowo jest chyba najgłupszą rzeczą, którą można zrobić.

Nie pasuje. Myślę, że to jest spowodowane tym, że to jest numer, który ma najwięcej m wyświetleń. „Nigdy ponad stan” go goni, a więc jak „Nigdy ponad stan” prześcignie „Wyj***ne”, to ten obraz mnie będzie prawdziwszy. Jak ktoś tam kliknie KęKę. Jestem bardziej „Nigdy ponad stan” niż „Wy***ne”.

Rzecz, na którą z przyjemnością zwróciłem uwagę, że gdzieś tam tej polityki, patriotyzmu jest nieco mniej, ale też jest to już trochę inny patriotyzm. W sensie mówiący: idź zarabiać pieniądze, płacić podatki na swój kraj. Mniej łopoczących na wietrze flag, chociaż Łupaszka musiał być, więcej pracy organicznej.

To nie jest nowe, to już pojawiło się gdzieś w „Młodym Polaku”.

To jest proces.

„Młody Polak” na „Nowych rzeczach” z 2015 jest… ja to kiedyś tłumaczyłem na jakimś Rap Geniusie, który jest postrzegany jeszcze jako hura optymizm, chodźmy na konie. Tak naprawdę jest o tym, żeby już działać stabilnie a jedyny moment, w którym ja daję się ponieść to jest właśnie kiedy widzę twarze na koncertach. Taki był zamysł tego numeru. To jest całkowicie inaczej rozumiany numer niż ja miałem zamysł. Dlatego tłumaczyłem gdzieś tam. Ale tak, ja teraz żyję tak. Robię sobie wolne w święta państwowe. Dzieciakom tłumaczę, cały czas oglądam. Interesuję się historią. Staram się przybliżać im jakieś tematy. Starszemu i młodszemu, jeżeli ich to interesuje. Chociaż młody to za mały żeby coś zrozumieć. Ale tak to staram się być praworządnym obywatelem. Ciężko byłoby mi teraz głosić inne podejście do spraw. skoro żyję tak. Nie zmienia się moje podejście do pisania tylko zmieniły się realia, w których żyję i jak ja postrzegam te sprawy. Ale to cały czas jest tak samo, że piszę o tym co ja czuję i co ja widzę. I tak samo jest tu trochę w tym. To jest pokłosie podejścia na temat patriotyzmu i wiele innych tematów. To ja w stu procentach chociaż jakieś tam zmiany zaszły w moim postrzeganiu spraw. Zabrzmiało ciekawie. Bo ty powiedziałeś że „cieszę się, że mniej patriotyzmu jest” (śmiech). Flint cieszy się, że jest mniej patriotyzmu.

Mniej zawłaszczania.

Ale w tym nie ma zawłaszczania. Widzisz i tu jest kolejny raz to samo. Zawłaszczanie traktujesz wtedy, kiedy ktoś głosi teorię z którą się nie zgadzasz. Bo dlaczego nagle moje podejście – płaćmy podatki – nie nazwiesz zawłaszczaniem? A tam będą osoby, które chodzą w flagami i mówią: „K***a, ten to teraz zawłaszcza patriotyzm dla celów – płaćmy podatki. Jako zawłaszczanie traktujesz: idźmy z flagą – upraszczając ale „płaćmy podatki” – według ciebie już nie jest zawłaszczaniem. Dlatego, że się bardziej z tym zgadzasz. To jest dokładnie to samo, o czym wcześniej rozmawialiśmy. Mówiłeś, że nie ma nauczania, bo nie ma rzeczy, z którymi ty się nie zgadzasz albo jak gdyby cię nie uderzają i tu jest dokładnie ten sam przykład. Ja tak samo zdecydowanie mówię o tym, że płaćmy podatki jak kiedyś mówiłem tam wiesz… Nie zmieniłem sposobu. Mogą być słowa trochę inne. Muzyka inna.

Dla mnie ważne jest to, żeby to „kocham Polskę” nie było na zasadzie…

Nie kocham innych?!

