Mes: 8 gościnnych występów, które przejdą do historii


2014.04.14

opublikował:

Mes: 8 gościnnych występów, które przejdą do historii

Przygotowując zestawienie, postanowiłem, że za gościnną zwrotkę lub utwór uznam wszystko to, co nie wylądowało na żadnej płycie Mesa: ani solówce, ani Flexxipie, ani 2cztery7, ani Lepszych Żbikach. Stąd znalazły się tu nagrania, w których słyszymy zaledwie zwrotkę lub kilka wersów Typa, ale są też takie, gdzie tych linijek mamy znacznie więcej – bo gospodarzem jest producent.

Stasiak – Słowa mają moc

Lubię u Mesa to, że chociaż niejednokrotnie w gościnnych zwrotkach wpada na pomysł lub historię, które bez problemu mógłby zostawić na swoje solowe rzeczy i zachwycać słuchaczy na własną rękę, a jednak w jego przypadku takiej kalkulacji raczej nie ma. Opowieść o przykrej rozmowie z Eisem, zawarta w ośmiu wersach w nagraniu Stasiaka, i tak zdołała zaintrygować słuchaczy, na tyle, że Mes musiał do tej sprawy wracać w jednym z wywiadów.

Zresztą, „Słowa mają moc” imponują nie tylko tymi kilkoma gorzkimi, konkretnymi fragmentami i towarzyską otoczką, ale też wzorową formą obu raperów. Ten bit niesie nawet Stasiaka.

{Diil}



Fabuła – Życzenie śmierci


A skoro mowa o fantastycznych pomysłach, które ostatecznie trafiły na gościnne zwrotki – klasyczną dziś pozycją jest „Życzenie śmierci”. Gdy w 2009 roku nagranie trafiło do sieci, narobiło sporo szumu; nic dziwnego, był to taki czas, kiedy jeszcze słuchacz nie czuł zmęczenia, widząc wśród gości Piha i Ero, a i oni sami jakby bardziej przykładali się do swoich szesnastek. Sam teledysk zapowiadał się na rzecz z rozmachem, ale ostatecznie wyszło tak sobie: wszyscy i tak machali łapami do kamery, a czy z pistoletem, czy łopatą w ręku, to już niewielka różnica. Być może ujęcia z Mesem w szkole należą do najzabawniejszych – ale na pewno wówczas żaden odbiorca nie poczuł tzw. „beki”, gdy wsłuchał się w koncept Typa. Ten wyśmienity follow-up do Notoriousa B.I.G. i przeszczepienie jego opowieści na polski grunt na długo pozostanie jednym z najlepszych wejść w hip-hopie.

Pezet – 5-10-15



Niby w 2002 roku Pezet składał tak, jak nikt dotychczas w Polsce tego nie robił, ale nie brałbym za przypadek tego, że z pięciu rapujących gości, którzy trafili na jego „Muzykę klasyczną”, przynajmniej dwóch ukradło mu kawałek. Jednym z nich był Mes właśnie, który jeszcze wtedy nie dorabiał do podrywania panienek zbyt wielkiej filozofii, co wychodziło jego nagraniom na dobre – stąd takie mistrzowskie zwrotki jak ta z bonus tracku na „Fachu” Flexxipu albo „5-10-15” właśnie. Jeśli coś się pamięta z tego nagrania, to w pierwszej kolejności porównania do Mariusza Maksa Kolonko czy córki Tony’ego Soprano. I ten wyluzowany, naturalny styl – Pezetowi zajmie jeszcze kilka lat, nim zbuduje potęgę swojego flow na czymś więcej niż zwielokrotnionych, jednostajnych rymach.

{sklep-cgm}

White House – Oczy otwarte



Można by dać w tym miejscu drugą część “Oczu otwartych”, wzmocnioną jeszcze bardziej bujającym i przebojowym bitem, ale tamto nagranie pachniało już konfliktem, z którego – jak czas pokazał – Mes nie do końca wyszedł bez szwanku (wbrew opinii większości środowiska). Tymczasem klasyk z pierwszego „Kodeksu” to popis bragga, jakiego dzisiaj brakuje – gdzie płynność nawijki idzie w parze z błyskotliwością tego, co się mówi, a pewność siebie jest wypadkową tych dwóch elementów, nie zaś szczeniackich gierek słownych. „Zagrywka czysta, ja stawiam na rap / Żeby jakiś pismak puszczał pawia na rap?” – kunszt techniczny nie oznacza tu dukania, a przypominam, że rzecz dzieje się chwilę przed tym, jak w sieci powstał kult tekściarskich wirtuozów w rodzaju Wankza.

