„Marki Stoprocent już nie ma”. Wini wyjaśnia przyczyny


2021.08.16

opublikował:

„Marki Stoprocent już nie ma”. Wini wyjaśnia przyczyny

fot. P. Tarasewicz

Po sprzedaży wytwórni Stoprorap Wini zapowiedział, że chce się skupić na marce odzieżowej Stoprocent oraz na produkcji wykonawczej. Niestety, Stoprocent nie przetrwało pandemii i na dziś nie istnieje. Wini wyjaśnia sytuację swojej firmy w nowym filmie opublikowanym na jego kanale. W opisie nagrania znajdziecie link do ofert sprzedaży siedziby przedsiębiorstwa, która jest wyceniona na 3,5 mln złotych.

Spisaliśmy to, co mówi Wini, ale żeby w pełni poczuć jego rozgoryczenie sytuacją, polecamy obejrzeć poniższe nagranie, przynajmniej segment poświęcony sytuacji marki.

Pandemia i koronawirus były dla mnie czymś bardzo nieprzychylnym. Nie użyję słowa „tragicznym”, bo ludzie mają dużo większe problemy niż ja, więc nie ma co się nad sobą użalać. Natomiast w 2019, przed pandemią, pod koniec roku, doszedłem do pewnej prawdy, iż nie jestem dobrym managerem i właściwie nie chcę nim być. Oczywiście miałem wielu managerów w firmie, ale finalnie nie była ona prowadzona tak, jakbym sobie tego życzył. Może dlatego, że często wybierałem ludzi nawet pracowitych, ale niemających aż takiego doświadczenia jak powinni mieć w odzieżówce. Zresztą nieważne, bo to nie jest uwaga do tych ludzi tylko do mnie samego. Prowadziłem tę firmę na różne sposoby – były momenty, kiedy pół Polski nosiło te ubrania, były momenty, w których byliśmy bardziej modni, były takie, kiedy byliśmy mniej – mówi.

Wini przyznaje, że problemy Stoprocent wynikały w dużej mierze z tego, że starał się sam kierować firmą, zamiast powierzyć to specjalistom.

To było bez sensu, bo ja jestem po prostu wizjonerem, pomysłodawcą i człowiekiem, który ma niekonwencjonalne sposoby myślenia, natomiast na pewno nie ułożoną osobą, która będzie układać pracę innych. Doszedłem do wniosku, że chcę dalej prowadzić ten interes, ale ze wspólnikami, którzy ułożyliby ten biznes od strony managerskiej, a może jeszcze doinwestowali firmę. No i zacząłem szukać takich ludzi. Musiałem oznajmić moim pracownikom, z którymi pracowałem nieraz bardzo długo, że będę zamykał firmę.

Doszło do takiej sytuacji, że w momencie, w którym było wiele podmiotów zainteresowanych prowadzeniem firmy ze mną, nagle wszystkie się wykruszyły z tego względu, że nagle otwieramy gazetę, a tam największe firmy odzieżowe mają problemy, ponieważ nastała pandemia, zamknęli sklepy. Ci, którzy mieli sklepy stacjonarne, zaczęli mieć wielkie problemy, ponieważ musieli dalej płacić czynsze, a nie mogli zarabiać. Firmy miały duże koszty stałe i to nie był czas, żeby inwestować w nowe projekty.

Doszło do tego, że były tylko dwa podmioty, z których mogłem wybierać, z kim będę współpracował. Niestety dokonałem złego wyboru. Cztery osoby, które założyły spółkę licencjobiorców, okazały się nierzetelne. Człowiek, który namówił wszystkich do tego dzieła, okazał się największym kłamcą, jakiego spotkałem w życiu. Uważajcie na taką rzecz, ja jestem łatwowierny i kupił mnie takim tekstem: „Ja pracuję ze Skandynawami i tam jest taka zasada w biznesie – możesz trzy czy cztery razy dać du*y, coś spieprzyć, ale jeśli przyznasz się do tego i mówisz normalnie, że po prostu ci nie wyszło, to ludzie dalej chcą z tobą współpracować. Ale jeśli raz ich okłamiesz, to jest koniec biznesu”. Strasznie podobała mi się ta idea, ponieważ jesteśmy ludźmi omylnymi, czasami zdarza nam się popełniać te same błędy kilkukrotnie. Mnie na pewno. Kupił mnie tym tekstem i paroma innymi wyznacznikami, że on posiadał sitodruk, inni wspólnicy szwalnię, jeszcze inny człowiek był informatykiem, mieliśmy zrobić lepszy sklep internetowy itd. Wszystko okazało się na odwrót. To, że on posiadał sitodruk oznaczało, że chciał wykonywać go na wszystkich ubraniach, unikał takich technik jak haft itd. Okazało się, że pieniądze, które ma do zainwestowania są zupełnie inne, niż sugerował na początku. Najgorsza rzecz – nie do końca miał ochotę na ciężką pracę – kontynuuje Wini.

Dalej artysta mówi, że wspólnicy nie chcieli realizować jego wizji, nie chcieli rozwijać oferty Stoprocent, opierając się niemal wyłącznie na kolekcjach basicowych.

Cała moja praca marketingowa była niweczona. Obiecywałem jakimś raperom, że dostaną ubrania. Mijał miesiąc, drugi, trzeci, nic nie dostawali. Ciężko mi o tym mówić – przyznaje Wini.

Działania wspólników doprowadziły do tego, że Wini wymówił im licencję. Po tym jak współpracownicy wyłączyli sklep internetowy Stoprocent, nie informując o tym Winiego, właściciel marki uznał, że to koniec.

Aktualnie bardzo bym chciał, aby ta marka istniała dalej, ponieważ to moje dziedzictwo i poszukuję inwestorów, którzy chcieliby się zaangażować w ten biznes – deklaruje szczecinianin, dodając, że ma nadzieję na wskrzeszenie Stoprocent, ale tylko pod warunkiem, że marka będzie mogła wrócić w dobrym stylu. Trzymamy za niego kciuki.

Polecane

Share This