Tak, na zasadzie: kocham Polskę, ale nienawidzę wszystkich innych. Kocham Polskę kosztem kogoś. Jak trzymasz tę flagę, to po to żeby tę biel i czerwień eksponować, a nie po to żeby móc kogoś j***ąć drzewcem.

Wiadomo, że lepiej eksponować niż j***ąć drzewcem. Chociaż nie wykluczam, że są momenty, kiedy kogoś trzeba je***ć drzewcem (śmiech.)

A jednak (śmiech). Czyli jednak pewne rzeczy się nie zmieniają.

Nie no, zmienia się. Jak zacząłem trzeźwieć, ja nie mogę głosić niektórych rzeczy, jeżeli sam tak nie żyję. Żeby być w zgodzie z samym sobą nawet jeśli coś z dawnego pojmowania niektórych spraw, czy to społecznych czy gospodarczych, było we mnie. Bo ja 30 lat myślałem, że tak jest dobrze – nie mówię tylko o politykach – ale ogólnie o relacje międzyludzkie, facet-kobieta itd. I jeżeli ja tak myślałem i nagle zmienia się moje życie i żyję inaczej, to nawet jeśli ja czuję, że ta stara część mnie dalej tak chciałaby krzyczeć, to ja muszę krytycznie na siebie spojrzeć i powiedzieć: „K***a, ty nie żyjesz tak. Wiesz, o co chodzi? Będziesz jedno mówił, drugie żył? Gdzieś mam tą potrzebę zgodności wewnętrznej. I dlatego przemeblowuję niektóre rzeczy dlatego że sytuacja się zmieniła a czasami zmienia się sytuacja dlatego, że co innego myślę więc sytuację zmieniam do tego. To są takie procesy.

Spójność wewnętrzna do ważna rzecz.

Ważna, bo idzie oszaleć.

Tak. I patrzenie w lustro zaczyna być problemem. Myślę, że jak ktoś spójność wewnętrzną utraci, to powinien przestać tworzyć, bo jest toksyczny dla siebie i dla innych.

Potrzeba bycia fair w stosunku do siebie i do innych, bycia zgodnym ze sobą i cieszenia się nadal z twórczości wymaga ode mnie – to jest górnolotne, ale – bycia prawdziwym. Jeżeli mnie jakieś sytuacje w relacji ja – odbiorca denerwują to mówię o tym. Chociaż marketingowo to k***a mógł być strzał w kolano. Okazuje się, że nie jest bo dalej mam pełne koncerty i ci którzy rozumieją to tak, jak ja chciałem powiedzieć – należycie – nikt się nie obraża o to że ja potrzebuje trochę przestrzeni dla siebie. Ludzie rozumni wiedza, że to jest w porządku. To nie wpłynęło ale obawa była. Wiem też, że nie każdy poszarpałby się żeby powiedzieć: ej spokojnie tu jestem ja tu moja prywatność. Bardziej jest tendencja: kocham was wszystkich kochani, wejdzie mi do łóżka. Ale ja jak gdyby w trosce o własne zdrowie, o spójność tego co myślę z tym co mówię musi być, dlatego tak powiedziałem. Tak samo jest tu. Jak zmienia mi się podejście na sprawy społeczno-gospodarcze, to też o tym mówię. Wiadomo, że ludzie lubią rożne rzeczy z różnych powodów. Nie mam zewnętrznego przymusu, żeby rapować. Żadnego. Poza wewnętrzną potrzebą wyrażania się, działania i sprawozdania, że coś wychodzi dobrze, nie mam żadnego zewnętrznego przymusu robienia tego. Nie widzę wiec żadnego powodu dla którego miałbym robić to nieszczerze. W stosunku do siebie samego. This is how it is.

Zamykając polski temat -bo to jest na odrębną dyskusję, myślę, że dwugodzinną, „Krucjaty” na koncertach już nie grasz?

Ja nigdy nie grałem „Krucjaty” na koncertach. To nie był numer koncertowy.