Emil Blef – Nie wystarczy wejść do studia

Wbrew pozorom, im późniejsze nagrania Flexxipu, tym różnica klas między Blefem a Mesem jest coraz mniejsza. Wystarczy posłuchać „Prostych przyjemności” Pelsona czy „Widzę to podobnie”, by przekonać się, że progres teoretycznie słabszego Blefa jest być może bardziej heroiczny, bo walka toczyła się nie tylko z własnymi tekstami, ale i wadą wymowy. Podbonie jest z „Nie wystarczy wejść do studia”, gdzie obaj panowie dostarczyli doskonałe, wspomnieniowe zwrotki – rzucone na tak nostalgiczny, rozmyty bit, że magia tego duetu momentalnie powróciła. No, a co z tym Mesem? Jest tu kilka niezapomnianych, chwytających za serce wersów o ich legalnym debiucie, które mówią więcej o tamtym klasyku niż jakakolwiek recenzja: „Najlepiej o wartości Fachu możesz sam orzec / Weszliśmy do studia, by tam otworzyć rany, a nie konto / I podsypać je solą, nie – mąką”.

Święty – Krzyki za oknem



Mes otwierał rany wielokrotnie, i “Krzyki za oknem” wpisują sie właśnie w ten nurt w jego dyskografii. W 2006 roku, gdy na rynek trafiał winyl „Tu wolno palić LP”, z powodu braku gramofonu nie mogłem dotrzeć do tego nagrania i musiało minąć kilka ładnych lat, nim doszukałem się w sieci pełnej wersji tego kawałka (fragment był wcześniej w klipie). Nie zdziwię się, jeśli podobną drogę przeszło wielu innych słuchaczy, bo i krążek Świętego, nie dość że czarny, to dostępny był jeszcze w elitarnej, limitowanej edycji. To dobry moment, by dowartościować to nagrania, bo trzy zwrotki Mesa – położone na ciężki, fortepianowy bit w rodzaju „The Hiatus” Diamonda D – dorównują tu poziomem, dajmy na to, „Zdradzie”. Wszystko jest tu idealne – od uchwycenia tematu, przez kontrolę toku wypowiedzi, po błyskotliwą puentę.

Włodi – Definicja

Nie trzeba być Sokołem ani Wojtkiem Smarzowskim, by sportretować Warszawę jako kontrast lokalnych lumpów z nocnymi klubami, które są dla wielu spełnieniem marzeń. Mes ma może tę przewagę nad autorem „Czarnej białej magii”, że udaje mu się trochę spuścić z tonu i spojrzeć na ten syf z przymrużeniem oka – tak jak to zresztą robi momentami Smarzowski. Tutaj rzecz jasna nie ma zbyt wiele pola do popisu – dzieli bit z wyważonym i precyzyjnym jak zwykle Włodim – ale te półtorej zwrotki wystarczyło, by dołożyć swoje do międzymiastowych konfliktów i lokalnych konkursów piękności.

Red – Ten Typ



Trudno dziś powiedzieć, co jest bardziej legendarne w przypadku tego utworu – on sam czy powstały do niego teledysk? Choć gdyby się zastanowić, tych dwóch elementów nie sposób od siebie oddzielić. Bezczelny, głodny uznania Mes, który deklaruje: „Wiesz, mam teraz nową żonę jak Jan Englert / Nazywa się rap gra i dymam ją biegle”, to jednocześnie Mes, który rzuca wyzwanie całej scenie z przyczepy tira, wygodnie siedząc w fotelu ubrany w ortalionowy dres i adidasy. Przebojowe to, nieprzekombinowane i trafia momentalnie w łeb. Im częściej wracam do tych nagrań z lat 2002-2003, tym mniej dziwię się tym, którzy parafrazują tytuł nowej płyty Mesa: „Trzeba było pozostać dresiarzem”.

Polecane

Share This