I bardzo dobrze. A noc wyborcza przed telewizorem z wypiekami, czy nie?

Grałem koncert, wracałem z Torunia do Radomia. W nocy wracaliśmy, bo chciałem rano iść do roboty. Graliśmy trzy koncerty i ostatni graliśmy w niedziele w Toruniu wiec wsiedliśmy w samochód i wracaliśmy.

Jakaś ekscytacja?

Ymmmmm, ale w związku z czym?

W związku z wynikami.

Wyniki chyba nic nie zmieniają.

De facto niewiele.

NoCo do zmian. Zbliża się ten dzień, kiedy przeprowadzisz się do Wrześni?

Zbliża się k***a (śmiech) Zbliża się to – jak się mówi po pantofelsku – nasza wspólna decyzja (śmiech). Sytuacja wygląda tak, że jak się z moją narzeczoną zaczęliśmy być razem, to ona brzydko mówiąc rzuciła wszystko i przeprowadziła się do Radomia. Ja mam starszego syna w Radomiu, chciałem być blisko niego do momentu – no musieliśmy taką granicę przyjąć. To że docelowo ona nie będzie chciała mieszkać w Radomiu tylko przy swoich, to było wiadome od początku. Udało mi się wytargować te pięć lat jego młodości, kiedy pójdzie do szkoły średniej. Przez to, że ustawa o edukacji się zmieniła i nie było trzyletniego gimnazjum, po sześcioletniej podstawówce tylko ośmioletnia podstawówka, ten rok mi ucięli. To będzie więc w tym roku co nastąpi. Przeprowadzka to też jest zbyt szumnie powiedziane. Będę na dwie nogi mieszkał. Mam sprawy w Radomiu, więc będę dojeżdżał. Tym bardziej jak się 70 000 rocznie robi to te 300 km między Wrześniem a Radomiem to 3 godziny. Rano samochodem można przyjechać i wrócić wieczorem. Tak. Będę przyszywanym Wielkopolaninem. Wielka Polska nareszcie (śmiech).

Czujesz że to inna ziemia? Inny rozbiór?

Inny zabór (śmiech). Na pewno mają swoje rzeczy, które są dla mnie niezrozumiałe w mowie czy w działaniach, ale… no nie chcę mówić, że jestem obywatelem Polski tylko, że przez tych moich 7 lat czy 6 to trzy dni w tygodniu praktycznie nie ma mnie w domu. Sama praca. Piątek, sobota, niedziela. Plus jeszcze jakieś wyjazdy. Ja mało bywam w domu. Jeszcze parę lat temu przeprowadzka z mojego osiedla z Radomia, to byłoby coś niewyobrażalnego, teraz to wiesz… Jakoś tak na moją codzienność mega nie wpłynie poza sprawami biznesowymi i rodzinnymi to nie ma to dla mnie większego znaczenia. Sentyment w sercu jest, ale to nie jest tak nagle, że ja przestaję być z Radomia, nawet jeżeli przez naszą wspólną decyzję (śmiech) muszę dzielić się sobą.

No tak, ale chyba nikt cię siłą pyrami z gzikiem i czerniną karmić nie będzie!

Miejmy nadzieję (śmiech).

Masz to poczucie, ze teraz jest twój czas i trzeba tych koncertów zagrać jak najwięcej, hajsu odłożyć jak najwięcej, nagrywać póki jeszcze jest o czym, że powiedzmy przyjdzie 45 i już mikrofon na kołek, odpoczynek?

Nie mam poczucia, że teraz to trzeba. Tak się złożyło na początku przypadkowo, bo jak nagrałem pierwszą płytę, to później następna powstała tam półtora roku później bez dwóch miesięcy i ja od tamtej pory, cały czas nagrywam płyty co półtora roku. Żadne przeczucie, że teraz jest mój czas. Albo że płyta super idzie to dawaj szybciej nie wpływa na to, że nagrywam w takich samych okresach te albumy. Do tej pory były to dla mnie dobre okresy pod względem takim, że mogłem trochę na siebie z boku spojrzeć, mogłem przemyśleć trochę spraw, trochę pożyć. Jednak sam okres nagrywania jest dosyć intensywny. Jakoś wiec nie przyśpieszałem do tej pory. Nie wiem czy teraz też tak będzie. Ale jakieś takie poczucie że: o, dawaj wykorzystajmy teraz – to nie mam. Ja wręcz teraz koncertów mniej gram. Mniej jak na moje standardy. Teraz w styczniu, między grudniem a styczniem będzie z pięć tygodni wolnego, w tym roku też miałem miesiąc wolnego. Później między kwietniem a majem drugi raz. Muszę się tego uczyć, ale staram się. Teraz będę mniej grał nie więcej. 5 minut już należycie wykorzystałem i teraz będę starał się troszeczkę, zmuszał siebie, do tego żeby mniej robić. Bo będę musiał się zmuszać.

A jak wracasz z tras do swojego Radomia. Wiadomo rodzina. To masz poczucie, że to jest inny Radom niż kiedy nawijałeś, że dwie osoby z dziesięciu tu pracują?

Tak, to jest inna Polska, też myślę. Znaczy jest inne otocznie. Ja mogę tylko za siebie mówić. Mi się mogła perspektywa na wiele rzeczy zmienić, bo mi się zmieniła sytuacja, ale jedyne co mogę mówić to na jakiś takich wskaźnikach, które nazwijmy to obiektywnie można przeczytać. Polska też inaczej wygląda. Temat bezrobocia nie jest głównym tematem, który przewija się w rozmowach młodych ludzi. Nie wiem, może są miejscowości, że tak jest. Może jakiś region Przysuski w Radomiu – tam zawsze było duże, cały czas tak, jest ale w Warszawie nie jest tak. Dużo osób jest za granicą więc ten problem bezrobocia się rozładował, dwa, że tej pracy jest więcej. Nie sądzę żeby to był główny temat rozmów młodych ludzi.

Nawet jak jestem w małych miejscowościach to kartka, że szukają kogoś do sklepu, wisi w połowie sklepów.

To zmienia optykę na wiele spraw. Ja rozumiem, że nie są to dobre prace takie jakie młody człowiek by sobie zażyczył, ale to nie jest już główne poczucie, że zaraz będziesz bez pracy i nie wiadomo co tu robić, które towarzyszyło mi przez większą część mojej młodości, czy dorosłego życia. Teraz chyba już nie jest tak. Jest w porządku. Kraj w rozkwicie (śmiech) chciałoby się powiedzieć. Obecnie koniunktura jest w porządku. Natomiast nie wiadomo jak długo.

Tu fajnie, że pozostawiłeś mi możliwość przeskoczenia do „Czarnej chmury”.

Widzisz, jak ja nakierowuje? Wcześniej cię nakierowałem. Jestem Puppet Master (śmiech).

Co dla ciebie jest tą czarną chmurą? To prozaiczne… nie, zresztą nie będę cię naprowadzać.

To prozaiczne…. pogorszenie koniunktury gospodarczej to nie jest prozaiczne. Często chcemy, żeby miało to głębszy, podwójny sens. Najpierw najpłytszy sens niech sobie ludzie ogarną, ja ogarnę a później wiesz…. Rozumiem, że dla ciebie prozaiczną czarną chmurą jest pogorszenie się koniunktury i po prostu pogorszenie się sytuacji gospodarczej. Ty byś potrzebował, żeby to miało potrójne znacznie tam gdzieś w środku. Natomiast dla mnie to nie jest prozaiczne. Weź się przygotuj na to, że będzie spowolnienie gospodarcze – to jest prozaiczne? Skoro to jest takie prozaiczne to dlaczego większość osób nie potrafi tego zrobić?

Z natury rzeczy mamy wpisane w siebie życie chwilą.

To nie jest prozaiczne. Ja rozumiem prozaiczne jako powszechne ale to nie jest prozaiczne. Ogarnąć najprostsze rzeczy jest często najtrudniej.

Załamanie koniunktury – jedno, ale mam wrażenie, że możemy się usmażyć a głodna Afryka przyjdzie nas wyrżnąć.

Wiele jest zagrożeń. Nazwijmy to ogólnie sytuacją społeczno- gospodarczą. Ja w tym numerze chciałem po prostu… często mam wrażenie że myślimy – też się na tym łapię- że to jak jest teraz dobrze to stan naturalny i tak zawsze będzie. Nie. To dotyczy nie tylko sytuacji społeczno-gospodarczej i też mojej – sytuacji na scenie. Nawet niech to będzie 5 płyta i 7 rok i że jest dobrze to nie znaczy, że ja zawsze będę tak miał. To jest teraz dobrze. To jest dobrze. Może stan naturalny będzie taki. Tak samo patrzę na siebie i myślę o swoim miejscu na scenie, że to jest chwilowe. Tak samo myślę, że teraz jest tak a nie inaczej w kraju to nie jest naturalny stan. Ale do dobrego ludzie się przyzwyczajają. Ciężko wiec myśleć teraz jest dobrze to przygotuj się na trudną ewentualność. Aczkolwiek inna sprawa, że nie każdy ma też możliwość przygotować się za bardzo. Nie dedykuje tego utworu tym, którzy nie mogą się przygotować, ale tym, którzy taką możliwość mają, a wolą się zajmować czymś innym.

Wolisz oczyścić umysł ze wszystkich trosk? Nie martwić się czarnymi chmurami? Ze pewne demony mogą wrócić?

Nie. Mam z tym problem, dlatego wróciłem na terapię teraz. Już nie uzależnień, ale taką głowy. Poszedłem, bo ciężko mi jest wyluzować. Nie umiem dać sobie na luz. Są momenty, kiedy nie myślę: jak się bawię z dzieckiem albo jak koncert gram na przykład i jest spoko. To jest fajnie. Nie to, że mam każdą minutę zajętą przejmowaniem się. Ale ogólnie jestem taką zapobiegliwą osobą, a moja natura tez sprawia ze się dużo przejmuję i chcę się z tego trochę tak… nie żeby całkowicie się nie przejmować bo to jest źle, bo wtedy ludzie którzy nie myślą o przyszłości kończą zazwyczaj słabo. Natomiast chcę to do zdrowych wymiarów doprowadzić.

Obawiasz się sytuacji kiedy jeden z twoich synów przyjdzie do ciebie ze swoim pierwszym rapowym kawałkiem?

Nie, dlaczego? Nie obawiam się. Fajnie by było, gdyby chcieli. Nie sądzę, żeby chcieli, ale jak najbardziej proszę bardzo.

Rozumiem, że nie ma ciągotek i inklinacji do tego? Nie idziesz śladami Adama, który swoich synów na tyle otrzaskał ze studiem, że gdzieś ta kariera jest im niemal napisana.

Nie wiem. No, można sobie gdybać lub mieć chęci, a to jak się to potoczy nie zależy do końca od nas. Często jest tak, że właśnie w wieku nastu lat kiedy wchodzi ten bunt, a autorytetem jest każdy tylko nie rodzic, wręcz ja miałem znajomych którzy byli z lekarskich rodzin i mówią mi w wieku nastu lat – a ja to na filologię polską pójdę. Później i tak po 3 latach wraca do medycyny (śmiech) . Bartek był parę razy ze mną na koncercie, wie jak to wygląda od boku. Czasem jakiś bity lecą w samochodzie gdzieś go tam, jest wokół niego. Ale no w żaden sposób nie sugeruje mu co ma robić w przyszłości. W żaden sposób. Jakiś zawód mu wybierać? Młody to ma 3 lata to on zdąży jeszcze 10 jak nie 20 dróg znaleźć.

Życzę ci tego, żeby wszystko – nie tylko synowie – przysporzyli ci tych siwych włosów w przyszłości. No i cóż – luzu.

Dziękuję bardzo.

Polecane